Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętość. Pokaż wszystkie posty

20 listopada 2016

Pielgrzymka do źródeł chrześcijaństwa w Polsce

Źródła chrześcijaństwa w Polsce możemy podzielić ze względu na dwa aspekty – historyczny i religijny. Pierwszy z nich związany jest z powstaniem państwa polskiego. Drugi natomiast z wpływem pewnych wydarzeń na ugruntowaną już wiarę w Polsce.


Należy również zauważyć, że większość pielgrzymek odbywających się poza główne sanktuaria krajowe ma charakter turystyki religijnej. Wiąże się to z wykorzystaniem czasu wolnego w celu zwiedzania innych obiektów sakralnych i świeckich aniżeli docelowe sanktuarium.

Wyjazd zaplanowany jest z terenów południowej Polski i trwa około sześciu dni. W trakcie tej podróży przemierza się centralne ziemie naszego kraju, głównie wschodnią część Wielkopolski i Kujawy. Co motywowane jest aspektami historycznymi.

Zamek w Kórniku
Tytułową wędrówkę zaczynamy w Kórniku. Jest to miejscowość o rodowodzie średniowiecznym, której historia sięga XII wieku. Wtedy była to wioska rodowa Górków, jednej z najpotężniejszych ówcześnie rodzin szlacheckich. W XV wieku po uzyskaniu praw miejskich dla miejscowości wybudowali tam zamek, który po kilku modyfikacjach dokonanych przez kolejnych właścicieli przetrwał do dzisiaj. Obecnie w zachwyt wprowadzają elementy egzotyczne – południowa elewacja wzorowana na Tadź Mahal czy pierwsze piętro inspirowane grenadyjską Alhambrą. Poza tym wrażenie na zwiedzających wywołuje kolekcja dzieł sztuki, oryginalnie zachowane wnętrza oraz arboretum z największym w Polsce różanecznikiem.

Najważniejszym punktem nawiedzonym tego dnia jest Górka Klasztorna. W czasach przedchrześcijańskich był to jeden z najważniejszych miejsc kultu rodzimego. Znajdował się tam święty gaj, po którym pozostały małe kamienne instalacje w otaczającym współczesny klasztor lesie. Ważność tego miejsca spowodowana jest pierwszymi na ziemiach polskich objawieniami maryjnymi, które datuje się na rok 1079. Wielu wierzących patriotów wskazuje, że tak wczesne nawiedzenie maryjne w kraju na wpół pogańskim świadczy o randze kraju Polan w świecie chrześcijańskim. Obecnie opiekę nad tym sanktuarium sprawują Misjonarze Świętej Rodziny, którzy oferują pielgrzymom nocleg w swoim klasztorze.

Drugiego dnia nawiedzamy miejsca ważne dla początków państwa polskiego, czyli Ostrów Lednicki i Gniezno. W pierwszym z nich miał odbyć się właściwy chrzest Mieszka I, bowiem niektórzy z historyków uważają, że książę Polan był chrzczony trzy razy. Zabieg ten służyć miał udowodnieniu, że pogańscy bogowie nie istnieją i nie ześlą żadnej kary. Obecnie na wyspie wyeksponowano paladium książęce z kaplicą, w którym też zatrzymać się miał cesarz Otton III w drodze na zjazd gnieźnieński oraz fundamenty domostwa dla służby. Jezioro, na którym znajduje się Ostrów Jan Paweł II nazwał chrzcielnicą narodową.

Nieopodal znajdują się słynne Pola Lednickie, które od niedawna znane są jako osobna miejscowość. Powstały one z inicjatywy ojca Jana Góry, którego zainspirował Jan Paweł II i jego międzynarodowe spotkania z młodzieżą. Spotkania te odbywają się rokrocznie od 1997 roku i zawsze towarzyszy im motto. Cechą charakterystyczną Pól jest wielka brama-ryba, a spotykająca się młodzież jest ubrana na biało, co symbolizować ma Nowego Człowieka.

Katedra Gnieźnieńska
Ostatnim punktem drugiego dnia jest katedra gnieźnieńska. Jest ona matką wszystkich kościołów w Polsce, pierwszą katedrą. Do 1300 roku odbywały się w niej koronacje polskich królów. Bryła budowli w ciągu wieków zmieniała swój kształt od stylu preromańskiego po zbarokizowany gotyk. Najważniejszym elementem świątyni są znane każdemu Polakowi Drzwi Gnieźnieńskie z ilustracjami z życia świętego Wojciecha oraz konfesja tegoż misjonarza Prusaków nad jego relikwiarzem. Prawdopodobnie wzorowana była na Konfesji nad Grobem Świętego Piotra w Rzymie. Na uwagę zasługują także licznie zachowane detale gotyckie oraz elementy barokowe.

Trzeci dzień to Poznań. Miasto posiadające bardzo obfitą historię, która w epoce chrześcijańskiej rozpoczyna się w 968 roku, gdy Jordan, pierwszy biskup na terenie państwa Polan, obrał je jako swoją metropolię. Swoją rangę z czasów pierwszych Piastów zachował również w państwie elekcyjnym, gdzie miał prawo uczestniczenia w wyborze władcy. W wyniku sentymentu narodowego oraz udogodnień politycznych miasto rozwijało się bez przeszkód aż do potopu szwedzkiego, po którym już nigdy nie odzyskało świetności. Warto jednak wybrać się na renesansowy rynek, gdzie oprócz ratusza i kolorowych kamieniczek znajduje się sanktuarium Bożego Ciała. Z jego powstaniem wiąże się historia o profanacji trzech hostii przez miejscowych żydów, którzy przekupili mieszczanki, aby w ustach wyniosły Ciało Chrystusa. Wyznawcy religii mojżeszowej mieli nożem profanować je, a gdy widzieli, że nic się nie dzieje postanowili je wyrzucić na pole. Tam jeden z chłopów zauważył jak lewitowały o czym poinformował lokalny kler i burmistrza. Ci na początku nie chcieli wierzyć, jednak po krótkiej chwili pobiegli zobaczyć zjawisko, a jeden z proboszczów zabrał hostie. Później w ramach ekspiacji wybudowano sanktuarium.

Najważniejszy jest jednak Ostrów Tumski – dawna wyspa na Warcie oraz siedziba miejskiego oraz metropolitarnego kleru. Najważniejszą budowlą jest tam katedra, która szczyci się tytułem najstarszej w kraju. Gotyckie wnętrza zapierają dech w piersi, choć nie są w całości oryginalne co spowodowane jest pożogą wojenną, np. średniowieczny poliptyk przywieziony z Góry Śląskiej. Najważniejsze są podziemia, które skrywają pozostałości wcześniejszych katedr, grobowce biskupów poznańskich oraz grobowce pierwszych władców z dynastii Piastów. Choć tym ostatnim dedykowana jest Złota Kaplica w części głównej kościoła.

Po obwitych dniach miejskich nadszedł czas na spokojniejszy i wyciszający dzień, który zaczyna się w rotundzie świętego Prokopa w Strzelnie. Jest to największa rotunda romańska w Polsce, która przetrwała do dzisiaj. Kroniki datują jej powstanie na XII wiek, natomiast badania archeologiczne na XIII. Nawiedzający mury tej świątyni mogą sobie uświadomić jak małoliczne były średniowieczne miasteczka. Co jednak ważniejsze – znajdują się tam elementy wyjątkowe na skalę światową: kwadratowe prezbiterium oraz XIV wieczne stacje drogi krzyżowej wykonane w drewnie.

Jedna z kolumn
Równie ważny co rotunda jest Kościół Świętej Trójcy i Najświętszej Marii Panny. Choć podobnie jak większość polskich świątyń została zbarokizowana zostały w nim zachowane oryginalne elementy romańskie. Z zewnątrz widać bryłę budowli oraz tympanon fundacyjny, który przedstawia świętą Annę z maleńką Maryją na rękach. Natomiast po jej prawicy klęczy fundator (Piotr Wszeborowic) z prostym rzutem świątyni w ręku. Druga postać kobieca nie jest znana. Ciekawą figurę ma natomiast tympanon północny, który wygląda jak połączenie łuku romańskiego z gotyckim. Ważniejsze jest natomiast wnętrze. Zabytkiem klasy zerowej są rzeźbione kolumny romańskie. Podobne zachowały się jedynie w dwóch miejscach w Europie, w Santiago de Compostela oraz Bazylika świętego Marka w Wenecji. Na podporach przedstawione są cnoty i przywary, pośród których znajduje się naga kobieta symbolizująca prawdopodobnie rozpustę. Takie przedstawienie wewnątrz kościoła jest unikatowe w czasach powstania świątyni. Z duchowego punktu widzenia niezwykły jest relikwiarz w formie ołtarza. Jest miejsce przechowywania 658 różnych relikwii, co w połączeniu z innym kościołem w Strzelnie daje sumę relikwii przewyższającą ilością wszystkie relikwie będące we wszystkich świątyniach krakowskich.

Ze Strzelna warto udać się do Kruszwicy. Nie tylko ze względu na legendarną Mysią Wieżę oraz Jezioro Gopło, które jest tłem dramatu Juliusza Słowackiego „Balladyna”. Co ważniejsze znajduje się tam była katedra biskupa kujawskiego z XII wieku. Położona niemal w centrum Bazylika Kolegiacka pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła ukazuje w pełni styl wielkich romańskich kościołów. W przeciwieństwie do wcześniejszych jej wystrój jest surowy. Interesujące są proste kamienne łuki oraz drewniane sklepienie typowe dla podobnych budowli na południe od Alp.

Na resztę dnia warto udać się do Lichenia. Jedno z największych sanktuariów maryjnych w Polsce, a na pewno z największą świątynią w naszym kraju. Historia tego miejsca kultu zaczyna się na początku XIX wieku. Wówczas jeden z żołnierzy ranny w bitwie pod Lipskiem, Tomasz Kłossowski, miał objawienie maryjne. Pewnego dnia wracając z pielgrzymki na Jasną Górę, we wsi Ligota zobaczył obraz Najświętszej Maryi Panny, który był zgodny z wizerunkiem, który widział podczas objawień. Po rozmowie z właścicielem postanowił obraz wziąć do siebie i powiesić w lasku nieopodal miejsca zamieszkania na jednej z sosen. W niedługim odstępie czasu jednak zmarł. Przed obrazem modlił się jedynie pasterz Mikołaj Sikatka, który jako jedyny pamiętał o wizerunku. Wówczas to jemu zaczęła objawiać się Matka Boska. Jego objawienia stały się znane. Prawdopodobnie z powodu proroctw jakie otrzymał, m.in. o pladze chorobowej oraz o odrodzeniu Polski, która wówczas była pod zaborami. Wkrótce uznano objawienia i wybudowano pierwszą świątynię, do której przeniesiono cudowny wizerunek. Nie ustąpiły jednak starania o budowę nowej świątyni, godniejszej Maryi. Cel udało się zrealizować w latach 1994-2004. Została wybudowana bazylika, której architektura wzbudza kontrowersje. Przez wielu nazwana sakralnym potworkiem architektonicznym.

Przedostatni dzień pielgrzymowania znowu dotyczy jednego miasta – tym razem jest nim Toruń. Oczywiście należy udać się na rynek, do kościołów Najświętszej Maryi Panny, Katedry świętych Janów czy też kościoła akademickiego. Pierwsze dwie świątynie znajdują się na trasie toruńskiego gotyku, trzecia natomiast jest przykładem baroku protestanckiego, co dla wielu może być zaskakujące. Warte uwagi na rynku Starego Torunia są jeszcze ratusz oraz kamienice – szczególnie Kamienica Pod Gwiazdą. Nie należy także zapomnieć o pomniku Mikołaja Kopernika.

Bazylika Najświętszej Maryi Panny
Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II
Ważniejsze jest jednak Radio Maryją, które kształtuje wiarę wielu milionów katolików w Polsce. Niezależnie od światopoglądu nie można odmówić temu medium siły, z którą głosi orędzie katolickie. Jego nowa siedziba znajduje się na obrzeżach miasta. Obok niej znajduje się najważniejsza budowla, cel pielgrzymki do tego miasta – Bazylika Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II.

Jest to sanktuarium narodowe, które stanowi gest dziękczynny za wybór papieża Polaka, ale także za ukochanie Polski przez Maryję. Świątynia ta w swoim kunszcie nie ustępuje wielu kościołom, których historia liczona jest w wiekach. Prezbiterium urządzone jest jak osobista kaplica Jana Pawła II w Watykanie, łącznie z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z podpisem tegoż świętego. Boczne ściany przedstawiają wizerunki największych polskich patriotów – nie tylko świętych, nie tylko katolików. Dla osób wyniesionych na ołtarze zarezerwowano przede wszystkim witraże. Chór natomiast zdobią freski przedstawiające sceny biblijne. Z drugiej strony prezbiterium znajduje się mozaika przedstawiająca Jezusa miłosiernego na świetlistym tle. W podziemiach natomiast znajduje się kaplica, w której wymieniani są z imienia i nazwiska Polacy ratujący żydów w czasie Drugiej Wojny Światowej. Najbliższa okolica świątyni stanowi integralną jej część. Znajdują się tam: droga różańcowa, naturalnej wielkości figury świętej rodziny, świętego Piotra oraz Mieszka i Dobrawy. Przed wejściem natomiast znajduje się ponad 2,5 metrowy Jan Paweł II, który stoi na moście.


Ostatni dzień to Warszawa. Zwiedzanie stolicy zaczyna się od pomnika nieznanego żołnierza ulokowanego w pozostałościach kolumnady Pałacu Saskiego. Miejsce to związane nieodzownie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Stamtąd należy przejść na Krakowskie Przedmieście, a konkretnie pod Pałac Namiestnikowski, w którym rezydują prezydenci III RP. To w tym miejscu swój pierwszy publiczny koncert dał młody Fryderyk Chopin. Na ulicy przy której znajduje się rezydencja rozgrywały się także ważne dla naszej ojczyzny wydarzenia, m.in. krwawo stłumiona manifestacja polskości w 1861 roku. W podobny sposób, bez przelewu krwi, potraktowano demonstrację studencką w 1968 roku. U wylotu ulicy na Plac Zamkowy znajduje się świątynia, która w XVIII wieku stała się fundacją Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli kościół świętej Anny, z którego przemawiał Jan Paweł II w 1979 roku. Przyczyniło się to do kolejnych manifestacji narodowych. Symbolem polskości Starego Miasta jest oddany do użytku w 1984 roku Zamek Królewski, na którego odbudowę zorganizowana została zbiórka narodowa. Należy także wstąpić do nieopodal położonej Katedry świętego Jana Chrzciciela, w której świętowano uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Całość pielgrzymki zakończymy w Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest jednym z najsłynniejszych i najnowocześniejszych polskich muzeów.

Krzychu;) 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

24 marca 2016

Czwartek - Dzień Pierwszy

Z pewnością znacie Jezusa. Taki trochę hipis - jakbyście to współcześnie nazwali. Nie zabijaj, nie myśl źle, bla bla bla... No cóż. Dziwny trochę pacyfista. Protestował przeciwko urzędowi Wielkiej Świątyni, ale jednocześnie nie chciał się od niej oderwać. W sumie dziwak jakich wówczas było mnóstwo. Z tą różnicą, że pociągał ludzi mową, a nie agitacją w przeciwieństwie do wcześniejszego mesjasza, który wystawił swoich ludzi na morderstwo. Wracając jednak do sprawy.

Miał zjeść kolację przed Paschą (?) lub podczas niej. Nie pamiętam, nie chcę pamiętać. W sumie nikt poza nimi nie wie. Sala załatwiona. Impreza się rozkręca. Wszyscy w pozach półleżących. Było bez kobiet, bez muz, ale i tak było dobrze. Do momentu, aż się zrobiło dziwnie poważnie i podniośle. Znam Kolesia, więc pewnie jakiś kolejny wywód chciał przedstawić. A tu lipa - najpierw powiedział kto w Jego paczce jest sprzedawczykiem. Ja bym to trochę krwawiej załatwił, ale On tylko żarełkiem go wskazał. "OK, niech ci będzie" pomyślałem. Później wziął kawałek jakiejś wieśniaczej szmaty, miskę i zaczął myć swoim sługom nogi. U mnie to robiliby mi. Gdybym mógł to bym Go wtedy wyśmiał, ale nie mogłem. Tylko jeden się kapnął co się kroi, więc chciał się zamienić. Jedyny, który coś myśli - dałbym mu coś za to. A ten co - powiedział, żeby siedział cicho i przyjął to. Że niby to lekcja pokory, którą mają zapamiętać i zawsze ją stosować. Śmiać mi się chciało, bo jeszcze nie wiedziałem jakie to będzie miało skutki. Szefu coś podejrzewał, ale nic nie chciał mówić.

Po tym wszystkim nareszcie przyszła pora na winko - nie byle jakie. Najlepsze w okolicy. Toast zawsze musi być. U mnie nigdy go nie brakowało. A On znowu jak typowy żyd. Błogosławi i każe robić tak samo. Przy czym każe jeść swoje ciało (sic!). Mózg parował wtedy, ale teraz parzy. Ustanowił coś, czego nie mogli zaniechać. Teraz się to nazywa Eucharystią. Przy czym teraz wiem, że to jest moc, której szefu się obawiał. W sumie mi też z czasem ludzie zaczęli takie zdolności przypisywać. Przypisywać... Właśnie... Tyle, że wy teraz macie prawdziwą broń do obrony przed wszystkim, co jest złe. Na szczęście ktoś mnie i kilku moich ziomków wspomina.
Ikona ustanowienia Eucharystii, autor:?
Źródło: wordpress.com

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

13 marca 2016

Santiago de Compostela cz. III ostatnia


Camino del Norte 
...nazywany bywa również Camino de la Costa lub Ruta de la Costa. Wiedzie wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii nad Oceanem Atlantyckim przez cztery prowincje: Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję. Jest szlakiem bardziej wymagającym od innych szlaków jakubowych w Hiszpanii ze względu na dosyć pagórkowate uwarunkowanie terenu oraz liczne odcinki biegnące po drogach asfaltowych. Trudy wędrówki rekompensują jednak piękne widoki z jednej strony na wody Zatoki Biskajskiej, a z drugiej na Góry Kantabryjskiej oraz możliwość kąpieli na odcinkach plażowych. Dodatkowym atutem Camino del Norte jest zdecydowanie mniejsze obłożenie szlaku przez grupy pielgrzymów wędrujących do grobu Świętego Jakuba. Jednocześnie odznacza się też mniej rozwiniętą logistyką i infrastrukturą dostępną dla pielgrzymów w postaci albergue a także usług dodatkowych (np. firm transportujących bagaż między schroniskami).Według różnych danych oraz wybranych wariantów długość szlaku waha się między 818,4 km a 1115 km. 


Camino Primitivo
...łączy dwa inne szlaki: Camino del Norte i Camino Frances. Rozpoczyna się w Oviedo, skąd do przebycia jest ponad 300 km. Szlak łączy się z Camino Frances w miejscowości Melide, 50km przed celem - Santiago de Compostela.


Camino Lebaniego oraz Camino Vasco del Interior. Jednocześnie nadało im nazwę Camino Frances i Szlaki Północnej Hiszpanii. Długość Dróg św. Jakuba wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO sięgnęła ponad 2200 km.

Apel Rady Europy spotkał się z szerokim odzewem w Europie. Rekonstrukcja Szlaku rozpoczęta w 1986 r. trwa nadal w wielu krajach. Dziś, oprócz Hiszpanii, swoje szlaki (El Camino) – których w średniowieczu było wiele – mają już m.in. Portugalia (Camino Portugues), Francja (Chemin Saint-Jacques) oraz Niemcy, Austria i Szwajcaria (Jakobswege). Najczęściej uczęszczanym szlakiem jest Camino Frances (ok. 750 km), który - wbrew nazwie ("Szlak francuski") - w 98 procentach przebiega po terytorium Hiszpanii. Wędrówkę zaczyna się w Saint-Jean-Pied-de-Port we Francji, po północnej stronie Pirenejów, przechodzi się przez słynny wąwóz Roncesvalles, gdzie w roku 778 zginął legendarny Roland, bohater "Pieśni o Rolandzie", następnie idzie się przez górzystą Nawarrę, krainę Basków, następnie wędruje się przez słynącą z czerwonych win Rioję, przez wyprażone słońcem, kamieniste ścieżki prowincji Burgos, Palencii, León, przez deszczową Galicję, by po kilku tygodniach wędrówki dotrzeć wreszcie do Santiago de Compostela, na plac Obradoiro, przed katedrę, w której, według tradycji, znajduje się grób Apostoła.

Niektórzy nie kończą swojej wędrówki w Santiago de Compostela, ale podążają jeszcze kilkadziesiąt kilometrów dalej, czyli trzy dni drogi od Santiago, nad wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, do miejscowości Fisterra (łac. finis terrae - "koniec ziemi"), która często błędnie uważana jest za wysunięty najdalej na zachód punkt kontynentalnej Europy (w rzeczywistości dotyczy to przylądka Roca w Portugalii). W starożytności i średniowieczu uważano Fisterra za prawdziwy koniec świata, poza którym ciągnie się już tylko straszne, nieprzebyte morze. Tradycyjnie, po dotarciu tutaj, palono pokutne, pielgrzymie szaty i obmywano się w wodach oceanu, zostawiając za sobą dotychczasowe grzeszne życie i rozpoczynając z wiarą nowe. Stąd właśnie pochodzi najpowszechniejszy symbol Drogi św. Jakuba - muszla. Docierający nad ocean wędrowcy zabierali muszle jako dowód przebytej drogi. Dziś można je kupić na całej trasie, a najwięcej oczywiście w samym Santiago.

Z historią pielgrzymek do Santiago de Compostela związane jest najprawdopodobniej powstanie znanego kanonu Panie Janie.

Współcześnie najbardziej znanymi pielgrzymami są piłkarze reprezentacji Hiszpanii w piłce nożnej. Przed każdym wyjazdowym turniejem cała drużyna spotyka się w Santiago de Compostela. Po zdobyciu mistrzostwa świata w piłce nożnej w roku 2010 czterech czołowych piłkarzy zwycięskiej reprezentacji (Andrés Iniesta, Fernando Torres, Carlos Marchena, Sergio Busquets) zapowiedziało udanie się w pieszej pielgrzymce do Santiago. W 2010 r. sanktuarium odwiedził papież Benedykt XVI, a lokalne władze kościelne czynią starania, aby miasto świętego Jakuba odwiedził również jego następca papież Franciszek . W lipcu 2015 roku swoją ponad 4000 km pielgrzymkę w 119 dni z Królewca do Santiago de Compostela w ramach projektu 3 Biegun zakończył polski podróżnik Marek Kamiński.

W odróżnieniu od znanych w Polsce masowych pielgrzymek pieszych (do Częstochowy czy Kalwarii), Droga św. Jakuba przeznaczona jest dla pątników indywidualnych lub małych grup, bez względu na wyznanie i narodowość, chcących doświadczyć w drodze ciszy i duchowej przemiany. Do ich dyspozycji są nie tylko znajdujące się po drodze kościoły i kaplice, ale także dogodne miejsca noclegowe w schroniskach dla pielgrzymów (z hiszpańskiego nazywane albergue lub refugios) prowadzonych przez lokalne społeczności: parafie, stowarzyszenia, schroniska młodzieżowe czy też przez osoby prywatne w gospodarstwach agroturystycznych. Każdy pielgrzym powinien zaopatrzyć się wcredencial będący jego pielgrzymim paszportem, na podstawie którego otrzymać może dokument potwierdzający przebycie drogi: compostelę. Na wierzchu plecaka bądź ubrania powinien umocować muszlę jakubową. Charakterystycznymi atrybutami są także: laska, kapelusz, peleryna i zbiorniczek na wodę. 


Katedra w Santiago de Compostela
...jeden z największych zabytków architektury romańskiej w Hiszpanii, wpisana jest od 1985 roku na listę UNESCO. Wznoszenie jej rozpoczęto w 1075 roku podczas panowania Alfonsa VI Kastylijskiego. Upiększanie świątyni trwało przez kilka kolejnych wieków wraz ze wzrostem znaczenia Santiago de Compostela jako miejsca peregrynacji. Kulminacją architektonicznej ewolucji katedry jest jej główna, późnobarokowa fasada wychodząca z zachodniej strony na plac Obradoiro tzw. Fachada del Obradoiro, którą zaprojektował Fernando Casas y Nóvoa. Charakteryzuje ją dekoracyjne i ikonograficzne bogactwo (m.in. rzeźby przedstawiające postaci Św. Jakuba, jego dwóch uczniów oraz scenę związaną z cudownym odkryciem ich grobów), wielkie przeszklone okna, dwie 76-metrowe wieże na planie kwadratu oraz dwa rzędy renesansowych schodów dzieła Ginésa Martíneza prowadzących do głównego wejścia. Bo obydwu bokach znajdują się pałac biskupi oraz kapitularz.

Pozostałe trzy fasady katedry w Santiago de Compostela to południowa Fachada de las Platerías (wyróżnia ją Puerta de las Platerias czyli zachowujący romańską architekturę tzw. Portal Złotników, posiadający dwa tympanony przedstawiający sceny kuszenia Chrystusa na pustyni oraz Jawnogrzesznicę), wschodnia Fachada de la Quintana (barokowe portale Puerta Real i Puerta Santa czyli Wrota Królewskie oraz Święte Wrota, zgodnie z tradycją otwierane od XII wieku tylko 31 grudnia przed jubileuszowym rokiem, kiedy dzień patrona przypada na niedzielę).

Za wrotami głównej fasady, wewnątrz murów świątyni w jej obecnym kształcie znajduje się narteks (kryty przedsionek) stanowiący część wcześniejszej, romańskiej fasady. Wyróżnia go jeden z najwspanialszych XII-wiecznych portali, Pórtico de la Gloria (Portal Chwały). Został on wykonany w latach 1168-1188 na zlecenie króla Leonu, Ferdynanda II, przez Mistrza Mateo. W jego architekturze można zaobserwować ówczesną transformację sztuki romańskiej w gotycką. Składa się z trzech łuków, z których każdy prowadzi oddzielnymi wrotami do odrębnych naw. Najokazalszy z nich zwieńczony jest tympanonem przedstawiającym Chrystusa Odkupiciela w otoczeniu czterech Ewangelistów, natomiast jego archiwolty przedstawiają wizerunki 24 Starców Apokalipsy trzymających instrumenty muzyczne (całość ikonografii portalu nawiązuje głównie do scen z Apokalipsy Św. Jana).

Trzynawowe wnętrze katedry na planie krzyża łacińskiego zwieńczone jest sklepieniem kolebkowym. Główna nawa ma długość prawie 100 m, w połowie transeptu znajduje się gotycka kopuła. Katedralne organy wykonali w latach 1705-1709 Miguel de Romay i Antonio Alfonsín.

W miejscu pierwotnej, romańskiej kaplicy głównej można obecnie zobaczyć barokową, dzieła Domingo Antonio de Andrade. Przykryta baldachimem podtrzymywanym przez anioły znajduje się bezpośrednio ponad kryptą z grobowcem. W centrum kaplicy znajduje się wielka, polichromowana figura przedstawiająca Św. Jakuba, do której można dojść od tylnej strony ołtarza by wykonać tradycyjne, pielgrzymskie objęcie apostoła. W związku z burzliwą historią Hiszpanii w drugim tysiącleciu naszej ery, szczególnie w XVI wieku (kiedy to na wybrzeżu w niedalekim porcie La Coruña na ląd wyszli piraci dowodzeni przez Francisa Drake'a) cenne relikwie kilkukrotnie zmieniały miejsce przechowywania na terenie świątyni. Obecnie za ich ostateczne miejsce uznaje się kryptę z alabastrowym grobowcem oraz posrebrzaną urną zawierającą prochy apostoła Jakuba Starszego i jego dwóch uczniów.

Katedra Św. Jakuba z racji swoich rozmiarów oraz znaczenia dla pielgrzymujących ze wszystkich zakątków świata pielgrzymów posiada wiele wspaniałych kaplic: Capilla de Mondragón (z XVI wiecznym ołtarzem z terakoty przedstawiającym Zdjęcie Chrystusa z Krzyża - autor Miguel Perrín de Sevilla 1529 r), Capilla del Salvador (z polichromowanym ołtarzem w stylu plateresco przedstawiającym w centrum Chrystusa Odkupiciela pokazującego rany po zdjęciu z Krzyża - autor Juan de Álava 1532 r), Capilla de Nuestra Señora la Blanca (najmłodsza, neogotycka, posiadająca replikę patronki Katalonii - Matki Bożej Virgen de Montserrat), Capilla de las Reliquias (z wieloma cennymi relikwiami z czasów średniowiecza i królewskim panteonem) oraz Capilla del Cristo de Burgos (z przejmującą rzeźbą ukrzyżowanego Chrystusa wykonaną w roku 1754 w Burgos przez anonimowego artystę).

Na skrzyżowaniu naw znajduje się słynna, olbrzymia kadzielnica nazywana po galicyjsku Botafumeiro. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 roku. Wykonana z mosiądzu i z brązu, posrebrzana kadzielnica ma 1,60 m wysokości. Pusta waży około 62 kg, pełna 80 kg. Ważąca 90 kg lina, na której jest podwieszona ma długość 60 m i grubość 5 cm. Obecna, z syntetycznego materiału, zastąpiła dawny sznur wykonany z włókien konopi. W trakcie nabożeństw w których używa się botafumeiro, kadzielnica jest wprawiana w ruch przez ośmiu mężczyzn zwanych tiraboleiros. "Szybuje" wówczas z jednego boku katedry na drugi z prędkością do 68 km/h.  Ciekawostką jest to, że intensywny zapach kadzidła uwalnianego z botafumeiro według tradycji już w XI wieku miał na celu głównie wyeliminowanie nieprzyjemnego zapachu uwalnianego przez ówczesnych pielgrzymów - brudnych, przepoconych, cierpiących na różne zakaźne choroby.

Wewnątrz Katedry w Santiago de Compostela znajduje się także późnogotycki dziedziniec otoczony barokowymi krużgankami. W ich skład wchodzą łuki z podwójnymi kapitelami oraz archiwoltami przyozdobionymi motywami kwiatowymi i geometrycznymi. 

Refleksja
Na pytanie czy warto pielgrzymować i czy warto przejść jedną z dróg Św. Jakuba odpowiadam tak! Droga którą mamy okazję przejść daje nam niesamowite wrażenia które pomagają człowiekowi w zrozumieniu pewnych rzeczy. Jest to przede wszystkim możliwość zbliżenia się do Boga, a w zwłaszcza obecnych czasach gdzie dochodzi do zaniedbania swojej wiary która człowiek wg mnie powinien sycić i rozwijać. Droga Św. Jakuba pozwala poznać lepiej swój charakter, mocne strony jak i również pomaga w walce z słabościami, oraz motywuje do działania. Pielgrzymka do grobu Św. Jakuba Apostoła to również świetna okazja do zwiedzania, na szlakach znajduje się mnóstwo zabytków kultury Półwyspu Iberyjskiego, jak i również wspaniałe widoki które towarzyszą pątnikom i zwykłym turystą. 

Damian  Nowicki 

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

31 grudnia 2015

Bajka na Nowy Rok!

Bajka została przeze mnie napisana kilka tygodni temu dla gimnazjalistów i uczniów szkół średnich. Postaci są wzorowane na znanych mi osobach, podobnie jej przebieg. Wszystkim nie życzę takiej przemiany w nadchodzącym roku. Z Nowonarodzonym Chrystusem w sercu życzę spokojnej przemiany.


Dawno, dawno temu… W sumie nie tak dawno był sobie pewien człowiek. Miał on wielorakie problemy. Lubił korzystać z wszelkich uciech życia doczesnego. Bynajmniej nie chodzi tutaj o różnego typu wyjazdy w góry, kulturalne spotkania studentów w pubach czy organizowanie domówek. Niezmiernie często korzystał z alkoholu, narkotyków oraz niezobowiązującego seksu z nowo poznanymi kobietami.

Dzisiejsza historia zaczyna się na ostatniej w życiu libacji Tomka. Postanowił, że wystąpi w piwnych zawodach w wyniku czego szybko wprowadził się w stan upojenia alkoholowego. Jako, że miał ogromne doświadczenie w tym stanie nie stracił przytomności umysłu. Pomyślał, że dobrze będzie jak zapali zioło i skorzysta z mocniejszego dopalacza. Pożyczył pieniądze od kumpla i poszedł na miasto.

Po długich poszukiwaniach znalazł dilera. Usłyszał o nowym narkotyku zwanym kosmiczny strzał. Gdy przechodził koło kościoła, w którym odbywało się nabożeństwo, postanowił się zatrzymać, aby zanegować wszystko co się tam dzieje. Wszedł i po krótkim słuchaniu kaznodziei postanowił zrobić sobie zastrzyk z narkotykiem. Dodało mu to animuszu. Zaczął krzyczeć i wyzywać znajdujących się tam chrześcijan. Kilku rosłych mężczyzn postanowiło interweniować. Ku ich zaskoczeniu zaprotestowała młoda dziewczyna. Nazywała się Arleta. Kojarzyła chłopaka, gdyż chodzili na ten sam wydział. Odezwała się nie tylko ze względu na znajomość, ale przede wszystkim przez to, że poczuła to podczas modlitwy. Poprosiła księdza, by odpowiedział na wszystko, co mówił Tomek. Tak też się stało.

Chłopak jednak nie chciał słuchać i postanowił, że opuści świątynię. Tak naprawdę była to ostatnia próba przemówienia przez Boga do jego świadomości. Wiedział bowiem, że narkotyk, który został wstrzyknięty do jego żył był tzw. złotym strzałem. Wracając na imprezę przechodził przez niemal pustą jezdnię. Potrącił go jednak samochód. Skutkiem tego było zabranie Tomka do szpitala – został podłączony do wielu różnych maszyn. Szybko również podjęto próbę detoksykacji jego organizmu. W tym samym czasie chłopak przeżywał coś niezwykłego.

Jezus postanowił w sposób bezpośredni pokazać chłopcu co się stanie, gdy nie zmieni swojego życia na lepsze. Najpierw zstąpili do piekieł – tam w wielkich mękach zobaczył skutek wiecznego braku miłości Trójcy. Chrystus wyjaśnił, że całym swym życiem

decydujemy o wyborze na sądzie szczegółowym zaraz po naszej śmierci. Pan zobaczył myśli Tomka, dlatego zabrał go do czyśćca. Powiedział mu, że to jest miejsce, w którym dokonuje się oczyszczenie poprzez odpowiedzialne prześledzenie swojego życia. Przeznaczone jest ono dla ludzi dobrych, którzy świadomie podejmowali decyzje wbrew Miłości Bożej. Niebo, do którego się udali było najbardziej zaskakujące. Nie było to miejsce, w którym trwała wieczna Msza jak sobie wyobrażał. Było tam pełno śmiechu i radości w Trójcy obecności. Jezus wskazał mu miejsce podpisane „Tomasz – mój ukochany syn”. W tym momencie ocknął się w pokoju szpitalnym zupełnie sam. Nikt nie przejął się jego nieobecnością do końca imprezy oraz tym, że nikt go nie widział od trzech dni. Zrozumiał, że jest coś nie tak skoro nawet poinformowana rodzina się nie pojawiła. Przekonał się, że nie był to sen.

Postanowił, że zmieni swoje życie. Nie stało się to natychmiast. Powoli wychodził ze swojego środowiska dając nieświadomie świadectwo swojej przemiany. Zaczął powoli ufać Kościołowi, znalazł tam dziewczynę. Zmienił studia. Założył rodzinę. Jak potoczyły się jego losy dalej – nie wiem. Jednego jestem pewien – możesz takiego Tomka spotkać niemal na każdym rogu ulicy.

Krzychu;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 grudnia 2015

Święta na Śląsku od kuchni

Wigilia, podobnie jak błogosławienie pokarmów w Wielką Sobotę, to tradycja w wielu domach większa aniżeli sama uroczystość, jaką poprzedza. Rodzina gromadzi się przy jednym stole, nikt nie może zostać sam. 

Wszystko ma swoje miejsce - od niedawna również "Kevin sam w domu". Szał zakupów zaczyna się już pod koniec października (sic!), prezenty dla dzieci kosztują niemal całą pożyczkę, a każdy "artysta" stara się nagrać świąteczny kicz. W całym zamieszaniu zapominamy o Bożym Narodzeniu, a nawet o samej tradycji wigilijnej.

PRZYGOTOWANIE DO WIGILII

Na Śląsku przygotowania do Bożego Narodzenia oraz całego okresu świątecznego trwają niemal cały rok. Zaczynają się niemal dokładnie dwanaście miesięcy wcześniej. Wtedy to należy zrobić surowe ciasto piernikowe, które w Wigilię dzieli się co najmniej na dwie części. Z jednej robi się ciasteczka o różnych kształtach i rozmiarach. Część z nich ląduje na choince. Z reszty ciasta piecze się piernik w podłużnej formie. Tradycja niektórych regionów Śląska nakazuje, by piec je na drugi dzień po Barbórce. Zanim upiecze się ciasto, należy ususzyć owoce i pozbierać orzechy. Czas ku temu jest w okresie letnim oraz wczesnojesiennym. Potrzebna do tego jest cała rodzina - dzieci zbierają dary natury, a rodzice drylują i suszą. Również te smakołyki dzieli się na dwie grupy - jedne są zostawione do spożycia w czasie wieczerzy, zaś inne służą jako składnik potraw.
Te z kolei przygotowywało się na kilka dni przed Wigilią, choć kulminacja następowała w przeddzień Bożego Narodzenia. Zapach wypieków, jaki rozchodzi się z kuchni po cały domu, zapowiada zbliżającą się wieczerzę. Dla łasuchów jest z pewnością nie do wytrzymania, gdyż tradycyjnie Wigilia jest dniem postnym na Śląsku. Z dziećmi nie ma większego problemu, gdyż te "wygania się" na dwór. Problem stanowią mężczyźni, którzy lubią skubnąć sobie tego i owego. Mają jednak inne, bardziej bojowe zadanie - zabić świątecznego karpia. Ryba ta pojawiła się na śląskich stołach już w średniowieczu pod wpływem czeskich zwyczajów, a później jej popularność się umocniła na skutek tradycji dolnoaustriackich. Gdy zwierzę już jest zabite i upieczone, czas rozsiąść się przy stole.

WIGILIA

Moczka
Choć świętowanie tego wieczoru jest zwyczajem polskim, który przeniknął na Śląsk kilkaset lat temu, jego organizacja wygląda całkowicie inaczej. Jedynym wspólnym elementem jest chyba tylko opłatek, którym dzielimy się z bliskimi. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale tutaj czas dzielenia się jest różny. Dzieje się to albo przed posiłkiem, albo po.
Pierwszą różnicą, jaka jest łatwo zauważalna, jest grono rodzinne, w którym spożywamy wieczerzę. Obce są zjazdy, które widzimy w serialach albo słyszymy z opowieści. Na Śląsku świętuje się w gronie najbliższej rodziny, tj. w obrębie tej, z którą mieszkamy na co dzień. Inaczej wygląda również ilość i potrawy na stole. Tradycyjnie powinno ich być sześć, zaś żadna z nich nie występuje poza naszym regionem. W ogóle nie pojawia się mięso. Ponadto nasza kolacja wigilijna ma charakter obiadowy, co wywołuje zdziwienie już na nieopodal będącym Zagłębiu Dąbrowskim. Zaś rodzaje potraw, jakie się pojawiają, zależą od miejscowości. Są jednak pewne elementy wspólne.
Tak się przekłada makówki
Jedyna zupa, która wlicza się w skład śląskiego stołu wigilijnego, to siemieniotka zwana także konopiotką. Gotuje się ją z ziaren siemienia. Przyjmuje ona formę zupy kremowej. Dodaje się do niej skwarki chlebowe, żeby była bardziej do jedzenia aniżeli do picia. Na drugie danie podaje się sałatkę z ziemniaków oraz karpia. Na deser podaje się zupę na słodko, czyli moczkę. Robi się ją z ciasta piernikowego oraz orzechów, rodzynków i kompotów (śliwkowego i agrestowego). Innym smakołykiem na słodko są makówki - jest to przekładany bułką paryską mak na słodko z bakaliami. Całość się zalewa bądź podlewa mlekiem.
Zależnie od miejscowości na stole pojawiają się również gotowane ziemniaki, kołacz z serem, kapusta z grochem, pierniczki oraz śliszki. Tą ostatnią potrawę robi się niemal wszędzie inaczej. I tak w opolskiej części są to moczone w mleku kawałki suchego kołacza; w cieszyńskiej części są to gotowane kluski ziemniaczane; natomiast w obrębie tak zwanego województwa górnośląskiego są to gotowane kluski z mąki pszennej, wody lub mleka z odrobiną soli.

PO WIECZERZY

Gdy wszyscy już zjedzą i odpoczną, udają się na pasterkę, która jest kulminacyjnym momentem Bożego Narodzenia. Po mszy świętej wszyscy składają sąsiadom i znajomym życzenia. Zaś do domu przychodzi Dzieciątko, które z nieba przynosi prezenty dla domowników. O tym dowiadują się rano dzieci, które starają obudzić się jak najwcześniej. W części opolskiej Śląska pociechy swe prezenty dostają już po kolacji i kolędowaniu. Uroczystość 25 grudnia dalej jest świętowana w gronie najbliższej rodziny. Po rozpakowaniu prezentów i śniadaniu dzieci razem z jedną z osób, które nie były na pasterce (zazwyczaj babcia albo dziadek), idą do kościoła. Po mszy dzieci wymieniają się informacjami, co każdy dostał. Po wszystkim je się uroczysty obiad i podwieczorek, po których całą rodziną udaje się do kościoła, aby zobaczyć szopkę. Często się również zdarza, że tata bierze swoje pociechy i objeżdżają wszystkie okoliczne kościoły, aby porównać, która z stajenek betlejemskich jest najlepsza.
Na tym nie kończy się świętowanie. Całość na Śląsku jest rozciągnięta aż do szóstego stycznia. Niemal w każdym dniu jest jakiś ważny element tradycji. O tym może innym razem.

Wszystkim czytelnikom życzę Bożego Narodzenia w sercu, aby Bóg zagościł w sercu każdego z nas, a bliscy nie poszli w odstawkę.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

8 listopada 2015

Przecież ksiądz ma kobietę na boku...

Zdanie tytułowe jest jednym z najczęstszych "argumentów na nie" przywoływanych w kontekście spowiedzi. Jest to z jednej strony zrozumiałe (zgorszenie) a z drugiej śmieszne (co to ma do mojego życia). Nie bez powodu zaczynam od tej kontrowersyjnej treści bowiem dzisiaj chciałbym przedstawić kilka "typów księży w konfesjonale".

Od początku

Rzeczywistość spowiedzi obecna była w Kościele od jego początku. Zaczyna się od Ewangelii gdzie Jezus niemal na każdym kroku odpuszcza grzechy wiernym. Później odchodząc zostawił rodzącemu Kościołowi "prawo" do tego miłosierdzia: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23). W okresie antyku i wczesnego średniowiecza sakrament ten miał charakter publicznego wyznawania grzechów - najpierw jednokrotnego w ciągu całego życia(!), a następnie wielokrotnego. W okresie między V a VII wiekiem w wyniku misji iroszkockich na kontynencie rozprzestrzeniła się forma uszna wyznawania grzechów - nadal w formie bezpośredniej rozmowy z kapłanem. Znany nam konfesjonał został wprowadzony przez Tridentino w celu zwiększenia intymności oraz poniekąd zwiększenia komfortu (zmniejszenia poczucia wstydu).

Ksiądz w konfesjonale

Rola duchownego w przebiegu sakramentu pokuty i pojednania jest tak ważna jak mleka krowiego w cieście drożdżowym. Może to być moment przełomowy nawrócenia/nawracania się lub chwila rezygnacji/zgorszenia. Robotnicy albo o tym zapominają, albo mają to w nosie. Dlatego powinniśmy cenić i dziękować Bogu za osoby, które poważnie traktują swoją posługę. Sam będąc na parafii kilka lat temu widziałem jak jeden z moich kolegów księży się przygotowuje, aby być prawdziwym w tym co robi (do tego stopnia, że nosił karteczkę ze sobą, żeby w trakcie rozmowy z penitentem nie zapomnieć formuły spowiedniczej).

Dochodząc do głównego tematu wpisu przedstawiam kilka "typów" spowiedników, z którymi miałem do czynienia/czytałem o nich/na których znajomi się skarżyli:
  1. fideista - koleś, który twierdzi, że wszystkie problemy wystarczy załatwić modlitwą i po kłopocie (por. Fides et ratio);
  2. psycholog - facet twierdzący, że w "tym i tym" przypadku spowiedź nic nie da i trzeba to załatwić u psychologa/psychiatry (por. FeR);
  3. ignorant - osoba mająca na półce w pokoju nauczanie Kościoła, będąca sama dla penitentów instancją moralną, np. masturbacja nie jest grzechem - to normalne dla faceta;
  4. mistyk - ksiądz, który żyje w bliskiej relacji z Jezusem do tego stopnia, że dochodzi niekiedy do rozpoznania sumienia i wie wtedy o rzeczach, o których nikomu nie mówiłeś bądź nie miał możliwości konkretnej rzeczy usłyszeć;
  5. kaznodzieja - ksiądz, który nie ma "super pouczeń", ale się przygotowuje, stara się, jest wyrozumiały i sprawiedliwy - pozytywnie normalny;
  6. mądrala - koleś, który nie da się wyspowiadać - nie dopuszcza do głosu lub przerywa w trakcie wypowiedzi - bo ma odpowiedź na ciebie, np. wszedłem kiedyś na Jasnej Górze do konfesjonału, nie zdążyłem się przeżegnać, a ojciec stwierdził już, że przyda mi się psychiatra...;
  7. czytelnik - osoba modląca się bądź czytająca w trakcie spowiedzi;
  8. biskup - biskup we własnej osobie będący w konfesjonale.
Podsumowanie

Moje doświadczenie z "konfesjonałem" jest długie i burzliwe - raz lepsze, raz gorsze. Ważne jest jednak, aby nie przejmować się księżmi będącymi w "budce", ponieważ przychodzimy tam do Chrystusa. Wiem, że brzmi to jak typowa papka katolicka, ale tak jest. Z powodu takiego podejścia udało mi się wyspowiadać u "mądrali". 

Rozumiem również, że postawy księży wywołują zgorszenie. Pamiętajmy, że księża są z ludzi wzięci, przez ludzi wychowani i dla ludzi przekazani - zatem jaka jest kondycja społeczeństwa taka też kapłańska. To jest również nasza odpowiedzialność, żeby bydło nie szło do seminarium i stamtąd nie wychodziło.

A co wy myślicie o spowiedzi? 

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 grudnia 2014

Boże Narodzenie

24 i 25 grudnia świętuje każdy w Polsce. Wigilia musi być. Tradycja tak zakorzeniona w naszym kraju, że nawet ateiści ją zostawili sobie. Piękna sprawa, ale w pewien sposób też niebezpieczna dla chrześcijanina. Co w niej takiego groźnego dowiecie się po lekturze całego artykułu.

Nativitas Domini

Tak brzmi oficjalna nazwa Kościoła omawianej uroczystości. Polski Kościół przyjął nazwę analogiczną - Narodzenie Pańskie. Najstarsze wzmianki o Uroczystości Bożego Narodzenia znajdujemy u greckiego artysty Furiusa Dionizjusa Filokalusa w Depositio martyrum. Dokument ten datuje się na rok 354. Jednak to tylko wzmianka o konkretnej uroczystości. Sam fakt narodzenia Mesjasza, wg H. Lietzmanna, był związany z obchodami uroczystości Objawienia Pańskiego, dlatego jego obchody można przesunąć na czasy wcześniejsze. Podaje on bowiem, że uroczystość Epifanii jest znacznie starsza i należy do grona pierwszych świąt.

Dzień, w którym jest obchodzony (25 XII) pochodzi z Tradycji. Specjaliści nie są zgodni, dlaczego akurat ten dzień. Z tego też powodu istnieją różne teorie:
  1. a) najpopularniejszą jest chrystianizacja święta pogańskiego - było to przeciwstawienie nigdy nie zachodzącego światła Chrystusa zachodzącemu bogu Mitrze; nie jest to jednak przejęcie święta, ale zaprezentowanie czegoś całkiem nowego, innego (m.in. H. Usener, F.J. Goelger, H. Frank);
  2. b) kolejną jest łączenie urodzin Jezusa z urodzinami Jana Chrzciciela; w skrócie chodzi o to, że Ostatni Prorok Starego Przymierza miał urodzić się w dniu przesilenia letniego (za De solstitiis et aequuinoctis conceptionis et nativitatis Domini nostri Iesu Christi et Iohannis Babtistae) - z Pisma Świętego wiemy natomiast, że Chrystus był pół roku młodszy (m.in. L. Duchesne, L. Fendt, A. Strobel, A. Wilmart);
  3. c) trzecia teza łączy powyższe dodając, że początkowo uroczystość Bożego Narodzenia obchodzono z 5. na 6. stycznia, by 6. stycznia świętować Jego chrzest; w związku z kultem i obliczeniami Kościół w IV wieku przeniósł uroczystość na 25. grudnia (m.in. O. Culmann).
Muszę jednak dodać, że 26. grudnia jest błędnie nazywane Drugim Dniem Świąt Bożego Narodzenia. Jest to pierwszy dzień oktawy Bożego Narodzenia i obchodzi się rocznicę męczeńskiej śmieci diakona Szczepana (od łac. Stephanus).

Pismo Święte

Zacznijmy więc od zwiastowania. Był to pierwszy moment, w którym ktokolwiek dowiedział się o konkretnym czasie narodzin człowieka oczekiwanego od wieków. Ewangelista podaje, iż było to "w szóstym miesiącu". Z kontekstu wiemy, że był to szósty miesiąc ciąży matki Jana Chrzciciela. Bez żadnych ogródek anioł powiedział - może bardziej przeprowadził wierszowany dialog - o roli jej i Jezusa w planie zbawienia człowieka. Jak gdyby nigdy nic skwitowała to słowami: "Jestem służebnicą Pana; niech mi się stanie według twego słowa.". Przy okazji dowiedziała się, że jej krewna też będzie miała dziecko. Poszła tam i została na około trzy miesiące. Wróciła do siebie i poszła ze swoim mężem do "miasta Dawidowego zwanego Betlejem". Tam "urodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w mieszkaniu". Związane są z tym zjawiska społeczne - pasterze u groty czy mędrcy ze wschodu (nie wiemy nic więcej o nich). Obok tego była również obecna przyroda, czyli tzw. gwiazda betlejemska. Wokół niej jest tyle teorii, że na omawianie nie ma miejsca tutaj (planety, kometa ,itp.).

Przy okazji trzeba wskazać, że Chrystus był/jest jedynakiem. Nie jest to wymysł czarnej mafii, a przekaz biblijny. Są cztery newralgiczne momenty, na które musimy zwrócić uwagę. Pierwszym z nich jest fragment: "Nie współżył z nią (Maryją - przyp. autora), aż urodziła Syna.". Budowa tego zdania w języku polskim wskazuje, że po wszystkim małżonkowie skonsumowali związek. Jest to błąd spowodowany gramatyką języka polskiego, ponieważ oryginalny tekst grecki używa czasownika w formie czasu przeszłego niedokonanego co w językach starożytnych zamyka dyskusję - taka budowa. Drugim jest genealogia Chrystusa - nie ma tam wypisanego brata ani siostry. Trzecim - nazwanie kogoś pierworodnym nie wskazuje na to, że był inny potomek, ale raczej na prawa jakimi może się posługiwać. Czwarty - w języku hebrajskim ( lub innym semickim) nie ma rozróżnienia na brata/kuzyna (bliższego czy dalszego), dlatego też nie jest uzasadnionym mówić na podstawie jednego fragmentu, że Chrystus miał rodzeństwo.

Familiada


Pięć pytań, 15. sekund. :D

Pytanie pierwsze: z czym kojarzy ci się szopka?
Jest to tradycja Kościoła Zachodniego powstała w późnym średniowieczu we Włoszech. Za pierwszego twórcę przedstawienia Bożego Narodzenia uważa się świętego Franciszka z Asyżu. Zbudował ją w 1223 roku w Greccio. Tak owe wydarzenie opisuje Tomasz z Celano: 
„Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświetliła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem”.

Celem tego typu organizacji było przybliżenie Dzieciątka gawiedzi, której nie było stać na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, albo do Santa Maria Maggiore, gdzie znajdują się relikwie z Betlejem.

Jakie role są grane podczas kolędowania i jasełek?

Oczywiście nie obyło się bez turonia, którego protoplastą był wymarły w XVII wieku tur europejski. Poza nim potrzebne są postacie mediacyjne pomiędzy ludźmi, a przyrodą. Potrzebna staje się więc śmierć z kosą oraz diabeł. Ta ostatnia jest spadkobiercą czczonych przez Słowian duchów leśnych. Kolędowanie ma bowiem pochodzenie pogańskie.

Około doby baroku straciło na znaczeniu, a raczej doszło do wyodrębnienia się tradycji jasełek. To one przejęły ciężar opiewania narodzin Syna Bożego. Wskazuje na to już sama nazwa, gdyż "jasło" to staropolska wersja "żłobu". Innym źródłem tego typu przedstawienia mogą być franciszkańskie misteria.

Skąd się bierze choinka w naszym domu?

Współcześnie jest to plastik z supermarketu lub drzewko z hodowli leśnej. Za osobę, która jako pierwsza przystroiła choinkę uważa się świętego Bonifacego (VIII wiek). Zgodnie z legendą miał wyciąć święte dęby, które upadając połamały wszystkie drzewa. Przetrwała mała jodełka co wykorzystał w kazaniu, mówiąc, że wszystkie bożki upadną, a tylko prawdziwy Bóg się ostoi. Jednak bliższe prawdy są wierzenia germańskie, wg których wszechświat podtrzymywany był przez jesion zwany Yggdrasill. Na jego gałęziach zawieszone były ciała niebieskie. W rolę wchodzą także słowiańskie podłaźniki, które z drzewkami nie mają do czynienia. Choinka znana w naszej wersji (gwiazda, rajskie jabłka, świece) pochodzi z XVII wiecznych Niemiec.

Kiedy dzielimy się przaśnym kawałkiem chleba?

Zwyczaj dzielenia się opłatkiem znany jest w Polsce od XV wieku. Dopiero jednak w XVIII wieku związał się z Wigilią Bożego Narodzenia. Do czasów oświecenia prawo do ich wypieku (mąka i woda) posiadali jedynie zakonnicy i zakonnice. Robiono z nich ozdoby świąteczne. Wierzono, że mają moc odpędzania zła. Współcześnie popularne w Polsce są cztery kolory opłatków: biały, żółty, zielony i różowy.

Co robią zwierzęta podczas Wigilii Bożego Narodzenia?

Oczywiście mówią. Na wsi zjadają także opłatek. Ponadto stają się częścią dwunastu potraw lub po prostu posiłków bożonarodzeniowych. Tłumaczy się to zawieszeniem praw przyrody. W niektórych domach wierzy się jeszcze, że o północy zakwitają drzewa. Jest to oznaka zapoczątkowania nowej ery.

Co ukrywamy w mieszkaniu lub pod choinką w dzień Bożego Narodzenia?

Oczywiście chodzi o prezenty. Zwyczaj ten był do XIX wieku obecny jedynie w warstwie szlacheckiej. Później przejmowali to mieszczanie - najpierw niemieckiego pochodzenia. Wtedy też miały one inny charakter - miały dawać radość i być oznaką miłości, dlatego darowano jabłka, pierniki, owoce i słodycze. Przynosili je (w zależności od regionu): Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdka, Gwiazdor, Dziadek Mróz, Mikołaj, Święty Mikołaj lub Święty Józef. Tutaj pojawia się zagrożenie - przebóstwienie Mikołaja, którego już nawet chrześcijanie kojarzą bardziej niż rodzącego się Boga w tym dniu.

Pozdrawiam i  życzę Bożego Narodzenia
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

8 listopada 2014

8 października 2014

Uzdrowienia, leczenie a naiwność

Na jednym z portali niedawno pojawił się wpis, jakoby tylko modlitwa i życie z Bogiem wystarczyły dla pokonania choroby jaką jest depresja. Pisałem o tym ze znajomy o całkiem odmiennych poglądach i muszę się przyznać jestem co najmniej trzecią stroną w sprawie. Dlaczego? Zapraszam do lektury ;)

Choroba i lekarze

Ogólne pojęcie dla Polaków jest takie - wszystko co siedzi w przychodni jest lekarzem - oczywiście nie licząc pielęgniarek, sprzątaczek itp. Jednak nie jest tak kolorowo i prosto. Wiem na pewno, że psycholog nie zalicza się do grona lekarzy co usłyszałem na pierwszej wizycie u tego specjalisty. Radzę, więc uważać ze słowami. W związku z tym piszę o określonej wyżej grupie. 

Bóg nie bez powodu dał ludziom talenty, możliwości rozwoju nauki i walki z chorobą, by ci nic sobie z tego nie robili. Każdy człowiek ma obowiązek wykorzystywać swoje talenty, bowiem są one darem nie koniecznie dla niego samego, ale dla wszystkich. Nie inaczej jest z medycyną. Każdy z lekarzy ma swoje do zrobienia, że tak to określę: z namaszczenia Bożego. Realizując się w tej czy innej specjalizacji nie uszczęśliwiasz tylko siebie, ale całą wspólnotę Kościoła, a docelowo całą ludzkość (powiedzmy taki efekt motyla ;)). Dostaliśmy to jeszcze - jak i większość nauki - aby mieć oręże w walce z przewidywanymi bądź uwidocznionymi skutkami grzechu. Do tego bezspornie zaliczamy choroby. Nie wykorzystując tej drogi pozbawiamy się szczęścia, a dodatkowo zabijamy siebie - tak, tak - jedno z przykazań.

J 5,1-8
Choroba a modlitwa

Oprócz drogi fizykalnej mamy również drogę duchową, która dla wierzących chrześcijan powinna być praktykowana na równi. W wypadku Bożej interwencji może ona przybrać różną drogę - w zależności od Jego woli, bo On wie na 100% co robi. O "warunkach", "zasadach" itp. będzie kiedyś indziej. Teraz tylko podam drogi.

Tak więc pierwsza droga to całkowite uzdrowienie. Doznają go różni ludzie na całym świecie niezależnie od choroby. Wbrew swoim wykładowcom powiem, że nigdy nie wolno wątpić w taką możliwość. Jest to bowiem pewne ograniczenie Boga. Musimy jednak pamiętać, aby nie było to naiwne liczenie ze względu na swoje lenistwo.

Druga to wsparcie w normalnym przejściu choroby. Jest to zauważenie Bożej obecności w tym stanie i wyciąganie z tego Bożej Miłości co daje nam pewnego rodzaju ulgę - jeżeli znacie takie osoby to zapytajcie ich.

Trzecia to szybsze niż normalne przejście "standardowej drogi chorobowej" - inaczej określając chodzi o lepsze działanie lekarstw, trafienie na lepszych specjalistów itp. 

Naiwny jest ten kto liczy na uzdrowienie nie robiąc nic. Naszym obowiązkiem jest próba medyczna rozwiązania problemu. Pamiętajmy, że Bóg to nie zachciedajka - ja chcem i ja muszem mieć. Bóg to oprócz Odkupiciela, Zbawcy, Pana także nasz życiowy Partner ;)

Mówiłem, że jestem stroną - komentarze poniżej jakby co
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

27 września 2014

Bad Wolf

W jednym ze wcześniejszych wpisów dowiedzieliśmy się, że Grzech rodzi grzech. Jak można się domyśleć z grzechu bierze się zło na świecie. Nie jest to jednak takie proste. Dlatego też dzisiaj chciałby się zająć tym tematem. Natchnieniem dla mnie była postawa niektórych uczniów ze szkoły podstawowej, w której miałem praktyki. Jest to więc zagwozdka dla rodziców dlaczego tak się stało.

Bóg a sprawa zła na świecie

Paradoksem europejskiej kultury postchrześcijańskiej, określanej powszechnie zachodnią, są oskarżenia kierowane w stronę Boga chrześcijańskiego, którego ona nie uznaje. Jednym z najpoważniejszych jest obwinianie Go o powodowanie zła. Tutaj pojawia się podwójna droga tych argumentów - ślepców i rozumiejących.

Ślepcy to te osoby, które z lenistwa nie interesując się tematem powtarzają jak mantrę zasłyszane gdzieś pseudo argumenty naukowe. Trudność w relacji z nimi polega na ich ostatecznym zaparciu się przed prawdą. Nawet, gdy wykaże się, że nie mają racji lub ich założenia są błędne stwierdzą, że to my popełniamy błąd. Aby podkreślić swoją wyższość określają się jako ateiści moim zdaniem ubliżając im.

Rozumiejący to te osoby, które interesują się tematem, ale bądź nie potrafią przeskoczyć bariery nadnaturalności pewnych zjawisk, bądź przekraczając ją nie chcą się do tego przyznać. Oni albo przekładają prawa ludzkie na Boga, albo też odczytują wszystko dosłownie w ten sposób ograniczając Tego, który jest nieograniczony. Ci określają się mianem ateistów aktywnych i rzeczywiście nimi są.

Szatan a sprawa zła na świecie

Pierwszym odpowiedzialnym za zło na świecie jest ten upadły anioł. Jest on stworzeniem, więc nie dorasta Bogu do pięt. Jako główny prowodyr ciągnie za sobą wielu ludzi. Jego taktyką jest bowiem intelekt - jako anioł zna on konsekwencje swoich czynów. Nie jest to jednak widzenie przyszłości. Jest to raczej widzenie ciągów przyczynowo skutkowych. Skąd taki pomysł? Z natury duchowej, do której zalicza się nasza dusza, a także po części Bóg. 

Szatan nie jest mitem ani legendą dla straszenia dzieci jak się twierdzi w wyniku filozofii personalistycznej. Działa i ma się dobrze tylko przez to, że ludzie sobie z niego nic nie robią. Jego pycha rośnie. Nie działa zasada - skoro w niego nie wierzę to go nie ma. Zbiera ogromne żniwo. Dlaczego Bóg go nie zlikwiduje, usunie, zabije? Bo Bóg jest miłością i dał aniołom, podobnie jak nam, wolną wolę. Jednak zdaje się ona być jednorazowa ze względu na wspomnianą wyżej znajomość skutków swoich czynów.

Człowiek a sprawa zła na świecie

Poprzez współpracę pierwszych ludzi z wężem jesteśmy bardziej podatni na zło w swej wolnej woli. Nie jest ona na takim poziomie jak u aniołów, gdyż my nie znamy wszystkich konsekwencji swoich czynów. Jednak poprzez pomoc Bożą wiemy, które czyny są złe, a które mają tylko pozory dobra. Nieraz człowiek nie potrzebuje podszeptów złego ducha by czynić zło. Źródłem, z którego te czyny wypływają jest ludzkie serce, którego nie blokuje już w 80% zwichnięte sumienie.

Co jednak z oskarżeniem, że gdyby Bóg chciał to by zlikwidował to zło? Ten argument jest dziurawy, gdyż nasz Stwórca i Opiekun nie może, bo nie chce przekroczyć granicy naszej wolnej woli. Jeżeli by to zrobił czym byśmy się stali jak nie bezwładnymi marionetkami jakimi są zwierzęta czy rośliny? O tym trzeba nigdy nie zapominać

Choroba psychiczna a sprawa zła na świecie

Powyższe dwa źródła są powszechnie akceptowane w teologii. Ja jednak do tej dwójki dodałbym chorobę pomimo tego, że jest to przyczyna grzechu pierworodnego. Robię tak, gdyż w wielu przypadkach powoduje ona "powstanie" drugiej osoby wewnątrz nas, która ma inną wolę niż zdrowi my. Widoczne jest to szczególnie w samobójstwach, wewnątrz których nie odpowiada zawsze człowiek czy szatan, ale po prostu choroba. Wewnątrz tych ludzi jest walka, dlatego też osoby najbliższe powinny na moment się w nią włączyć, aby wygrać ją. Nie zapominajmy o tych ludziach. Oni chcą wygrać, ale sami nie potrafią. Choroba jest czasami silniejsza.

Krzychu

PS Pytania kierujcie pod postem lub indywidualnie ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

29 lipca 2014

Kobiecość - wstęp

Jakie kobiety są każdy widzi. Pleć ta jednak wymyka się myśleniu męskiemu, które ukierunkowane jest technicznie - nawet u tzw. humanistów. Facet myśli pewnymi dla siebie kategoriami czego u kobiet brak. Są na tyle skomplikowanie doskonałe, że się nam wymykają. Z tego też powodu wstępem do wpisu o kobiecości niech będzie fragment literatury - tego co zdaje się ocierać o doskonałość córek Ewy ;)

Serce kobiety
Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w dodatku po godzinach... Pojawił się anioł i spytał:
- Czemu tyle czasu ci to zajmuje?
     Pan mu odpowiedział:
- Widziałeś zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastykowa, ma 200 ruchomych części wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia, ma łono, w którym się mieści 2 dzieci naraz, ma taki pocałunek, który leczy każda rzecz od startego kolana do złamanego serca.
     Anioł starał się powstrzymać Pana:
- To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra.
- Nie mogę, powiedział Pan.- Jestem tak blisko skończenia tego dzieła, które jest tak bliskim memu sercu.
     Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
- Ale zrobiłeś ją taka miękką, Panie?
- Ona jest miękka, ale zrobiłem ja także twarda. Nawet nie wiesz ile może znieść lub osiągnąć.
- Będzie myśleć? - Spytał anioł?
     Pan odpowiedział:
- Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować.
     Anioł zauważył coś, zbliżył i dotknął policzka kobiety.
- Wydaje się, ze ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dąć za wiele rzeczy.
- To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.
- A po co są łzy? zapytał anioł.
     Pan powiedział:
- Łza to jest forma, która ona wyraża swoja radość, wstyd rozczarowanie, samotność, ból i dumę.
     Anioł był pod wrażeniem.
- Jesteś Panie geniuszem, pomyślałeś o wszystkim, to prawda, ze kobiety są zdumiewające. Kobiety maja sile, która zdumiewa mężczyzn. Maja dzieci, przezwyciężają trudności, dźwigają ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i radości. Uśmiechają się kiedy chcą krzyczeć, śpiewają kiedy chcą płakać, plączą kiedy są szczęśliwe i śmieją się kiedy są zdenerwowane. Walczą o to w co wierzą, sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie zgadzają się na "nie" jako odpowiedz, kiedy wierzą, ze jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale swoim dzieciom tak... Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają bezwarunkowo, plączą kiedy ich dzieci osiągają sukcesy i cieszą się kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Lamie się im serce kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą członka rodziny, ale są silne kiedy nie ma skąd wziąć siły. Wiedza, ze objecie i pocałunek może uzdrowić zranione serce. Kobiety są różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą, latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby powiedzieć ci, że cię kochają. Serce kobiety jest tym co powoduje, ze świat się kreci. Kobiety robią więcej niż to, że rodzą. Przynoszą radość i nadzieje, współczucie i ideały. Kobiety maja wiele do powiedzenia i do dania. Tak, serce kobiety jest zadziwiające. 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

27 lipca 2014

Zostań antyklerykałem!

Antyklerykał/antyklerykalizm to słowa odmieniane w ostatnich dwóch latach przez wszystkie przypadki. Wiąże się to czasem ze zbytnim zaangażowaniem księży w politykę czy z posłami Twojego Ruchu, którzy czasami nie mają pojęcia o czym mówią. Również sam Franciszek określił się jako antyklerykał. Zatem przyjrzyjmy się temu pojęciu. 

Definicja
antyklerykalizm «postawa wyrażająca się w niechętnym lub wrogim stosunku do udziału kleru w życiu społecznym i politycznym» - ze słownika j. polskiego PWN
Część tej definicji dotyczącą polityki Kościół Katolicki uwzględnia w swych przepisach. Żaden z diakonów, prezbiterów bądź biskupów nie może być członkiem partii politycznych, nie może należeć do związków zawodowych oraz startować do wyborów jakiegokolwiek stopnia pod własnym nazwiskiem (KPK kan. 285 § 3). Przykładem tego działania może być Fernando Lugo - były biskup paragwajski. 

Jeżeli chodzi o część społeczną - poza polityczną - osoby duchowne mogą w pełni się angażować, gdyż nierzadko są niezbędni. Przykładem może być PCK, Caritas czy inne funkcje na rzecz bliźnich. Podobnie ma się sprawa z nauczaniem - mogą być nie tylko katechetami, ale również matematykami, przyrodnikami czy wykładowcami na Uniwersytetach. Tutaj jednak jest to nierzadko naciągane przez duchownych, gdyż te stanowiska mogłyby pomóc rodzinom. Moim zdaniem w wypadkach, w których mamy do czynienia z wyborem kapłana a matką/ojcem z dzieckiem/dziećmi i są w stanie zapewnić tę samą jakość - duchowny powinien zrezygnować sam. Jeżeli jest zbyt uparty - zostaje droga przez przełożonych.

Znaczenie katolickie

Dotyczy ono głównie udziału świeckich w życiu religijnym i liturgicznym parafii, diecezji czy episkopatu. Oto kilka punktów, które sprawią, że będziemy idealnymi katolickimi antyklerykałami ;)
  1. Uświadamiamy sobie, że będąc katolikami mamy zarówno prawa jak i obowiązki.
  2. Poznajemy je: konieczność dbania o obstawę Mszy Świętej (czytania, psalmy, modlitwa wiernych - reszta należy do ministrantów), rada parafialna - jedyne miejsce demokracji w Kościele, sprawy związane z odpustem i innymi parafialnymi wydarzeniami okazjonalnymi, integracja w parafii przez wycieczki i pielgrzymki, kontrola (wraz z proboszczem) wydatków parafialnych, możliwość otworzenia parafialnych przedszkoli, pilnowania podejrzanych zachowań księży (kochanki, pedofilia, pederastia, homoseksualizm, karierowiczostwo) - więcej możliwości jest zawartych w różnego typu dokumentach.
  3. Zbieramy grupę osób, które również tak jak my czują się odpowiedzialne za parafię i jej życie.
  4. Ogłaszamy nasze pomysły na tablicach przyparafialnych i gazetkach parafialnych.
  5. Współpracujemy w pomysłach z duchowieństwem. Bez tego katolik - antyklerykał nie ma racji bytu.

To wszystko ustalił Kościół na przeciągu wielu wieków doświadczeń, a także na podstawie aktualizacji po Soborze Watykańskim II. Dlatego też jesteśmy na wygranej pozycji - nie pozwólmy sobie wejść na głowę, ale też pamiętajmy o zobowiązaniach jakie na nas ciążą.
Parafia świętego Konwała w Glasgow
Skąd taka refleksja

Doświadczenie dwóch różnych diecezji - Glasgow i Katowice. W pierwszej nie ma takiego okresu, gdy ksiądz zostaje całkiem sam z parafią i jej wspólnotą. Żyją ruchy - choć rzadziej, żyje Msza Święta, żyje parafia. Tego samego nie mogę powiedzieć o drugiej. W czasie wakacji niemal wszystko zostaje porzucone. Ja sam nie jestem święty i czas abym też coś w tę stronę zrobił.

Jakie macie doświadczenia, a może planujecie coś już? Komentarze to wasze pole popisu.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

16 lipca 2014

Modlitwa z Pismem

Ne 6, 12: Przeniknąłem bowiem: Nie Bóg go posłał, lecz on wypowiedział to proroctwo o mnie, ponieważ go przekupili Tobiasz wraz z Sanballatem.

Czasami mówimy to co nam przyniesie rozum na język, czasami serce. Zdarza się jednak, ze i Duch przez nas przemawia. Jednak w tym przypadku należy ten głos rozpoznać. Na nic się tu zda rozmyślanie - choćby najgłębsze i najdłuższe. Należy modlitwę odprawić, abyśmy mogli być najbardziej pewni jak to jest możliwe. W 100% nigdy nie będziemy wiedzieć. Duch jednak jest z nami i się kontaktuje, gdy my przebywamy z Nim w kontakcie. Jest to modlitwa, sakramenty i lektura Pisma. Do takiego człowieka Duch przychodzi niemal bez przeszkód, gdyż są jeszcze nasze stany duszy i umysłu, które mogą sprzyjać lub zakłócać dodatkowo kontakt. Nie jest to proste, jednak i w tym Duch pomaga. Paraklet jest dla nas oliwa, która natłuszcza cale tłoki. Gdy nie potrafimy ruszyć - pomaga. Gdy ruszamy - pomaga. Gdy już jesteśmy w trasie - pomaga. Awaria - pomaga. Jeżeli będziemy Go przyjmować tak jak on nas nawiedza wtedy będziemy mogli śmiało rozpoznać czy to co do nas powiedziano bądź sami usłyszeliśmy jest od Boga, szatana czy człowieka. Bez Boga, Osoby Ducha sobie nie poradzimy.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

26 czerwca 2014

Istota życia

Ostatni w miarę regularny wpis (w postaci filmu) przed wakacjami obrazujący i dający do myślenia - dokąd ja zmierzam? co chcę osiągnąć? kim jestem i kim chcę być? Powodzenia wszystkim w odkrywaniu siebie i swojej drogi w te wakacje i w tym życiu, gdyż jest ono początkiem wieczności. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz... ;)



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

11 czerwca 2014

Zabobony

Czytając słowo "zabobon" mamy na myśli chrześcijaństwo. Jest to jednak znacznie ograniczone myślenie, gdyż każda religia, w tym ateizm, stara się usunąć u wiernych tego typu myślenie. Ciekawe jest to, że pojęcie to funkcjonuje wszędzie i zawsze oraz jest tak samo definiowane. Jest to również postawa ubliżająca "wyznawanej wierze" jak również rozumowi.

Czym są zabobony?

Bezpodstawna, żywa i odporna na krytykę wiara w związki przyczynowo skutkowe oparte na ludowych spostrzeżeniach, które wykluczają sferę religijną. Są to oddziaływania na tyle mocne, że nic i nikt nie jest w stanie się im oprzeć. Przedmiotem zabobonu może stać się wszystko - ludzie, zwierzęta, rośliny, zjawiska pogodowe, wydarzenia, gesty czy rytuały religijne. Dzieli się je na te, które przynoszą szczęście jak i te, które przynoszą nieszczęście. Sam ich fakt można porównać do pochodzącego z mitologii greckiej fatum, któremu byli podporządkowani nawet bogowie. W chrześcijaństwie podstawowym problemem zabobonu jest wyłączenie Boga z pewnej sfery życia, a nawet uznania Go jako słabszego w porównaniu z ww. fatum co sprawia, że nie jest on Bogiem jedynym i sprowadza Go do roli stworzenia.

Najbardziej znane zabobony

Wymienię kilka zabobonów i podam ich rzekome działanie - niech zawstydzą się ci, którzy ich przestrzegają ;)
  • magia i wróżby- niezależnie czy biała, czy czarna - jest to rytuał zabobonny, który swe działanie opiera na panowaniu nad nieznanymi mocami oraz zmuszaniu woli innej osoby do określonego czynu
  • medycyna niekonwencjonalna, która odwołuje się do nieokreślonych sił, energii czy zjawisk (por. KKK 2117)
  • amulety - przedmioty, których celem jest przyniesienie szczęścia, bądź odgonienie złych duchów i mocy 
  • czerwona wstążka na wózku - ma ona odrzucić zły urok, a także sprawić, by przedstawiciel płci przeciwnej nie zauroczył naszej pociechy
  • czarny kot - przynoszenie nieszczęścia
  • zakonnica - siedem lat nieszczęścia
  • trzymanie kciuków bądź skrzyżowanych palców - przynoszenie szczęścia innym
  • skrzyżowanie nóg przez kobietę w ciąży - przynoszenie nieszczęścia
  • liczba 13/666 - sprawia nieszczęście
  • rozbicie lusterka - x lat nieszczęścia (zależy od regionu)
  • odpukanie w niemalowane - ma zapobiec nieszczęściu
  • spotkanie garbatego, a lepiej dotknąć jego garbu - przynoszenie szczęścia
  • rodzynki i soczewica spożywana w sylwestra - szczęście w nowym roku
  • wrzucanie monety do fontanny - gwarancja spełnienia marzeń
  • znalezienie czterolistnej koniczyny - przynoszenie szczęści

Zabobony w chrześcijaństwie

Praktyki zabobonne są śmieszne, denerwujące, ale przede wszystkim smutne jeżeli chodzi o zabobony przy jednoczesnych praktykach religijnych. Świetnym przykładem może być medalik lub krzyżyk, a nawet różaniec, który wisi na szyi większości katolików. Pytając się ludzi co dla niech oznacza wielu odpowie, że nosi bo jest katolikiem, ale tyle samo osób o ile nie więcej odpowie, że nosi je dla szczęścia lub odgonienia złych duchów/złych mocy. Podobnie działają modlitwy, których działanie zależy od liczby powtórzeń jej odmówienia. Owszem - są takie modlitwy, których ilość odmówień jest istotna, natomiast nigdy taka modlitwa nie pozostaje bez odpowiedzi. Poza tym wiąże się zazwyczaj z jakimś zobowiązaniem. Jednak bezzasadne gesty w liturgii mogą być źródłem zabobonu. Wystarczy na Mszy Świętej się dyskretnie spojrzeć w bok podczas czytań czy przeistoczenia. Nic nie działa od tak - bo wykonałem bądź zaniechałem czynu. Za wszystkim musi stać intencja - najlepiej ta dobra. Innymi zabobonami "chrześcijańskimi", których osobiście nie spotkałem są: modlitwy na skrzyżowaniach ulic w nocy; modlitwa konkretną ilość razy - złamanie przynosi nieszczęście; modlitwa, w określonym dniu tygodnia/miesiąca/roku, która sprawia uwolnienie odpowiedniej ilości dusz z czyśćca; odmawianie samemu lub przez inne osoby różnych dziwnych modlitw w domach lub dokonywanie błogosławieństw z litaniami, przy użyciu świec, krucyfiksów w różnych kolorach, z zastosowaniem różnych substan­cji i kolorowych tasiemek. O praktykach zabobonnych napisali biskupi Toskanii w dokumencie: Co dotyczy magii i demonologii.

Sakramenty to zabobony?

Odnośnie sakramentów pozwolę sobie przytoczyć fragment książki Franceso Bamonte Magia, wróżby, zabobony:
Doktryna katolicka stwierdza, że sakrament jest skuteczny ex opera operato, to znaczy sam z siebie, ze swej natury, zakładając, że spełnione są pewne warunki, które umożliwiają znak sakramentalny. On sam jednak jest w stanie działać własną mocą. Należy jednak w tym sensie unikać magicznych interpretacji znaku sakramentalnego. Od takiej interpretacji jednak nie są wolni niestety niektórzy wierni. Wychodzą oni z dosłownych założeń uważając, że sakrament jest ważny sam z siebie bez względu na to, kto go sprawuje lub otrzymuje. Tak traktując tę kwestię, dochodzą do błędnych wniosków. Sądzą bowiem, że postawa osoby-podmiotu nie ma żadnego znaczenia, bo i tak sakrament jest ważny, jakie by nie było nastawienie osoby, która go otrzymuje. Myślą, że wystarczy pokropić się wodą święconą, by łaska ogarnęła duszę; wystarczy otrzymać Eucharystię, by łaska wzrastała w duszy; wystarczy otrzymać rozgrzeszenie i grzechy zostaną wymazane itd. Sakrament w takim pojęciu byłby niczym innym jak rytuałem magicznym, pewnego rodzaju amuletem, talizmanem. Trzeba natomiast pamiętać, że nastawienie podmiotowe nie jest przyczyną łaski, lecz warunkiem (sine quo. non) koniecznym, aby konkretny sakrament był skuteczny. Zróbmy pewne porównanie: przyczyną, dla której jakaś roślina może rozkwitać i wzrastać, jest na przykład słońce, które rozgrzewa, woda, którą się podlewa. Ale jeśli nie wystawię rośliny na słońce, jeśli nie uprawiam terenu, na którym rośnie, to i tak nic z tego nie będzie. Jeśli jednak już to zrobię, to i tak, ani słońce ani woda w tym przypadku nie będą wystarczające, a jeśli już, to nieznacznie. Nastawienie człowieka bardziej niż działać pozytywnie, działa negatywnie, to znaczy usuwając przeszkody uniemożliwiające sakrament. Stąd wynika podstawowa ważność nastawienia człowieka, aby otrzymać łaskę sakramentu i otrzymać ją jak najobficiej. Nie wystarczy „chodzić do komunii", „chodzić do spowiedzi", aby otrzymać laskę sakramentu. Należy robić to z odpowiednim nastawieniem.
Osobiście tępię zabobony - nie znoszę ich równie mocno co puryści językowi błędów. Strzeż się więc przy mnie popełniać zabobony.

Krzychu 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: