Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

6 listopada 2016

Kto rządzi Kościołem?

W ciągu wieków Kościół przechodził różne modyfikacje – od zmiany obrzędów i języków używanych w liturgii, przez kryzysy, podziały do nieporozumień rozwiązywanych na drodze dialogu. Zdaje się, że jedynie władza w Kościele Rzymskiego Zachodu pozostała niezmienna. Czy aby na pewno?


Na początek zastanówmy się czym właściwie władza jest. Słownik języka polskiego w definicji podaje, że są to instytucje, organy bądź osoby, które poprzez możliwości rządzenia oddziaływają na innych. W Kościele Katolickim łączymy tą definicję poprzez zastąpienie „przecinków” spójnikiem „i”. Mamy bowiem niejako trzy elementy rządzące. Pierwszym i najważniejszym jest Bóg, który przekazał nam swoje niezmienne ustawy w Piśmie Świętym. Drugim jest hierarchia kościelna, o której szerzej trochę później. Trzecim natomiast są świeccy.

Zacznę od końca. Po ostatnim soborze Kościół stara się rehabilitować osoby świeckie w życiu Kościoła. Przez wieki bowiem byliśmy odsunięci od wszystkiego co dotyczyło duchowości oraz kierunku rozwoju jakichkolwiek jednostek terytorialnych Ciała Chrystusowego. Ostatnie pięćdziesiąt lat dało świeckim prawo o samostanowieniu. Polega ona na tworzeniu wspólnot, ich hierarchizacji oraz bezpośrednim wpływie na duchowieństwo. I tak – powstanie wspólnoty w parafii zależy tak samo od inicjatywy świeckich jak i osób posiadających sakrament święceń. Ich wewnętrzna natura również zależy od nas (oczywiście pod czułym okiem Kościoła). Decydujemy się na wybór swojego reprezentanta, animatora czy też lidera, którym też się poddajemy w życiu duchowym.

Wpływać na duchowieństwo możemy różnie – zaczynając od zwyczajnego życia parafii, angażowania jej w różne akcje aż po odwołanie/przeniesienie prezbitera czy też biskupa w ekstremalnych przypadkach, np. gdy jest zamieszany w sprawy sprzeciwiające się godności biskupiej (czynny udział w polityce, posiadanie kobiety na boku itp.). Niezwykła władza spoczywa także na rękach rodziców, którzy decydują o życiu duchowym dziecka do siódmego roku życia, bowiem później dziecko nie musi słuchać rodziców odnośnie wychowania w wierze (stąd tak ważne jest świadectwo wiary). Można zatem powiedzieć, że władza świeckich dotyczy tego co jest nam najbliższe.

Władza duchownych jest nieco bardziej skomplikowana. Wynika ona ze święceń, które są trzy stopniowe – diakonat, prezbiterat i episkopat. Aczkolwiek tylko dwa ostatnie stopnie dają możliwość uczestniczenia we władzy. Biskup sprawuje władzę całkowitą w swojej diecezji. I on wystarczy do istnienia kościoła hierarchicznego, bowiem ma władzę powoływania swoich pomocników, czyli prezbiterów. Księża otrzymują od biskupa wycinek jego „zobowiązań”, np. sprawowanie liturgii. Gdyby tak wyglądała sprawa tekst mógłby być zakończony.

W grę wchodzi Tradycja, czyli m.in. Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK), Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK), encykliki. I tak pojawiają się stopnie w hierarchii Kościelnej pochodzące z poza sakramentu święceń, np. proboszcz, wikary, dziekan. Jest to hierarchia duchowieństwa. W praktyce wygląda ona następująco: wikariusz podlega władzy proboszcza i biskupa, a pośrednio papiestwu; proboszcz podlega biskupowi i pośrednio papiestwu; biskup podlega władzy papieskiej. Do Ziemskiej Głowy Kościoła o rozwiązanie problemu z prezbiterem może zwrócić się jedynie biskup, w którym inkarnowany jest prezbiter. Papież nie może sam mieszać się w sprawy kościołów partykularnych, nie ma bowiem władzy absolutnej nad każdym księdzem. Dzieje się tak bowiem papież jest biskupem. Może on jedynie nadać pewne przywileje określonym duchownym oraz obsadzić wakat w diecezji. Reszta tytułów, np. kardynał, wiąże się jedynie z pewnymi przywilejami. Nie mają dodatkowych uprawnień ze względu na noszony tytuł.

Oprócz władzy osobowej pojawia się także kolegialna, np. Konferencja Episkopatu. Nie ma ona natomiast władzy rzeczywistej nad konkretną osobą, może jedynie wydać swoją opinię lub zarządzenie dla wspólnoty wobec jednostki. W przypadku Konferencji Episkopatu danego kraju ustala ona funkcjonowanie Kościoła w danym państwie w oparciu o KKK, KPK,  przywileje nadane przez Stolice Apostolską oraz tradycję funkcjonującą w danym państwie.


Władza Boga nie ogranicza się jednak jedynie do Pisma Świętego. JHWH jest bowiem Bogiem żywym i miłosiernym wobec swego Ludu. Odczytujemy ją m.in. w sumieniu. Sumienie jest o tyle ważnym Bożym organem, że postępowanie przeciwne zdrowemu sumieniu jest grzechem. Jest ono elementem wiążącym wszystkie trzy elementy władzy.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

2 października 2016

O co prosimy odmawiając Ojcze nasz...

Modlić nauczył nas jedyny i prawdziwy Syn Boży Jezus Chrystus. Zrobił to na wyraźną prośbę apostołów. Jest to na tyle uniwersalna modlitwa, że gdyby nie była kojarzona tylko z chrześcijaństwem mógłby się nią modlić każdy człowiek. Bez względu na wyznanie. Nie pada bowiem w niej ani jedno imię czy typowa dla chrześcijan nazwa.
Pierwszy problem, jaki pojawia się w związku z modlitwą to pytanie – która wersja jest prawdziwa, skoro znamy jej dwa przekazy? Wersja przekazana przez świętego Łukasza - choć krótsza - według biblistów wydaje się pierwotniejsza. Aczkolwiek do tradycji i liturgii weszła wersja palestyńska przekazana przez świętego Mateusza, której ślady znajdujemy w jednym z najważniejszych starożytnych dzieł chrześcijaństwa, czyli Didache.
Najważniejsze są jednak słowa, które wypowiadamy podczas modlitwy. Każde zdanie bowiem oznacza inną prośbę. Jako pierwszą wypowiadamy prośbę-błogosławieństwo. I tak „święć się imię Twoje” wskazuje na pierwszą osobę, o jaką winniśmy się troszczyć w naszym życiu, czyli o Boga. To właśnie Stwórca powinien być numerem jeden, co odczytujemy również w drugiej z intencji: „przyjdź Królestwo Twoje”. Wypowiadając te słowa, zwracamy uwagę Boga na to, że chcemy żyć w Jego obecności zawsze i wszędzie. Ale zanim będziemy mogli się z Nim spotkać osobowo, prosimy Go o to, abyśmy mogli żyć zgodnie z Jego zamysłem: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Wiadomo również, że jesteśmy powołani do wspólnoty nie tylko z Bogiem, ale również z drugim człowiekiem. Stąd też następne prośby skierowane są w stronę relacji międzyludzkich. Pomimo tego, że prosimy o chleb – czy to w znaczeniu dosłownym, czy to duchowym – prosimy o niego dla nas. Liczba mnoga nie jest tutaj bezzasadna, ponieważ Jezus powiedział, żeby każdy z nas wypowiadał te słowa w taki sposób. Stąd też jeżeli odmawiamy modlitwę indywidualnie, w swojej intencji, to przyjmuje ona formę modlitwy wstawienniczej za cały Kościół. Chrystus wiedział, że jesteśmy grzeszni i może to utrudnić wszystkie relacje, więc zobowiązał nas w tej modlitwie do miłosierdzia wobec innych. Piąta prośba jest bowiem zbliżona do polskiego powiedzenia „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” wypowiadane przez nas nawiązuje do naszych relacji z drugim człowiekiem. Powinniśmy sobie przy tym uświadomić także, że jesteśmy ponad grzechem, jaki wkrada się w nasze życie. Jeszcze dobitniej wyraża to szósta prośba, która nieco inaczej brzmi w oryginale, o czym pisze ojciec Jacek Salij w książce „Nadzieja poddawana próbom”. Wyjaśnia w niej m.in., że grecki termin peirasmós oznacza nie tylko „pokuszenie”, ale także „doświadczenie”. Wiemy bowiem, że Bóg poddawał wielu ludzi próbie, aby ich wydoskonalić. Jednak nie były to historie proste. Wręcz przeciwnie. Stąd też mamy prosić o ich lekkość. Całość zamyka intencja ochronna. Dotyczyć ona może zarówno osobowego zła w postaci demonów, ale także zła jako stanów czy rzeczy, które dotykają nas w codzienności. Pamiętać należy bowiem, że znaczenie modlitwy zależy od naszej intencji, naszego wewnętrznego usposobienia.

Jak łatwo dostrzec, modlitwa „Ojcze nasz” dzieli się na dwie części. Pierwsze trzy prośby dotyczą osoby Boga. Następne cztery dotyczą ludzi. Wszystkie są ułożone wg ważności, czyli od sprawy najważniejszej do sprawy bardzo ważnej.
Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

26 marca 2016

Sobota wieczorem - Dzień Trzeci, Ostatni

Wyszedł Syn Boży z czeluści. Ciało ma inne, niepodobne do nikogo. Jednak zostało coś z przed dwóch dni - dziurska w nadgarstkach, stopach, głowie, krwiaki na barkach. To one nas bolą najbardziej, bo dały ludziom ochronę przed nami. Już nas się nie boją. Skończyły się nasze panowania. Moje świątynie w Grecji zaczęły pustoszeć. Jedynie Ateny zdołałem utrzymać dłużej, ale i tam przegraliśmy.

Syn Boże pokazał się swoim ziomkom, którzy zaczęli wrzeszczeć na całym świecie Jego imię. Jeszcze nie skończyli. Nawet nasz nowy Szef w Arabii przegrywa. Nikt nie jest w stanie oprzeć się imieniu Jezus, które stało się tak silne jak jest w niebiosach. Wszyscy przegramy, bo ten który nas stworzył będzie panował wiecznie, a myśmy się mu sprzeciwili... 

Teraz walczymy o utrzymanie z Kościołem, którego nic nie może zniszczyć. Nawet nasza najlepsza strategia zawodzi... To był nasz koniec panowania, a Kościół przynosi nam kres istnienia razem z ludźmi...

Matthias Grünewald, Zmartwychwstanie

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

25 marca 2016

Piątek - Dzień Drugi

Impreza się skończyła. Nie bez powodu strach Go obleciał. Poszedł sobie porozmawiać z Tym kogo zwał Ojcem. Szefu się dwoił i troił, by coś ugrać. Jezus wręcz medytował, ale nie jak mój kumpel ze wschodu. To był dialog strachu z posłuszeństwem i miłością. U nas co innego było miłością, ale nie wnikam. Patrzyłem jak w pewnym momencie Szefa ogarnęło szaleństwo radości i strachu. Nagle się wycofał, a nam kazał pilnować. Podszedłem do Jego ziomków, którzy spali. Nagle wparował wzburzony Jezus, nas odsunął samym wzrokiem tak, że zamarliśmy i nie potrafiliśmy nic zrobić. Swoich ziomków opieprzył. Robił to częściej, ale nigdy w taki sposób. Następnie wrócił jeszcze chwilę pogadać z Ojcem. 

Nagle Szefu pełen dumy prowadził żołnierzy, którzy Jezusa aresztowali i pobili. Nagle coś nas oślepiło, że nawet Szefu nie wiedział co się stało. Żołnierze od siedmiu boleści padli. Chwilę później wszystko wróciło do normy. Szef prowadząc żołnierzy przyprowadził nas do sali, gdzie byli wieśniacy. Część z nich słuchała moich braci. Wszystko robiliśmy co Szef kazał, a on zajął się kilkoma kapłanami Świątyni. Poddali mu się praktycznie bez walki. Szacun. Później nienazwany jeszcze kumpel omamił kilka osób, które opluwały i szturchały Jezusa. Tak się spodobało to szefowi, że powiedział do niego, aby się od niego nie oddalał, bo jeszcze zrobi wiele w historii. I nic dziwnego, skoro teraz 1/3 świata do niego się modli jako do boga.

Szybko pojawiliśmy się w znanym mi miejscu - Piłat równy koleś, który hołdował mi co dzień. Jego żona była dziwna, ale mogłem na niego liczyć. Szefu kazał się wszystkim znaleźć w tym miejscu. Cały świat miał pozostać pusty, bo w tym miejscu miało rozegrać się nasze zwycięstwo. Tak myśleliśmy, że było. Jednak później się okazało to naszą zgubą, szczególnie moją. Ale nie wiedzieliśmy. Zrobiliśmy co mieliśmy zrobić i został skazany na śmierć.

No i przyszła kolej na wykonanie wyroku. Zwyczaj barbarzyńskich Rzymian był taki, że wcześniej jeszcze turbowali skazańca. Szefu powiedział, żebyśmy się wyżyli. Tutaj chciał się wykazać koleś bez imienia. Kaci momentalnie podchwycili jego gadkę i niemal zabił już teraz Hipisa-Pacyfistę. Widać miał posłuch u wieśniaków czego skutkiem była obietnica Szefa, że będzie nowym bogiem. Baran jeden... Kiedy człowiek wyglądający gorzej niż zarzynane zwierze niósł swoje belki nowy bóg podburzał tłum jak jeszcze nie potrafił żaden z nas. Szef był zadowolony, ale i zaniepokojony jego siłą. Wszystkich nas i swojego syna widziała ta jedyna kobieta, która zawsze potrafiła nas przegonić. To Matka tego Faceta. Wiedziała coś więcej niż my przez co nie czuliśmy się dobrze... Dziwnie wtedy nie kazała mu rezygnować - inaczej niż inne kobiety. Wiedziała, że ta męka i nadchodząca śmierć jest naszym końcem. Nie mówiła jednak nic. 

Gdy już Jezus umierał ten nadgorliwy idiota, wbrew poleceniu Szefa, nakłonił jednego z wieśniaków skazanego na śmierć obok Pacyfisty, by naskoczył na Umęczonego. Patrzyliśmy z dumą na Hipisa jak umiera, ale gdy wyzionął ducha stało się coś dla nas okropnego. Wszyscy umarli, których mogliśmy dręczyć zostali uwolnieni. Szef się wkurzył i wyżywał się na nas, nadal to robi. Nadgorliwca wysłał do Arabii, gdzie po kilkuset latach udało mu się nakłonić jednego wieśniaka, by nazwał go bogiem. Tymczasem uwolnienie z czeluści to był dopiero początek zwiększenia naszych mąk z ręki Szefa. Wszyscy ludzie, którzy zostali uwolnieni coś robili z Synem Bożym, Bogiem jak się przekonaliśmy. Tego się nie da opisać. Nie mamy takiej mocy. To był początek...
Jezus Chrystus umierający na krzyżu, Sztrasburski malarz
źródło: 
The Yorck Project: 10.000 Meisterwerke der Malerei. DVD-ROM, 2002

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

24 marca 2016

Czwartek - Dzień Pierwszy

Z pewnością znacie Jezusa. Taki trochę hipis - jakbyście to współcześnie nazwali. Nie zabijaj, nie myśl źle, bla bla bla... No cóż. Dziwny trochę pacyfista. Protestował przeciwko urzędowi Wielkiej Świątyni, ale jednocześnie nie chciał się od niej oderwać. W sumie dziwak jakich wówczas było mnóstwo. Z tą różnicą, że pociągał ludzi mową, a nie agitacją w przeciwieństwie do wcześniejszego mesjasza, który wystawił swoich ludzi na morderstwo. Wracając jednak do sprawy.

Miał zjeść kolację przed Paschą (?) lub podczas niej. Nie pamiętam, nie chcę pamiętać. W sumie nikt poza nimi nie wie. Sala załatwiona. Impreza się rozkręca. Wszyscy w pozach półleżących. Było bez kobiet, bez muz, ale i tak było dobrze. Do momentu, aż się zrobiło dziwnie poważnie i podniośle. Znam Kolesia, więc pewnie jakiś kolejny wywód chciał przedstawić. A tu lipa - najpierw powiedział kto w Jego paczce jest sprzedawczykiem. Ja bym to trochę krwawiej załatwił, ale On tylko żarełkiem go wskazał. "OK, niech ci będzie" pomyślałem. Później wziął kawałek jakiejś wieśniaczej szmaty, miskę i zaczął myć swoim sługom nogi. U mnie to robiliby mi. Gdybym mógł to bym Go wtedy wyśmiał, ale nie mogłem. Tylko jeden się kapnął co się kroi, więc chciał się zamienić. Jedyny, który coś myśli - dałbym mu coś za to. A ten co - powiedział, żeby siedział cicho i przyjął to. Że niby to lekcja pokory, którą mają zapamiętać i zawsze ją stosować. Śmiać mi się chciało, bo jeszcze nie wiedziałem jakie to będzie miało skutki. Szefu coś podejrzewał, ale nic nie chciał mówić.

Po tym wszystkim nareszcie przyszła pora na winko - nie byle jakie. Najlepsze w okolicy. Toast zawsze musi być. U mnie nigdy go nie brakowało. A On znowu jak typowy żyd. Błogosławi i każe robić tak samo. Przy czym każe jeść swoje ciało (sic!). Mózg parował wtedy, ale teraz parzy. Ustanowił coś, czego nie mogli zaniechać. Teraz się to nazywa Eucharystią. Przy czym teraz wiem, że to jest moc, której szefu się obawiał. W sumie mi też z czasem ludzie zaczęli takie zdolności przypisywać. Przypisywać... Właśnie... Tyle, że wy teraz macie prawdziwą broń do obrony przed wszystkim, co jest złe. Na szczęście ktoś mnie i kilku moich ziomków wspomina.
Ikona ustanowienia Eucharystii, autor:?
Źródło: wordpress.com

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

13 marca 2016

Santiago de Compostela cz. III ostatnia


Camino del Norte 
...nazywany bywa również Camino de la Costa lub Ruta de la Costa. Wiedzie wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii nad Oceanem Atlantyckim przez cztery prowincje: Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję. Jest szlakiem bardziej wymagającym od innych szlaków jakubowych w Hiszpanii ze względu na dosyć pagórkowate uwarunkowanie terenu oraz liczne odcinki biegnące po drogach asfaltowych. Trudy wędrówki rekompensują jednak piękne widoki z jednej strony na wody Zatoki Biskajskiej, a z drugiej na Góry Kantabryjskiej oraz możliwość kąpieli na odcinkach plażowych. Dodatkowym atutem Camino del Norte jest zdecydowanie mniejsze obłożenie szlaku przez grupy pielgrzymów wędrujących do grobu Świętego Jakuba. Jednocześnie odznacza się też mniej rozwiniętą logistyką i infrastrukturą dostępną dla pielgrzymów w postaci albergue a także usług dodatkowych (np. firm transportujących bagaż między schroniskami).Według różnych danych oraz wybranych wariantów długość szlaku waha się między 818,4 km a 1115 km. 


Camino Primitivo
...łączy dwa inne szlaki: Camino del Norte i Camino Frances. Rozpoczyna się w Oviedo, skąd do przebycia jest ponad 300 km. Szlak łączy się z Camino Frances w miejscowości Melide, 50km przed celem - Santiago de Compostela.


Camino Lebaniego oraz Camino Vasco del Interior. Jednocześnie nadało im nazwę Camino Frances i Szlaki Północnej Hiszpanii. Długość Dróg św. Jakuba wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO sięgnęła ponad 2200 km.

Apel Rady Europy spotkał się z szerokim odzewem w Europie. Rekonstrukcja Szlaku rozpoczęta w 1986 r. trwa nadal w wielu krajach. Dziś, oprócz Hiszpanii, swoje szlaki (El Camino) – których w średniowieczu było wiele – mają już m.in. Portugalia (Camino Portugues), Francja (Chemin Saint-Jacques) oraz Niemcy, Austria i Szwajcaria (Jakobswege). Najczęściej uczęszczanym szlakiem jest Camino Frances (ok. 750 km), który - wbrew nazwie ("Szlak francuski") - w 98 procentach przebiega po terytorium Hiszpanii. Wędrówkę zaczyna się w Saint-Jean-Pied-de-Port we Francji, po północnej stronie Pirenejów, przechodzi się przez słynny wąwóz Roncesvalles, gdzie w roku 778 zginął legendarny Roland, bohater "Pieśni o Rolandzie", następnie idzie się przez górzystą Nawarrę, krainę Basków, następnie wędruje się przez słynącą z czerwonych win Rioję, przez wyprażone słońcem, kamieniste ścieżki prowincji Burgos, Palencii, León, przez deszczową Galicję, by po kilku tygodniach wędrówki dotrzeć wreszcie do Santiago de Compostela, na plac Obradoiro, przed katedrę, w której, według tradycji, znajduje się grób Apostoła.

Niektórzy nie kończą swojej wędrówki w Santiago de Compostela, ale podążają jeszcze kilkadziesiąt kilometrów dalej, czyli trzy dni drogi od Santiago, nad wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, do miejscowości Fisterra (łac. finis terrae - "koniec ziemi"), która często błędnie uważana jest za wysunięty najdalej na zachód punkt kontynentalnej Europy (w rzeczywistości dotyczy to przylądka Roca w Portugalii). W starożytności i średniowieczu uważano Fisterra za prawdziwy koniec świata, poza którym ciągnie się już tylko straszne, nieprzebyte morze. Tradycyjnie, po dotarciu tutaj, palono pokutne, pielgrzymie szaty i obmywano się w wodach oceanu, zostawiając za sobą dotychczasowe grzeszne życie i rozpoczynając z wiarą nowe. Stąd właśnie pochodzi najpowszechniejszy symbol Drogi św. Jakuba - muszla. Docierający nad ocean wędrowcy zabierali muszle jako dowód przebytej drogi. Dziś można je kupić na całej trasie, a najwięcej oczywiście w samym Santiago.

Z historią pielgrzymek do Santiago de Compostela związane jest najprawdopodobniej powstanie znanego kanonu Panie Janie.

Współcześnie najbardziej znanymi pielgrzymami są piłkarze reprezentacji Hiszpanii w piłce nożnej. Przed każdym wyjazdowym turniejem cała drużyna spotyka się w Santiago de Compostela. Po zdobyciu mistrzostwa świata w piłce nożnej w roku 2010 czterech czołowych piłkarzy zwycięskiej reprezentacji (Andrés Iniesta, Fernando Torres, Carlos Marchena, Sergio Busquets) zapowiedziało udanie się w pieszej pielgrzymce do Santiago. W 2010 r. sanktuarium odwiedził papież Benedykt XVI, a lokalne władze kościelne czynią starania, aby miasto świętego Jakuba odwiedził również jego następca papież Franciszek . W lipcu 2015 roku swoją ponad 4000 km pielgrzymkę w 119 dni z Królewca do Santiago de Compostela w ramach projektu 3 Biegun zakończył polski podróżnik Marek Kamiński.

W odróżnieniu od znanych w Polsce masowych pielgrzymek pieszych (do Częstochowy czy Kalwarii), Droga św. Jakuba przeznaczona jest dla pątników indywidualnych lub małych grup, bez względu na wyznanie i narodowość, chcących doświadczyć w drodze ciszy i duchowej przemiany. Do ich dyspozycji są nie tylko znajdujące się po drodze kościoły i kaplice, ale także dogodne miejsca noclegowe w schroniskach dla pielgrzymów (z hiszpańskiego nazywane albergue lub refugios) prowadzonych przez lokalne społeczności: parafie, stowarzyszenia, schroniska młodzieżowe czy też przez osoby prywatne w gospodarstwach agroturystycznych. Każdy pielgrzym powinien zaopatrzyć się wcredencial będący jego pielgrzymim paszportem, na podstawie którego otrzymać może dokument potwierdzający przebycie drogi: compostelę. Na wierzchu plecaka bądź ubrania powinien umocować muszlę jakubową. Charakterystycznymi atrybutami są także: laska, kapelusz, peleryna i zbiorniczek na wodę. 


Katedra w Santiago de Compostela
...jeden z największych zabytków architektury romańskiej w Hiszpanii, wpisana jest od 1985 roku na listę UNESCO. Wznoszenie jej rozpoczęto w 1075 roku podczas panowania Alfonsa VI Kastylijskiego. Upiększanie świątyni trwało przez kilka kolejnych wieków wraz ze wzrostem znaczenia Santiago de Compostela jako miejsca peregrynacji. Kulminacją architektonicznej ewolucji katedry jest jej główna, późnobarokowa fasada wychodząca z zachodniej strony na plac Obradoiro tzw. Fachada del Obradoiro, którą zaprojektował Fernando Casas y Nóvoa. Charakteryzuje ją dekoracyjne i ikonograficzne bogactwo (m.in. rzeźby przedstawiające postaci Św. Jakuba, jego dwóch uczniów oraz scenę związaną z cudownym odkryciem ich grobów), wielkie przeszklone okna, dwie 76-metrowe wieże na planie kwadratu oraz dwa rzędy renesansowych schodów dzieła Ginésa Martíneza prowadzących do głównego wejścia. Bo obydwu bokach znajdują się pałac biskupi oraz kapitularz.

Pozostałe trzy fasady katedry w Santiago de Compostela to południowa Fachada de las Platerías (wyróżnia ją Puerta de las Platerias czyli zachowujący romańską architekturę tzw. Portal Złotników, posiadający dwa tympanony przedstawiający sceny kuszenia Chrystusa na pustyni oraz Jawnogrzesznicę), wschodnia Fachada de la Quintana (barokowe portale Puerta Real i Puerta Santa czyli Wrota Królewskie oraz Święte Wrota, zgodnie z tradycją otwierane od XII wieku tylko 31 grudnia przed jubileuszowym rokiem, kiedy dzień patrona przypada na niedzielę).

Za wrotami głównej fasady, wewnątrz murów świątyni w jej obecnym kształcie znajduje się narteks (kryty przedsionek) stanowiący część wcześniejszej, romańskiej fasady. Wyróżnia go jeden z najwspanialszych XII-wiecznych portali, Pórtico de la Gloria (Portal Chwały). Został on wykonany w latach 1168-1188 na zlecenie króla Leonu, Ferdynanda II, przez Mistrza Mateo. W jego architekturze można zaobserwować ówczesną transformację sztuki romańskiej w gotycką. Składa się z trzech łuków, z których każdy prowadzi oddzielnymi wrotami do odrębnych naw. Najokazalszy z nich zwieńczony jest tympanonem przedstawiającym Chrystusa Odkupiciela w otoczeniu czterech Ewangelistów, natomiast jego archiwolty przedstawiają wizerunki 24 Starców Apokalipsy trzymających instrumenty muzyczne (całość ikonografii portalu nawiązuje głównie do scen z Apokalipsy Św. Jana).

Trzynawowe wnętrze katedry na planie krzyża łacińskiego zwieńczone jest sklepieniem kolebkowym. Główna nawa ma długość prawie 100 m, w połowie transeptu znajduje się gotycka kopuła. Katedralne organy wykonali w latach 1705-1709 Miguel de Romay i Antonio Alfonsín.

W miejscu pierwotnej, romańskiej kaplicy głównej można obecnie zobaczyć barokową, dzieła Domingo Antonio de Andrade. Przykryta baldachimem podtrzymywanym przez anioły znajduje się bezpośrednio ponad kryptą z grobowcem. W centrum kaplicy znajduje się wielka, polichromowana figura przedstawiająca Św. Jakuba, do której można dojść od tylnej strony ołtarza by wykonać tradycyjne, pielgrzymskie objęcie apostoła. W związku z burzliwą historią Hiszpanii w drugim tysiącleciu naszej ery, szczególnie w XVI wieku (kiedy to na wybrzeżu w niedalekim porcie La Coruña na ląd wyszli piraci dowodzeni przez Francisa Drake'a) cenne relikwie kilkukrotnie zmieniały miejsce przechowywania na terenie świątyni. Obecnie za ich ostateczne miejsce uznaje się kryptę z alabastrowym grobowcem oraz posrebrzaną urną zawierającą prochy apostoła Jakuba Starszego i jego dwóch uczniów.

Katedra Św. Jakuba z racji swoich rozmiarów oraz znaczenia dla pielgrzymujących ze wszystkich zakątków świata pielgrzymów posiada wiele wspaniałych kaplic: Capilla de Mondragón (z XVI wiecznym ołtarzem z terakoty przedstawiającym Zdjęcie Chrystusa z Krzyża - autor Miguel Perrín de Sevilla 1529 r), Capilla del Salvador (z polichromowanym ołtarzem w stylu plateresco przedstawiającym w centrum Chrystusa Odkupiciela pokazującego rany po zdjęciu z Krzyża - autor Juan de Álava 1532 r), Capilla de Nuestra Señora la Blanca (najmłodsza, neogotycka, posiadająca replikę patronki Katalonii - Matki Bożej Virgen de Montserrat), Capilla de las Reliquias (z wieloma cennymi relikwiami z czasów średniowiecza i królewskim panteonem) oraz Capilla del Cristo de Burgos (z przejmującą rzeźbą ukrzyżowanego Chrystusa wykonaną w roku 1754 w Burgos przez anonimowego artystę).

Na skrzyżowaniu naw znajduje się słynna, olbrzymia kadzielnica nazywana po galicyjsku Botafumeiro. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 roku. Wykonana z mosiądzu i z brązu, posrebrzana kadzielnica ma 1,60 m wysokości. Pusta waży około 62 kg, pełna 80 kg. Ważąca 90 kg lina, na której jest podwieszona ma długość 60 m i grubość 5 cm. Obecna, z syntetycznego materiału, zastąpiła dawny sznur wykonany z włókien konopi. W trakcie nabożeństw w których używa się botafumeiro, kadzielnica jest wprawiana w ruch przez ośmiu mężczyzn zwanych tiraboleiros. "Szybuje" wówczas z jednego boku katedry na drugi z prędkością do 68 km/h.  Ciekawostką jest to, że intensywny zapach kadzidła uwalnianego z botafumeiro według tradycji już w XI wieku miał na celu głównie wyeliminowanie nieprzyjemnego zapachu uwalnianego przez ówczesnych pielgrzymów - brudnych, przepoconych, cierpiących na różne zakaźne choroby.

Wewnątrz Katedry w Santiago de Compostela znajduje się także późnogotycki dziedziniec otoczony barokowymi krużgankami. W ich skład wchodzą łuki z podwójnymi kapitelami oraz archiwoltami przyozdobionymi motywami kwiatowymi i geometrycznymi. 

Refleksja
Na pytanie czy warto pielgrzymować i czy warto przejść jedną z dróg Św. Jakuba odpowiadam tak! Droga którą mamy okazję przejść daje nam niesamowite wrażenia które pomagają człowiekowi w zrozumieniu pewnych rzeczy. Jest to przede wszystkim możliwość zbliżenia się do Boga, a w zwłaszcza obecnych czasach gdzie dochodzi do zaniedbania swojej wiary która człowiek wg mnie powinien sycić i rozwijać. Droga Św. Jakuba pozwala poznać lepiej swój charakter, mocne strony jak i również pomaga w walce z słabościami, oraz motywuje do działania. Pielgrzymka do grobu Św. Jakuba Apostoła to również świetna okazja do zwiedzania, na szlakach znajduje się mnóstwo zabytków kultury Półwyspu Iberyjskiego, jak i również wspaniałe widoki które towarzyszą pątnikom i zwykłym turystą. 

Damian  Nowicki 

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

31 grudnia 2015

Bajka na Nowy Rok!

Bajka została przeze mnie napisana kilka tygodni temu dla gimnazjalistów i uczniów szkół średnich. Postaci są wzorowane na znanych mi osobach, podobnie jej przebieg. Wszystkim nie życzę takiej przemiany w nadchodzącym roku. Z Nowonarodzonym Chrystusem w sercu życzę spokojnej przemiany.


Dawno, dawno temu… W sumie nie tak dawno był sobie pewien człowiek. Miał on wielorakie problemy. Lubił korzystać z wszelkich uciech życia doczesnego. Bynajmniej nie chodzi tutaj o różnego typu wyjazdy w góry, kulturalne spotkania studentów w pubach czy organizowanie domówek. Niezmiernie często korzystał z alkoholu, narkotyków oraz niezobowiązującego seksu z nowo poznanymi kobietami.

Dzisiejsza historia zaczyna się na ostatniej w życiu libacji Tomka. Postanowił, że wystąpi w piwnych zawodach w wyniku czego szybko wprowadził się w stan upojenia alkoholowego. Jako, że miał ogromne doświadczenie w tym stanie nie stracił przytomności umysłu. Pomyślał, że dobrze będzie jak zapali zioło i skorzysta z mocniejszego dopalacza. Pożyczył pieniądze od kumpla i poszedł na miasto.

Po długich poszukiwaniach znalazł dilera. Usłyszał o nowym narkotyku zwanym kosmiczny strzał. Gdy przechodził koło kościoła, w którym odbywało się nabożeństwo, postanowił się zatrzymać, aby zanegować wszystko co się tam dzieje. Wszedł i po krótkim słuchaniu kaznodziei postanowił zrobić sobie zastrzyk z narkotykiem. Dodało mu to animuszu. Zaczął krzyczeć i wyzywać znajdujących się tam chrześcijan. Kilku rosłych mężczyzn postanowiło interweniować. Ku ich zaskoczeniu zaprotestowała młoda dziewczyna. Nazywała się Arleta. Kojarzyła chłopaka, gdyż chodzili na ten sam wydział. Odezwała się nie tylko ze względu na znajomość, ale przede wszystkim przez to, że poczuła to podczas modlitwy. Poprosiła księdza, by odpowiedział na wszystko, co mówił Tomek. Tak też się stało.

Chłopak jednak nie chciał słuchać i postanowił, że opuści świątynię. Tak naprawdę była to ostatnia próba przemówienia przez Boga do jego świadomości. Wiedział bowiem, że narkotyk, który został wstrzyknięty do jego żył był tzw. złotym strzałem. Wracając na imprezę przechodził przez niemal pustą jezdnię. Potrącił go jednak samochód. Skutkiem tego było zabranie Tomka do szpitala – został podłączony do wielu różnych maszyn. Szybko również podjęto próbę detoksykacji jego organizmu. W tym samym czasie chłopak przeżywał coś niezwykłego.

Jezus postanowił w sposób bezpośredni pokazać chłopcu co się stanie, gdy nie zmieni swojego życia na lepsze. Najpierw zstąpili do piekieł – tam w wielkich mękach zobaczył skutek wiecznego braku miłości Trójcy. Chrystus wyjaśnił, że całym swym życiem

decydujemy o wyborze na sądzie szczegółowym zaraz po naszej śmierci. Pan zobaczył myśli Tomka, dlatego zabrał go do czyśćca. Powiedział mu, że to jest miejsce, w którym dokonuje się oczyszczenie poprzez odpowiedzialne prześledzenie swojego życia. Przeznaczone jest ono dla ludzi dobrych, którzy świadomie podejmowali decyzje wbrew Miłości Bożej. Niebo, do którego się udali było najbardziej zaskakujące. Nie było to miejsce, w którym trwała wieczna Msza jak sobie wyobrażał. Było tam pełno śmiechu i radości w Trójcy obecności. Jezus wskazał mu miejsce podpisane „Tomasz – mój ukochany syn”. W tym momencie ocknął się w pokoju szpitalnym zupełnie sam. Nikt nie przejął się jego nieobecnością do końca imprezy oraz tym, że nikt go nie widział od trzech dni. Zrozumiał, że jest coś nie tak skoro nawet poinformowana rodzina się nie pojawiła. Przekonał się, że nie był to sen.

Postanowił, że zmieni swoje życie. Nie stało się to natychmiast. Powoli wychodził ze swojego środowiska dając nieświadomie świadectwo swojej przemiany. Zaczął powoli ufać Kościołowi, znalazł tam dziewczynę. Zmienił studia. Założył rodzinę. Jak potoczyły się jego losy dalej – nie wiem. Jednego jestem pewien – możesz takiego Tomka spotkać niemal na każdym rogu ulicy.

Krzychu;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

8 listopada 2015

Przecież ksiądz ma kobietę na boku...

Zdanie tytułowe jest jednym z najczęstszych "argumentów na nie" przywoływanych w kontekście spowiedzi. Jest to z jednej strony zrozumiałe (zgorszenie) a z drugiej śmieszne (co to ma do mojego życia). Nie bez powodu zaczynam od tej kontrowersyjnej treści bowiem dzisiaj chciałbym przedstawić kilka "typów księży w konfesjonale".

Od początku

Rzeczywistość spowiedzi obecna była w Kościele od jego początku. Zaczyna się od Ewangelii gdzie Jezus niemal na każdym kroku odpuszcza grzechy wiernym. Później odchodząc zostawił rodzącemu Kościołowi "prawo" do tego miłosierdzia: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23). W okresie antyku i wczesnego średniowiecza sakrament ten miał charakter publicznego wyznawania grzechów - najpierw jednokrotnego w ciągu całego życia(!), a następnie wielokrotnego. W okresie między V a VII wiekiem w wyniku misji iroszkockich na kontynencie rozprzestrzeniła się forma uszna wyznawania grzechów - nadal w formie bezpośredniej rozmowy z kapłanem. Znany nam konfesjonał został wprowadzony przez Tridentino w celu zwiększenia intymności oraz poniekąd zwiększenia komfortu (zmniejszenia poczucia wstydu).

Ksiądz w konfesjonale

Rola duchownego w przebiegu sakramentu pokuty i pojednania jest tak ważna jak mleka krowiego w cieście drożdżowym. Może to być moment przełomowy nawrócenia/nawracania się lub chwila rezygnacji/zgorszenia. Robotnicy albo o tym zapominają, albo mają to w nosie. Dlatego powinniśmy cenić i dziękować Bogu za osoby, które poważnie traktują swoją posługę. Sam będąc na parafii kilka lat temu widziałem jak jeden z moich kolegów księży się przygotowuje, aby być prawdziwym w tym co robi (do tego stopnia, że nosił karteczkę ze sobą, żeby w trakcie rozmowy z penitentem nie zapomnieć formuły spowiedniczej).

Dochodząc do głównego tematu wpisu przedstawiam kilka "typów" spowiedników, z którymi miałem do czynienia/czytałem o nich/na których znajomi się skarżyli:
  1. fideista - koleś, który twierdzi, że wszystkie problemy wystarczy załatwić modlitwą i po kłopocie (por. Fides et ratio);
  2. psycholog - facet twierdzący, że w "tym i tym" przypadku spowiedź nic nie da i trzeba to załatwić u psychologa/psychiatry (por. FeR);
  3. ignorant - osoba mająca na półce w pokoju nauczanie Kościoła, będąca sama dla penitentów instancją moralną, np. masturbacja nie jest grzechem - to normalne dla faceta;
  4. mistyk - ksiądz, który żyje w bliskiej relacji z Jezusem do tego stopnia, że dochodzi niekiedy do rozpoznania sumienia i wie wtedy o rzeczach, o których nikomu nie mówiłeś bądź nie miał możliwości konkretnej rzeczy usłyszeć;
  5. kaznodzieja - ksiądz, który nie ma "super pouczeń", ale się przygotowuje, stara się, jest wyrozumiały i sprawiedliwy - pozytywnie normalny;
  6. mądrala - koleś, który nie da się wyspowiadać - nie dopuszcza do głosu lub przerywa w trakcie wypowiedzi - bo ma odpowiedź na ciebie, np. wszedłem kiedyś na Jasnej Górze do konfesjonału, nie zdążyłem się przeżegnać, a ojciec stwierdził już, że przyda mi się psychiatra...;
  7. czytelnik - osoba modląca się bądź czytająca w trakcie spowiedzi;
  8. biskup - biskup we własnej osobie będący w konfesjonale.
Podsumowanie

Moje doświadczenie z "konfesjonałem" jest długie i burzliwe - raz lepsze, raz gorsze. Ważne jest jednak, aby nie przejmować się księżmi będącymi w "budce", ponieważ przychodzimy tam do Chrystusa. Wiem, że brzmi to jak typowa papka katolicka, ale tak jest. Z powodu takiego podejścia udało mi się wyspowiadać u "mądrali". 

Rozumiem również, że postawy księży wywołują zgorszenie. Pamiętajmy, że księża są z ludzi wzięci, przez ludzi wychowani i dla ludzi przekazani - zatem jaka jest kondycja społeczeństwa taka też kapłańska. To jest również nasza odpowiedzialność, żeby bydło nie szło do seminarium i stamtąd nie wychodziło.

A co wy myślicie o spowiedzi? 

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

1 listopada 2015

Jak to?! Luteranie?!

Nasza wiedza o zborze ewangelicko-augsburskim czy luteranizmie jest przekazywana bardzo schematycznie oraz stereotypowo. Cały czas przedstawia się ich jako anty-świętych, zwolenników sola scriptura albo jako przeciwników transsubstancjacji całkowitej. Nie pokazuje się ich myśli na resztę ważkich dla chrześcijan tematów. W wypadku Sądu, cząstkowego lub Ostatecznego, myli się zazwyczaj denominacje. Przeanalizujmy zatem cytat i komentarze z oficjalnych wypowiedzi Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP.            
Konfesja Augsburska art. XVII

Jest to jeden z podstawowych dokumentów, na którym opiera się wiara ww. wspólnoty. Wymienione są w niej podstawowe prawdy wiary zboru, a także spis nauk potępionych. 

O przyjściu Chrystusa na sąd
Kościoły nasze uczą, że przy końcu świata Chrystus się zjawi, by odprawić sąd, i wskrzesi wszystkich zmarłych: pobożnym i wybranym da żywot wieczny i radość wiekuistą, a bezbożników i diabłów potępi, by cierpieli bez końca. Kościoły nasze potępiają anabaptystów, mniemających, iż kary ludzi potępionych i diabłów mają się skończyć w przyszłości. Potępiają też innych, którzy obecnie szerzą poglądy żydowskie, że przed wskrzeszeniem zmarłych pobożni obejma rządy nad światem, zdławiwszy wszędzie bezbożników.[1]

            Artykuł ten jako jedyny porusza kwestie rozdziału sprawiedliwych od niesprawiedliwych. Filip Melanchton będący autorem całej Konfesji, potwierdza naukę, którą ówcześni uznawali za starożytną[2]. Zgodnie z wizją protestujących przeciwko jarzmu Kościoła Rzymskiego Jezus jako Syn Boży swą mocą doprowadzi do powstania z martwych wszystkich ludzi. Wówczas moc Boża okaże swą wielkość wobec całego stworzenia. Nie odcina się również od ówczesnego sposobu myślenia chrześcijan jakoby Trójjedyny miał potępiać i skazywać na cierpienie. 

Wizje mrocznej rozprawy po śmierci 
odnaleźć możemy już w malarstwie późnośredniowiecznym[3].

            Wracając do tematu – samo ujęcie Boga jako sprawiedliwego sędziego wywodzi się z myśli jurydycznej Kościoła Katolickiego, która swe początki znajduje w prawie rzymskim. Rzymianie, jak i inne ludy starożytne, podchodziły do kodeksu w niezwykle surowy sposób. Takie wątki w myśli protestujących nie są więc niczym nowym jak na ówczesne czasy. Zmiana następuje dopiero w wyniku ewolucji doktryny, której artykuł XVII się oparł. Obowiązuje on również dzisiaj co dla nas zdaje się bardzo anachroniczne, ponieważ Kościół Katolicki zmienił swą naukę; aczkolwiek jej przebłyski możemy nadal znaleźć w sześciu prawdach wiary[4].
            W części wykluczającej znajdują się poglądy anabaptystyczne oraz żydowskie. W ten sposób odrzucone zostają wątki tzw. pustego piekła oraz ludzkiej zdolności zaprowadzenia ładu w naturze. Obydwie szkoły nie zostały uznane już w starożytnym Kościele co uznają również protestujący.

Komentarz do wizji Sądu          

Ksiądz Jan Motyka[5] w swym artykule[6] poruszającym kwestie życia wiecznego porusza tematykę jurydyczną czasów ostatecznych. Jego styl wypowiedzi różni się całkowicie od języka jakiego używał Filip Melanchton.

            Decydujące jest stanowisko Jezusa. On dlatego zaniepokoił nas groźnymi wizjami sądu ostatecznego, ponieważ nasze istnienie rzeczywiście zmierza ku tej chwili. Jezus nie mógł tego przemilczeć z miłości do prawdy i do ludzi. Musiał ostrzegać, napominać, wzywać do zachowania czujności. Słowa Jego nie przestają być Ewangelią, tchną i wtedy miłością Bożą, gdy rozbrzmiewają jak rozpaczliwy krzyk ostrzegawczy, który pragnie uchronić przed niebezpieczeństwem. Nie można więc przemilczać tych spraw, tym bardziej że do dzisiejszego człowieka nie można odnieść słów apostoła Pawła. (…) Żywa wiara w Boga jest ściśle związana z wiarą w sąd Boży i zbawienie. (…) Jeśli komu wiara w sąd ostateczny wydaje się nierealną, to znaczy, że stracił poczucie odpowiedzialności przed Bogiem i brak mu czujności. Współczesny teolog i filozof dr Karol Hein porównał Kościół do olbrzymiego mostu stalowego, wspierającego się na dwóch filarach. Pierwszy filar stanowi Słowo Boże, zakon i Ewangelia o Jezusie Chrystusie, o Jego Krzyżu i zmartwychwstaniu. Ten filar jest widoczny w naszym doczesnym życiu. Drugi filar jest niewidoczny, gdyż znajduje się na brzegu tamtego świata, ale przez wiarę jesteśmy pewni jego istnienia. Tym filarem jest wiara w sąd Boży, zbawienie i życie wieczne. Żaden z tych filarów nie może się zachwiać; jeśliby runął jeden z nich, drugi również straci rację bytu. Wtedy Kościół straci swe znaczenie, a człowiek zgubi sens życia.

            Z obrazu przedstawionego nam przez pastora wynika, że Sąd Ostateczny jest wynikiem Bożej miłości. Należy on również do nieodzownego depozytu Ewangelii jako wyraz szczególnej troski miłości. Jan Motyka zaliczył też, za Karolem Heinem, rozliczenie ludzkości do filaru wiary chrześcijańskiej podtrzymujący realność i sensowność drogi Jezusa.  


Podsumowanie

To jest tylko cząstka z podstawowych elementów dialogu ekumenicznego. Namawiam zatem wszystkich, aby samemu się wgryźć w temat. Nie jest to proste, ale też nie jest niemożliwe. Trzeba być jednak uważnym.

Pozdrawiam
Krzychu ;)



[1] F. Melanchton, Konfesja augsburska, [dostęp 27.10.2015r] http://old.luteranie.pl/pl/index.php?D=145
[2] F. Melanchton, Apologia konfesji augsburskiej, [dostęp 27.10.2015r]
http://www.luteranie.konfesyjni.pl/index.php/teologia/ksiegi-symboliczne/45-apologia-konfesji-augsburskiej#art17
[3] Sąd ostateczny przedstawiany w tryptykach dzielony był na trzy części: dobrych – prawa strona obrazowa, złych – lewa strona obrazowa i centralna część przeznaczona na wizję Sądu właściwego i Boga.
[4] Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za złe karze.
[5] Najdłużej działający polski pastor żyjący w latach 1910-2006. Znany był z licznych artykułów w prasie kościelnej - często apologetycznych, zajmował się ewangelickim małżeństwem, małżeństwami o różnej przynależności wyznaniowej, etyką, był autorem podręcznika do nauki konfirmacyjnej "Abym był jego własnością", popularnego wykładu dogmatyki ewangelickiej, zawartego w dwóch tomach książki "Bóg i my" oraz postylli domowej "Z wiary dla wiary". Był też współautorem modlitewnika "Bądź z nami, Panie!" oraz Śpiewnika Kościelnego z roku 1964.
[6] J. Motyka, O nowe spojrzenie na naukę o rzeczach ostatecznych, w: J. Motyka, „Bóg i my – wprowadzenie do dogmatyki” [dostęp 27.10.2015r]
http://www.luteranie.pl/materialy/ks_jan_motyka_o_nowe_spojrzenie_na_nauke_o_rzeczach_ostatecznych,1471.html
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

2 października 2015

Hipokryzja - lvl master

Właśnie przeczytałem artykuł na stronie internetowej pewnego radia i zobaczyłem filmik z serii "Artykuł osiemnasty" i myślałem, że mnie szlak trafi. Ale o tym później. Mowa jest bowiem o Krzysztofie Charamsie.

Wspomnienia z seminarium

Wiele osób wie, że przez krótki czas byłem w WŚSD w Katowicach. Jednak niewielu wie jak tam wygląda naprawdę. Pokrótce: 150. chłopa w jednym budynku, sześcioletni rozstrzał wiekowy, niemal sto pięćdziesiąt różnych charakterów. Norma w tak wielkim środowisku. Podobnie jest też z powodami wstępowania do ww. seminarium jakie poznałem. Jedno mnie jednak uderzyło - brak miejsca homoseksualizm. 

Pamiętam jak byłem jednym z narybku w pierwszych tygodniach października. Obiad w refektarzu. Siedzę ze starszymi rocznikami. Nagle podlatuje jeden kleryk z trzeciego roku i "szepta" kumplowi: "pedał się jakiś pojawił". I już po całej sali "szukanie" winnego. Była to pierwsza z chwil, gdy doświadczyłem pozytywnego zjawiska "zero tolerancji". W pewnym momencie dosięgło ono i mnie jako podejrzanego. 

Problem

Homoseksualizm jest problemem wewnątrz klerykalnym. Sprawa stara jak Kościół o czym możemy przeczytać u Ojców Pustyni i Ojców Kościoła przez średniowieczne dokumenty do roku 2008. Czasem jest większy, a czasem mniejszy. Współpracując z jedną z grup wsparcia dla homoseksualnych chrześcijan chcących wyjść z tego zaburzenia spotkałem tam przynajmniej jednego obecnego księdza. Sam też byłem powodem usunięcia diakona w jednej z diecezji, gdyż do mnie zarywał. Na własnej skórze przekonałem się więc, że problem istnieje. Z różnych blogów, artykułów, czatów czy danych wiem, że nie jest on ogromny, ale wielki.

Sedno sprawy

Do napisania tego artykułu przysłużył się Krzysztof Charamsa i jego "wyjście z szafy". Celowo nie nazywam go duchownym, ponieważ jeżeli przyjął z pełną świadomością swej seksualności święcenia są one, przynajmniej, niegodziwie przyjęte. Myślę, że nawet nieważne. W filmie poniżej widać jego bezradność. Myślę, że nie jest to wzburzenie z powodu sytuacji jego i jego partnera. Wierzę, że zadziałały tutaj słowa Franciszka (choć nie jestem jego zwolennikiem) o dwulicowości księży.

Co mnie konkretnie wzburzyło? To, że atakuje obłudę, kłamstwo i hipokryzję. A czym owy człowiek w życiu się kieruję całe życie? Mówi jedno robi drugie. Powołuje się na Ewangelię, którą sam otwarcie zakłamuje, fałszuje. Patrzy na jedną stronę medalu. Dawno mnie już nic tak nie wzburzyło. Czy innym jest jeżeli ksiądz w trakcie posługi odkrywa, że jest coś z nim nie tak i porzuca sutannę. Wtedy jest to uczciwe, sprawiedliwe, kieruje się Ewangelią. Koleś, który tyle razy świętokradczył Pana Jezusa, Sakramenty! Krzyczeć mi się chce - nie ze złości, ale z rozpaczy, ze smutku. Ktoś kto nawołuje o miłość jednocześnie stając przeciwko Miłości.

Z wyrazami smutku i żalem
Krzychu ;(

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 grudnia 2014

Boże Narodzenie

24 i 25 grudnia świętuje każdy w Polsce. Wigilia musi być. Tradycja tak zakorzeniona w naszym kraju, że nawet ateiści ją zostawili sobie. Piękna sprawa, ale w pewien sposób też niebezpieczna dla chrześcijanina. Co w niej takiego groźnego dowiecie się po lekturze całego artykułu.

Nativitas Domini

Tak brzmi oficjalna nazwa Kościoła omawianej uroczystości. Polski Kościół przyjął nazwę analogiczną - Narodzenie Pańskie. Najstarsze wzmianki o Uroczystości Bożego Narodzenia znajdujemy u greckiego artysty Furiusa Dionizjusa Filokalusa w Depositio martyrum. Dokument ten datuje się na rok 354. Jednak to tylko wzmianka o konkretnej uroczystości. Sam fakt narodzenia Mesjasza, wg H. Lietzmanna, był związany z obchodami uroczystości Objawienia Pańskiego, dlatego jego obchody można przesunąć na czasy wcześniejsze. Podaje on bowiem, że uroczystość Epifanii jest znacznie starsza i należy do grona pierwszych świąt.

Dzień, w którym jest obchodzony (25 XII) pochodzi z Tradycji. Specjaliści nie są zgodni, dlaczego akurat ten dzień. Z tego też powodu istnieją różne teorie:
  1. a) najpopularniejszą jest chrystianizacja święta pogańskiego - było to przeciwstawienie nigdy nie zachodzącego światła Chrystusa zachodzącemu bogu Mitrze; nie jest to jednak przejęcie święta, ale zaprezentowanie czegoś całkiem nowego, innego (m.in. H. Usener, F.J. Goelger, H. Frank);
  2. b) kolejną jest łączenie urodzin Jezusa z urodzinami Jana Chrzciciela; w skrócie chodzi o to, że Ostatni Prorok Starego Przymierza miał urodzić się w dniu przesilenia letniego (za De solstitiis et aequuinoctis conceptionis et nativitatis Domini nostri Iesu Christi et Iohannis Babtistae) - z Pisma Świętego wiemy natomiast, że Chrystus był pół roku młodszy (m.in. L. Duchesne, L. Fendt, A. Strobel, A. Wilmart);
  3. c) trzecia teza łączy powyższe dodając, że początkowo uroczystość Bożego Narodzenia obchodzono z 5. na 6. stycznia, by 6. stycznia świętować Jego chrzest; w związku z kultem i obliczeniami Kościół w IV wieku przeniósł uroczystość na 25. grudnia (m.in. O. Culmann).
Muszę jednak dodać, że 26. grudnia jest błędnie nazywane Drugim Dniem Świąt Bożego Narodzenia. Jest to pierwszy dzień oktawy Bożego Narodzenia i obchodzi się rocznicę męczeńskiej śmieci diakona Szczepana (od łac. Stephanus).

Pismo Święte

Zacznijmy więc od zwiastowania. Był to pierwszy moment, w którym ktokolwiek dowiedział się o konkretnym czasie narodzin człowieka oczekiwanego od wieków. Ewangelista podaje, iż było to "w szóstym miesiącu". Z kontekstu wiemy, że był to szósty miesiąc ciąży matki Jana Chrzciciela. Bez żadnych ogródek anioł powiedział - może bardziej przeprowadził wierszowany dialog - o roli jej i Jezusa w planie zbawienia człowieka. Jak gdyby nigdy nic skwitowała to słowami: "Jestem służebnicą Pana; niech mi się stanie według twego słowa.". Przy okazji dowiedziała się, że jej krewna też będzie miała dziecko. Poszła tam i została na około trzy miesiące. Wróciła do siebie i poszła ze swoim mężem do "miasta Dawidowego zwanego Betlejem". Tam "urodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w mieszkaniu". Związane są z tym zjawiska społeczne - pasterze u groty czy mędrcy ze wschodu (nie wiemy nic więcej o nich). Obok tego była również obecna przyroda, czyli tzw. gwiazda betlejemska. Wokół niej jest tyle teorii, że na omawianie nie ma miejsca tutaj (planety, kometa ,itp.).

Przy okazji trzeba wskazać, że Chrystus był/jest jedynakiem. Nie jest to wymysł czarnej mafii, a przekaz biblijny. Są cztery newralgiczne momenty, na które musimy zwrócić uwagę. Pierwszym z nich jest fragment: "Nie współżył z nią (Maryją - przyp. autora), aż urodziła Syna.". Budowa tego zdania w języku polskim wskazuje, że po wszystkim małżonkowie skonsumowali związek. Jest to błąd spowodowany gramatyką języka polskiego, ponieważ oryginalny tekst grecki używa czasownika w formie czasu przeszłego niedokonanego co w językach starożytnych zamyka dyskusję - taka budowa. Drugim jest genealogia Chrystusa - nie ma tam wypisanego brata ani siostry. Trzecim - nazwanie kogoś pierworodnym nie wskazuje na to, że był inny potomek, ale raczej na prawa jakimi może się posługiwać. Czwarty - w języku hebrajskim ( lub innym semickim) nie ma rozróżnienia na brata/kuzyna (bliższego czy dalszego), dlatego też nie jest uzasadnionym mówić na podstawie jednego fragmentu, że Chrystus miał rodzeństwo.

Familiada


Pięć pytań, 15. sekund. :D

Pytanie pierwsze: z czym kojarzy ci się szopka?
Jest to tradycja Kościoła Zachodniego powstała w późnym średniowieczu we Włoszech. Za pierwszego twórcę przedstawienia Bożego Narodzenia uważa się świętego Franciszka z Asyżu. Zbudował ją w 1223 roku w Greccio. Tak owe wydarzenie opisuje Tomasz z Celano: 
„Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświetliła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem”.

Celem tego typu organizacji było przybliżenie Dzieciątka gawiedzi, której nie było stać na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, albo do Santa Maria Maggiore, gdzie znajdują się relikwie z Betlejem.

Jakie role są grane podczas kolędowania i jasełek?

Oczywiście nie obyło się bez turonia, którego protoplastą był wymarły w XVII wieku tur europejski. Poza nim potrzebne są postacie mediacyjne pomiędzy ludźmi, a przyrodą. Potrzebna staje się więc śmierć z kosą oraz diabeł. Ta ostatnia jest spadkobiercą czczonych przez Słowian duchów leśnych. Kolędowanie ma bowiem pochodzenie pogańskie.

Około doby baroku straciło na znaczeniu, a raczej doszło do wyodrębnienia się tradycji jasełek. To one przejęły ciężar opiewania narodzin Syna Bożego. Wskazuje na to już sama nazwa, gdyż "jasło" to staropolska wersja "żłobu". Innym źródłem tego typu przedstawienia mogą być franciszkańskie misteria.

Skąd się bierze choinka w naszym domu?

Współcześnie jest to plastik z supermarketu lub drzewko z hodowli leśnej. Za osobę, która jako pierwsza przystroiła choinkę uważa się świętego Bonifacego (VIII wiek). Zgodnie z legendą miał wyciąć święte dęby, które upadając połamały wszystkie drzewa. Przetrwała mała jodełka co wykorzystał w kazaniu, mówiąc, że wszystkie bożki upadną, a tylko prawdziwy Bóg się ostoi. Jednak bliższe prawdy są wierzenia germańskie, wg których wszechświat podtrzymywany był przez jesion zwany Yggdrasill. Na jego gałęziach zawieszone były ciała niebieskie. W rolę wchodzą także słowiańskie podłaźniki, które z drzewkami nie mają do czynienia. Choinka znana w naszej wersji (gwiazda, rajskie jabłka, świece) pochodzi z XVII wiecznych Niemiec.

Kiedy dzielimy się przaśnym kawałkiem chleba?

Zwyczaj dzielenia się opłatkiem znany jest w Polsce od XV wieku. Dopiero jednak w XVIII wieku związał się z Wigilią Bożego Narodzenia. Do czasów oświecenia prawo do ich wypieku (mąka i woda) posiadali jedynie zakonnicy i zakonnice. Robiono z nich ozdoby świąteczne. Wierzono, że mają moc odpędzania zła. Współcześnie popularne w Polsce są cztery kolory opłatków: biały, żółty, zielony i różowy.

Co robią zwierzęta podczas Wigilii Bożego Narodzenia?

Oczywiście mówią. Na wsi zjadają także opłatek. Ponadto stają się częścią dwunastu potraw lub po prostu posiłków bożonarodzeniowych. Tłumaczy się to zawieszeniem praw przyrody. W niektórych domach wierzy się jeszcze, że o północy zakwitają drzewa. Jest to oznaka zapoczątkowania nowej ery.

Co ukrywamy w mieszkaniu lub pod choinką w dzień Bożego Narodzenia?

Oczywiście chodzi o prezenty. Zwyczaj ten był do XIX wieku obecny jedynie w warstwie szlacheckiej. Później przejmowali to mieszczanie - najpierw niemieckiego pochodzenia. Wtedy też miały one inny charakter - miały dawać radość i być oznaką miłości, dlatego darowano jabłka, pierniki, owoce i słodycze. Przynosili je (w zależności od regionu): Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdka, Gwiazdor, Dziadek Mróz, Mikołaj, Święty Mikołaj lub Święty Józef. Tutaj pojawia się zagrożenie - przebóstwienie Mikołaja, którego już nawet chrześcijanie kojarzą bardziej niż rodzącego się Boga w tym dniu.

Pozdrawiam i  życzę Bożego Narodzenia
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

17 sierpnia 2014

Kobieta wg teologa

Po filozofach i naukach przyrodniczych i psychologicznych czas na teologów i ich wizję kobiet. Podobnie jak to było wcześniej ograniczę się do czterech przykładów. Również i w tym przypadku należy patrzeć historycznie na te poglądy i nie utożsamiać ich z Kościołem. Teolog bowiem nie wyraża zawsze poglądów Kościoła. Jest to naukowiec, który pracuje na polu Bożego Objawienia co większości ludzi umyka albo celowo lekceważy.

Święty Augustyn

Zanim został chrześcijaninem wsławił się życiem rozpustnym i myślę, że niejeden bawidamek miałby mu czego zazdrościć. Znany był ze swoich imprez i pociągu do kobiet. Zgodnie z aktualną wiedzą do jego nawrócenia przyczyniła się matka, która trzydzieści lat modliła się o niego. Ale przejdźmy do rzeczy. Wyznania (Księga XIII), O doskonałości wdowieństwa oraz O dziewictwie otworzą przed nami drzwi. Jednak nie jest w nim zbyt wiele informacji, bowiem Augustyn traktuje przeważnie ogólnie o człowieku. Postanowiłem jednak przedstawić te skąpe informacje ze względu na wiele nieprawdy, którą się ludzie posługują.

Bóg stworzył człowieka mężczyzną i kobietą, którzy względem łaski Bożej są tym samym. Biologia w tym miejscu nie stanowi rozróżnika podobnie jak nie robi tego narodowość. Kobieta ma wolną wolę nawet wobec Boga zgodnie z Prawem Ducha. Rozum, który jest władzą duchową wyróżnia człowieka od zwierząt.
A jak w duszy człowieka są dwie siły, z których jedna rozumując przewodzi, a druga wypełnia rozkazy, bo się poddaje takiemu przewodnictwu, w podobny sposób pod względem cielesnym kobieta została stworzona dla mężczyzny. Umysłem, racjonalną inteligencją kobieta jest równa mężczyźnie, ale pod względem płci tak mu jest cieleśnie podporządkowana, jak popęd do działania powinien być poddany kierownictwu rozumu, wyznaczającego właściwą drogę działania. Te wszystkie rzeczy widzimy. Każda z nich jest dobra. Wszystkie razem — są bardzo dobre. Przewodniej władzy umysłu poddałeś rozumne działanie, jak kobieta podlega mężczyźnie. (cyt. za "Wyznania")
Kobieta szukająca męża nie jest już w pełni wolna z powodu "tego jedynego", który jest w jej wyobrażeniach. Ponadto jest już zaślubiona - jak każdy wierny - Chrystusowi ze względu na naturę Kościoła. Niesie to za sobą wiele konsekwencji, o których poniżej. Augustyn twierdzi również, że seks w małżeństwie powoduje grzech. Dodając, że jest to bezprawne oskarżenie, gdyż tak stworzył nas Bóg. Owszem matka rodzi grzeszne dzieci - potomków Adama. Jednak ważniejszym zadaniem jest przedstawienie ich Kościołowi, aby mogli stać się członkami Chrystusa. Żona - w takim wypadku tylko możemy mówić o matce chrześcijance - powinna służyć swojemu mężowi na wzór poddaństwa państwowego. Nie wspomina jednak jakiej grupy społecznej. Mężatka nie może ślubować wierności Chrystusowi tak jak się to robi wobec męża, ponieważ jest to bluźnierstwo. Twierdzi Augustyn bowiem, że czyni to z Jezusa cudzołożnika.

Jeżeli chodzi o życie po śmierci mężczyzny Augustyn wyraża się jasno. Może albo powtórnie się ożenić, albo zaślubić się Jezusowi. Jednak ta druga droga jest ostateczna, ponieważ Chrystus już nie może umrzeć. W związku z tym wdowa, która złożyła śluby, a weźmie sobie męża cudzołoży.

Oprócz małżeństwa biskup Hippony przedstawia lepszy wybór dla niewiasty - mianowicie stan dziewiczy. Augustyn uzasadnia swój wywód przykładem Maryi - Matki, a jednak Dziewicy. Zadaniem doczesnym kobiet tego stanu jest wychwalać Chrystusa, ale również rodzić inne kobiety tego samego stanu. Dzieje się to, gdy kobieta oddaje swe życie modlitwie. Jednak dziewica nie może się wywyższać ponad mężatkę wtedy bowiem grzeszy pychą. Wierna żona jest lepsza od niewiernej dziewicy.

O tym jak ważna jest rola kobiety w Kościele świadczy następujący cytat:
Cały Kościół jest dziewicą. Jest nią poprzez nienaruszoną wiarę, nadzieję i miłość nie tylko w świętych dziewicach, ale także we wdowach i wierzących małżonkach. Do całego bowiem Kościoła, którego wszystkie one są członkami, Apostoł mówi: Poślubiłem was jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę (2 Kor 11,2). (cyt. za "O doskonałości wdowieństwa")
Tomasz z Akwinu (Akwinata)


Jeden z najwybitniejszych teologów katolickich, który kładł podwaliny pod naszą dzisiejszą kulturę. Posługiwał się poglądami swoimi jak i starożytnymi tworząc swoistą filozofię i po części teologię zwaną tomizmem. W swoim dziele Summa theologiae opisał w dosyć obszerny sposób kobietę. Należy jednak pamiętać, że jest to teologia średniowiecza. Pozwolę sobie zacytować z tego wydania internetowego UKSW. Polecam przeczytać całość aby zrozumieć - wraz z dekretami Kościoła u dołu strony.
CZY W PIERWSZYM UTWORZENIU RZECZY WINNA BYĆ POWOŁANA DO BYTU KOBIETA ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna być powołana do bytu w pierwszym utworzeniu rzeczy, bo:
1. Zdaniem Filozofa: „Kobieta Jest to mężczyzna niewydarzony”. Lecz w pierwszym ustanowieniu rzeczy nic nie powinno być niewydarzone i niedoszłe. A więc w owym pierwszym ustanowieniu rzeczy kobieta nie powinna być powołana do bytu.
2. Podleganie i pomniejszenie jest następstwem grzechu, bowiem po upadku powiedziano kobiecie: „Mąż będzie panował nad tobą”. A Grzegorz pisze: „Gdzie nie upadamy wszyscy równi jesteśmy”. Lecz z natury kobieta ustępuje mężczyźnie pod względem siły i dostojeństwa, bo - jak mówi Augustyn: „Zawsze strona działająca pocześniejszą jest od strony doznającej”. Przeto w owym pierwszym utworzeniu rzeczy przed grzechem kobieta nie powinna być powołana do bytu.
3. Należy stanowczo zrywać z okazją do grzechu. Lecz Bóg przewidywał, że kobieta będzie mężowi okazją do grzechu. Nie powinien więc utworzyć kobiety.
Wbrew temu czytamy w Piśmie św.: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”.
Odpowiedź: Konieczne było, żeby stała się kobieta - jak mówi Pismo św.: jako odpowiednia pomoc dla mężczyzny; nie jako pomoc do jakiejś innej pracy - jak to niektórzy mówili - gdyż w każdej innej pracy mężczyzna może wydatniej nieść pomoc mężczyźnie niż kobieta, ale jako pomoc do rodzenia. Łatwiej to nam stanie się zrozumiałe, gdy przyjrzymy się sposobom rodzenia u istot żyjących. Bowiem niektóre istoty żyjące nie mają w sobie mocy czynnej do rodzenia, ale przyczyną ich rodzenia się jest jakaś siła działająca innego niż one gatunku; chodzi o te rośliny i zwierzęta, które rodzą się bez nasienia z odpowiedniej materii mocą czynną ciał niebieskich. Niektóre zaś mają moc czynną i bierną złączoną; chodzi o te rośliny, które rodzą się z nasienia. Bowiem nie ma w roślinach jakiegoś wspanialszego dzieła życia nad rodzenie; stąd też słusznie w każdym czasie moc bierna jest u nich złączona z mocą czynną rodzenia. Natomiast u doskonałych zwierząt moc czynna rodzenia przysługuje płci męskiej, zaś moc bierna płci żeńskiej. A ponieważ w doskonałych zwierzętach jest jakoweś dzieło życia znamienitsze niż rodzenie, któremu to dziełu ich życie głównie jest przyporządkowane, dlatego u nich płeć męska nie łączy się z płcią żeńską w każdym czasie, a tylko w porze spółkowania; przedstawmy sobie: spółkowanie tak czyni jedno z samca i samicy, jak w roślinie są ze sobą połączone w każdym czasie siła męska i siła żeńska, chociaż w niektórych przeważa jedna, a w niektórych druga. Zaś człowiek jest przyporządkowany jeszcze bardziej znamienitemu dziełu życia, którym jest myślenie. I dlatego dla tym jeszcze większej racji w człowieku winna być odrębność między obiema siłami: taka, żeby osobno został utworzony mężczyzna, a osobno kobieta, a jednak żeby się cieleśnie w jedno łączyli dla dzieła rodzenia. Stąd też zaraz po uformowaniu kobiety Pismo św. wyraża się: „Będą dwoje w jednym ciele”. (...)
CZY KOBIETA WINNA STAĆ SIĘ Z MĘŻCZYZNY ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna stać się z mężczyzny, bo:
1. Płeć jest wspólną człowiekowi i innym zwierzętom. Lecz u innych zwierząt samice nie stają się z samców. A więc i u człowieka tego być nie powinno, żeby kobieta stała się z mężczyzny.
2. Rzeczy należące do tego samego gatunku są z tej samej materii. Lecz mężczyzna i kobieta należą do tego samego gatunku. A ponieważ mężczyzna został uczyniony z mułu ziemi, z tego samego winna stać się i kobieta, a nie z mężczyzny.
3. Kobieta jest uczyniona do pomocy mężczyźnie w rodzeniu. Lecz zbyt bliskie pokrewieństwo czyni osobę do tego niezdatną. Stąd też - jak podaje Pismo św. - zabronione jest małżeństwo osobom o bliskim pokrewieństwie. Zatem kobieta nie powinna stać się z mężczyzny.
Wbrew temu są słowa Pisma św. : „Bóg stworzył z niego” - tj. z mężczyzny „pomoc jemu podobną” - tj. kobietę.
Odpowiedź: Rozumne powody przemawiały za tym, żeby w pierwszym ustanowieniu rzeczy kobieta była utworzona z mężczyzny czego nie można powiedzieć o innych zwierzętach. Oto one: Pierwszy, by przez to podnieść i nienaruszoną zachować jakowąś godność pierwszego człowieka, aby na podobieństwo Boga on sam był początkiem całego swojego gatunku, tak jak Bóg jest początkiem całego wszechświata. Św. Paweł pisze, że Bóg „z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki”. Drugi, by mężczyzna bardziej miłował kobietę i wiązał się z nią nierozerwalnie, będąc tego świadom, że ona jest z niego utworzona. Pismo św. wyraźnie mówi: „Niewiasta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną”. Było to jak najbardziej konieczne dla gatunku ludzkiego, w mąż i kobieta żyją z sobą przez całe życie czego nie spotyka się u innych zwierząt. Trzeci, bo - jak pisze Filozof - w gatunku ludzkim mężczyzna i kobieta łączą się razem nie tylko z powodu konieczności rodzenia - jak to jest u innych zwierząt, lecz także ze względu na życie domowe, w którym inne zadania spadają na mężczyznę, a inne na kobietę, i w którym mężczyzna jest głową kobiety. Słusznie więc kobieta została utworzona z mężczyzny jako ze swojego początku. Czwarty powód jest symboliczny; bowiem jest to symbolem tego, że Kościół bierze początek od Chrystusa. To miał na myśli Apostoł pisząc: Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. (...)
CZY KOBIETA WINNA BYĆ UTWORZONA Z ŻEBRA MĘŻCZYZNY ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna być utworzona z żebra mężczyzny, bo:
1. Żebro mężczyzny było o wiele mniejsze niż ciało kobiety. Lecz z mniejszego nie może stać się coś większego; chyba albo przez dodanie czegoś; gdyby jednak taki dodatek zaistniał, to raczej kobieta byłaby uczyniona z niego niż z żebra; albo przez rozrzedzenie, gdyż zdaniem Augustyna: „Niemożliwe jest, żeby jakieś ciało rosło, chyba że się rozrzedza”; nie stwierdza się jednak, żeby ciało kobiety było bardziej rozrzedzone niż ciało mężczyzny; przynajmniej nie w tej proporcji, jaką ma żebro do ciała Ewy. A więc Ewa nie była utworzona z żebra Adama.
2. W pierwszych dziełach stworzonych nie było czegoś zbędnego. Zatem żebro Adama należało do doskonałości jego ciała. A więc po jego wzięciu ciało to zostało niedoskonałe, a to nie licuje.
3. Żebra nie można wyjąć z człowieka bez bólu. Lecz przed grzechem nie było bólu. A więc nie powinno się wyjmować żebra z mężczyzny po ton żeby z niego utworzyć kobietę.

Wbrew temu są słowa Pisma św.: „Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę”.

Odpowiedź: Utworzenie kobiety z żebra mężczyzny było uzasadnione. Pierwsze, by dać do zrozumienia, że miedzy mężczyzną i kobietą winna istnieć więź wspólnotowa. Bowiem ani kobieta nie powinna „przewodzić nad mężem”: i dlatego nie jest uczyniona z głowy, ani też mężczyzna nie powinien jej lekceważyć jakby jakąś podległą niewolnicę: i dlatego nie jest uczyniona ze stóp. Drugie, ze względu na symbolikę: bo z boku Chrystusa umierającego na krzyżu wypłynęły sakramenty, tj. krew i woda którymi Kościół jest ustanowiony. (...)
CZY KOBIETA BYŁA BEZPOŚREDNIO PRZEZ BOGA UTWORZONA?
 Zdaje się, że kobieta nie była bezpośrednio przez Boga utworzona, bo:
1. Żadna jednostka - utworzona z podobnej do siebie co do gatunku - nie jest bezpośrednio przez Boga utworzona. Lecz kobieta została uczyniona z mężczyzny, który jest tego samego co i ona gatunku. Zatem nie bezpośrednio przez Boga uczyniona.
2. Według Augustyna Bóg zarządza cielesnymi rzeczami za pośrednictwem aniołów. Lecz ciało kobiety było uformowane z materii cielesnej. A więc było uczynione za posługą aniołów, a nie bezpośrednio przez Boga.
3. Co wpierw zaistniało w stworzeniach w postaci zakodowanych prawzorów, to bywa powoływanie do byt u mocą jakiegoś stworzenia, a nie bezpośrednio przez Boga. Lecz zdaniem Augustyna w pierwszych dziełach ciało kobiety zostało utworzone w postaci zakodowanych prawzorów. A więc kobieta nie została przez Boga utworzona bezpośrednio.

Wbrew temu Augustyn w tym samym dziele tak pisze: „Tylko Bóg - od którego cała natura w istnieniu zależy - mógł utworzyć i zbudować żebro, żeby było kobietą”.

Odpowiedź: Jak już powiedzieliśmy, naturalne powstanie każdego gatunku jest z określonej materii. Zaś materią, z której w naturalny sposób powstaje, rodzi się człowiek, jest nasienie ludzkie mężczyzny lub kobiety. Stąd też jednostka gatunku ludzkiego nie może w naturalny sposób rodzić się z innej - jaką by nie była - materii. Sam tylko Bóg - który jest ustanowicielem natury - może powoływać do bytu rzeczy poza porządkiem natury. I dlatego sam tylko Bóg mógł utworzyć albo mężczyznę z mułu ziemi, albo kobietę z żebra mężczyzny. (...)
CZY W KAŻDYM CZŁOWIEKU WIDNIEJE OBRAZ BOGA ?
Zdaje się, że nie w każdym człowieku widnieje obraz Boga, bo:
1. Apostoł pisze: „Mężczyzna jest obrazem Boga, zaś kobieta obrazem-chwałą mężczyzny”. A ponieważ kobieta jest jednostką gatunku ludzkiego, dlatego nie każdej jednostce przysługuje być na obraz Boga.
2. Tenże Apostoł pisze: „Tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna”. Lecz nie wszyscy ludzie są przeznaczeni. A więc nie wszystkich ludzi łączy jedna wspólna forma: na obraz Boga.
3. Jak powiedziano, do istoty obrazu należy podobieństwo. Lecz wskutek grzechu człowiek stał się niepodobny do Boga. Utracił więc obraz Boga.

Wbrew temu psalmista pisze: „Jak obraz [tj. cień] przechodzi człowiek”.

Odpowiedź: To właśnie ze względu na naturę myślącą mówi się, że człowiek jest na obraz Boga. Zatem według tego człowiek jest najbardziej na obraz Boga, według czego natura myśląca może najbardziej Boga naśladować. Otóż natura myśląca naśladuje najbardziej Boga w tym, że Bóg samego siebie poznaje i miłuje. Stąd też obraz Boga w człowieku można ująć w potrójny sposób: pierwsze, o ile człowiek ma naturalną podatność do poznawania i miłowania Boga: i ta podatność tkwi w samej naturze umysłu, który jest wspólny wszystkim ludziom. Drugie, o ile człowiek aktualnie lub habitualnie Boga poznaje i miłuje - jednak niedoskonale: i ten obraz powstaje na skutek upodobniającej do Boga łaski. Trzecie, o ile człowiek aktualnie poznaje i miłuje Boga w sposób doskonały, przez co należy rozumieć obraz powstały na skutek upodabniającej do Boga chwały. Stąd to glosa do słów psalmu: Wznieś ponad nami, o Jahwe, światłość Twojego oblicza” wyodrębnia trojaki obraz: stwarzania, nowego stwarzania, upodabniania. - Pierwszy więc obraz widnieje we wszystkich ludziach; drugi tylko w sprawiedliwych; trzeci jedynie w zbawionych. (...)
CZY W PIERWSZYM STANIE MOŻNA BYŁO ZWIEŚĆ CZŁOWIEKA ?

Zdaje się, że w pierwszym stanie człowiek mógł być zwiedziony, bo:
1. Apostoł pisze: „Zwiedziona kobieta popadła w przestępstwom.
2. Magister pisze: „Dlatego kobieta nie zlękła się węża odzywającego się, bo sądziła, że otrzymał od Boga polecenie mówienia”. Ale to była omyłka. A więc kobieta została zwiedziona przed grzechem.
3. To naturalne, że im z dalsza coś się widzi, tym to wydaje się być mniejsze. Lecz przez grzech natura oka nie została ograniczona. Zatem to samo przydarzyłoby się w stanie niewinności. A więc pierwszy człowiek myliłby się co do wielkości rzeczy widzianej, tak jak to jest i teraz.
4. Według Augustyna w czasie snu dusza zachowuje się wobec zjaw sennych jak wobec samej rzeczy. Lecz człowiek w stanie niewinności jadłby, a w następstwie spałby i śniłby. Zatem zostałby zwiedziony przyjmując zjawy senne jako rzeczy.
5. Jak już powiedziano pierwszy człowiek nie znałby myśli ludzi i przyszłych bytów przygodnych. Gdyby więc ktoś w tej materii powiedział coś mylącego, byłby zwiedziony.

Wbrew temu Augustyn pisze: ”Przyjmować prawdę za fałsz nie jest rzeczą człowieka przez naturę ustanowionego, lecz jest karą potępionego”.

Odpowiedź: Zdaniem niektórych nazwa ‘zwiedzenie’ zawiera w sobie dwa rozumienia: pierwsze, wszelkie mało znaczące mniemanie, kiedy to ktoś bierze błąd za prawdę bez przekonania wiary. Drugie, gdy czyni to z przekonania wiary. Jeśli Więc chodzi o te rzeczy, których Adam wiedzę posiadał, to żadnym z tych sposobów człowiek nie mógł być zwiedziony przed grzechem. Natomiast jeśli chodzi o te rzeczy, których wiedzy nie posiadał, mógł być zwiedziony, biorąc zwiedzenie w szerszym znaczeniu, mianowicie jako wszelkie mniemanie bez przekonania wiary. Uzasadniają to tym, że w takich wypadkach uważanie fałszu za prawdę nie wychodzi człowiekowi na szkodę i - jak długo lekkomyślnie nie wyrazi swego przekonania - jest bez winy. Ale ów pogląd nie da się pogodzić z nieskazitelnością pierwszego stanu, gdyż w owym stanie - jak pisze Augustyn: „Unikano grzechu bez niepokoju; póki tak było, żadne zgoła zło nie mogło zaistnieć”. Jasne zaś jest, że jak prawda jest dobrem myśli, tak według Filozofa fałsz jest złem. Stąd też nie mogło tak być, żeby w stanie niewinności myśl człowieka przystała na jakiś fałsz jako na prawdę. Bowiem jak w członkach ciała pierwszego człowieka nie istniała jakaś doskonałość, np. blask, a jednak nie mogło w nich być jakiegoś zła, tak w myśli mogła nie istnieć jakaś wiadomość, a jednak nie mogło w niej być brania fałszu za prawdę. Jasne to również z samego ustawienia pierwszego człowieka w owym pierwszym stanie. Według niego, jak długo dusza pozostawałaby podległą Bogu, tak długo w człowieku niższe części podlegałyby wyższym, a wyższe nie doznawałyby przeszkody ze strony niższych. Otóż z tego, co już zostało wyłożone, jasno widać, że myśl zawsze jest prawdziwa co do właściwego przedmiotu. Stąd też z siebie samej nigdy nie podlega zwiedzeniu. Wszelkie zaś zwiedzenie przydarza się jej ze strony czegoś niższego, np. wyobraźni lub czegoś takowego. Dlatego też widzimy, że gdy naturalna władza osądu (naturale iudicatorium) nie jest zawieszona, nie jesteśmy zwodzeni przez tego pokroju zjawy ale tylko wtedy gdy jest zawieszona - jak to zachodzi u śpiących. Stąd jest jasne, że w pierwszym stanie ustawienie człowieka wykluczało jakoweś zwiedzenie jego myśli. (...)
CZY W STANIE NIEWINNOŚCI RODZIŁYBY SIĘ DZIEWCZĘTA ?
Zdaje się, że w stanie niewinności nie rodziłyby się dziewczęta, bo:
1. Zdaniem Filozofa: „Kobieta jest to mężczyzna niewydarzony”. jakby pojawiająca się wbrew zamiarowi natury. Lecz w stanie niewinności nic niezgodnego z naturą nie mogłoby się wydarzyć w rodzeniu człowieka. A więc kobiety nie rodziłyby się.
2. Każdy twórca rodzi czy do siebie, chyba żeby doznał przeszkody co podobne albo z powodu braku siły, albo z powodu nieprzystosowania materii; tak np. ogień mały nie zdoła strawić drzew surowych. W rodzeniu zaś siła czynna jest w mężczyźnie. A ponieważ w stanie niewinności nie byłoby żadnego braku siły ze strony mężczyzny ani nieprzystosowania materii ze strony kobiety n dlatego wydaje się, że zawsze rodziliby się chłopcy.
3. W stanie niewinności rodzenie zmierzało do rozmnożenia ludzi. Otóż ludzie mogliby być wystarczająco rozmnożeni przez pierwszego człowieka i pierwszą kobietę: i odtąd żyć na wieki. Nie było więc konieczne, żeby w stanie niewinności rodziły się dziewczęta.

Wbrew temu: Jeśli chodzi o rodzenie, natura tak by postępowała, jak ją Bóg ustanowił. Lecz Bóg - jak podaje Pismo św. - ustanowił w naturze ludzkiej mężczyznę i kobietę. A więc również w owym stanie rodziliby się chłopcy i dziewczynki.

Odpowiedź: W stanie niewinności nie brak było niczego, co należy do zupełności ludzkiej natury. Otóż jak na doskonałość wszechświata składają się różne stopnie rzeczy tak również i na doskonałość ludzkiej natury składa się różność płci. Dlatego też w stanie niewinności obie płci byłyby powołane do życia drogą rodzenia. (...)
Edyta Stein (Benedykta od Krzyża)

Postanowiłem się przenieść do początków XX wieku. Powód jest prosty - zmiana kontekstu kulturowego i historycznego w życiu kobiet. Wiąże się to również z wzmożonym studium odnośnie kobiet - ich natury, celu, roli i pochodzenia. Temat ten - w ramach teologii kobiety - podjęła żydówka, która znalazła Mesjasza.

Święta - jak pisze Wojciech Zyzak - uważała naturę mężczyzny i kobiety za równą oraz wywyższoną przez łaskę. Gdy to zostanie uznane można przejść do dalszych badań nad duszą niewiasty, która ma dwa przeciwstawne kierunki rozwoju - zbłądzić lub dążyć do wzoru Maryi. Równość jednak nie wyklucza różności. Edyta wskazuje jednak na coś więcej niż tylko fizjologia. Mówi o różnicy między płciami w  stosunku duszy do ciała, ducha do zmysłowości i duchowych władz. Kobietę cechuje pełna jedność natury cielesno-duchowej i harmonijny rozwój sił. Edyta zauważa, że ze względu na pewne wspólne cechy ogólnoludzkie kobieta może niekiedy wyrażać się niezwykle podobnie do mężczyzn. Zwłaszcza w indywidualnym powołaniu każdej z nich. Pierwszym natomiast jest małżeństwo i macierzyństwo. W twórczości świętej, zgodnie z dwoma poprzednimi zdaniami, Wojciech Zyzak zauważa:
Edyta Stein, korzystając z cudzych rozważań wymienia pięć podstawowych typów kobiet: typ matczyny z nastawieniem na dziecko, typ erotyczny z nastawieniem na mężczyznę, romantyczny z nastawieniem na przeżycia i bezwarunkowe przylgnięcie do "przewodnika", trzeźwy, nastawiony na praktyczne zadania życia, a także intelektualny, z merytorycznymi zainteresowaniami i zdolnością do twórczych osiągnięć. Bardziej prosty schemat dzieli kobiety na typ prymitywny i refleksyjny lub świadomy problemu. Pierwszy typ zawiera większość kobiet zdolnych do wczesnego dojrzewania ich zwartej osobowości, w której później niewiele się zmieni. Typ refleksyjny stanowi małą część wielostronnych, dopasowujących się i zdolnych do formacji w kontakcie z innymi kobiet, które w korzystnym środowisku przez wiele cierpień i doświadczeń dojrzewają do roli mądrych matek.
Kobieta także posiada osobiste pragnienie samorealizacji. Jednak jest jedno czego każda pragnie - miłujące zjednoczenie oraz doprowadzanie innych do niego. Do tego działania potrzebna jest dusza, której zjednoczenie z ciałem u kobiety jest znacznie wyższe niż u mężczyzny co stanowić może niebezpieczeństwo. Z jednej strony bowiem ciało może się zagubić w życiu duchowym, ale również duch może się zagubić w życiu cielesnym. Centrum kobiety stanowi serce, które może pomóc w rozwoju. Wymaga jednak kierownictwa zarówno rozumu jak i woli, aby nie zwiodło na manowce. Ściśle kobiecym przedmiotem zainteresowania jest triada: strzec, żywić i popierać rozwój. Inne ją obchodzi o tyle o ile się z tym wiąże. Jest ona dla kobiet w pełni naturalna. Jest to jednak wizja doskonała. Ta mniej doskonała - skażona grzechem - jest następująca:
Typowa jest tu skłonność do nadmiernego zajmowania siebie i innych własną osobą, próżność, dążenie do chwały i uznania oraz niepohamowana potrzeba zwierzania się. Z drugiej strony pojawia się nadmierne zainteresowanie innymi, ciekawość, plotkarstwo i niedyskretne wnikanie w intymne życie innych ludzi. Nastawienie na całościowość prowadzi łatwo do rozbicia sił, do unikania potrzebnego rzeczowego zdyscyplinowania poszczególnych predyspozycji, dalej do skłonności do powierzchownego próbowania na wszystkich polach i do dążenia, by opanować innych, daleko poza miarę płynącą z funkcji macierzyńskich. Współuczestnicząca towarzyszka staje się w ten sposób wichrzycielką, nie znoszącą spokojnego, milczącego dojrzewania i hamującą rozwój. Na miejscu radosnego służenia pojawia się wola panowania. Jak wiele, zdaniem Edyty, nieszczęśliwych małżeństw, jak wiele obcości między matkami a dziećmi wynika z tych zniekształceń.
Kobieta nie jest jednak na to skazana. Aby się temu nie poddać musi z pokorą pracować nad sobą. Wtedy też razem z mężczyzną zbudują w pełni Obraz Boży.

Jako, że Edyta była z pochodzenia biologicznego i religijnego żydówką wysoko ceniła sobie rodzinę. Jak wylicza w swojej pracy dyplomowej Elżbieta Mienszczykow święta ceniła sobie podejście Starotestamentalne do małżonek i matek. Uważa, że te rodzące miały królewski niemal szacunek. Zauważa przy tym, że powinien w tym istnieć partnerski stosunek do męża i matczyny dla dzieci. Przez to wszystko kobieta nadaje temu związkowi ciepły, intymny i czysto ludzki charakter. Staje się centrum domu. Ma pomagać rozwijać człowieczeństwo męża oraz być opoką dla dzieci. Jednak nie tylko do tego ma się ograniczać. Może podjąć każdy zawód poza powołaniem małżeńskim i macierzyńskim. Są jednak - ze względu na usposobienie natury - zawody typowo kobiece: lekarka, pielęgniarka, nauczycielka, wychowawczyni, pomoc domowa oraz wiele innych nowych zawodów społecznych.

Elizabeth A. Johnson

Ostatnią postacią jest teolog feministyczna. Ten typ teologii różni się znacząco od teologii kobiety uprawianej w typowo męskim gronie, dlatego też język może czasami nie odpowiadać facetom. Wiele o jej poglądach można się dowiedzieć z wywiadu, którego udzieliła polskiemu miesięcznikowi Znak.

Siostra opierając się na badaniach twierdzi, że kobiety stanowią połowę całej populacji Ziemi, wykonują trzy czwarte ogółu ludzkiej pracy, za co otrzymują jedną dziesiątą z całego przyznawanego na świecie wynagrodzenia. Kobiety stanowią także dwie trzecie wszystkich niepiśmiennych dorosłych, a razem z dziećmi, którymi się opiekują – trzy czwarte głodujących na świecie. Uważa również, że sytuacja kobiet związana jest nie tylko z płcią, ale również rasą, kulturą czy zamieszkaniem na terenie wojennym. Należy poszukiwać żeńskich określeń odnośnie Boga, ponieważ używanie tylko męskich działa psychologicznie na niekorzyść kobiety. Wiąże się to z większym utożsamieniem podobieństwa mężczyzny do Stwórcy aniżeli niewiasty. W swojej teologii twierdzi, że kobieta została w nauczaniu zrehabilitowana  zarówno przez Sobór Watykański II jak również przez nauczanie Jana Pawła II. Zgodnie z tym Elżbieta naucza, że kobieta jak i mężczyzna są w pełni równi. Nie zgadza się jednak do końca z teologią komplementarności, która wg niej głosi:
Natura męska, jako bardziej racjonalna, wydaje się bardziej odpowiednia do pełnienia ról przywódczych w sferze publicznej. Natura kobieca, częściej kojarzona z czułością i serdecznością, predestynuje do opiekowania się słabszymi w domowym zaciszu.
Twierdz bowiem, że nie wynika to z natury człowieka, ale z kilkunastu wieków dominacji mężczyzn w życiu społecznym. Aby uwiarygodnić teologię komplementarności zakłada pozwolenie na realizacje kobiety w każdym aspekcie życia. Rola każdej osoby powinna być pełniona zgodnie z talentem jaki każda z kobiet otrzymała. Tworzy to znacznie większy wachlarz możliwości tak dla kobiety jak i dla mężczyzny.

Więcej znajdziecie w licznych jej dziełach, które otwierają przed nami wiele nowych perspektyw.

Podsumowanie

Jako przyszły - mam nadzieję - teolog przeraziło mnie spotkanie z Augustynem. Jest to bowiem teologia wysoko, która wymaga wiele sił umysłowych. Z kolei Tomasz jest dosyć cięty mający wielkie piętno swoich czasów. Edytę podziwiam, gdyż wiara jej była szczera jak uczciwość dziecka. Z kolei ostatnia siostra zakonna otwiera rozum, pokazuje mężczyźnie to czego sam by nie mógł osiągnąć. Polecam ich dzieła, aby w jeszcze większym stopniu odkryć kontekst ich wypowiedzi.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: