Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

16 października 2016

Henrie Matisse „La Musique”, czyli kobiety na obrazach

O malarstwie można pisać wiele. Mogą to być profesjonalne opisy mistrzów, ale równie dobrze świeże interpretacje młodych umysłów. Każda ze stron ma swoje racje, przez co dochodzi do zaciętych dyskusji nad sensem i rolą sztuki.


Najwięcej estetycy mówili o tym w wieku XIX i XX, co doprowadziło do powstania wielu pięknych, ale również dziwnych kierunków w sztuce. W tyle nie pozostali również specjaliści odczytujący malarstwo, którzy stworzyli wiele nurtów interpretacji. W przypadku obrazu Henriego Matisse’a „La Musique” zaproponuję interpretację feministyczną.
Henri Matisse tworzył swoje dzieła jako dorosły mężczyzna czynny zawodowo. Z wykształcenia był prawnikiem, który pracował w sądzie w Le Cateau-Cambresis. Tam spotykał się z wieloma różnymi sprawami, które ukazały mu szerokie spektrum codziennego życia. Wykorzystał to doświadczenie, gdy w wieku 24 lat wstąpił do Paryskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Tam poznał dwóch wielkich malarzy – van Gogha i Johna Petera Russella, których dzieła wpłynęły na jego styl. W ten sposób utworzył nowy kierunek w malarstwie, zwany już  za jego życia fowizmem.
„La Musique” powstał w 1939 roku, który był przełomowy dla artysty z powodu wybuchu wojny i konieczności zmierzenia się z okrucieństwem tego czasu. Obraz ma postać średniej wielkości kwadratu (115 x 115 cm) malowanego metodą oleju na płótnie. Zawiera w sobie wszystkie charakterystyczne cechy stylu Matissa, czyli kontrastowanie czystych (nie mieszanych) barw, czarne kontury oraz typ sceny rodzajowej. Obecnie dzieło znajduje się w Albright-Knox Art Gallery w Buffalo (USA).
Dzieło przedstawia dwie kobiety uczące się grać na gitarze. Jednak są one przedstawione w sposób nietypowy. Warto sobie zadać w tym miejscu pytania: dlaczego tak? Czy jest to skutek mody, jaka kobiety wówczas obowiązywała? A może preferencje autora podsunęły taki a nie inny charakter sportretowania kobiet? Zauważmy, że mają one silne rozbudowane biodra, co może wskazywać na dowartościowanie takiej sylwetki przez Matissa. Podpowiedzią także może być kolor skóry oraz egzotyczna roślinność znajdująca się na drugim planie. Wskazuje ona raczej na egzotyczny charakter scenki rodzajowej, bliższy kulturze południowoamerykańskiej aniżeli europejskiej. W tamtych rejonach świata od zawsze liczyły się kobiety, które miały bardziej obficie ukształtowane biodra i pośladki. Na taką interpretację pozwala także pierwotny styl autora, który zwracał się w stronę kultur innych niż europejska.
Instrument, na którym gra kobieta w niebieskim kostiumie, kojarzy nam się z muzyką XX wieku. Nic bardziej mylnego. Gitara znana jest w Europie już od X wieku. Od tego czasu jest to dosyć częsty motyw malarski. W ten sposób Matisse wykazuje jedność malarstwa europejskiego, mimo próby zerwania z nim przez artystów XX wieku.

Zwróćmy uwagę także na modę prezentowaną przez kobiety. Jedna z nich ma bardzo krótką, jak na owe czasy, spódnicę. Druga z nich ma ubrane spodnie. Może wskazywać to na pozycję kobiet, które wówczas walczyły o większy zakres swoich praw. Zwróćmy uwagę także na inne dwa elementy, które podkreślają taką możliwość. Pierwszym z nich jest nienaturalnie większe ramię prawej ręki kobiety w żółtej kreacji. W ikonie Trójcy Świętej Rublowa poszerzona ręka wskazywała na dwie natury Chrystusa, co później w innych dziełach sztuki stało się metodą na wskazywanie większego znaczenia postaci bez portretowania tej informacji wprost. Natomiast drugim zabiegiem eksponującym kobiety jest czerwień tła, które ewidentnie koresponduje z ich wielkimi postaciami.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

14 listopada 2015

A z Francją było tak...

O ataku w Paryżu nie trzeba nikogo uświadamiać - wszędzie są wzmianki. Mam jednak wrażenie, że świat nie krzyczy tak jak to było po ataku na WTC, Londyn czy Madryt. Media nie nadążają z filtrowaniem informacji czy już się przyzwyczailiśmy z powodu ISIS? Może przemoc, którą traktujemy jako codzienną rozrywkę rodzinną przytępiła nasze zmysły? Nie wiem. Dzisiaj zajmijmy się winnymi tych ataków.

A było tak spokojnie

Na początku Bliski Wschód i Afryka Północna były rejonami pełnymi niemal codziennych konfliktów. Przyszło chrześcijaństwo - uspokoiło się na kilkaset lat. Później na horyzoncie pojawił się islam - krótka wojna i kolejny okres (chyba najdłuższy) spokoju. Oczywiście nie liczę tutaj waśni wewnątrz narodowych, gdyż te zdarzały się także w innych krajach na świecie. Kres spokoju przyniósł wiek XIX i kolonizacja basenu Morza Śródziemnego. Byli to Europejczycy, których od wieków kultura arabska kojarzyła z chrześcijanami. Doszło więc do prostego złożenia oraz rodzenia się pierwszych ekstremizmów religijnych. 

Kolejnymi kluczowymi momentami były główne wydarzenia XX wieku, w których mimowolnie mieszkańcy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu brali udział. Zacząć trzeba od dwóch wojen światowych - krwawe walki w imię ideologi obcej autochtonom, wyzysk i gwałt na każdym polu życia człowieka. Siłowe rozwiązanie kwestii państwa żydowskiego i pierwsza interwencja USA w regionie. Później atak ZSRR na Afganistan oraz wszystkie misje Amerykańskie. To tylko niektóre z ran, które pozostały w pamięci, która jest inaczej niż u nas przechowywana. W kulturze semickiej stanowi ona podstawę świadomości bytowej.

"Multikulti"

Wielokulturowość jest zjawiskiem w historii niemal codziennym. Od odkryć geograficznych proces ten w zjawiskowym tempie wzrasta. Dotyczył on jednak niemal wyłącznie trzech kontynentów: obu Ameryk i Australii oraz jednego państwa europejskiego, czyli Wielkiej Brytanii. Zjednoczone Królestwo było wyjątkowe ze względu na ogromną ilość koloni zamorskich.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę na kraju, z którym zjawisko "multikulti" nam się najbardziej kojarzy, a mianowicie z Niemcami. Zaczęło się w 1961r. podpisaniem umowy o rekrutacji tureckiej siły roboczej do Niemiec. Idea była szczytna - zatrudnić, zapłacić i odprawić z powrotem do swojego kraju. Po paru latach jednak zauważono, że nic z tego, dlatego postawiono na integrację każdego z pokoleń. Tutaj jednak pies jest pogrzebany, bowiem wskazywało się "ty jesteś obcy, dlatego musisz się zmienić". Przyczyniło się to do gettyzacji dzielnic wywołując skutek całkowicie odwrotny od tego co mieli politycy w zamyśle. Doprowadziło to do przyznania w 2011r. przez Angelę Merkel, że państwo wielokulturowe jest pomyłką i się nie sprawdza. 

Nieco inaczej sprawa wyglądała sprawa we Francji. Ich wersję nazwałbym "neomultikulti", ponieważ nie dochodziło tam do procesu sfrancuzienia. Próbowano stworzyć nowe społeczeństwo, które wpisywałoby się w osiągnięcia rewolucji francuskiej czego przejawem jest zakaz noszenia symboli religijnych i kulturowych w miejscach publicznych. Ludziom w drugim i trzecim pokoleniu żyjącym we Francji nakazano porzucenie własnej tożsamości. To samo próbuje się z nowo przybyłymi. Taki zabieg nie jest trudny do wykonania w kraju, w którym mentalna prawica już nie istnieje w polityce.

Inne problemy

Warto też wskazać na to co przyciąga ludzi do Starej Europy, czyli benefity. Znani są z tego Polacy, ale tak samo postępują Pakistańczycy, Syryjczycy, Libijczycy itp. Prawie wszyscy jadą do kraju, który pod względem finansowym jest niemal rajem. Nie pracują lub pracują dorywczo, a kasa spływa. Pod tym względem wstyd mi za Polaków.

Do ekstremizmów w Europie przyczynia się również załamanie tradycyjnych wartości moralno-społecznych, które narzuca się siłą. Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać stosunku islamu i chrześcijaństwa do homoseksualizmu, prostytucji, pornografii, legalizacji - innych niż tradycyjne małżeństwa - związków, agresji skrajnie lewicowych ruchów feministycznych czy fundamentalizmu narodowościowego.

Podsumowanie

Nie jest mi żal ani jednego z państw, w których dokonały się zamachy. Każde z nich ma swoje za uszami. Politycy żyją jakby w oderwaniu od społeczeństwa. Wszelkie ruchy społeczne, które kończą się wprowadzeniem do sejmu kończą tak samo. A demokracja bezpośrednia nawet nie wchodzi w grę, bo żaden polityk nie zgadza się na oddanie władzy. Jedynie współczuję i modlę się za rodziny ofiar zamachów. Może w końcu staną się przyczyną zmian w krajach sterroryzowanych. 

Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

10 kwietnia 2015

Macierzyństwo zastępcze

Macierzyństwo zastępcze nie jest sprawą nową. Istniało w historii już wiele tysięcy lat temu i było powszechne w starożytnym Bliskim Wschodzie czego potwierdzenie odnajdujemy w Biblii (por. historia Sary i Abrahama, Jakuba i Racheli). Historycznie sytuacja jest zrozumiała, ponieważ kobiety, które nie posiadały wolności w żadnym wymiarze były traktowane jako własność z pełną możliwością wykorzystania. Wraz ze zmianą kondycji społecznej w pierwszych wiekach naszej ery związanej z chrześcijaństwem kobiety takie skazane były na brak szacunku ze strony środowiska oraz na modlitwy ze strony Kościoła. Zmiany zaczęły się dokonywać dopiero wraz ze zmianą ludzkiej świadomości dotyczącej sierot. Dla wielu kobiet i małżeństw jest to sytuacja niewystarczająca, dlatego wymagająca rozwiązań medycznych, które przyniósł ze sobą rozwój medycyny w drugiej połowie XX wieku.

Poszukiwanie definicji

Ze względu na ogromny postęp jaki się dokonał w leczeniu niepłodności problem pojawił się po stronie etycznej. Doktor Maria Soniewicka, prawnik i filozof, podczas debaty Jak uregulować kwestię macierzyństwa zastępczego? podała następującą definicję macierzyństwa zastępczego: 
„Przez termin >>macierzyństwo zastępcze<< rozumie się (…) sytuację, w której kobieta decyduje się na zajście w ciążę i urodzenie dziecka celem zrzeczenia się praw do niego na rzecz innej osoby bądź osób.”. 

Mamy więc przedstawioną konkretną sytuację, w której nie ma wątpliwości w jakim celu dziecko zostaje poczęte. Głównym zadaniem matki zastępczej jest spełnianie formy żywego inkubatora. Definicja ta jest jednak ułomna, gdyż zawęża ona dziedzinę do jednej sytuacji. Z logicznego punktu widzenia jest więc nie poprawna, jednak naprowadza ona na prawidłowy tok myślenia. Podobnie wyrażał się dr hab. Włodzimierz Galewicz, w swojej wypowiedzi podczas tej samej debaty. Filozof ten twierdzi, aby w ogólnej definicji mówiło się o macierzyństwie zastępczym jako o relacji trzech osób spośród których mężczyzna i jedna z kobiet byliby potencjalnymi rodzicami, natomiast surrogate mother przybierałaby jedną z trzech form: dawczyni komórki jajowej (egg donor), nosicielki (gestational mother, gestational carrier) lub też tzw. „żywego inkubatora”. Również w tym wypadku nie możemy się zgodzić na takie postawienie sytuacji, gdyż jest ono niepełne. Profesor również podał przykład, który niejako podważa takie podejście: co z kobietą zgwałconą, która zamierza urodzić dziecko, ale później oddać je do adopcji.

Regulacja prawna

Dlaczego w ogóle poszukuje się takie definicji? Odpowiedź jest niezwykle prosta – brak polskiej definicji prawnej oraz regulacji tej kwestii. Od 2008 roku w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym znajduje się przepis art. 619, który wyraźnie stanowi, że matką jest wyłącznie kobieta, która dziecko urodziła. Nic tego nie może zmienić – żadna umowa czy słowa matki. Luką którą się wykorzystuje w tym momencie to adopcja ze wskazaniem. Ta jednak nie chroni interesów zainteresowanych posiadaniem „tego konkretnego” dziecka, ani nie nakłada żadnych obowiązków na osobę oddającą dziecko. Nie wspominając o samym interesie dziecka, które staje się wówczas przedmiotem handlu, a nie rzadko również szantażu (surogacje uznaje się w Polsce jako handel żywym towarem).

Zdanie Kościoła

Kościół katolicki nie podejmuje próby definicji, ponieważ podczas całego przebiegu macierzyństwa zastępczego wykorzystuje się procedurę in vitro. W Instrukcji o szacunku dla rodzącego się życia i o godności jego przekazywania Donum Vitae z 1987 roku wypowiada się w sposób stanowczy: 
„Jest ono niedopuszczalne z tych samych powodów, które przemawiają za odrzuceniem sztucznego zapłodnienia (...), ponieważ sprzeciwia się jedności małżeństwa i godności prokreacji osoby ludzkiej. Macierzyństwo zastępcze jest obiektywnie niepełne wobec obowiązków wynikających z miłości macierzyńskiej, wierności małżeńskiej i odpowiedzialnego macierzyństwa. Obraża ono godność i prawo dziecka do poczęcia się, do okresu ciąży i wychowania przez własnych rodziców oraz, ze szkodą dla rodzin, wprowadza podział między czynnikami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi, które je konstytuują.”.

Podsumowanie

Popatrzmy jeszcze na inny bardzo ważny aspekt takiego podejścia do początków i dalszych losów powstałego życia: jak będzie się czuło dziecko, które się o tym dowie? Czy ma prawo znać prawdę? Co jeśli takie dziecko dostanie się dwojgu ludziom tej samej płci (np. Elton John, Ricky Martin)? Najważniejsze powinno być w tym momencie dziecko, a nie dobro rodziców.

Może większa dyskusja na ten temat przeniesie się na ułatwienie procedur adopcyjnych – tego nie wiem. Jednak sądzę, że macierzyństwo zastępcze nie ma w sobie nic dobrego.

Krzychu ;)



PS Jest to tylko przyczynek do tematu o charakterze informacyjnym.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 lutego 2015

Dlaczego dziewica?

Chciałbyś, aby przy twojej kobiecie fapał jakiś stary koleś?
W wielu filmach przedstawiany jest obraz faceta, który czyha na dziewice niczym myśliwy na dziki. Z życia jednak wiem, że faceci wolą czegoś przeciwnego. Mianowicie wolą seks bombę, która w łóżku będzie niczym nieskrępowanym tygrysem bawiącym się facetem jak kocimiętką. Dziewica to zdobycz. Ja jednak należę do mniejszości ceniących dziewice za to, że są po prostu. Postaram się uzasadnić to kilkoma istotnymi dla mnie argumentami. Może uda się też obalić kilka mitów.

Rozjechanie 

Argument nazwany jednoznacznie, ale dobitnie. Myślę, że stanowi koronę ich wszystkich. Mianowicie wiadomo, że organ dostosowuje się warunków w jakich pracuje. Jeżeli podnosisz ciężary to twoja dłoń stanie się większa. Jeżeli robisz półprzysiady to tyłek ci się zaokrągli. Jeżeli często i gęsto (niekiedy nawet rzadko) do kobiecych organów płciowych wchodzi ich męski odpowiednik - rozluźnia się. Może to skutkować tym, że w pewnych przypadkach ani mężczyzna, ani kobieta w pełni satysfakcji nie osiągnie. Poza tym przy takim widoku niejednemu mężczyźnie opada przyjaciel i jest niechętny do współpracy, ponieważ zastanawia się ile w tym mieszkaniu już facetów mieszkało.

Opryszczka
Bakterie i grzyby

Czytając tytuł myślicie: "wtf?!". Zdarzają się jednak kobiety, które nie wiedzą, że noszą w sobie obywateli drugiej kategorii przez wiele lat. Nie są one bowiem dla nich uciążliwe Facet, który obraca taką kobietę jako rozluźnienie używa gumek i na kilkadziesiąt procent tego nie zauważy. Jednak jeżeli wiążesz się na całe życie chcesz czuć pełnię dotyku, bez lateksowego pośrednika. Wtedy też możemy - głównie faceci - nabawić się drożdżaków, które sprawią, że poranny wzwód nie będzie problemem podczas sikania, a będzie nim cholerny ból. Czekają one jakby tylko na prawdziwego mężczyznę, żywiciela ich rodziny. 

Rozkmina

Jak już wcześniej wspomniałem - może ona nas dotknąć w najbardziej intymnym momencie. Jednak częściej będzie nas dotykać... pod prysznicem. Wszak tam się rozgrywają prawdziwie męskie rozmowy pomiędzy nami samymi. Po co więc zastanawiać się co ona widziała w tych gościach, których znamy. Ilu nie znamy. Co ona mu robiła - jak często i jak gęsto. Może robiła im to, czego nie chce ze mną. Jak wypadam przy nich. Wszelkie rozkminy mogą nas wtedy dosięgnąć,a możemy tego uniknąć.

Szacunek

Nie ubliżając wielu kobietom. Dziewica, która do trzydziestki nadal nią jest - nie licząc różnego typu chorób i motywacji religijnej - musi mieć wszystkie klepki na miejscu. Nie dała się bowiem byle "samcowi alfa". Wiemy również, że nie jest na tyle głupia by na drinka umawiać się u playboya w domu. Jest również wielkie prawdopodobieństwo, że nie zobaczymy "50 twarzy Greya", a na wakacjach będziemy mogli z naszą kobietą zamienić słówko o czymś interesującym, a nie o jej koleżankach czy to co osoba nas mijająca ma na sobie. Co ważniejsze - nie trafimy na skrajnie lewicową/prawicową feministkę. ;)

Niedopasowanie seksualne

Mitem jest pytanie - a co jeśli się nie dopasujemy w łóżku, a będziemy już rodziną? Dopasowanie łóżkowe nie jest czymś co mamy od początku, bo nawet jeżeli uważamy, że jest świetnie - to jest tak na tą chwilę. Później przychodzi normalne podejście do seksu i... jego naturalizacja, czyli kochanie się kilka razy w miesiącu. Nie jest to bowiem już nic nadzwyczajnego ani tak bardzo ekscytującego jak wtedy "gdy byliśmy szaleni". Te kilka razy gwarantuje nam, że zawsze to będzie dla nas przeżycie, a nie tylko wilgotna masturbacja z pornografią na żywo. Poza tym - jeżeli opierasz zależność swojego związku na fundamencie seksu to nie życzę ci potomstwa ani żadnego faceta/żadnej kobiety.

Annie Garratt
Romantyzm

Tytuł w tym miejscu może być ruchomy - nie musi to być motywowane romantyzmem. Ale jak dla mnie jest to wyraz szacunku dla przyszłego męża. Działa to oczywiście w drugim kierunku również. Jest to pewien dar, którego zachowanie kosztowało - w szczególności obecnie - wiele wysiłku, niekiedy nawet zerwania z facetem, który nie chciał czekać. Seks nie jest bowiem dowodem miłości. Częściowo ze względu na punkt wyżej, ale również przez to, że dowodem miłości jest związek. Bycie z kimś w każdej sytuacji jest dowodem związku. Wracając jednak do głównej myśli tego punktu - jest to również najbardziej romantyczny argument. Co innego możesz dać żonie w najważniejszym waszym wspólnym dniu w życiu? Czy nie jest zaszczytem otworzyć jej świat współżycia w tym dniu, który zapamięta najdokładniej (zasada pierwszych połączeń)? Nie znam pary, która by nie była zadowolona z takiego rozwiązania. Przy tym jak o tym mówią widać pewien typowy dla kochanków rumieniec. Życie to chwile, a te mają być najpiękniejsze. Czy nie lepiej małżeństwo zacząć w najbardziej intymny i przyjemny sposób?

Wiara

Dla mnie jako katolika jest to również ważna sprawa. Nie tylko dlatego, żeby wypełnić wolę Bożą. Dziewica, która taką pozostała ze względu na wiarę będzie wierna. Nie tylko dlatego, że to małżeństwo, ale ze względu na moralność tak a nie inaczej ukształtowaną. Takiej kobiecie nie bałbym się zawierzyć życia swojego jak i swoich dzieci.

Sam to pisząc się trochę rozmarzyłem.
Zatem powodzenia ;)
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

23 listopada 2014

Samotność

Są momenty w życiu, gdy siedzisz sam w domu i zadajesz sobie mnóstwo pytań. Szukasz bratniej duszy; zaglądasz do kieliszka; palisz skręta. Wszystko po to, aby się ukryć przed samym sobą; by nie dopuścić do głosu swego sumienia; by odsunąć niespokojne myśli.

Czym jest samotność?

Psycholog Kamila Krocz definiuje to w następujący sposób: subiektywne odczucie wynikające z braku satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi. Widzimy zatem, że dla specjalisty jest to stan negatywny. Samotność może jednak być czymś pozytywnym na co wskazuje Wojciech Kruczyński - autor książki "Wirus Samotności". Nie podaje definicji. Zauważa bowiem, że dobrych rzeczy nie jesteśmy w stanie określić. Są zbyt indywidualne i nieograniczone. Co innego z aspektami życia określanymi przez nas jako złe - te bowiem mają swoje granice, a więc i definicje:
Dobra samotność, podobnie jak prawdziwa bliskość, nie da się szczegółowo opisać i zaklasyfikować. Zachowania, które sprawiają nam ból, zwykle są sztywne i schematyczne, dlatego tak łatwo powiedzieć, czym jest psychiczna choroba, a tak trudno, czym jest psychiczne zdrowie. Z tego samego powodu nie podjąłem się opisać na przykładach, jak może wyglądać dobra samotność i prawdziwa bliskość – wszystko to byłoby zaproponowaniem nowego schematu.

Jakie są rodzaje samotności?

To zależy jakie kryterium przyjmiemy. Podam dwa kryteria, ponieważ odzwierciedlają istotę sprawy, a jak się można domyślić - co psycholog to inny środek ciężkości. Tak więc najpopularniejszego podziału dokonuje się zgodnie z kryterium czasowym: samotność chroniczna lub przejściowa. Kolejnym kryterium rozróżniającym jest nasza wola: samotność z wyboru, z konieczności lub za karę. 

To jednak mówią psycholodzy. Przedstawiciele innych dziedzin również zajmują się tym zagadnieniem. Szczególne miejsce zajmuje ono w filozofii i religii. Mało kto wie, że w chrześcijaństwie wyróżnia się kilka form życia samotnego (choć cały czas we wspólnocie Kościoła): eremityzm, anachoretyzm, cenobityzm, klauzura czy zakony milczące (np. trapiści). Mnisi ci w różny sposób żyjący służą rozwijaniu duchowemu Kościoła.

Co może być przyczyną?

Tutaj każdy może dodać swoją cegiełkę. Zauważmy jednak, że są problemy ogólne, które dotykają każdego z nas. Największym problemem XXI wieku wśród nastolatków i ludzi wchodzących w dorosłość jest poczucie własnej wartości, a raczej jego brak. Zaburzenia te zaczynają się w wielu przypadkach nieświadomie w dzieciństwie, np. bieda w rodzinie czy spełnianie dorosłych wizji na pociechach. Innym czynnikiem może być wstyd czy poczucie winy, gdy zostaliśmy na czymś nakryci. W zależności od wieku i silnej woli może być ono przezwyciężone stosunkowo szybko lub doprowadzić do stanów depresyjnych czy chorobowych (np. zaburzenia trawienia).

Są jednak też pozytywne przyczyny czasowej samotności - chęć skupienia się na dziele artystycznym czy naukowym, przemyślenie swojego życia, odkrywanie i kontemplacja powołania, zmiana środowiska, w którym dotychczas się obracaliśmy. Może to być krótkotrwałe (zmiana środowiska) lub permanentne (życie mnisze).

Jak walczyć?

Oczywiście z tymi negatywnymi aspektami samotności ;) Pozwolę sobie zacytować wcześniej wspomnianą psycholog:

  • dokonaj analizy przyczyn samotności – odpowiedz na pytania: czy boisz się zaangażowania w związek?; czy odczuwasz lęk przed możliwością bycia zdradzonym?; czy właśnie straciłeś kogoś bliskiego i nie jesteś gotowy na nową relację?
  • porozmawiaj o swoim życiu w pojedynkę z najbliższym przyjacielem: co on o tym sądzi?; czy dostrzega u ciebie sprzeczne tendencje – pragnienie tworzenia bliskiej relacji, a z drugiej
  • strony – strach przed związkiem?
  • gdy straciłeś kogoś bliskiego lub niedawno zakończyłeś związek, daj sobie czas. Na bazie przeszłych doświadczeń zastanów się, czego musisz unikać, tworząc nową relację. Ucz się na własnych błędach!
  • nie rezygnuj z kontaktów interpersonalnych: idź do kina, na zakupy, do pubu, na basen. Siedząc w domu i kontemplując własną samotność, możesz przegapić szansę na nową interesującą znajomość. Nie musi to być od razu bliski, intymny związek. Kontakt z drugim człowiekiem to często dobre lekarstwo po stracie kogoś bliskiego. Ucz się powoli otwierać na ludzi.
  • popracuj nad własną samooceną i wzmocnij samoakceptację; twoja samotność nie może zasadzać się na przekonaniu, że jesteś nikim
  • i nie zasługujesz na miłość; doceń swoje zalety i mocne strony. Potrzeba miłości tkwi przecież w każdym człowieku.

W razie poważnych problemów, które trwają już długi czas polecam wizytę u psychologa bądź psychoterapeuty. Nie jest to nic ujmującego człowieczeństwu czy męskości. Panowie - nie bójcie się walczyć o swoje zdrowie! Polecam również następującą stronę i kontakt przez formularz: http://www.samotnosc.net/

Pozdrawiam i zapraszam na spotkanie ;)
Krzychu

PS Motywator muzyczny ;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

17 października 2014

Kobieta - ode mnie

Jadę właśnie na dwudziestopięciolecie ślubu mojej cioci. Jest to o tyle ważne, ponieważ niezwykłe w tych czasach. Rzadko kiedy bowiem zdarza się małżeństwo z tak długi stażem. Życzę tych godów oraz tym bardziej każdych następnych wszystkim małżonkom – szczególnie tym, które znam ;) Myślę, że to dobry początek dla tematu dopełniającego cykl wpisów o kobietach na tym blogu.

Wygląd

A co tam – będę próżny, ale zacznę od wierzchniej warstwy kobiety. Jak to brutalnie brzmi, ale cóż. Styl ubioru mówi wiele, ale nie wszystko. Może wprowadzać błąd w postaci stereotypów - najlepiej wiedzą to chyba „metalówy”. Są jednak pewne warunki psychologiczne za to odpowiedzialne co do których być może odwołam się jeszcze. Wracając – ciuchy mają dla mnie niebagatelne znaczenie. Widząc kobietę, która na co dzień chodzi z pępkiem na wierzchu; szortami, które ledwo zakrywają tyłek oraz w bluzkach z dekoltem, który nie spełnia swej roli (ma ciekawić) to osoba płci przeciwnej do mnie zniechęca mnie do kontaktu i relacji. Myślę bowiem o zbytnim zagubieniu tej osoby bądź – po rozmowie – o braku oleju w głowie. Jeżeli chodzi o codzienny ubiór preferuję dziewczyny ubrane w długie spódnice – nie, nie chodzi tutaj o cnotę – ale o kuszącą moc spódnicy. Kobieta odpowiednio ruszająca biodrami jest o wiele atrakcyjniejsza niż ta, która pokazuje co ma. Przyjemnie patrzy się też na te dziewczyny, które skrywają swoją wstydliwość pod warstwą normalnego ubioru.

Przechodząc głębiej i patrząc na samo ciało chciałbym mieć dziewczynę, którą można za coś chwycić podczas nocy poślubnej i każdej następnej. Nie interesują mnie patyczaki kreowane w większości przez modę, za którą są odpowiedzialni homoseksualni projektanci (nie jest tak?). Nie piszę tutaj o naturalnie chudych niewiastach (dlaczego chudy piszę się przez brzuszek „c”?). Mam bowiem koleżankę, którą poznałem w liceum, która starała się przybrać kilka dodatkowych kilogramów, ale jej nie wyszło. Nie podobają mi się osoby, które mają posturę „młodego Amerykanina”. Nie jest to jakakolwiek dyskryminacja – w tym miejscu sobie zadaję pytania: „Jak?”; „Dlaczego?”; „Przez kogo?”. Grafika obok zapożyczona od Anonimove przedstawia typy o jakie mi chodzi.

Nośność

Zgodnie z myśleniem wielu mężczyzn kobieta winna być nośnikiem klasy nie tylko na spotkaniach towarzyskich, ale również w domu. Nie chciałbym żeby było to coś sztucznego, wyuczonego. Powinno to być naturalne; wyniesione z domu rodzinnego. Zdaję sobie z tego sprawę, że wiele dziewczyn odbiera inne poczucie estetyki od rodziny i to nie jest ich wina. Każdy człowiek nosi bowiem w sobie wstydliwość szczególnie widoczną w okresie wczesnego dzieciństwa (5/6 rok życia). Jeżeli to zachowamy to klasa pozostanie, ponieważ opiera się ona w większej mierze na naszej skomplikowanej naturze. W przeciwnym wypadku rzeczywiście ważna będzie praca samodzielna, ale nie wmuszanie tego w siebie. Naturalna praca i wpajanie nauki. Klasa warunkuje też ubiór i kulturę fizyczną. Te w dalszej mierze kształtują charakter, rozwój kultury, klasy itp.

Wnętrze

Nie będzie to biologiczny opis krętości jelita czy budowy płuc, ale jak to określamy potocznie „to coś”. Dla mnie kobieta powinna być na tyle mądra i inteligentna, abym mógł po pracy, na wakacjach, w łóżku pogadać swobodnie poruszając tematykę jajorodności ssaków, seksualizacji życia wg Freuda czy transcendencji aktu małżeńskiego – jednym słowem mózg. Z tego wynika reszta – sposób mówienia, akcent, poprawność językowa, a nawet barwa i ton głosu. Dokładając wymagań – a co kobiety mogą to i ja – powinna być w tym przede wszystkim katoliczką. Wspólna wiara bowiem ułatwia życie – nie ma bowiem kłótni: kto ma z dzieckiem iść do Kościoła, jakie wartości przekazywać,jak prowadzić wspólne ognisko domowe itp.

Miejsce kobiety

Wybaczcie panie, ale potrzebowałem określeń, które byłyby zrozumiałe dla wszystkich. Nie będę wymieniał z kim się zgadzam a z kim nie spośród myślicieli, których prezentowałem wcześniej. Po prostu napiszę, a kto czytał wyłapie wątki.

Jak dla mnie kobieta jest ukoronowaniem stworzenia. Jest tą istotą, która została stworzona ostatnia i przy tym jako najbardziej skomplikowana (siedem dni stworzenia – od prymitywnych rzeczy do kobiety). Ma tę samą naturę istnienia co mężczyzna, a jej rola w społeczeństwie wynika z jej wrodzonych zdolności oraz w pewnej mierze z uwarunkowania kulturowego (nie muszę chyba pisać, że niewiastą jest dla mnie tylko taka osoba o genotypie XX). W stosunku do piękniejszej płci powinno się stosować pewne niepisane zasady. Nie po to by poniżyć, jak proponują to skrajnie lewicowe feministki, ale po to, aby podkreślić jej wyjątkowość. Nie jest ona bowiem tylko maszynką reprodukcyjną czy cielesnym „wibratorem” dla mężczyzn. Przede wszystkim jest naszą matką, żoną, siostrą czy przyjaciółką. Żadna z tych funkcji nie hańbi kobiety. Wręcz przeciwnie – podkreśla to co w nich najlepsze. Każda niewiasta bowiem ma w sobie to ciepło opiekuńcze, którego mężczyzna nigdy nie uzyska - nie urodzi; żaden człowiek nigdy nie kochał bardziej od matki, nie odkrywał mężczyzny jak żona, nie podpowiadał jak siostra oraz nie pocieszał jak przyjaciółka.

Nie uważam jakoby miejsce mojej żony było w kuchni – tutaj ja bym chciał rządzić ;) Nie ma być poddana mężowi jak to się rozumie potocznie. Każdy ma swoją funkcję niezbywalną jak to wyżej nakreśliłem. Z drugiej strony uważam, że kobieta może się realizować w pracy, ale nie kosztem męża i\lub dzieci. To samo dotyczy faceta. Niewiasta jest fizycznie słabsza od mężczyzny, dlatego nie powinno być nakazu zatrudniania kobiety wszędzie. Powinna być możliwość zakładania firm płciowych. Podobnie szkół publicznych. Płeć piękna jest jednak silniejsza psychicznie. Wystarczy zobaczyć na yt film o Holendrach poddających się testom skurczowym. Nie powinna pretendować do pełni równouprawnienia. Nie jest, i miejmy nadzieję, że nie będzie, mężczyzną. Jesteś delikatna na zewnątrz – i taka zostań ;) Co do duszy – widzisz różnicę? Ja nie. Bóg ma dla nas plan, a Kościół nam podpowiada jak go realizować ;) Tego się trzymajmy.

Masz uwagi? Pisz pod spodem.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

3 października 2014

"Rodzina +" – błogosławieństwo czy przekleństwo?

W XXI wieku za rodzinę standardową uważa się taką, która składa się z kobiety i mężczyzny oraz ewentualnie dziecka. Za rodzinę wielką uważa się tą, która ma dwójkę. Dlatego też rodzina wielodzietna to taka, która ma trójkę i więcej dzieci. Sam zostałem wychowany w otoczeniu piątki rodzeństwa. W związku z tym chciałbym dzisiaj podjąć te zapomniany trochę temat.

Czynniki wspomagające "Rodzina +"

Z pewnością do nich należ przede wszystkim miłość rodziców. Bez tego ani rusz, gdyż z powodu jej braku biorą się wszelkie dysfunkcje. Jednak aby ta trwała odpowiednio długo musi zostać ona wyniesiona z domu rodzinnego bądź być wypracowaną przez ogromną siłę woli. Osoby, które znajdują oparcie w swojej wierze (w naszych warunkach jest nią chrześcijaństwo) mają w pewien sposób sprawę ułatwioną. Skąd taka teza? Ano bierze się ona z hierarchizacji życia społecznego jaki proponuje nam Kościół legitymujący się mandatem Chrystusa. Stawia ona w centrum życia Boga, który powinien być najważniejszą Osobą i miłością w życiu każdego wierzącego. Z tej miłości wypływa stosunek do ludzi w ścisłej hierarchii pokrewieństwa. Piszę to zakładając szczerą i nieobłudną wiarę.

Gdy mamy zapewnioną miłość musi się pojawić i sprawiedliwość. Możemy inaczej określić to zbiorem zasad czy hierarchią wartości, którą będziemy się kierować zarówno my sami jaki i stosować będziemy ją wobec dzieci. Jest to niezbędny proces wychowawczy, gdyż bez niego spłodzimy sobie bestie do domu. Dzieci takie są skazane na porażkę jeżeli nie nastąpi w ich życiu jakieś szczególne wydarzenie.

Wiara, miłość i sprawiedliwość wg mnie stanowią podstawę. Gdy będziemy to przez całe nasze wspólne życie małżeńskie wdrażać nie musimy spodziewać się poważnych błędów wychowawczych – gdyż drobne zdarzają się każdemu. Stanowią one pewną formę nauki dla następnego pokolenia, które z pewnością je wyłapie.

Czynniki zagrażające "Rodzinie +"

Z pewnością należą do nich używki inne niż herbata czy kawa. W Polsce najważniejszy problem stanowi oczywiście alkohol, który leje się strumieniami. Powinien on być podawany tylko dla smaku w małych ilościach i przy szczególnych okazjach – to dotyczy trunków wysokoprocentowych. Jeżeli chodzi o resztę, czyli wino i piwo – tutaj się kłania kultura przeznaczona specjalnie dla tych alkoholi. Toteż nie powinno się ich pić na umór czy codziennie. Winofile wiedzą co mam na myśli – reszcie polecam wujka google.

Ogólnie rzecz ujmując – alkohol w domu powinien być pod czujną obserwacją, gdyż wystarczy jeden nieuważny ruch czy moment i zamienia się w śmiercionośne narzędzie na pokolenia.

Drugim czynnikiem są papierosy. Jak mogą one zaburzyć rodzinę? Pomijając kwestie zdrowotne i zapachowe – każdy chce, aby nasze pociechy tego nie robiły, nie truły swojej rodziny czy marnowały pieniędzy czyż nie? Wystarczy dać przykład samym sobą.

Pracę kwalifikuję jako zagrożenie – wynika to z moich obserwacji, a także krótkiej praktyki nauczycielskiej. Wiele dzieci nie miało zbyt wiele czasu by być z rodzicami, ponieważ Ci albo siedzieli w pracy by mieć górę forsy dla dzieci. Zastanawiające jest po co im ta kasa skoro nie mają jej z kim rozsądnie wydać bądź oszczędzić. Niby wszędzie się o tym mówi, ale nikt tego nie słyszy.

Czynnikiem związanym z powyższym, a jednak osobnym jest ambicja rodziców/rodziny. Po to, aby nasze pociechy miały świetlaną przyszłość, większe szanse na rynku czy po prostu mogły przejąć rodzinny interes są wysyłane na rozmaite kółka i zajęcia pozalekcyjne co niejednokrotnie skutkuje brakiem czasu dla siebie i de facto dla szkoły.

"Rodzina +" – to jest to

Pomimo, że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej z powodu ojca i moja rodzina nie wygląda jak ta szczęśliwa ze zdjęć czy rodziny mi znajome, które są dla mnie wzorem jestem za tym, aby takie rodziny powstawały. Rodziny, w których jest piątka i więcej dzieci. Owszem nie ma być to dziecioróbstwo, ale też nie ma być to kolejny haczyk na liście życzeń. Mają to być żniwa naszej małżeńskiej miłości, o które się dba jak najlepiej się potrafi. Zapraszam również do dyskusji niezbędnej dla takiego tematu.


Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

17 sierpnia 2014

Kobieta wg teologa

Po filozofach i naukach przyrodniczych i psychologicznych czas na teologów i ich wizję kobiet. Podobnie jak to było wcześniej ograniczę się do czterech przykładów. Również i w tym przypadku należy patrzeć historycznie na te poglądy i nie utożsamiać ich z Kościołem. Teolog bowiem nie wyraża zawsze poglądów Kościoła. Jest to naukowiec, który pracuje na polu Bożego Objawienia co większości ludzi umyka albo celowo lekceważy.

Święty Augustyn

Zanim został chrześcijaninem wsławił się życiem rozpustnym i myślę, że niejeden bawidamek miałby mu czego zazdrościć. Znany był ze swoich imprez i pociągu do kobiet. Zgodnie z aktualną wiedzą do jego nawrócenia przyczyniła się matka, która trzydzieści lat modliła się o niego. Ale przejdźmy do rzeczy. Wyznania (Księga XIII), O doskonałości wdowieństwa oraz O dziewictwie otworzą przed nami drzwi. Jednak nie jest w nim zbyt wiele informacji, bowiem Augustyn traktuje przeważnie ogólnie o człowieku. Postanowiłem jednak przedstawić te skąpe informacje ze względu na wiele nieprawdy, którą się ludzie posługują.

Bóg stworzył człowieka mężczyzną i kobietą, którzy względem łaski Bożej są tym samym. Biologia w tym miejscu nie stanowi rozróżnika podobnie jak nie robi tego narodowość. Kobieta ma wolną wolę nawet wobec Boga zgodnie z Prawem Ducha. Rozum, który jest władzą duchową wyróżnia człowieka od zwierząt.
A jak w duszy człowieka są dwie siły, z których jedna rozumując przewodzi, a druga wypełnia rozkazy, bo się poddaje takiemu przewodnictwu, w podobny sposób pod względem cielesnym kobieta została stworzona dla mężczyzny. Umysłem, racjonalną inteligencją kobieta jest równa mężczyźnie, ale pod względem płci tak mu jest cieleśnie podporządkowana, jak popęd do działania powinien być poddany kierownictwu rozumu, wyznaczającego właściwą drogę działania. Te wszystkie rzeczy widzimy. Każda z nich jest dobra. Wszystkie razem — są bardzo dobre. Przewodniej władzy umysłu poddałeś rozumne działanie, jak kobieta podlega mężczyźnie. (cyt. za "Wyznania")
Kobieta szukająca męża nie jest już w pełni wolna z powodu "tego jedynego", który jest w jej wyobrażeniach. Ponadto jest już zaślubiona - jak każdy wierny - Chrystusowi ze względu na naturę Kościoła. Niesie to za sobą wiele konsekwencji, o których poniżej. Augustyn twierdzi również, że seks w małżeństwie powoduje grzech. Dodając, że jest to bezprawne oskarżenie, gdyż tak stworzył nas Bóg. Owszem matka rodzi grzeszne dzieci - potomków Adama. Jednak ważniejszym zadaniem jest przedstawienie ich Kościołowi, aby mogli stać się członkami Chrystusa. Żona - w takim wypadku tylko możemy mówić o matce chrześcijance - powinna służyć swojemu mężowi na wzór poddaństwa państwowego. Nie wspomina jednak jakiej grupy społecznej. Mężatka nie może ślubować wierności Chrystusowi tak jak się to robi wobec męża, ponieważ jest to bluźnierstwo. Twierdzi Augustyn bowiem, że czyni to z Jezusa cudzołożnika.

Jeżeli chodzi o życie po śmierci mężczyzny Augustyn wyraża się jasno. Może albo powtórnie się ożenić, albo zaślubić się Jezusowi. Jednak ta druga droga jest ostateczna, ponieważ Chrystus już nie może umrzeć. W związku z tym wdowa, która złożyła śluby, a weźmie sobie męża cudzołoży.

Oprócz małżeństwa biskup Hippony przedstawia lepszy wybór dla niewiasty - mianowicie stan dziewiczy. Augustyn uzasadnia swój wywód przykładem Maryi - Matki, a jednak Dziewicy. Zadaniem doczesnym kobiet tego stanu jest wychwalać Chrystusa, ale również rodzić inne kobiety tego samego stanu. Dzieje się to, gdy kobieta oddaje swe życie modlitwie. Jednak dziewica nie może się wywyższać ponad mężatkę wtedy bowiem grzeszy pychą. Wierna żona jest lepsza od niewiernej dziewicy.

O tym jak ważna jest rola kobiety w Kościele świadczy następujący cytat:
Cały Kościół jest dziewicą. Jest nią poprzez nienaruszoną wiarę, nadzieję i miłość nie tylko w świętych dziewicach, ale także we wdowach i wierzących małżonkach. Do całego bowiem Kościoła, którego wszystkie one są członkami, Apostoł mówi: Poślubiłem was jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę (2 Kor 11,2). (cyt. za "O doskonałości wdowieństwa")
Tomasz z Akwinu (Akwinata)


Jeden z najwybitniejszych teologów katolickich, który kładł podwaliny pod naszą dzisiejszą kulturę. Posługiwał się poglądami swoimi jak i starożytnymi tworząc swoistą filozofię i po części teologię zwaną tomizmem. W swoim dziele Summa theologiae opisał w dosyć obszerny sposób kobietę. Należy jednak pamiętać, że jest to teologia średniowiecza. Pozwolę sobie zacytować z tego wydania internetowego UKSW. Polecam przeczytać całość aby zrozumieć - wraz z dekretami Kościoła u dołu strony.
CZY W PIERWSZYM UTWORZENIU RZECZY WINNA BYĆ POWOŁANA DO BYTU KOBIETA ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna być powołana do bytu w pierwszym utworzeniu rzeczy, bo:
1. Zdaniem Filozofa: „Kobieta Jest to mężczyzna niewydarzony”. Lecz w pierwszym ustanowieniu rzeczy nic nie powinno być niewydarzone i niedoszłe. A więc w owym pierwszym ustanowieniu rzeczy kobieta nie powinna być powołana do bytu.
2. Podleganie i pomniejszenie jest następstwem grzechu, bowiem po upadku powiedziano kobiecie: „Mąż będzie panował nad tobą”. A Grzegorz pisze: „Gdzie nie upadamy wszyscy równi jesteśmy”. Lecz z natury kobieta ustępuje mężczyźnie pod względem siły i dostojeństwa, bo - jak mówi Augustyn: „Zawsze strona działająca pocześniejszą jest od strony doznającej”. Przeto w owym pierwszym utworzeniu rzeczy przed grzechem kobieta nie powinna być powołana do bytu.
3. Należy stanowczo zrywać z okazją do grzechu. Lecz Bóg przewidywał, że kobieta będzie mężowi okazją do grzechu. Nie powinien więc utworzyć kobiety.
Wbrew temu czytamy w Piśmie św.: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”.
Odpowiedź: Konieczne było, żeby stała się kobieta - jak mówi Pismo św.: jako odpowiednia pomoc dla mężczyzny; nie jako pomoc do jakiejś innej pracy - jak to niektórzy mówili - gdyż w każdej innej pracy mężczyzna może wydatniej nieść pomoc mężczyźnie niż kobieta, ale jako pomoc do rodzenia. Łatwiej to nam stanie się zrozumiałe, gdy przyjrzymy się sposobom rodzenia u istot żyjących. Bowiem niektóre istoty żyjące nie mają w sobie mocy czynnej do rodzenia, ale przyczyną ich rodzenia się jest jakaś siła działająca innego niż one gatunku; chodzi o te rośliny i zwierzęta, które rodzą się bez nasienia z odpowiedniej materii mocą czynną ciał niebieskich. Niektóre zaś mają moc czynną i bierną złączoną; chodzi o te rośliny, które rodzą się z nasienia. Bowiem nie ma w roślinach jakiegoś wspanialszego dzieła życia nad rodzenie; stąd też słusznie w każdym czasie moc bierna jest u nich złączona z mocą czynną rodzenia. Natomiast u doskonałych zwierząt moc czynna rodzenia przysługuje płci męskiej, zaś moc bierna płci żeńskiej. A ponieważ w doskonałych zwierzętach jest jakoweś dzieło życia znamienitsze niż rodzenie, któremu to dziełu ich życie głównie jest przyporządkowane, dlatego u nich płeć męska nie łączy się z płcią żeńską w każdym czasie, a tylko w porze spółkowania; przedstawmy sobie: spółkowanie tak czyni jedno z samca i samicy, jak w roślinie są ze sobą połączone w każdym czasie siła męska i siła żeńska, chociaż w niektórych przeważa jedna, a w niektórych druga. Zaś człowiek jest przyporządkowany jeszcze bardziej znamienitemu dziełu życia, którym jest myślenie. I dlatego dla tym jeszcze większej racji w człowieku winna być odrębność między obiema siłami: taka, żeby osobno został utworzony mężczyzna, a osobno kobieta, a jednak żeby się cieleśnie w jedno łączyli dla dzieła rodzenia. Stąd też zaraz po uformowaniu kobiety Pismo św. wyraża się: „Będą dwoje w jednym ciele”. (...)
CZY KOBIETA WINNA STAĆ SIĘ Z MĘŻCZYZNY ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna stać się z mężczyzny, bo:
1. Płeć jest wspólną człowiekowi i innym zwierzętom. Lecz u innych zwierząt samice nie stają się z samców. A więc i u człowieka tego być nie powinno, żeby kobieta stała się z mężczyzny.
2. Rzeczy należące do tego samego gatunku są z tej samej materii. Lecz mężczyzna i kobieta należą do tego samego gatunku. A ponieważ mężczyzna został uczyniony z mułu ziemi, z tego samego winna stać się i kobieta, a nie z mężczyzny.
3. Kobieta jest uczyniona do pomocy mężczyźnie w rodzeniu. Lecz zbyt bliskie pokrewieństwo czyni osobę do tego niezdatną. Stąd też - jak podaje Pismo św. - zabronione jest małżeństwo osobom o bliskim pokrewieństwie. Zatem kobieta nie powinna stać się z mężczyzny.
Wbrew temu są słowa Pisma św. : „Bóg stworzył z niego” - tj. z mężczyzny „pomoc jemu podobną” - tj. kobietę.
Odpowiedź: Rozumne powody przemawiały za tym, żeby w pierwszym ustanowieniu rzeczy kobieta była utworzona z mężczyzny czego nie można powiedzieć o innych zwierzętach. Oto one: Pierwszy, by przez to podnieść i nienaruszoną zachować jakowąś godność pierwszego człowieka, aby na podobieństwo Boga on sam był początkiem całego swojego gatunku, tak jak Bóg jest początkiem całego wszechświata. Św. Paweł pisze, że Bóg „z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki”. Drugi, by mężczyzna bardziej miłował kobietę i wiązał się z nią nierozerwalnie, będąc tego świadom, że ona jest z niego utworzona. Pismo św. wyraźnie mówi: „Niewiasta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną”. Było to jak najbardziej konieczne dla gatunku ludzkiego, w mąż i kobieta żyją z sobą przez całe życie czego nie spotyka się u innych zwierząt. Trzeci, bo - jak pisze Filozof - w gatunku ludzkim mężczyzna i kobieta łączą się razem nie tylko z powodu konieczności rodzenia - jak to jest u innych zwierząt, lecz także ze względu na życie domowe, w którym inne zadania spadają na mężczyznę, a inne na kobietę, i w którym mężczyzna jest głową kobiety. Słusznie więc kobieta została utworzona z mężczyzny jako ze swojego początku. Czwarty powód jest symboliczny; bowiem jest to symbolem tego, że Kościół bierze początek od Chrystusa. To miał na myśli Apostoł pisząc: Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. (...)
CZY KOBIETA WINNA BYĆ UTWORZONA Z ŻEBRA MĘŻCZYZNY ?
Zdaje się, że kobieta nie powinna być utworzona z żebra mężczyzny, bo:
1. Żebro mężczyzny było o wiele mniejsze niż ciało kobiety. Lecz z mniejszego nie może stać się coś większego; chyba albo przez dodanie czegoś; gdyby jednak taki dodatek zaistniał, to raczej kobieta byłaby uczyniona z niego niż z żebra; albo przez rozrzedzenie, gdyż zdaniem Augustyna: „Niemożliwe jest, żeby jakieś ciało rosło, chyba że się rozrzedza”; nie stwierdza się jednak, żeby ciało kobiety było bardziej rozrzedzone niż ciało mężczyzny; przynajmniej nie w tej proporcji, jaką ma żebro do ciała Ewy. A więc Ewa nie była utworzona z żebra Adama.
2. W pierwszych dziełach stworzonych nie było czegoś zbędnego. Zatem żebro Adama należało do doskonałości jego ciała. A więc po jego wzięciu ciało to zostało niedoskonałe, a to nie licuje.
3. Żebra nie można wyjąć z człowieka bez bólu. Lecz przed grzechem nie było bólu. A więc nie powinno się wyjmować żebra z mężczyzny po ton żeby z niego utworzyć kobietę.

Wbrew temu są słowa Pisma św.: „Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę”.

Odpowiedź: Utworzenie kobiety z żebra mężczyzny było uzasadnione. Pierwsze, by dać do zrozumienia, że miedzy mężczyzną i kobietą winna istnieć więź wspólnotowa. Bowiem ani kobieta nie powinna „przewodzić nad mężem”: i dlatego nie jest uczyniona z głowy, ani też mężczyzna nie powinien jej lekceważyć jakby jakąś podległą niewolnicę: i dlatego nie jest uczyniona ze stóp. Drugie, ze względu na symbolikę: bo z boku Chrystusa umierającego na krzyżu wypłynęły sakramenty, tj. krew i woda którymi Kościół jest ustanowiony. (...)
CZY KOBIETA BYŁA BEZPOŚREDNIO PRZEZ BOGA UTWORZONA?
 Zdaje się, że kobieta nie była bezpośrednio przez Boga utworzona, bo:
1. Żadna jednostka - utworzona z podobnej do siebie co do gatunku - nie jest bezpośrednio przez Boga utworzona. Lecz kobieta została uczyniona z mężczyzny, który jest tego samego co i ona gatunku. Zatem nie bezpośrednio przez Boga uczyniona.
2. Według Augustyna Bóg zarządza cielesnymi rzeczami za pośrednictwem aniołów. Lecz ciało kobiety było uformowane z materii cielesnej. A więc było uczynione za posługą aniołów, a nie bezpośrednio przez Boga.
3. Co wpierw zaistniało w stworzeniach w postaci zakodowanych prawzorów, to bywa powoływanie do byt u mocą jakiegoś stworzenia, a nie bezpośrednio przez Boga. Lecz zdaniem Augustyna w pierwszych dziełach ciało kobiety zostało utworzone w postaci zakodowanych prawzorów. A więc kobieta nie została przez Boga utworzona bezpośrednio.

Wbrew temu Augustyn w tym samym dziele tak pisze: „Tylko Bóg - od którego cała natura w istnieniu zależy - mógł utworzyć i zbudować żebro, żeby było kobietą”.

Odpowiedź: Jak już powiedzieliśmy, naturalne powstanie każdego gatunku jest z określonej materii. Zaś materią, z której w naturalny sposób powstaje, rodzi się człowiek, jest nasienie ludzkie mężczyzny lub kobiety. Stąd też jednostka gatunku ludzkiego nie może w naturalny sposób rodzić się z innej - jaką by nie była - materii. Sam tylko Bóg - który jest ustanowicielem natury - może powoływać do bytu rzeczy poza porządkiem natury. I dlatego sam tylko Bóg mógł utworzyć albo mężczyznę z mułu ziemi, albo kobietę z żebra mężczyzny. (...)
CZY W KAŻDYM CZŁOWIEKU WIDNIEJE OBRAZ BOGA ?
Zdaje się, że nie w każdym człowieku widnieje obraz Boga, bo:
1. Apostoł pisze: „Mężczyzna jest obrazem Boga, zaś kobieta obrazem-chwałą mężczyzny”. A ponieważ kobieta jest jednostką gatunku ludzkiego, dlatego nie każdej jednostce przysługuje być na obraz Boga.
2. Tenże Apostoł pisze: „Tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna”. Lecz nie wszyscy ludzie są przeznaczeni. A więc nie wszystkich ludzi łączy jedna wspólna forma: na obraz Boga.
3. Jak powiedziano, do istoty obrazu należy podobieństwo. Lecz wskutek grzechu człowiek stał się niepodobny do Boga. Utracił więc obraz Boga.

Wbrew temu psalmista pisze: „Jak obraz [tj. cień] przechodzi człowiek”.

Odpowiedź: To właśnie ze względu na naturę myślącą mówi się, że człowiek jest na obraz Boga. Zatem według tego człowiek jest najbardziej na obraz Boga, według czego natura myśląca może najbardziej Boga naśladować. Otóż natura myśląca naśladuje najbardziej Boga w tym, że Bóg samego siebie poznaje i miłuje. Stąd też obraz Boga w człowieku można ująć w potrójny sposób: pierwsze, o ile człowiek ma naturalną podatność do poznawania i miłowania Boga: i ta podatność tkwi w samej naturze umysłu, który jest wspólny wszystkim ludziom. Drugie, o ile człowiek aktualnie lub habitualnie Boga poznaje i miłuje - jednak niedoskonale: i ten obraz powstaje na skutek upodobniającej do Boga łaski. Trzecie, o ile człowiek aktualnie poznaje i miłuje Boga w sposób doskonały, przez co należy rozumieć obraz powstały na skutek upodabniającej do Boga chwały. Stąd to glosa do słów psalmu: Wznieś ponad nami, o Jahwe, światłość Twojego oblicza” wyodrębnia trojaki obraz: stwarzania, nowego stwarzania, upodabniania. - Pierwszy więc obraz widnieje we wszystkich ludziach; drugi tylko w sprawiedliwych; trzeci jedynie w zbawionych. (...)
CZY W PIERWSZYM STANIE MOŻNA BYŁO ZWIEŚĆ CZŁOWIEKA ?

Zdaje się, że w pierwszym stanie człowiek mógł być zwiedziony, bo:
1. Apostoł pisze: „Zwiedziona kobieta popadła w przestępstwom.
2. Magister pisze: „Dlatego kobieta nie zlękła się węża odzywającego się, bo sądziła, że otrzymał od Boga polecenie mówienia”. Ale to była omyłka. A więc kobieta została zwiedziona przed grzechem.
3. To naturalne, że im z dalsza coś się widzi, tym to wydaje się być mniejsze. Lecz przez grzech natura oka nie została ograniczona. Zatem to samo przydarzyłoby się w stanie niewinności. A więc pierwszy człowiek myliłby się co do wielkości rzeczy widzianej, tak jak to jest i teraz.
4. Według Augustyna w czasie snu dusza zachowuje się wobec zjaw sennych jak wobec samej rzeczy. Lecz człowiek w stanie niewinności jadłby, a w następstwie spałby i śniłby. Zatem zostałby zwiedziony przyjmując zjawy senne jako rzeczy.
5. Jak już powiedziano pierwszy człowiek nie znałby myśli ludzi i przyszłych bytów przygodnych. Gdyby więc ktoś w tej materii powiedział coś mylącego, byłby zwiedziony.

Wbrew temu Augustyn pisze: ”Przyjmować prawdę za fałsz nie jest rzeczą człowieka przez naturę ustanowionego, lecz jest karą potępionego”.

Odpowiedź: Zdaniem niektórych nazwa ‘zwiedzenie’ zawiera w sobie dwa rozumienia: pierwsze, wszelkie mało znaczące mniemanie, kiedy to ktoś bierze błąd za prawdę bez przekonania wiary. Drugie, gdy czyni to z przekonania wiary. Jeśli Więc chodzi o te rzeczy, których Adam wiedzę posiadał, to żadnym z tych sposobów człowiek nie mógł być zwiedziony przed grzechem. Natomiast jeśli chodzi o te rzeczy, których wiedzy nie posiadał, mógł być zwiedziony, biorąc zwiedzenie w szerszym znaczeniu, mianowicie jako wszelkie mniemanie bez przekonania wiary. Uzasadniają to tym, że w takich wypadkach uważanie fałszu za prawdę nie wychodzi człowiekowi na szkodę i - jak długo lekkomyślnie nie wyrazi swego przekonania - jest bez winy. Ale ów pogląd nie da się pogodzić z nieskazitelnością pierwszego stanu, gdyż w owym stanie - jak pisze Augustyn: „Unikano grzechu bez niepokoju; póki tak było, żadne zgoła zło nie mogło zaistnieć”. Jasne zaś jest, że jak prawda jest dobrem myśli, tak według Filozofa fałsz jest złem. Stąd też nie mogło tak być, żeby w stanie niewinności myśl człowieka przystała na jakiś fałsz jako na prawdę. Bowiem jak w członkach ciała pierwszego człowieka nie istniała jakaś doskonałość, np. blask, a jednak nie mogło w nich być jakiegoś zła, tak w myśli mogła nie istnieć jakaś wiadomość, a jednak nie mogło w niej być brania fałszu za prawdę. Jasne to również z samego ustawienia pierwszego człowieka w owym pierwszym stanie. Według niego, jak długo dusza pozostawałaby podległą Bogu, tak długo w człowieku niższe części podlegałyby wyższym, a wyższe nie doznawałyby przeszkody ze strony niższych. Otóż z tego, co już zostało wyłożone, jasno widać, że myśl zawsze jest prawdziwa co do właściwego przedmiotu. Stąd też z siebie samej nigdy nie podlega zwiedzeniu. Wszelkie zaś zwiedzenie przydarza się jej ze strony czegoś niższego, np. wyobraźni lub czegoś takowego. Dlatego też widzimy, że gdy naturalna władza osądu (naturale iudicatorium) nie jest zawieszona, nie jesteśmy zwodzeni przez tego pokroju zjawy ale tylko wtedy gdy jest zawieszona - jak to zachodzi u śpiących. Stąd jest jasne, że w pierwszym stanie ustawienie człowieka wykluczało jakoweś zwiedzenie jego myśli. (...)
CZY W STANIE NIEWINNOŚCI RODZIŁYBY SIĘ DZIEWCZĘTA ?
Zdaje się, że w stanie niewinności nie rodziłyby się dziewczęta, bo:
1. Zdaniem Filozofa: „Kobieta jest to mężczyzna niewydarzony”. jakby pojawiająca się wbrew zamiarowi natury. Lecz w stanie niewinności nic niezgodnego z naturą nie mogłoby się wydarzyć w rodzeniu człowieka. A więc kobiety nie rodziłyby się.
2. Każdy twórca rodzi czy do siebie, chyba żeby doznał przeszkody co podobne albo z powodu braku siły, albo z powodu nieprzystosowania materii; tak np. ogień mały nie zdoła strawić drzew surowych. W rodzeniu zaś siła czynna jest w mężczyźnie. A ponieważ w stanie niewinności nie byłoby żadnego braku siły ze strony mężczyzny ani nieprzystosowania materii ze strony kobiety n dlatego wydaje się, że zawsze rodziliby się chłopcy.
3. W stanie niewinności rodzenie zmierzało do rozmnożenia ludzi. Otóż ludzie mogliby być wystarczająco rozmnożeni przez pierwszego człowieka i pierwszą kobietę: i odtąd żyć na wieki. Nie było więc konieczne, żeby w stanie niewinności rodziły się dziewczęta.

Wbrew temu: Jeśli chodzi o rodzenie, natura tak by postępowała, jak ją Bóg ustanowił. Lecz Bóg - jak podaje Pismo św. - ustanowił w naturze ludzkiej mężczyznę i kobietę. A więc również w owym stanie rodziliby się chłopcy i dziewczynki.

Odpowiedź: W stanie niewinności nie brak było niczego, co należy do zupełności ludzkiej natury. Otóż jak na doskonałość wszechświata składają się różne stopnie rzeczy tak również i na doskonałość ludzkiej natury składa się różność płci. Dlatego też w stanie niewinności obie płci byłyby powołane do życia drogą rodzenia. (...)
Edyta Stein (Benedykta od Krzyża)

Postanowiłem się przenieść do początków XX wieku. Powód jest prosty - zmiana kontekstu kulturowego i historycznego w życiu kobiet. Wiąże się to również z wzmożonym studium odnośnie kobiet - ich natury, celu, roli i pochodzenia. Temat ten - w ramach teologii kobiety - podjęła żydówka, która znalazła Mesjasza.

Święta - jak pisze Wojciech Zyzak - uważała naturę mężczyzny i kobiety za równą oraz wywyższoną przez łaskę. Gdy to zostanie uznane można przejść do dalszych badań nad duszą niewiasty, która ma dwa przeciwstawne kierunki rozwoju - zbłądzić lub dążyć do wzoru Maryi. Równość jednak nie wyklucza różności. Edyta wskazuje jednak na coś więcej niż tylko fizjologia. Mówi o różnicy między płciami w  stosunku duszy do ciała, ducha do zmysłowości i duchowych władz. Kobietę cechuje pełna jedność natury cielesno-duchowej i harmonijny rozwój sił. Edyta zauważa, że ze względu na pewne wspólne cechy ogólnoludzkie kobieta może niekiedy wyrażać się niezwykle podobnie do mężczyzn. Zwłaszcza w indywidualnym powołaniu każdej z nich. Pierwszym natomiast jest małżeństwo i macierzyństwo. W twórczości świętej, zgodnie z dwoma poprzednimi zdaniami, Wojciech Zyzak zauważa:
Edyta Stein, korzystając z cudzych rozważań wymienia pięć podstawowych typów kobiet: typ matczyny z nastawieniem na dziecko, typ erotyczny z nastawieniem na mężczyznę, romantyczny z nastawieniem na przeżycia i bezwarunkowe przylgnięcie do "przewodnika", trzeźwy, nastawiony na praktyczne zadania życia, a także intelektualny, z merytorycznymi zainteresowaniami i zdolnością do twórczych osiągnięć. Bardziej prosty schemat dzieli kobiety na typ prymitywny i refleksyjny lub świadomy problemu. Pierwszy typ zawiera większość kobiet zdolnych do wczesnego dojrzewania ich zwartej osobowości, w której później niewiele się zmieni. Typ refleksyjny stanowi małą część wielostronnych, dopasowujących się i zdolnych do formacji w kontakcie z innymi kobiet, które w korzystnym środowisku przez wiele cierpień i doświadczeń dojrzewają do roli mądrych matek.
Kobieta także posiada osobiste pragnienie samorealizacji. Jednak jest jedno czego każda pragnie - miłujące zjednoczenie oraz doprowadzanie innych do niego. Do tego działania potrzebna jest dusza, której zjednoczenie z ciałem u kobiety jest znacznie wyższe niż u mężczyzny co stanowić może niebezpieczeństwo. Z jednej strony bowiem ciało może się zagubić w życiu duchowym, ale również duch może się zagubić w życiu cielesnym. Centrum kobiety stanowi serce, które może pomóc w rozwoju. Wymaga jednak kierownictwa zarówno rozumu jak i woli, aby nie zwiodło na manowce. Ściśle kobiecym przedmiotem zainteresowania jest triada: strzec, żywić i popierać rozwój. Inne ją obchodzi o tyle o ile się z tym wiąże. Jest ona dla kobiet w pełni naturalna. Jest to jednak wizja doskonała. Ta mniej doskonała - skażona grzechem - jest następująca:
Typowa jest tu skłonność do nadmiernego zajmowania siebie i innych własną osobą, próżność, dążenie do chwały i uznania oraz niepohamowana potrzeba zwierzania się. Z drugiej strony pojawia się nadmierne zainteresowanie innymi, ciekawość, plotkarstwo i niedyskretne wnikanie w intymne życie innych ludzi. Nastawienie na całościowość prowadzi łatwo do rozbicia sił, do unikania potrzebnego rzeczowego zdyscyplinowania poszczególnych predyspozycji, dalej do skłonności do powierzchownego próbowania na wszystkich polach i do dążenia, by opanować innych, daleko poza miarę płynącą z funkcji macierzyńskich. Współuczestnicząca towarzyszka staje się w ten sposób wichrzycielką, nie znoszącą spokojnego, milczącego dojrzewania i hamującą rozwój. Na miejscu radosnego służenia pojawia się wola panowania. Jak wiele, zdaniem Edyty, nieszczęśliwych małżeństw, jak wiele obcości między matkami a dziećmi wynika z tych zniekształceń.
Kobieta nie jest jednak na to skazana. Aby się temu nie poddać musi z pokorą pracować nad sobą. Wtedy też razem z mężczyzną zbudują w pełni Obraz Boży.

Jako, że Edyta była z pochodzenia biologicznego i religijnego żydówką wysoko ceniła sobie rodzinę. Jak wylicza w swojej pracy dyplomowej Elżbieta Mienszczykow święta ceniła sobie podejście Starotestamentalne do małżonek i matek. Uważa, że te rodzące miały królewski niemal szacunek. Zauważa przy tym, że powinien w tym istnieć partnerski stosunek do męża i matczyny dla dzieci. Przez to wszystko kobieta nadaje temu związkowi ciepły, intymny i czysto ludzki charakter. Staje się centrum domu. Ma pomagać rozwijać człowieczeństwo męża oraz być opoką dla dzieci. Jednak nie tylko do tego ma się ograniczać. Może podjąć każdy zawód poza powołaniem małżeńskim i macierzyńskim. Są jednak - ze względu na usposobienie natury - zawody typowo kobiece: lekarka, pielęgniarka, nauczycielka, wychowawczyni, pomoc domowa oraz wiele innych nowych zawodów społecznych.

Elizabeth A. Johnson

Ostatnią postacią jest teolog feministyczna. Ten typ teologii różni się znacząco od teologii kobiety uprawianej w typowo męskim gronie, dlatego też język może czasami nie odpowiadać facetom. Wiele o jej poglądach można się dowiedzieć z wywiadu, którego udzieliła polskiemu miesięcznikowi Znak.

Siostra opierając się na badaniach twierdzi, że kobiety stanowią połowę całej populacji Ziemi, wykonują trzy czwarte ogółu ludzkiej pracy, za co otrzymują jedną dziesiątą z całego przyznawanego na świecie wynagrodzenia. Kobiety stanowią także dwie trzecie wszystkich niepiśmiennych dorosłych, a razem z dziećmi, którymi się opiekują – trzy czwarte głodujących na świecie. Uważa również, że sytuacja kobiet związana jest nie tylko z płcią, ale również rasą, kulturą czy zamieszkaniem na terenie wojennym. Należy poszukiwać żeńskich określeń odnośnie Boga, ponieważ używanie tylko męskich działa psychologicznie na niekorzyść kobiety. Wiąże się to z większym utożsamieniem podobieństwa mężczyzny do Stwórcy aniżeli niewiasty. W swojej teologii twierdzi, że kobieta została w nauczaniu zrehabilitowana  zarówno przez Sobór Watykański II jak również przez nauczanie Jana Pawła II. Zgodnie z tym Elżbieta naucza, że kobieta jak i mężczyzna są w pełni równi. Nie zgadza się jednak do końca z teologią komplementarności, która wg niej głosi:
Natura męska, jako bardziej racjonalna, wydaje się bardziej odpowiednia do pełnienia ról przywódczych w sferze publicznej. Natura kobieca, częściej kojarzona z czułością i serdecznością, predestynuje do opiekowania się słabszymi w domowym zaciszu.
Twierdz bowiem, że nie wynika to z natury człowieka, ale z kilkunastu wieków dominacji mężczyzn w życiu społecznym. Aby uwiarygodnić teologię komplementarności zakłada pozwolenie na realizacje kobiety w każdym aspekcie życia. Rola każdej osoby powinna być pełniona zgodnie z talentem jaki każda z kobiet otrzymała. Tworzy to znacznie większy wachlarz możliwości tak dla kobiety jak i dla mężczyzny.

Więcej znajdziecie w licznych jej dziełach, które otwierają przed nami wiele nowych perspektyw.

Podsumowanie

Jako przyszły - mam nadzieję - teolog przeraziło mnie spotkanie z Augustynem. Jest to bowiem teologia wysoko, która wymaga wiele sił umysłowych. Z kolei Tomasz jest dosyć cięty mający wielkie piętno swoich czasów. Edytę podziwiam, gdyż wiara jej była szczera jak uczciwość dziecka. Z kolei ostatnia siostra zakonna otwiera rozum, pokazuje mężczyźnie to czego sam by nie mógł osiągnąć. Polecam ich dzieła, aby w jeszcze większym stopniu odkryć kontekst ich wypowiedzi.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

7 sierpnia 2014

Kobieta wg filozofa

Niewiele osób wie jak wielki wpływ ma filozofia na historię świata. Praktycznie nikt z was nie słyszał o fenomenologii czy neotomizmie. Dzieje się tak, ponieważ obecnie słowo filozofia kojarzy się z Dalekim Wschodem. Ja z kolei nadal rozpatrując problematykę kobiety sięgnąłem po jednych z najbardziej wpływowych myślicieli historii. Nie jestem bowiem sięgnąć po więcej, bo bym się przez następne pięć lat z tego nie wygrzebał. Rozpocznijmy więc ;)

Platon

Tak naprawdę pierwszy solidny fundament kultury rzymsko-helleńsko-chrześcijańskiej obejmującej Europę, Ameryki, Północną Afrykę i po mniejszej części resztę świata. W trzech dziełach (Menonie, Kratylosie i Państwie) wyraził się dostatecznie o płci przeciwnej.

Natura, czyli zestaw indywidualnych właściwości dla danego stworzenia jest inna dla każdej z płci. Związane z człowieczeństwem cnoty - choć nazywają się tak samo (np. sprawiedliwość i męstwo) - również są dla nich inne. Nie mogą więc po śmierci osiągnąć doskonałości na tym samym poziomie. Dlatego też rola kobiety w życiu jest skromniejsza - powinna dobrze gospodarować i dbać tym co jest w domu. Pamiętać należy, że w domach załatwiało się wiele umów czy to politycznych czy to rodzinnych. Zatem w pewien sposób kobieta dzięki swej przebiegłości może załatwić wiele. Jednak nie powinna nigdy zawodzić i lamentować, ponieważ przynosi to więcej szkody niż pożytku. Dzieje się tak bowiem kobieta zalicza się do tej grupy ludzi, gdzie jest najwięcej żądz, przyjemności i skłonności. Sama też wbrew powszechnej opinii nie jest czynnikiem szczęścia. W naszym nieidealnym świecie żona powinna być poddana mężowi, gdyż jest on mądrzejszy. Z tego też powodu nie może być wzorcem dla żadnego mężczyzny. Gdyby jednak dostały szansę kształcenia ta różnica zostałaby zatarta. 

Niewiasty nie są jednak takie złe. Platon zaznacza bardzo silnie, że związek homoseksualny w zakresie obu płci jest niegodny człowieczeństwa. Ucina to więc wszelkie spekulacje odnośnie łączenia w związkach natur dwóch kobiet jakoby dawały coś więcej niż natura mężczyzny. Tutaj też zaczyna się pogląd Platona na państwo doskonałe i kobietę. Co ciekawe zauważa, że nie ma różnicy między płciami odnośnie spraw publicznych. Żeby tego było mało twierdzi, że niektóre kobiety są sprawniejsze w sprawach męskich od nich samych. Dlatego też te odpowiednio utalentowane powinny być dopuszczone do wojska. W tym jest jednak mały szkopuł - aby to było możliwe wszystko musi być publiczne. Również płeć piękna, jej dzieci i piersi - źródło pokarmu. Taka publiczna matka nie powinna mieć dostępu do swojego dziecka, aby nie robić problemu. Sam ten rozród powinien trwać pomiędzy dwudziestym a czterdziestym rokiem życia. Przez cały czas powinny być obecne w gimnazjonach razem z mężczyznami i robić to samo co oni - niezależnie od wieku.

Arystoteles

Funkcjonuje on w takim samym obszarze na takich samych warunkach i prawach jak Platon. Dlatego też jest ważne aby się przyjrzeć jego wizji niewiasty. Całość przeczytamy w Polityce. Według niego cnota kobiety i mężczyzny różni się w rozmiarze toteż te damskie powodują u facetów zniewieściałość. Ponadto dwa przymioty: poddaństwo i władztwo są przypisane dla płci. Nie trzeba nawet pisać co do której. Te dwa wyróżniki różnią się w istocie, a nie w ilości, czyli różnią się w tym co je tworzy, a nie na sposób matematyczny. Stosunek ich człowieczeństwa jest zawsze taki sam. Zdają się te dwie tezy stać w opozycji, ale tak nie jest. Człowieczeństwo jest bowiem jedno, a natury i cnoty są różne. Każda cnota jest indywidualna dla mężczyzny i kobiety. Przy tym podając, że przymiotem skromności jest wyrzeczenie się żony innego. 

W domu sprawa wygląda jednak inaczej. Kobieta ma służyć do płodzenia dzieci, ale nie może być rzeczą publiczną, ponieważ musi prowadzić dom, gdy mężczyzna prowadzi rolę. Nie może przy tym rodzić zbyt wcześnie, bo pojawiają się dzieci słabe i niskie, a same niewiasty przy tym umierają. Podobnie jak mężczyźni powinny cały czas dbać o swoje zdrowie, nawet w stanie błogosławionym. Mąż ma być w stosunku do kobiety jak kierownik wolnego państwa, ponieważ jest bardziej usposobiony do władania (jednak możliwe są wyjątki). Z tego Arystoteles wnioskuje - zdrada żony powinna być karana odebraniem praw obywatelskich. Pociąga to za sobą inne wnioski - kobieta ze względu na poddanie nie może osiągnąć pięknych czynów, jej zdolność rozważania nie jest zbyt kompetentna oraz jest chciwa majątku, dlatego nie powinna mieć wiana ani spadku. Z tego też powodu bogactwo niepotrzebnie winduje swe znaczenie w górę.

Odnośnie życia społecznego kobiety muszą mieć ustalony porządek prawny z dwóch względów. Pierwszy to liczba kobiet, która wg Arystotelesa, stanowi około 50 % ludzi. Dlatego brak praw dla nich stanowi brak praw dla połowy państwa. Drugi to natura kobiety: niezdolność do samoistnego życia w prawie, ich niezwykła śmiałość oraz pyszność. Daje więc to korzyści obydwóm stronom.

Soren Kierkegaard

Kolejny filozof, którego patrzenie na kobiety podjąłem mieszka niemal na drugim krańcu opisanych czasu i przestrzeni - czyli Dania wiek XIX. Zajmował się częścią życia obcą ówczesnym racjonalistom, czyli uczuciami oraz sprawami ducha. Wywarł on wpływ na sobie współczesnych będąc w opozycji do Hegla, ale również na wielu ludzi XX wieku. Dzieła do których zajrzałem, to: Bojaźń i drżenie, O pojęciu ironii, Powtórzenie - próba psychologii.

Nic nowego w tych czasach - kobiecość (nie kobieta!) jest syntezą ducha niższego gatunku. Do tego kobieca natura nakazuje poddać się silniejszemu, czyli mężczyźnie. Nie jest to jednak poddaństwo niewolnicze. Wiąże się ono ze światem doczesnym. Inaczej jest w sprawach duchowych. Dama jest w stanie zrównać się z mężczyzną w miłości, gdy tylko dokona wysiłku wieczności tzn. odkryje jej prawdę. Wówczas nie będzie podatna na oszustwa i błędy dotyczące jej doczesnej, fizykującej formy. Zanim to osiągnie ma już możliwość obrony przed uwodzicielami - charakterystyczna dla młodych kobiet niewinność. Broni je to w młodym wieku, gdyż wtedy nie są w stanie pojąć zadania miłości - a przecież to jest najważniejsze. Mężczyźni wówczas nie mają łatwo, gdyż młodość kobieca jest najpiękniejsza i najmilsza dla mężczyzny. Ale w momencie radości kobiety pojawia się złączony z nią lęk - rozpacz. Pomimo tego wszystkiego zadaniem kobiety jest oddanie się miłości. W przeciwnym wypadku nie jest nikim innym jak mężczyzną. Gdy tylko odda się temu będzie bardzo wierna, ponieważ u kobiety jest to cecha niezwykle silna. Tak samo jak oddanie i pokora. Nie poleca się jednak zdrady kobiety, gdyż wtedy jej wierność może zamienić się w chorą, zazdrosną i urosnąć. Zacznie wtedy także "zaklinać" faceta odwołując się do największych świętości Boskich i ludzkich. Twierdzi również, że kobieca wielkoduszność (jeżeli się ją rozwija) nie powoduje starzenia, dzięki czemu jest młoda mimo fizyczności starej. Jest to trudne do osiągnięcia, ponieważ niewieście brakuje konsekwencji w wyniku czego też oszukuje samą siebie od swojego początku. A i tak - uważa Soren - jest bardziej szczera od mężczyzn. Na starość nie mają natomiast tak łatwo, gdyż łudzą się bardziej niż fantastycy i inni ludzie, których myśli ponoszą. 

Dziewczyna, która szuka tego, co interesujące, wpada we własne sidła. Dziewczyna, która nie szuka tego, co interesujące, wierzy w powtórzenie (kategoria filozoficzna - przyp. autora). Chwała dziewczynie, która od początku była taka - i tej, która z czasem taka się stała


Friedrich Nietzsche

Jego myśl jest znaczna, gdyż przyczyniła się do mentalności człowieka XXI wieku. Moim zdaniem służy również jako fundament faceta macho. To odkryłem akurat w trakcie czytania summy poglądów tego filozofa wychodzących z pod pióra Gabrieli Majewskiej. Sam bowiem już nie miałem siły ani czasu na osobistą lekturę jego dzieł.

Nietzsche nie pisze o ontologii kobiety. Skupia się na biologicznej jej części. W sposób dosadny wskazuje na niższość płci pięknej mówiąc o jej rozumie, który rozwija się tylko do 18. roku życia, a mężczyzny do 28. Żeby była jasność dokłada do tego brak jakichkolwiek osiągnięć. Przykładem jest tutaj stałe jej miejsce, czyli kuchnia - pomimo tego, że tkwi tam od tysiąca lat nie osiągnęła tam w pełni nic choć zna ją od podszewki.  Powoduje tylko opóźnienie rozwoju mężczyzny. To jak również konieczność posiadania mężczyzny pokazują potrzebę panowania strony silniejszej nad słabszą.

Rozwijające się w jego czasach pierwsze ruchy kobiet na rzecz równouprawnienia uważa za pomyłkę. W wyniku tej walki kobieta utraciła swoją piękność poetycką. Wcześniej była delikatna, słaba (na plus), tajemnicza - cechy te wzbudzają u mężczyzn najszlachetniejsze uczucia. Z kolei ta, która chce rządzić jest pomyłką, bowiem niewiasta ma w sobie wiele spaczonych idei, niepotrzebnej wstydliwości, drobiazgowej zarozumiałości. Jest na tyle źle, że samą jej uczciwość należy poddać w wątpliwość, ponieważ nie ma ona poczucia sprawiedliwości. Dowodem poświadczającym jest jej piękność, która jest kłamstwem (kosmetyki, suknie). Wraz z walką o politykę walczyły również, z powodzeniem, o otworzenie dla nich uniwersytetów. Nietzsche twierdził, że kobieta zajmująca się nauką jest bezpłciowa. Zaś najwięcej szkodzi jej samoanaliza. Nie dla niej jest również prawdziwa sztuka - zajmuje się nią tylko powierzchownie, aby zdobyć uwagę mężczyzn. Jednocześnie nie wypowiada się pochlebnie o współczesnej formie teatru (moda na Wagnera). Uważa, że tylko tłum wręcz stado idiotów i kobiet zajmują się tą sztuką niższą. Nie mówi wyłącznie źle  o płci pięknej. Zauważa, że prawidłowa niewiasta jest kwiatem, ptakiem, motylem - przyjemnością, a zarazem męczarnią mężczyzny. Miłość niewiasty jest wiarą, dlatego też z natury jest wierna. Pomimo tego wszystkiego nie rozumie przyjaźni. Jest to jej wina, ponieważ nie potrafi być równą - zawsze musi być niższą albo tyranką. Jest urokiem, stworzeniem nielogicznym. Dlatego też uważał ją po trochu za anioła, po trochu za zwierzę.

Podsumowanie

Wszyscy ci filozofowie - choć trudni w lekturze - działają nadal na zwykłego Kowalskiego. Praktycznie nic na to poradzić nie możemy. Zanim jednak potępimy te poglądy u autorów - postarajmy się poznać przynajmniej podstawy kontekstu historycznego. W obecnej dobie - jeżeli znamy osoby o takich poglądach - słusznym jest zwrócenie im uwagi. Humanizm drugiej połowy XX wieku stoi bowiem o wiele wyżej niż innych.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: