Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyzna. Pokaż wszystkie posty

25 stycznia 2017

Nowi ludzie

Każdy z nas obserwuje ludzkie perypetie w świecie filmu i serialu. Zaspokaja to naszą potrzebę interesowania się światem innych. Bardzo często od świata wyimaginowanego przechodzimy do w miarę realnego czytając plotki o osobach znanych, wchodząc w świat fanów etc.


Wytwarza się w tym bardzo pozytywne zjawisko tworzenia sobie wzorców i antywzorców zachowań ludzkich. Tak wykreowane osoby wpływają na nasze postawy życiowe. Jednak najbardziej pozytywny efekt otrzymujemy, gdy pod ich wpływem szukamy takich osób w swoim otoczeniu.

I tak oto zaczynamy eksploatować nasze własne środowisko. Dostrzegamy osoby bliskie w całkiem innym świetle, jako herosów, brutali, ludzi z mega problemami. Jednocześnie środowisko staje się naszym lustrem. Patrząc na inne bliskie nam osoby zaczynamy dostrzegać to, czego nam brakuje. Po pewnym czasie niektóre postaci wywołują u nas dziwne wrażenie znajomości, pokrewieństwa. Może właśnie spoglądamy na kogoś przez pryzmat własnych marzeń? Nie tyle materialnych czy dotyczących pozycji społecznej, ale przede wszystkim osobowościowych, charakterologicznych. Jednym słowem - patrzymy na kogoś i myślimy: "Ja taki chcę być!". Jest to całkiem normalne w gronie najbliższych. Tak rodzą się pewne rodzaje przyjaźni, które polegają na życiowej wymianie i nauce.

Co wtedy, gdy zjawisko występuje wobec osób obcych, nowo poznanych? Spotykacie się, gadacie, rozumiecie i pragniecie kontaktu. Wiecie, że jeden raz to nie jest wystarczająco. Chcecie więcej i więcej. Chcecie uczepić się takiej osoby i jej nie puszczać. Do miłości daleko, ale chcecie wypracować bardzo dobrą znajomość, przyjaźń. Przyglądacie się takiej osobie, uśmiechacie się nie tylko ustami. Wasze wnętrze też się raduje, śmieje się. Skutkiem tego jest niekontrolowany przebłysk radości na twarzy. Przy tym wszystkim taki człowiek wywołuje u ciebie ten moment pozytywnego skrępowania. Myślicie sobie "Ja pierdziu! Dlaczego dopiero teraz spotkałem takiego człowieka!". Mało tego - łączy was wiele tematów, różnica wieku i doświadczenia nie gra roli. Uczycie się od siebie na wzajem, ja doświadczenia, spojrzenia dojrzałej, przemielonej przez życie osoby. Ona... nie wiem czego. Być może spojrzenia młodzieńczego, nie rozczulającego się nad sobą. Tego, że potrafię zareagować żywiołowo broniąc swojego. Nie wiem. Chcę takich ludzi, chcę takiego człowieka.

A gdyby takich ludzi było więcej? Zacznijmy od siebie.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

12 grudnia 2016

Moda męska na przestrzeni wieków

O facetach mówi się dzisiaj wiele, najczęściej w kontekście kryzysu, jaki ma przechodzić świat mężczyzn. Jako dowód przedstawia się męską szafę oraz kosmetyczkę, które współcześnie mają być niepomiernie większe, aniżeli były przez całe wieki. Czy aby na pewno tak jest?


Najstarsza szafa, do jakiej zajrzymy, jest rodowodu rzymskiego, bowiem łączył on osiągnięcia Greków, barbarzyńców z innowacją własną Rzymian. Na pierwszy plan wysuwa się używanie męskiej bielizny, która przypominała współczesną. Mieszkańcy Imperium na co dzień używali krótkich spodni, które są przodkami pantalonów. Żołnierze prawdopodobnie ze względu na ochronę używali skórzanych klinów przypominających współczesne slipy męskie. Tego typu bielizna niewiele się zmieniła przez wieki.

Dalmatica - rodzaj togi
Podstawowym ubiorem mężczyzn wczesnego okresu istnienia państwa rzymskiego były tunika i toga. Pierwsza była używana niezależnie od statusu społecznego. Różniła się materiałem, sposobem zszycia oraz symboliką, np. senatorzy mieli purpurowy pas od szyi w dół. Toga natomiast była noszona przez bogatszych mieszkańców Imperium Romanum, którzy narzucali ją na siebie w chłodniejszych okresach. Wyrazem zniewieścienia była wówczas dalmatyka, jedna z odmian tuniki oraz tuniki długiej do samej ziemi. Nie godziło się bowiem, by mężczyzna nosił coś z dłuższymi, szerokimi rękawami lub długiego do ziemi. Zmiany w tym aspekcie zaszły dopiero w okresie późnego Cesarstwa. Na długo ten typ ubioru zachował Kościół jako jedyną formę szat liturgicznych. W mroźne dni funkcjonowały szaty zapinane klamrą lub płaszcze. Używano także koców jako okryć. Z kolei w upalne dni mężczyźni używali słomianych kapeluszy o szerokiej średnicy. Również spodnie i spodenki mają antyczny rodowód. Jednak inaczej niż współcześnie noszone były pod ubraniami, jedynie atleci nosili je jako strój wierzchni.

Higiena była również bardzo ważnym elementem w kulturze Rzymian. Przede wszystkim nie godziło się, by mężczyzna miał zarost, długie włosy czy owłosienie ciała w ogóle (sic!). W historii  możemy odnaleźć cesarzy łamiących tę zasadę. Jednak równocześnie pojawiają się informacje, jak gorszyło to mieszkańców. Bogatsi obywatele mieli swoich fryzjerów, którzy po porannej toalecie (przemycie twarzy wodą) pojawiali się w domu pracodawcy i golili jego ciało. Biedniejsi mieszkańcy mogli się udać do salonu fryzjerskiego, które nie były ówcześnie rzadkością. Gdy już podstawowe elementy higieniczne zostały wykonane, można było skorzystać tradycyjnie z publicznych łaźni.
Wieki średnie

Ubiory oraz higiena zmieniły się w średniowieczu pod wpływem prymitywniejszych ludów germańskich oraz słowiańskich. Swoją rolę odgrywały także zarazy. Największa z nich, dżuma, stała się powodem zaprzestania używania łaźni, które do XIV wieku były używane powszechnie i często, szczególnie w Polsce. Polacy dbali również z niezwykłą starannością o swoje fryzury. Ich ułożenie było wyrazem szacunku dla innych mieszkańców. Zmiana nadeszła w XIII wieku, gdy modne na powrót stało się golenie oraz noszenie krótkich włosów. Rezygnacja ze stylu typowego dla wojów barbarzyńskich (długie włosy i broda) podyktowana była względami praktycznymi – prościej było usuwać insekty z ogolonej głowy. Od tego czasu zarost stał się wyrazem pokuty.

W ubiorze średniowiecze rozwinęło dwa typy męskich ubiorów – luźne oraz obcisłe. Co do bielizny – u mężczyzn pojawiła się jej górna część. Wcześniej niespotykane koszule wyewoluowały prawdopodobnie z rzymskich tunik. Noszono je niezależnie od stanu społecznego. Przylegająca do ciała noszona była przez bogatszą część społeczeństwa, ponieważ na nią ubierano inne elementy ubioru. W obu wypadkach ich funkcja była dwojaka – służyła jako piżama oraz jako dzienna ochrona. Tak jak współczesne klasyczne kroje koszul i ta sięgała do połowy uda. Bielizna dolna była nieco zmienioną formą rzymską. Ludność cywilna przejęła opasanie bioder od legionistów oraz od wyższych warstw rzymskich. Oba typy były używane równie często.

Dublet
Podstawą męskiego ubioru był dublet. Była to druga koszula nakładana na bieliznę, ale nadal miała charakter ubioru spodniego. Dopiero w końcowej fazie średniowiecza stała się elementem wierzchnim. Do niego dopinano nogawki wyglądem przypominające dzisiejsze pończochy z odkrytą stopą i strzemionem na śródstopiu, który utrzymywał je naciągnięte. Z tego ubioru wyewoluowały w drugiej połowie XIV wieku nogawico-spodnie, które wyglądały jak współczesne spodnie bez materiału w kroku. Aby się trzymały na właściwym miejscu mocowano je do dubletu za pomocą guzików, haczyków czy też wstążek. Dało to początek spodniom.

Wierzchnia część była elementem, który mógł być dziełem sztuki, którego autorem był krawiec. Ograniczała go jedynie moralność i fantazja. Najdziwniejszym ze strojów było houppelande. W swej budowie przypominał połączenie późniejszego polskiego żupanu z elementami zdobnymi typowymi dla sukni takimi jak koronki i podszycia. Czymś zaskakującym dla nas może być ubiór na zasadzie dopasowania się do ubioru kobiety. Przykład takiego stroju to cottehardie, które było męskim odpowiednikiem sukni o tej samej nazwie. Była to elegancka „bluza” zapinana z przodu na guziki ze zwisającymi pasami materiału lub futra od bicepsów do końca długości ramion. Nieco mniej ekstrawagancka była cywilna jaka, która wyglądała jak elegancka koszula z poszerzanymi rękawami. Przypominało to połączenie spodni dzwonów ze swetrem.  Zazwyczaj jednak jaka przypominała nasze bluzy z zapinanymi na całej długości, za pomocą guzików, rękawami. Na co dzień noszono nieco mniej wystawne ubrania takie jak jopule wierzchnie czy robe. Te ostatnie możemy kojarzyć z różnych filmów animowanych, których akcja rozgrywa się w średniowieczu. Miały różne długości – od bioder po kostki. Swym krojem i wyglądem przypominały plisowane spódnice. W Polsce robe również się przyjął, ale w zmienionej, uproszczonej formie – praktycznie niezdobionej i nieplisowanej.

Całość dopełniało obuwie. W starożytności znano sandały i buty skórzane. Średniowiecze natomiast odeszło od tego typu obuwia. Drewniane sandały służyły jako ochrona skórzanych butów – zakładano jedne na drugie. Skórzane trzewiki zmieniły swój krój, który od tego momentu stawał się coraz bardziej skomplikowany. Jak zwykle wyróżniały się warstwy najwyższe. Za obuwie służyły im najczęściej nogawice ze wzmocnioną podeszwą.
Odrodzenie

W renesansie poza krojem odzieży niewiele się zmieniło – nadal panował trend zmniejszania liczby noszonych ubrań. Dzięki takiemu rozwojowi mody dublet stał się wierzchnią odzieżą, a nogawico-spodnie przestały być do niego przypinane. Zaczęły pełnić funkcję samodzielnego stroju, upodobniając się coraz bardziej do współczesnych rurek czy getrów. Szczytem mody na północ od Alp stały się – jak najbardziej to możliwe – bufiaste rękawy. Innym wyznacznikiem trendów były sajany, czyli włoskie kamizelki, o v-kształtnych i prostokątnych dekoltach, spod których wystawały koronkowe zdobienia i kołnierze. Nowością natomiast stał się płaski kapelusz, gdyż odkrycie głowy uchodziło nadal za nietakt. Ze średniowiecznych nakryć wyewoluowały zawoje, które wyglądały nieco jak wariacje na temat turbanów. Innym nakryciem męskim (sic!) były siatki koronkowe. Mimo stosowania kontrastu kolorystycznego oraz tkaninowego (łączenie połyskującego materiału z matowym) kolorem dominującym była czerń. Wywodziło się to z mody hiszpańskiej, która ówcześnie była mocarstwem europejskim narzucającym swoją dominację w wielu dziedzinach życia Europejczyków.

Jednym z plusów tej dominacji było to, że codziennie zmieniano odzież na czyściutką, świeżo wykrochmaloną. Działo się tak, ponieważ wierzono, że czysta odzież uwolni od chorób i jest najlepszym źródłem dbania o higienę. Łaźnie bowiem – tak popularne w średniowieczu – pod wpływem ówczesnych lekarzy, kojarzących je jako źródło zaraz, odeszły do lamusa. Kąpano się zatem jak najrzadziej można było.

Moda pierwszego okresu: wams
Nieco inaczej do tematu mody podchodzono w baroku. Europa podzieliła się na dwa style – zachodni i wschodni (od Polski na wschód). W krajach wyznania katolickiego i protestanckiego modę dyktowała Francja, która wówczas była hegemonem. Moda wówczas zmieniała się bardzo często – okres ten można podzielić na cztery etapy: pierwszy kontynuował modę renesansową o zmienionej kolorystyce opartej na bardzo jasnych barwach; drugi jest nam najbardziej znany, gdyż w ten sposób zawsze prezentują się słynni trzej muszkieterowie na srebrnym ekranie (obrazy van Dycka i Rembrandta); trzeci etap charakteryzuje się męskimi spodniami wzorowanymi na spódnicy, które nierzadko nimi właśnie były - dodatkowo złączone pośrodku guzikami; ostatni okres to dominacja elementów stroju żołnierskiego promowanego przez Ludwika IV, który sprzeciwiał się niewieścieniu mężczyzn. W tym też okresie umiejscawia się powstanie przodka krawatu, którym król zachwycił się, dokonując przeglądu wojsk najemnych z Chorwacji. Za czasów Króla Słońce doszło nawet do tego, że państwowe przepisy regulowały ubiór na dworze władcy. Całość mody męskiej dopełniały peruki, które na początku w kolorze naturalnych włosów przeszły metamorfozę i stały się pudrowanymi wymyślnymi konstrukcjami. Było to tak nieporadne, że czapki zaczęto nosić w rękach, gdyż mogłyby zniszczyć fryzurę.

Niestety za Francją przyszła również większa niechęć do kąpieli. Uważa się również powszechnie, że mocny zapach francuskich perfum ma swoje źródło w braku higieny oraz braku kanalizacji w Paryżu. Oczywiście elementem niezbędnym od tego czasu stały się również młoteczki do zbijania pcheł. Na szczęście ta moda, podobnie jak ubiór nie przemawiały do mieszkańców Polski i Europy Wschodniej. Narody słowiańskie oraz leżące dalej na wschodzie uznawały kąpiel za coś zwyczajnego i koniecznego. Dlatego też naigrywały się z „francuskich modnisi”. W Polsce ukształtowały się już tradycyjne stroje szlacheckie, które będą praktycznie niezmienne do czasów późnego oświecenia. Ciekawostką jest to, że współczesny narodowy strój izraelski jest wzorowany na polskim.
Moda XVIII wieku była rozwinięciem strojów zapoczątkowanych przez Ludwika XIV. Ubiór składał się z szustokoru – marynarki wywodzącej się ze stroju żołnierskiego podobnego do fraka, jednak bez jaskółczego ogona. Z czasem zastąpił go habit (węższa wersja), a później klasyczny frak. Spodnie zostały skrócone do połowy ud. Resztę stanowiły cienkie pończochy. Całość dopełniały czarne pantofle na niewielkim obcasie lub wysokie kozaki wzorowane na jeździeckich. Zrezygnowano natomiast z ogromnych peruk na rzecz mniejszych lub naturalnych włosów.

Londyn XIX wiek - wpływ na Paryż
W XIX wieku stolica mody męskiej przeniosła się z Paryża do Londynu. Tamtejszym elitom zawdzięczamy dzisiejszy strój wizytowy, casualowy, a nawet codzienny. To im zawdzięczamy surduty, kamizelki, spodnie oraz koszule, które mogą być proste bądź zdobione. Często wśród wyższych sfer używane były fraki. Jednak pod koniec wieku stawały się one coraz bardziej wyrafinowanym strojem. Współcześnie zarezerwowanym jedynie do uroczystości najwyższej rangi, które zdarzają się jedynie raz w życiu. Oczywiście przejście z mody francuskiej na angielską nie nastąpił od razu. Miała one swoje fazy przejściowe – od bufiastych rękawów fraków i pończoch, przez surdut kształtujący sylwetkę w literę X, aż do współczesnych. Kolorystyka także zmieniała się z tęczowej stopniowo w ciemniejsze kolory jesienne, by u końca epoki królowały brązy oraz ciemne żółcienie. Rozwijająca się moda na sport nie zmieniała zbytnio strojów. Kroje pozostawały takie same, a jedynie materiały zmieniały się na lżejsze.

Również temat higieny dopuścił po raz kolejny częste kąpiele. Ich brak uważany był coraz częściej za wyraz prymitywizmu. Zaczęto również coraz śmielej używać męskich kosmetyków, głównie perfum i pomady do włosów.


Zatem czy mężczyźni zmienili się tak bardzo u progu XXI wieku? Czy po chwili historii z masową odzieżą fabryczną zapomnieliśmy o indywidualizmie wyrażanym przez modę na różnego typu ubiory? Warto się zastanowić przez chwilę i pomyśleć, czy macho to jest to. Jeden bowiem będzie lepiej czuł się w ciuchach metro-, inny w drwalo-, a jeszcze inny w lumposeksualnych. Ważna jest wygoda oraz odpowiedzenie sobie na pytanie: czy faceci podlegają feminizacji czy może kobiety podlegają maskulinizacji?
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 marca 2016

Historia uniwersum DC

Kto słyszał o Batmanie i Supermanie? A może o Zielonej Latarni, Zielonej Strzale, Flashu, Wonder Woman? Pierwszych dwóch superbohaterów kojarzy niemal cały świat – ich figurki, zabawki czy gry sprzedają się rocznie w setkach tysięcy o ile nie w milionach egzemplarzy. Reszta wymienionych przeze mnie postaci znana jest powszechnie w USA, natomiast poza tym krajem kojarzą je już niemal wyłącznie mniejsi bądź więksi fani.


No dobrze, ale skąd oni się wzięli? Odpowiedź nie jest tak oczywista jak by się można było spodziewać. Owszem pochodzą z komiksów, co nadal wielu ludzi dziwi. Są oni jednak związani z wydawnictwem DC, który jest, obok Marvela, wiodącym wydawnictwem komiksowym na świecie. O ich popularności może świadczyć ekranizacja przygód Batmana w Japonii wykonana przez tamtejszych rysowników, co jest sporym zaskoczeniem biorąc pod uwagę izolację tego kraju odnośnie nowych zachodnich form rysunkowych na rzecz popularyzacji rodzimej mangi.

Zacznijmy więc od początku, czyli krótkiej historii marki. Jej autorem jest  Malcolm Wheeler-Nicholson. Swą działalność zaczęła w 1934 roku pod nazwą National Comics wydając numer New Fun: The Big Comic Magazine. Wówczas uchodziło ono za tabloidowe wydawnictwo. Drugim wydawnictwem jakiego się podjęła było New Comics wydane w 135 roku, które później wyewoluowało w Adventure Comics. W rok później powstała ostatnia seria, czyli Detective Comics. W tym samym roku właściciel wszedł w spółkę z Jack S. Liebowitz i stworzyli markę, która od tego czasu nosi nazwę Detective Comics, Inc. przekształconą później w DC, Inc. Przez fanów okres ten jest nazywany „Początkiem”.

Po nim nastąpiło pięć kolejnych epok. Zostały wydzielone ze względu na: popularność konkretnych postaci i ich historii, dochody ze sprzedaży, wydarzenia historyczno-kulturalne oraz fuzje bądź przejęcia innych wydawnictwa. Pierwszy etap został nazwany Golden Age i trwał od lat 30. do połowy 50. Wówczas powstały takie postacie jak: Superman, Batman, Captain Marvel, Wonder Woman. Oprócz opisywania niezwykłych futurystyczno-fantastycznych przygód uczyły one czytelników rozróżniać dobro i zła w wielobarwnym świecie, a podczas wojny służyły do podnoszenia morale. Kolejny etap zwany Silver Age trwał następne 12 lat. Wtedy zaczęły się pierwsze problemy DC, jednak wprowadzono kolejne postacie o nadnaturalnych zdolnościach m.in. Flasha, Supergirl, Bizarro, Brainiaca, Supergirl czy Batwoman. Położono również kolejny fundament pod współcześnie nam znane historie, czyli wieloświaty zwane DC Universe oraz stworzono Ligę Sprawiedliwości w znanej nam formie. Na złych wynikach zaważyły coraz dziwniejsze i nieracjonalne pomysły twórców, jak np. Bat-Pies czy pięciowymiarowy bohater o nieskończonej mocy w naszych wymiarach zwany Bat-Mite. Od 1967 do 1980 panowała tzw. Bronze Age. Problemy jakie przeżywały komiksy w tym czasie wiązały się przede wszystkim z krytyką amerykańskiej kultury, zanikającym czytelnictwem oraz wzrostem znaczenia telewizji. Powstała młodsza wersja Ligi Sprawiedliwości, czyli Młodzi Tytanii. Był to ostatni z elementów fundamentu tego wydawnictwa. Następnie do połowy lat 90. trwała Modern Age zwana również Dark Age. Okres ten wniósł do świata komiksów tematy ważkie społecznie, historie nabrały charakteru bardziej psychologicznego i brutalnego. Całość zjawiska podręcznikowo ilustruje komiks o Batmanie autorstwa Franka Millera The Dark Knight Returns. Od lat 90. kiedy wydawnictwo przejęło studio Warner Bros marka stała się znana nie tylko z świetnie ilustrowanych komiksów, ale również z imponujących animacji, które wyrosły na kultowe i nie mające sobie równych w swojej kategorii. Również zaczęto coraz śmielej przenosić ich historie na wielkie ekrany, np. trylogia Batmana Nollana czy Człowiek ze Stali Snydera. A przecież czeka nas całe MDCU, czyli filmowe uniwersum DC. Wszyscy czekający na tą serię do niesamowicie podekscytowani. 

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

14 listopada 2015

A z Francją było tak...

O ataku w Paryżu nie trzeba nikogo uświadamiać - wszędzie są wzmianki. Mam jednak wrażenie, że świat nie krzyczy tak jak to było po ataku na WTC, Londyn czy Madryt. Media nie nadążają z filtrowaniem informacji czy już się przyzwyczailiśmy z powodu ISIS? Może przemoc, którą traktujemy jako codzienną rozrywkę rodzinną przytępiła nasze zmysły? Nie wiem. Dzisiaj zajmijmy się winnymi tych ataków.

A było tak spokojnie

Na początku Bliski Wschód i Afryka Północna były rejonami pełnymi niemal codziennych konfliktów. Przyszło chrześcijaństwo - uspokoiło się na kilkaset lat. Później na horyzoncie pojawił się islam - krótka wojna i kolejny okres (chyba najdłuższy) spokoju. Oczywiście nie liczę tutaj waśni wewnątrz narodowych, gdyż te zdarzały się także w innych krajach na świecie. Kres spokoju przyniósł wiek XIX i kolonizacja basenu Morza Śródziemnego. Byli to Europejczycy, których od wieków kultura arabska kojarzyła z chrześcijanami. Doszło więc do prostego złożenia oraz rodzenia się pierwszych ekstremizmów religijnych. 

Kolejnymi kluczowymi momentami były główne wydarzenia XX wieku, w których mimowolnie mieszkańcy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu brali udział. Zacząć trzeba od dwóch wojen światowych - krwawe walki w imię ideologi obcej autochtonom, wyzysk i gwałt na każdym polu życia człowieka. Siłowe rozwiązanie kwestii państwa żydowskiego i pierwsza interwencja USA w regionie. Później atak ZSRR na Afganistan oraz wszystkie misje Amerykańskie. To tylko niektóre z ran, które pozostały w pamięci, która jest inaczej niż u nas przechowywana. W kulturze semickiej stanowi ona podstawę świadomości bytowej.

"Multikulti"

Wielokulturowość jest zjawiskiem w historii niemal codziennym. Od odkryć geograficznych proces ten w zjawiskowym tempie wzrasta. Dotyczył on jednak niemal wyłącznie trzech kontynentów: obu Ameryk i Australii oraz jednego państwa europejskiego, czyli Wielkiej Brytanii. Zjednoczone Królestwo było wyjątkowe ze względu na ogromną ilość koloni zamorskich.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę na kraju, z którym zjawisko "multikulti" nam się najbardziej kojarzy, a mianowicie z Niemcami. Zaczęło się w 1961r. podpisaniem umowy o rekrutacji tureckiej siły roboczej do Niemiec. Idea była szczytna - zatrudnić, zapłacić i odprawić z powrotem do swojego kraju. Po paru latach jednak zauważono, że nic z tego, dlatego postawiono na integrację każdego z pokoleń. Tutaj jednak pies jest pogrzebany, bowiem wskazywało się "ty jesteś obcy, dlatego musisz się zmienić". Przyczyniło się to do gettyzacji dzielnic wywołując skutek całkowicie odwrotny od tego co mieli politycy w zamyśle. Doprowadziło to do przyznania w 2011r. przez Angelę Merkel, że państwo wielokulturowe jest pomyłką i się nie sprawdza. 

Nieco inaczej sprawa wyglądała sprawa we Francji. Ich wersję nazwałbym "neomultikulti", ponieważ nie dochodziło tam do procesu sfrancuzienia. Próbowano stworzyć nowe społeczeństwo, które wpisywałoby się w osiągnięcia rewolucji francuskiej czego przejawem jest zakaz noszenia symboli religijnych i kulturowych w miejscach publicznych. Ludziom w drugim i trzecim pokoleniu żyjącym we Francji nakazano porzucenie własnej tożsamości. To samo próbuje się z nowo przybyłymi. Taki zabieg nie jest trudny do wykonania w kraju, w którym mentalna prawica już nie istnieje w polityce.

Inne problemy

Warto też wskazać na to co przyciąga ludzi do Starej Europy, czyli benefity. Znani są z tego Polacy, ale tak samo postępują Pakistańczycy, Syryjczycy, Libijczycy itp. Prawie wszyscy jadą do kraju, który pod względem finansowym jest niemal rajem. Nie pracują lub pracują dorywczo, a kasa spływa. Pod tym względem wstyd mi za Polaków.

Do ekstremizmów w Europie przyczynia się również załamanie tradycyjnych wartości moralno-społecznych, które narzuca się siłą. Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać stosunku islamu i chrześcijaństwa do homoseksualizmu, prostytucji, pornografii, legalizacji - innych niż tradycyjne małżeństwa - związków, agresji skrajnie lewicowych ruchów feministycznych czy fundamentalizmu narodowościowego.

Podsumowanie

Nie jest mi żal ani jednego z państw, w których dokonały się zamachy. Każde z nich ma swoje za uszami. Politycy żyją jakby w oderwaniu od społeczeństwa. Wszelkie ruchy społeczne, które kończą się wprowadzeniem do sejmu kończą tak samo. A demokracja bezpośrednia nawet nie wchodzi w grę, bo żaden polityk nie zgadza się na oddanie władzy. Jedynie współczuję i modlę się za rodziny ofiar zamachów. Może w końcu staną się przyczyną zmian w krajach sterroryzowanych. 

Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

2 października 2015

Hipokryzja - lvl master

Właśnie przeczytałem artykuł na stronie internetowej pewnego radia i zobaczyłem filmik z serii "Artykuł osiemnasty" i myślałem, że mnie szlak trafi. Ale o tym później. Mowa jest bowiem o Krzysztofie Charamsie.

Wspomnienia z seminarium

Wiele osób wie, że przez krótki czas byłem w WŚSD w Katowicach. Jednak niewielu wie jak tam wygląda naprawdę. Pokrótce: 150. chłopa w jednym budynku, sześcioletni rozstrzał wiekowy, niemal sto pięćdziesiąt różnych charakterów. Norma w tak wielkim środowisku. Podobnie jest też z powodami wstępowania do ww. seminarium jakie poznałem. Jedno mnie jednak uderzyło - brak miejsca homoseksualizm. 

Pamiętam jak byłem jednym z narybku w pierwszych tygodniach października. Obiad w refektarzu. Siedzę ze starszymi rocznikami. Nagle podlatuje jeden kleryk z trzeciego roku i "szepta" kumplowi: "pedał się jakiś pojawił". I już po całej sali "szukanie" winnego. Była to pierwsza z chwil, gdy doświadczyłem pozytywnego zjawiska "zero tolerancji". W pewnym momencie dosięgło ono i mnie jako podejrzanego. 

Problem

Homoseksualizm jest problemem wewnątrz klerykalnym. Sprawa stara jak Kościół o czym możemy przeczytać u Ojców Pustyni i Ojców Kościoła przez średniowieczne dokumenty do roku 2008. Czasem jest większy, a czasem mniejszy. Współpracując z jedną z grup wsparcia dla homoseksualnych chrześcijan chcących wyjść z tego zaburzenia spotkałem tam przynajmniej jednego obecnego księdza. Sam też byłem powodem usunięcia diakona w jednej z diecezji, gdyż do mnie zarywał. Na własnej skórze przekonałem się więc, że problem istnieje. Z różnych blogów, artykułów, czatów czy danych wiem, że nie jest on ogromny, ale wielki.

Sedno sprawy

Do napisania tego artykułu przysłużył się Krzysztof Charamsa i jego "wyjście z szafy". Celowo nie nazywam go duchownym, ponieważ jeżeli przyjął z pełną świadomością swej seksualności święcenia są one, przynajmniej, niegodziwie przyjęte. Myślę, że nawet nieważne. W filmie poniżej widać jego bezradność. Myślę, że nie jest to wzburzenie z powodu sytuacji jego i jego partnera. Wierzę, że zadziałały tutaj słowa Franciszka (choć nie jestem jego zwolennikiem) o dwulicowości księży.

Co mnie konkretnie wzburzyło? To, że atakuje obłudę, kłamstwo i hipokryzję. A czym owy człowiek w życiu się kieruję całe życie? Mówi jedno robi drugie. Powołuje się na Ewangelię, którą sam otwarcie zakłamuje, fałszuje. Patrzy na jedną stronę medalu. Dawno mnie już nic tak nie wzburzyło. Czy innym jest jeżeli ksiądz w trakcie posługi odkrywa, że jest coś z nim nie tak i porzuca sutannę. Wtedy jest to uczciwe, sprawiedliwe, kieruje się Ewangelią. Koleś, który tyle razy świętokradczył Pana Jezusa, Sakramenty! Krzyczeć mi się chce - nie ze złości, ale z rozpaczy, ze smutku. Ktoś kto nawołuje o miłość jednocześnie stając przeciwko Miłości.

Z wyrazami smutku i żalem
Krzychu ;(

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

14 lutego 2015

Europejskie sztuki walki cz. II

W końcu czas na dokończenie poprzedniego wątku (tutaj) - nie wierzę w przypadki, więc nie bez kozery w Walentynki o rycerstwie ;) Dzisiaj kilka surowych informacji, gdyż nie potrzeba więcej po wcześniejszym artykule.

Ręczna broń stosowana do ataku pieszego


Miecz każdy zna, więc pozwólcie oddać słowo grafice.
Włócznia ma swoje rodzaje. Dzieli się ją na: przeznaczoną do walki jezdnej oraz do walki pieszej. Jej budowa charakteryzuje się rozwiniętymi grotami, o silnie zróżnicowanych konstrukcjach, których końce były zazwyczaj zdobione (np. pomponami). 
Kilka rodzai włóczni zwanych halabardami.
Inny rodzaj włóczni zwany glewią.
Sztylet - rodzaj noża stosowany do samoobrony albo w organizowanych walkach.
Sztylet włoski na sprężynie.
Topór - najprościej określając jest to wielka siekiera, często obusieczna. Ponadto jej ostrze mogło być zdobione. Obecnie często pojawiające się w filmach (np. Władca Pierścieni). 
Repliki.
Broń obuchowa - jej głównym zadaniem było zadawanie ciosów miażdżonych lub miażdżono-szarpanych co niwelowało wroga na stałe, gdyż umierał na polu bitwy lub krótko po walce. Obecnie w walkach nie stosuje się zbyt często ze względu na ogromną możliwość śmierci. 
Młot bojowy.
Morgensztern (Gwiazda Zaranna).
Buzdygan.
Ręczna broń stosowana do ataku konnego

Jest to trochę sztuczny podział, gdyż jezdny wojownik mógł używać broni do walki pieszej aczkolwiek w ten sposób lepiej jest to osadzić w pamięci.

Włócznia
Kopia - lepszej nie znalazłem.
Bogato zdobiona rohatyna - powinna być zamocowana na około dwumetrowym drzewcu.
Łuk - umieszczam go przy jeździe ze względu na postrach jaki siał służąc w rękach Tatarskich. 
Łuk tradycyjny, który został wyparty przez łuki azjatyckie.
Teksty źródłowe

Opis zbroi
Jest ich niewiele, a jeszcze mniej przetłumaczonych na język polski. Potrzebne są w tym miejscu głowy mądre do tego, aby odzyskać to o czym zapomnieliśmy, co wyparliśmy z kultury. Dziwne oznaczenia zawarte w poniższym wykazie są skrótami pod jakimi należy fachowo szukać tekstów. 

  • Cod. ms. 3227a znajduje się w Germanisches Nationalmuseum w Norymbergi; Hanko Döbringer (1389) - dyskurs prowadzony z leychmeistere, mający na celu udowodnić wyższość nauk Mistrza, dlatego też zawiera wiele wskazówek natury bardziej ogólnej, niż pozostałe traktaty z tej linii,

  • ms. germ. quart. 16 (5878), Biblioteka Jagiellońska, Kraków; Gladiatoria (1420-1440),
  • 44 A 8 (Cod. 1449) znajduje się w  Biblioteca dell'Academica Nazionale dei Lincei e Corsiniana w Rzymie; Peter von Danzig (1452),

  • Cod. I.6.40.3, F. Öttingen - znajduje się w Wallersteinische Bibliothek w Augsburgu,

  • M. I. 29 znajduje się w Universitätsbibliothek w Salzburgu. Hans von Speyer (1491),

  • Das Ringersbuch der Hans Wurm, c. 1505,

  • ms. germ. quart. 2020 (5879), Biblioteka Jagiellońska, Kraków; Goliath (1510-20) - ten anonimowy traktat jest wczesnorenesansową w miarę wierną kopią nauk przekazanych przez Petera von Danzig wraz z inspiracjami z innych, bliżej nieznanych źródeł. Szczegółowa analiza części poświęconej naukom mistrza Johannesa Liechtenauera stanowiła temat pracy doktorskiej Grzegorza Żabińskiego,

  • Zapasy Otta Żyda.

Bibliografia

  • Walczak B., Polskie sztuki walki?
  • Bąk M., Staropolski styl władania szablą. Czy istniał naprawdę?
  • Jarosz R., Źródła do ćwiczenia walki szablą polską
Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

24 stycznia 2015

Europejskie sztuki walki cz. I

Zbroja do turnieju pieszego.
Pewnego razu siedząc na yt zobaczyłem bardzo interesujący filmik (tutaj). Przypomniało mi to wówczas jak bardzo zawsze chciałem - w sumie nadal chcę - władać sztukami walki. Jako jeden z nielicznych nie myślałem, żeby być jak Bruce Lee - za sztywny. Wolałem Chackiego Chana - ma dystans do siebie. Wracając do tematu, nigdy mi nie mówiono, że mamy swoje, europejskie sztuki walki; że można je ćwiczyć i praktykować na zawodach. Dlatego też chciałbym wam je dzisiaj przybliżyć.

Krótkie wprowadzenie

W przypadku Polski - początki sztuk walki zaczynają się wtedy, gdy tworzą się pierwsze drużyny bojowe książąt władających Polanami. Po utworzeniu zrębu państwowości w X wieku zaczyna się u nas powoli i nieśmiało wyłaniać rycerstwo. W co by się nie przekształciło w wiekach późniejszych - na tym etapie potrzebowali oni broni dzisiaj określanej białą. Na początku rycerze oraz ich broń wyglądali jak puszka (dosłownie) z rozgniecionym gwoździem. Od połowy średniowiecza i w renesansie uświadomiono sobie, że zdobienia nie są złe. O tym jednak na grafikach ;)

Współcześnie nie mamy jednak rycerzy, ale zapaleńców i wariatów historycznych. Dla nich nie jest problemem przebić się przez teksty źródłowe archaiczną polszczyzną pisane, by się dowiedzieć jak ma być ułożony nadgarstek w walce bezpośredniej. Tacy ludzie zrzeszyli się w FEDER (tutaj). Ich celem jest regularna promocja metod walki na miecze (ogólnie broń białą) oraz walki wręcz wykształconych w naszej wspólnej kulturze, która dzisiaj jest spychana przez natłok orientu. Jak sami piszą: Wierzymy, że nasze starania pozwolą nam odzyskać utracone dziedzictwo i że pewnego dnia imiona oraz kunszt średniowiecznych i renesansowych Mistrzów będą znane i obecne w naszej kulturze tak, jak obecne są w niej dziś inne sztuki i sporty walki.

Rodzaje europejskich sztuk walki

Przedstawię tylko główne rodzaje walk - jest ich bowiem bardzo dużo, a liczba stale rośnie. Dzieje się tak, ponieważ niemal każdy kraj miał swoje techniki.

Walkę wręcz praktykowano w trzech sytuacja - obrona, atak, walka na koniu. Głównie polegała ona na umiejętnym boksowaniu oraz, znacznie częściej, na konkretnych kopnięciach. Przerzuty przez bark, plecy i biodro były podstawą. Bardziej niż siła liczył się spryt i przebiegłość - jak to zrobić, by się nie narobić. Przykład ze źródła: 
Dalej, następna technika: kiedy chcesz walczysz z kimś <<z przybiegnięcia>>, a on jest całkiem silny, to pochwyć go szybko, jakbyś chciał silnie ruszyć na niego, i jak tylko odpycha cię on silnie w tył, postaw mu stopę na brzuchu i upadnij rychło w dół na dupę i trzymaj kolana blisko siebie, jak jest to narysowane, i rzuć go ponad sobą. Trzymaj go silnie za ręce, to będzie musiał upaść na twarz. Możesz to takoż wykonywać obiema stopami i bądź szybki.
Walka wręcz na noże bez pancerza. Było to z pewnością spektakularne przy odpowiedniej gibkości i szybkości walczących. Jednak w odróżnieniu od naszych blokersów - nie cięli nimi, a konkretnie wbijali. Można powiedzieć, że jest to rozszerzona wersja walki wręcz.
Następnie, uderza cię kto od góry w twarz, więc pochwyć twój sztylet w twą prawą dłoń i idź nim w górę, i złap nań sztych. Następnie pochwyć twoją lewą dłonią jego łokieć i unieś go w górę, jak jest to narysowane, a złamiesz mu rękę i odbierzesz mu sztylet.
Walka włócznią bez pancerza. Praktyczny przykład na dole, ale wyobraźcie sobie, że mają glewie w rękach.


Walka tasakiem bez uzbrojenia ochronnego.
Następnie, uderza cię kto od góry w głowę, więc idź w górę <<zbrojną dłonią>>, i złap cios na głownię jak poprzednio, i krocz szybko za niego twoją prawą stopą, i połóż mu głowicę na szyi, jak jest to narysowane, abyś rzucił go na plecy.
Walka pieszo w zbroi z użyciem długiego miecza - jak łatwo się domyślić cięcia nie były tutaj skuteczne, dlatego zmniejszano rozmiar miecza na polu bitwy. Chwytano go wówczas lewą ręką w połowie długości i zadawano kłucia w rejony słabiej bronione. Samą rączkę miecza wykorzystywano jak maczugę. Zupełnie nie jak w filmach.

Ciąg dalszy nastąpi

Temat jest szeroki, dlatego nie mogę go skrócić do długości czytelnej dla zwykłego śmiertelnika. Następnym razem postaram się przedstawić rodzaje broni, a także źródła podstawowe dla tego typu działalności. Zachęcam już teraz by się wkręcić w to - szczególnie panowie - wówczas panna nie będzie mogła narzekać na brak rycerskości :D Większość materiałów znalazłem tutaj, a stamtąd są następne odnośniki.

Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

23 listopada 2014

Samotność

Są momenty w życiu, gdy siedzisz sam w domu i zadajesz sobie mnóstwo pytań. Szukasz bratniej duszy; zaglądasz do kieliszka; palisz skręta. Wszystko po to, aby się ukryć przed samym sobą; by nie dopuścić do głosu swego sumienia; by odsunąć niespokojne myśli.

Czym jest samotność?

Psycholog Kamila Krocz definiuje to w następujący sposób: subiektywne odczucie wynikające z braku satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi. Widzimy zatem, że dla specjalisty jest to stan negatywny. Samotność może jednak być czymś pozytywnym na co wskazuje Wojciech Kruczyński - autor książki "Wirus Samotności". Nie podaje definicji. Zauważa bowiem, że dobrych rzeczy nie jesteśmy w stanie określić. Są zbyt indywidualne i nieograniczone. Co innego z aspektami życia określanymi przez nas jako złe - te bowiem mają swoje granice, a więc i definicje:
Dobra samotność, podobnie jak prawdziwa bliskość, nie da się szczegółowo opisać i zaklasyfikować. Zachowania, które sprawiają nam ból, zwykle są sztywne i schematyczne, dlatego tak łatwo powiedzieć, czym jest psychiczna choroba, a tak trudno, czym jest psychiczne zdrowie. Z tego samego powodu nie podjąłem się opisać na przykładach, jak może wyglądać dobra samotność i prawdziwa bliskość – wszystko to byłoby zaproponowaniem nowego schematu.

Jakie są rodzaje samotności?

To zależy jakie kryterium przyjmiemy. Podam dwa kryteria, ponieważ odzwierciedlają istotę sprawy, a jak się można domyślić - co psycholog to inny środek ciężkości. Tak więc najpopularniejszego podziału dokonuje się zgodnie z kryterium czasowym: samotność chroniczna lub przejściowa. Kolejnym kryterium rozróżniającym jest nasza wola: samotność z wyboru, z konieczności lub za karę. 

To jednak mówią psycholodzy. Przedstawiciele innych dziedzin również zajmują się tym zagadnieniem. Szczególne miejsce zajmuje ono w filozofii i religii. Mało kto wie, że w chrześcijaństwie wyróżnia się kilka form życia samotnego (choć cały czas we wspólnocie Kościoła): eremityzm, anachoretyzm, cenobityzm, klauzura czy zakony milczące (np. trapiści). Mnisi ci w różny sposób żyjący służą rozwijaniu duchowemu Kościoła.

Co może być przyczyną?

Tutaj każdy może dodać swoją cegiełkę. Zauważmy jednak, że są problemy ogólne, które dotykają każdego z nas. Największym problemem XXI wieku wśród nastolatków i ludzi wchodzących w dorosłość jest poczucie własnej wartości, a raczej jego brak. Zaburzenia te zaczynają się w wielu przypadkach nieświadomie w dzieciństwie, np. bieda w rodzinie czy spełnianie dorosłych wizji na pociechach. Innym czynnikiem może być wstyd czy poczucie winy, gdy zostaliśmy na czymś nakryci. W zależności od wieku i silnej woli może być ono przezwyciężone stosunkowo szybko lub doprowadzić do stanów depresyjnych czy chorobowych (np. zaburzenia trawienia).

Są jednak też pozytywne przyczyny czasowej samotności - chęć skupienia się na dziele artystycznym czy naukowym, przemyślenie swojego życia, odkrywanie i kontemplacja powołania, zmiana środowiska, w którym dotychczas się obracaliśmy. Może to być krótkotrwałe (zmiana środowiska) lub permanentne (życie mnisze).

Jak walczyć?

Oczywiście z tymi negatywnymi aspektami samotności ;) Pozwolę sobie zacytować wcześniej wspomnianą psycholog:

  • dokonaj analizy przyczyn samotności – odpowiedz na pytania: czy boisz się zaangażowania w związek?; czy odczuwasz lęk przed możliwością bycia zdradzonym?; czy właśnie straciłeś kogoś bliskiego i nie jesteś gotowy na nową relację?
  • porozmawiaj o swoim życiu w pojedynkę z najbliższym przyjacielem: co on o tym sądzi?; czy dostrzega u ciebie sprzeczne tendencje – pragnienie tworzenia bliskiej relacji, a z drugiej
  • strony – strach przed związkiem?
  • gdy straciłeś kogoś bliskiego lub niedawno zakończyłeś związek, daj sobie czas. Na bazie przeszłych doświadczeń zastanów się, czego musisz unikać, tworząc nową relację. Ucz się na własnych błędach!
  • nie rezygnuj z kontaktów interpersonalnych: idź do kina, na zakupy, do pubu, na basen. Siedząc w domu i kontemplując własną samotność, możesz przegapić szansę na nową interesującą znajomość. Nie musi to być od razu bliski, intymny związek. Kontakt z drugim człowiekiem to często dobre lekarstwo po stracie kogoś bliskiego. Ucz się powoli otwierać na ludzi.
  • popracuj nad własną samooceną i wzmocnij samoakceptację; twoja samotność nie może zasadzać się na przekonaniu, że jesteś nikim
  • i nie zasługujesz na miłość; doceń swoje zalety i mocne strony. Potrzeba miłości tkwi przecież w każdym człowieku.

W razie poważnych problemów, które trwają już długi czas polecam wizytę u psychologa bądź psychoterapeuty. Nie jest to nic ujmującego człowieczeństwu czy męskości. Panowie - nie bójcie się walczyć o swoje zdrowie! Polecam również następującą stronę i kontakt przez formularz: http://www.samotnosc.net/

Pozdrawiam i zapraszam na spotkanie ;)
Krzychu

PS Motywator muzyczny ;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

17 października 2014

Kobieta - ode mnie

Jadę właśnie na dwudziestopięciolecie ślubu mojej cioci. Jest to o tyle ważne, ponieważ niezwykłe w tych czasach. Rzadko kiedy bowiem zdarza się małżeństwo z tak długi stażem. Życzę tych godów oraz tym bardziej każdych następnych wszystkim małżonkom – szczególnie tym, które znam ;) Myślę, że to dobry początek dla tematu dopełniającego cykl wpisów o kobietach na tym blogu.

Wygląd

A co tam – będę próżny, ale zacznę od wierzchniej warstwy kobiety. Jak to brutalnie brzmi, ale cóż. Styl ubioru mówi wiele, ale nie wszystko. Może wprowadzać błąd w postaci stereotypów - najlepiej wiedzą to chyba „metalówy”. Są jednak pewne warunki psychologiczne za to odpowiedzialne co do których być może odwołam się jeszcze. Wracając – ciuchy mają dla mnie niebagatelne znaczenie. Widząc kobietę, która na co dzień chodzi z pępkiem na wierzchu; szortami, które ledwo zakrywają tyłek oraz w bluzkach z dekoltem, który nie spełnia swej roli (ma ciekawić) to osoba płci przeciwnej do mnie zniechęca mnie do kontaktu i relacji. Myślę bowiem o zbytnim zagubieniu tej osoby bądź – po rozmowie – o braku oleju w głowie. Jeżeli chodzi o codzienny ubiór preferuję dziewczyny ubrane w długie spódnice – nie, nie chodzi tutaj o cnotę – ale o kuszącą moc spódnicy. Kobieta odpowiednio ruszająca biodrami jest o wiele atrakcyjniejsza niż ta, która pokazuje co ma. Przyjemnie patrzy się też na te dziewczyny, które skrywają swoją wstydliwość pod warstwą normalnego ubioru.

Przechodząc głębiej i patrząc na samo ciało chciałbym mieć dziewczynę, którą można za coś chwycić podczas nocy poślubnej i każdej następnej. Nie interesują mnie patyczaki kreowane w większości przez modę, za którą są odpowiedzialni homoseksualni projektanci (nie jest tak?). Nie piszę tutaj o naturalnie chudych niewiastach (dlaczego chudy piszę się przez brzuszek „c”?). Mam bowiem koleżankę, którą poznałem w liceum, która starała się przybrać kilka dodatkowych kilogramów, ale jej nie wyszło. Nie podobają mi się osoby, które mają posturę „młodego Amerykanina”. Nie jest to jakakolwiek dyskryminacja – w tym miejscu sobie zadaję pytania: „Jak?”; „Dlaczego?”; „Przez kogo?”. Grafika obok zapożyczona od Anonimove przedstawia typy o jakie mi chodzi.

Nośność

Zgodnie z myśleniem wielu mężczyzn kobieta winna być nośnikiem klasy nie tylko na spotkaniach towarzyskich, ale również w domu. Nie chciałbym żeby było to coś sztucznego, wyuczonego. Powinno to być naturalne; wyniesione z domu rodzinnego. Zdaję sobie z tego sprawę, że wiele dziewczyn odbiera inne poczucie estetyki od rodziny i to nie jest ich wina. Każdy człowiek nosi bowiem w sobie wstydliwość szczególnie widoczną w okresie wczesnego dzieciństwa (5/6 rok życia). Jeżeli to zachowamy to klasa pozostanie, ponieważ opiera się ona w większej mierze na naszej skomplikowanej naturze. W przeciwnym wypadku rzeczywiście ważna będzie praca samodzielna, ale nie wmuszanie tego w siebie. Naturalna praca i wpajanie nauki. Klasa warunkuje też ubiór i kulturę fizyczną. Te w dalszej mierze kształtują charakter, rozwój kultury, klasy itp.

Wnętrze

Nie będzie to biologiczny opis krętości jelita czy budowy płuc, ale jak to określamy potocznie „to coś”. Dla mnie kobieta powinna być na tyle mądra i inteligentna, abym mógł po pracy, na wakacjach, w łóżku pogadać swobodnie poruszając tematykę jajorodności ssaków, seksualizacji życia wg Freuda czy transcendencji aktu małżeńskiego – jednym słowem mózg. Z tego wynika reszta – sposób mówienia, akcent, poprawność językowa, a nawet barwa i ton głosu. Dokładając wymagań – a co kobiety mogą to i ja – powinna być w tym przede wszystkim katoliczką. Wspólna wiara bowiem ułatwia życie – nie ma bowiem kłótni: kto ma z dzieckiem iść do Kościoła, jakie wartości przekazywać,jak prowadzić wspólne ognisko domowe itp.

Miejsce kobiety

Wybaczcie panie, ale potrzebowałem określeń, które byłyby zrozumiałe dla wszystkich. Nie będę wymieniał z kim się zgadzam a z kim nie spośród myślicieli, których prezentowałem wcześniej. Po prostu napiszę, a kto czytał wyłapie wątki.

Jak dla mnie kobieta jest ukoronowaniem stworzenia. Jest tą istotą, która została stworzona ostatnia i przy tym jako najbardziej skomplikowana (siedem dni stworzenia – od prymitywnych rzeczy do kobiety). Ma tę samą naturę istnienia co mężczyzna, a jej rola w społeczeństwie wynika z jej wrodzonych zdolności oraz w pewnej mierze z uwarunkowania kulturowego (nie muszę chyba pisać, że niewiastą jest dla mnie tylko taka osoba o genotypie XX). W stosunku do piękniejszej płci powinno się stosować pewne niepisane zasady. Nie po to by poniżyć, jak proponują to skrajnie lewicowe feministki, ale po to, aby podkreślić jej wyjątkowość. Nie jest ona bowiem tylko maszynką reprodukcyjną czy cielesnym „wibratorem” dla mężczyzn. Przede wszystkim jest naszą matką, żoną, siostrą czy przyjaciółką. Żadna z tych funkcji nie hańbi kobiety. Wręcz przeciwnie – podkreśla to co w nich najlepsze. Każda niewiasta bowiem ma w sobie to ciepło opiekuńcze, którego mężczyzna nigdy nie uzyska - nie urodzi; żaden człowiek nigdy nie kochał bardziej od matki, nie odkrywał mężczyzny jak żona, nie podpowiadał jak siostra oraz nie pocieszał jak przyjaciółka.

Nie uważam jakoby miejsce mojej żony było w kuchni – tutaj ja bym chciał rządzić ;) Nie ma być poddana mężowi jak to się rozumie potocznie. Każdy ma swoją funkcję niezbywalną jak to wyżej nakreśliłem. Z drugiej strony uważam, że kobieta może się realizować w pracy, ale nie kosztem męża i\lub dzieci. To samo dotyczy faceta. Niewiasta jest fizycznie słabsza od mężczyzny, dlatego nie powinno być nakazu zatrudniania kobiety wszędzie. Powinna być możliwość zakładania firm płciowych. Podobnie szkół publicznych. Płeć piękna jest jednak silniejsza psychicznie. Wystarczy zobaczyć na yt film o Holendrach poddających się testom skurczowym. Nie powinna pretendować do pełni równouprawnienia. Nie jest, i miejmy nadzieję, że nie będzie, mężczyzną. Jesteś delikatna na zewnątrz – i taka zostań ;) Co do duszy – widzisz różnicę? Ja nie. Bóg ma dla nas plan, a Kościół nam podpowiada jak go realizować ;) Tego się trzymajmy.

Masz uwagi? Pisz pod spodem.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

3 października 2014

"Rodzina +" – błogosławieństwo czy przekleństwo?

W XXI wieku za rodzinę standardową uważa się taką, która składa się z kobiety i mężczyzny oraz ewentualnie dziecka. Za rodzinę wielką uważa się tą, która ma dwójkę. Dlatego też rodzina wielodzietna to taka, która ma trójkę i więcej dzieci. Sam zostałem wychowany w otoczeniu piątki rodzeństwa. W związku z tym chciałbym dzisiaj podjąć te zapomniany trochę temat.

Czynniki wspomagające "Rodzina +"

Z pewnością do nich należ przede wszystkim miłość rodziców. Bez tego ani rusz, gdyż z powodu jej braku biorą się wszelkie dysfunkcje. Jednak aby ta trwała odpowiednio długo musi zostać ona wyniesiona z domu rodzinnego bądź być wypracowaną przez ogromną siłę woli. Osoby, które znajdują oparcie w swojej wierze (w naszych warunkach jest nią chrześcijaństwo) mają w pewien sposób sprawę ułatwioną. Skąd taka teza? Ano bierze się ona z hierarchizacji życia społecznego jaki proponuje nam Kościół legitymujący się mandatem Chrystusa. Stawia ona w centrum życia Boga, który powinien być najważniejszą Osobą i miłością w życiu każdego wierzącego. Z tej miłości wypływa stosunek do ludzi w ścisłej hierarchii pokrewieństwa. Piszę to zakładając szczerą i nieobłudną wiarę.

Gdy mamy zapewnioną miłość musi się pojawić i sprawiedliwość. Możemy inaczej określić to zbiorem zasad czy hierarchią wartości, którą będziemy się kierować zarówno my sami jaki i stosować będziemy ją wobec dzieci. Jest to niezbędny proces wychowawczy, gdyż bez niego spłodzimy sobie bestie do domu. Dzieci takie są skazane na porażkę jeżeli nie nastąpi w ich życiu jakieś szczególne wydarzenie.

Wiara, miłość i sprawiedliwość wg mnie stanowią podstawę. Gdy będziemy to przez całe nasze wspólne życie małżeńskie wdrażać nie musimy spodziewać się poważnych błędów wychowawczych – gdyż drobne zdarzają się każdemu. Stanowią one pewną formę nauki dla następnego pokolenia, które z pewnością je wyłapie.

Czynniki zagrażające "Rodzinie +"

Z pewnością należą do nich używki inne niż herbata czy kawa. W Polsce najważniejszy problem stanowi oczywiście alkohol, który leje się strumieniami. Powinien on być podawany tylko dla smaku w małych ilościach i przy szczególnych okazjach – to dotyczy trunków wysokoprocentowych. Jeżeli chodzi o resztę, czyli wino i piwo – tutaj się kłania kultura przeznaczona specjalnie dla tych alkoholi. Toteż nie powinno się ich pić na umór czy codziennie. Winofile wiedzą co mam na myśli – reszcie polecam wujka google.

Ogólnie rzecz ujmując – alkohol w domu powinien być pod czujną obserwacją, gdyż wystarczy jeden nieuważny ruch czy moment i zamienia się w śmiercionośne narzędzie na pokolenia.

Drugim czynnikiem są papierosy. Jak mogą one zaburzyć rodzinę? Pomijając kwestie zdrowotne i zapachowe – każdy chce, aby nasze pociechy tego nie robiły, nie truły swojej rodziny czy marnowały pieniędzy czyż nie? Wystarczy dać przykład samym sobą.

Pracę kwalifikuję jako zagrożenie – wynika to z moich obserwacji, a także krótkiej praktyki nauczycielskiej. Wiele dzieci nie miało zbyt wiele czasu by być z rodzicami, ponieważ Ci albo siedzieli w pracy by mieć górę forsy dla dzieci. Zastanawiające jest po co im ta kasa skoro nie mają jej z kim rozsądnie wydać bądź oszczędzić. Niby wszędzie się o tym mówi, ale nikt tego nie słyszy.

Czynnikiem związanym z powyższym, a jednak osobnym jest ambicja rodziców/rodziny. Po to, aby nasze pociechy miały świetlaną przyszłość, większe szanse na rynku czy po prostu mogły przejąć rodzinny interes są wysyłane na rozmaite kółka i zajęcia pozalekcyjne co niejednokrotnie skutkuje brakiem czasu dla siebie i de facto dla szkoły.

"Rodzina +" – to jest to

Pomimo, że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej z powodu ojca i moja rodzina nie wygląda jak ta szczęśliwa ze zdjęć czy rodziny mi znajome, które są dla mnie wzorem jestem za tym, aby takie rodziny powstawały. Rodziny, w których jest piątka i więcej dzieci. Owszem nie ma być to dziecioróbstwo, ale też nie ma być to kolejny haczyk na liście życzeń. Mają to być żniwa naszej małżeńskiej miłości, o które się dba jak najlepiej się potrafi. Zapraszam również do dyskusji niezbędnej dla takiego tematu.


Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

9 sierpnia 2014

Kim Rafalala jest?

Wiele złego się dzieje od kilku dni w mediach. Jedną z przyczyn jest Rafalala, z zaczęło się od youtube'a oraz programu Tak czy Nie w Polsacie News. Niby nic, bo podobnych akcji - nie nagłośnionych - jest wiele. Jednak to co ostatnio się dzieje przeraża mnie i sprawia, że czuję się źle. Ponadto psuje to wizerunek katolików, gdyż to właśnie tę grupę wyznaniową uznaje się za winną.

Biologia

Wszyscy wiedzą jak powstają i skąd się biorą dzieci. Nie jest to nic odkrywczego. Czasami słyszymy mitologię listów z Bravo jak to pocałunek czy masturbacja powoduje ciążę. Dziwne, ale też takie coś się zdarza naprawdę. Przechodząc jednak do ludzi, którzy wykształcili się (nie chodzi o ukończenie) w gimnazjum. Wiemy, że człowiek powstaje z połączenia się komórki jajowej i plemnika. W tym momencie, zgodnie z najnowocześniejszą biologią, rozpoczyna się istnienie nowego organizmu jakim jest człowiek. Jednak decyzja o płci zapada znacznie wcześniej - w jądrach mężczyzny. Niewiele bowiem osób pamięta ze szkoły, że o tym decyduje plemnik. Jak to możliwe? 

Zgodnie z biologią kobieta ma genotyp XX, a mężczyzna XY. Każda z osób wnosi, o ile nie zachodzą określone mutacje, po połówce genotypu. Skoro kobieta ma dwa takie same genotypy może wnieść tylko X, a mężczyzna ze względu na różnice może wnieść albo X, albo Y. Stąd też mężczyzna jest decydujący.

Psychologia

Współczesna psychologia poszła w dwa różne kierunki wprowadzając pojęcia: płeć - zestaw cech biologicznych męskich bądź żeńskich oraz rodzaj (gender) - zestaw cech przypisanych przez kontekst kulturowo-historyczny. W angielskiej nomenklaturze odnajdziemy aż trzy określenia: sex - odnoszący się do płci jako kategorii biologicznej, określającej różnice w budowie anatomicznej i cechach fizjologicznych; gender - (pol. rodzaj) odnosi się do płci jako zjawiska społecznego; gender identity - tożsamość płciowa jednostki. Wracając do naszego podwórka przykład ukazujący dokładnie te różnice wskazali B. Lott i D. Maluso mówiąc, że płeć występuje u ludzi i zwierząt, a rodzaj jest właściwy tylko ludziom. Z tego też powodu zrobiło się głośno o gender. 

Tak więc otrzymujemy dwie koncepcje psychologiczne - płeć biologiczna i płeć psychologiczna (inaczej płeć kulturowa). Aby ich obserwacje nie były mylone wprowadzono różne kategorie, toteż w pierwszej mówimy o mężczyźnie i kobiecie, a w drugiej o męskości i kobiecości. Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej nie ma pełnej zgody. Niektórzy naukowcy (np. A. Dakowicz) twierdzą, że pomiędzy modelami musi zachodzić interakcja, abyśmy mogli mówić o ich działaniu. Natomiast D. Pankowska twierdzi, że poczucie odmienności płci nie jest wrodzone, a kształtuje się w ciągu wzrostu jednostki. 

W związku z tym S.L. Bem proponuje cztery typy płci psychologicznych, które mogą się odnosić zarówno do mężczyzn jak i kobiet: 
  1. 1. typ męski - wysoka męskość i niska kobiecość
  2. 2. typ kobiecy - wysoka kobiecość i niska męskość
  3. 3. typ androgyniczny - wysoka i męskość, i kobiecość
  4. 4. typ nieokreślony (niezróżnicowany) - niska męskość i niska kobiecość

Płeć ma również znaczenie społeczne, gdyż to jak się określamy sami "umieszcza" nas w odpowiedniej grupie, w której panują konkretne warunki i wymogi. W ten sposób zamiast wpływać na nas częściowo w znacznym stopniu nas determinuje.

Społeczeństwo i kultura europejska

Jak już kiedyś wspomniałem podwaliny dla nas stanowi mieszanka trzech kultur. Silnym motorem jest również - chcąc lub nie - rewolucja francuska, która zmieniła trochę bieg rozwoju. Dlatego też ograniczę się tylko do tego kręgu kulturowego. 

Przez wieki kształtował nas. Zmieniał się. Posiadał wiele funkcji oraz ogromną moc. Jednak jedna cecha pozostała bez zmian - "karta pamięci". Mowa oczywiście o języku pisanym jak i mówionym. W tymi miejscu myślę o jego składowej, a mianowicie gramatyce, która nie uwzględnia w odniesieniu do człowieka innego rodzaju niż męski i żeński - najbardziej jaskrawym przykładem jest tutaj język włoski nie posiadający rodzaju nijakiego. Obcym jest dla języka uwzględnianie jakiegoś nowego rodzaju w odniesieniu do człowieka. Jeżeli chodzi o rzeczy, rośliny, zwierzęta - nie ma takiego problemu. Wieki doświadczeń wypracowały taki mechanizm. Człowiek jednak pod tym względem pozostaje hermetyczny. Cokolwiek wymyślimy będzie brzmiało obco i będzie wyrzucane przez nasz umysł, przykładem może być amerykański waginosceptyk w odniesieniu do homoseksualisty rodzaju męskiego (ma być to neutralne określenie).

Inną kategorią są tradycje ludowe, które również zachowały swój dychotomiczny podział. Śmiergus jest dla mężczyzn, oczepiny dla kobiet. Jest wieczór panieński i kawalerski, których system jest konkretnie ustalony. Wnioskować można, że gwarancją ich zachowania jest ich pozostawienie w konkretnych ramach. Jeżeli je zmienimy - to czy one przetrwają?

Całkiem inaczej ma się sprawa z życiem społecznym. Szkolnictwo, zawody, tzw. życie publiczne są dostępne dla każdej z płci po równo. Zdarza się, że płeć jest przyczyną różnic. Płaca i czas pracy, wszelkie dodatki powinny być takie same dla ludzi z tym samym wykształceniem i doświadczeniem. Jednak przyjęcie do pracy tej czy innej płci powinno zostać wolnym wyborem dla właściciela. Jeżeli firma ma mieć męski charakter - niech tak będzie. Tak samo z kobiecymi firmami. Biologicznie kobieta w większości przypadków jest słabsza - nie musi więc być zatrudniona np. jako górnik. Z kolei tam gdzie liczy się odporność na ból - nie musi być zatrudniony mężczyzna. 

W związku z powyższym wykształciły się w naukach socjologicznych dwa terminy płci: płeć przypisana (metrykalna, prawna, socjalna) - krótko pisząc ta z aktu urodzenia i dowodu osobistego oraz płeć z wychowania - związana ze stosunkiem rodziców i otoczenia do dziecka ze względu na jego płeć

Transseksualizm

W międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 nazwany jest zaburzeniem identyfikacji płciowej (F64.0). Rozróżnia się transkobiety (in. K/M) oraz tranmężczyzn (in. M/K). Sytuacja się nie zmienia pomimo apelów UE do WHO o skreśleniu z listy zaburzeń. Główną formą leczenia jest operacja mająca zmienić widoczne cechy płci biologicznej. Jednak nawet po takiej zmianie objawy (wysoka śmiertelność, zachowania samobójcze, zaburzenia psychiczne) powracają. Nie ma więc metody czy środków, które na stałe pozwolą normalnie żyć tym osobom. Pozostaje jedynie stała opieka psychologiczna i/lub psychiatryczna. 

Podsumowanie

Wszystko wskazuje na to - wbrew skrajnym opiniom - że Rafalala jest człowiekiem. Uściślając - zgodnie z obecnym stanem wiedzy - jest mężczyzną. Można o nim powiedzieć, że jest chory, ale czy ty byś się czuł dobrze gdyby ciebie lub twoje dziecko tak nazwano? Ja nie czuję się dobrze, gdy takie coś słyszę. Szkoda mi takich osób - lepiej jest rozmawiać, debatować lub milczeć. Nie odpowiadać agresją na agresję. Sam nie popieram też jego zachowania ani stylu życia/bycia.

Krzychu

P.S. Transseksualizm nie jest grzechem. Grzechem jest dopiero poddanie się operacji zmiany płci. Więcej tutaj.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

17 lipca 2014

Piękno

Kategoria piękna zmieniały się w ciągu wieków. Podążali za nimi zarówno faceci jak i kobiety. Z pewnością wywoływało to takie same kontrowersje co dzisiaj. Jedno pozostawało takie samo - brak akceptacji. Zazwyczaj moda wiąże się i bazuje na jej braku, gdyż ślepe podążanie za nią daje wielu podbudowę moralną opartą na respekcie mylonym z szacunkiem. A jeśliby zmienić bieg historii sztuki odzieżowej obecnie? Zmienić trendy? Zdaje się to niemożliwe, ale wiele można zdziałać dla siebie i własnego otoczenia.

Akceptacja

Wielu ludzi uważa, że ww. hasło jest dla słabych, grubych, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością. Tak mówiono o męczennikach z pierwszych wieków; tak się mówi o kobietach, które świadomie wybierają rolę matki - żywicielki; tak się mówi o ludziach grubych. W tych kontekstach słowo to nie miało bynajmniej znaczenia pozytywnego. Są to na pozór ludzie słabi, przegrani, nieżyciowi. Moim zdaniem jest wręcz na odwrót. Popatrzmy na ludzi akceptujących siebie w prawdzie. Nie podskoczysz im. Nie masz szans nawet odpyskować, bo wypadniesz żałośnie. 

W akceptacji nie chodzi o unikanie trudnych tematów czy stagnację. Chodzi o miłość do samego siebie. Miłość do samego siebie rodzi pewność swojej osoby. Pozwala się zmieniać. Jest to jednak inna zmiana niż konieczna dieta. Nie ma w tym bowiem żadnego przymusu. Jesteś w swojej miłości wolny; wtedy dopiero możesz pokochać innych; wtedy możesz swą miłością obdarować rodzinę, przyjaciół, znajomych; wtedy możesz powiedzieć: carpe diem et memento mori - tak ważne w życiu duchowym. A gdzie Bóg w tym wszystkim? On stanowi początek. Do Boga zwróć swe serce w pierwszej kolejności. Tylko On może je w pełni nawiedzić i wlać w nie pełnię ludzkiej miłości. Nie ma się czego bać. On pokona każde ograniczenia - tłuszczyku nadmiar, gwałt, strach, brak akceptacji, śmiechy innych. Na Boga nie ma mocnych.


Tłumaczenia

W tym wszystkim nie chodzi o bezcelową i bezsensowną akceptację 120 kg wagi, zawód bez perspektyw czy na pozór bezcelowe życie klauzulowe. Nie chodzi również by sobie to wypominać ani o zmianę dla kogoś. Kochając siebie kochasz Boga, swe życie, życie swoich bliskich i otoczenia. Dbając o swój rozwój i swoje zdrowie tak naprawdę dbasz o radość wielu setek osób, stajesz się również narzędziem w rękach Boga. Sam niedawno poznałem kilka takich osób, m.in. Piotra, Agnieszkę, Dankę. Choć mogliby narzekać - wyciągają swoją marność na światło miłości i dają niezwykłe świadectwo wbrew trudnościom - społecznym czy administracyjnym. Mając życie w swoich rękach, które są kołysane przez Boga możesz iść w pewnej ufności. Ufności w Boże Miłosierdzie. Dieta sama przyjdzie i nie będzie uciążliwa. Będziesz mógł patrzeć na innych mężczyzn. Nie będziesz się obracała w pośpiechu z powodu strachu. Popatrzysz na piegi w lustrze i powiesz: nie każdy może mieć ten skarb. Uśmiechniesz się z powodu śmiechu innych. Nie jesteś sam - zmieniaj się z Bogiem.
Zmyj makijaż
Rozpuść włosy
Złap oddech
I spójrz na siebie w lustrze
Teraz: lubisz siebie?
Bo ja Cię lubię
Colbie Caillat - Try
Krzychu

PS Dieta nie spadnie z nieba, ale podejmiesz ją w całkowitej wolności i nie będzie uciążliwa tak bardzo. Bez sportu ani rusz z dietą. ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: