Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2014

Prześladowanie

Współcześnie społeczeństwo jest podzielone bardziej niż kiedykolwiek w historii. Jedną z najpoważniejszych różnic jest stan majątkowy, ale także kryterium niezbyt obecne przed wiekiem XX, a mianowicie popularność. Byli bohaterzy oraz osoby znane ze względu na swój talent bądź majątek pochodzący z różnych źródeł. Jednak dopiero teraz pojawili się ludzie znani na taką skalę co wiąże się również z znacznie większym oddziaływaniem. Niestety także tym negatywnym.

Definicja

Definicja prześladowania jest bardzo szeroka. Z jednej strony dotyczy ona naszej fizyczności czego ostatnio jesteśmy świadkami na Ukrainie, Bliskim Wschodzie oraz Azji Południowo-Wschodniej. W tych regionach prześladowanie następuje zarówno na tle politycznym jak i religijnym. Stosowana jest ostateczna forma prześladowania, a mianowicie morderstwo. Jednak wiąże się również z okaleczaniem (np. oblewanie kwasem, obcinaniem kończyn, kradzieżą narządów wewnętrznych). Jest to przemoc bezpośrednia, która dotyczy zazwyczaj krajów słabo rozwiniętych lub granic styku różnych kultur.

Drugą stroną jest przemoc psychiczna. Ta jest rozwijana w krajach o wysokim statusie materialnym, czyli państwa tzw. pierwszego świata. Polega ona na stałym nagabywaniu do czegoś, wywoływaniu niepokoju u ofiar, istnieniu stale w czyjejś świadomości lub zmuszaniu do określonego myślenia. Technologia, pieniądze a także wrodzona zdolność myślenia strategicznego uniemożliwiają ich całkowitego wyeliminowania. Najbardziej cierpią z tego powodu ludzie znani. Coraz częściej jednak dotyka to tzw. Kowalskich czego dowodem są badania mówiące, że co najmniej 10% Polaków doświadcza tego typu agresji.

Pomysły prześladowców

Ich dokładna lista nie jest możliwa do ustalenia z powodu indywidualności sprawców. W jednych przypadkach jest to umyślnie spowodowana krzywda, a w innych wynika z kruchości ludzkiej psychiki i nacisków współczesnego świata. Można jednak wymienić kilka najpopularniejszych i najbardziej destrukcyjnych. Oto one: 

  • stalking - w polskim prawie definiuje się je jako uporczywe, złośliwe nękanie mogące wywołać poczucie zagrożenia; zachowanie, na które należy uważać to m.in. śledzenie, nieustanne telefony, smsy, maile; jego odmianą jest cyberstalking
  • mobbing - zazwyczaj ma na celu lub skutkuje: poniżeniem, ośmieszeniem, zaniżeniem samooceny lub wyeliminowaniem albo odizolowaniem pracownika od współpracowników
  • lobbing - naciskanie grupy silniejszej politycznie, ekonomicznie lub społecznie na jednostki lub grupy uznawane za słabsze
  • flejm - wojna na obelgi w Internecie dotyczy zazwyczaj forum internetowego czy grup internetowych
  • molestowanie - powiązane z mobbingiem, który często określa się jako jego rodzaj; wyróżnia się: molestowanie seksualne - naruszanie przestrzeni cielesnej wbrew woli ofiary oraz molestowanie psychiczne - celowe zadawanie cierpienia psychicznego innej osobie m.in. przez ubliżanie czy stosowanie gróźb
  • szantaż - polskie prawo określa to następująco:
Art. 191 § 1. kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3

  • seksizm - dominacja jednej płci nad drugą uznając płeć dominanta za lepszą; zazwyczaj ze strony męskiej
  • rasizm - dominacja jednej rasy nad drugą; historycznie zazwyczaj białej, obecnie czarnej w wielu krajach zachodu m.in. USA
  • ageizm - dyskryminacja ze względu na wiek; zazwyczaj dotyczy ludzi starszych mających problemy na rynku pracy; odnośnie ludzi młodych używa się terminu adultyzm
  • uwiedzenie - wykorzystanie zakochania lub/i zauroczenia osoby do własnych celów

Zachowanie i przeciwdziałanie

1. Zwracanie uwagi na zachowanie ludzi znajomych - stałe poddenerwowanie, nietypowe pytania, nietypowe działanie w zakresie zawodowym lub rodzinnym.
2. Nagłe pojawienie się w życiu dobrze nam znanej osoby kogoś popularnego - ciągłe opowiadanie o nim, wymiana wiadomości czy rozmawianie z nią, wiedza o miejscach pobytu osoby popularnej.
3. Ciągły kontakt pomimo niechęci osoby - nie lubię tej osoby, dlaczego cały czas do mnie dzwoni, pisze itp.
4. Uznawanie kogoś przypadkowego, ledwo poznanego za przyjaciela - próba bliskiego, intymnego kontaktu tuż po poznaniu.
5. Naprzykrzanie się.
6. Próba złamania lub złamanie moralności naszej lub naszych bliskich.
7. Dziwna niechęć w stosunku do męża/żony.
8. Odtrącanie bliskich.
9. Nagłe popełnianie przestępstw.
10. Odcinanie się od świata.
11. Życie w permanentnym kłamstwie.

Podsumowanie

Do wpisu przekonała mnie osoba Justyny Steczkowskiej i jej przygoda ze stalkerem, a także własne doświadczenie w tej materii. Pomagając osobie prześladowanej pomagamy też pośrednio prześladowcy jeżeli ma problemy psychiczne. Gdy zauważymy, że nasz znajomy może kogoś prześladować pomożemy mu i co najmniej jednej osobie. Nie chodzi o prowadzenie własnego śledztwa. Nie bójmy się być ludźmi.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

23 czerwca 2014

Stereotypy

Krzywdzą odbiorcę jak i dawcę, kłamią w żywe oczy, odbierają radość z życia - takie są stereotypy. Sam się o tym przekonałem, sam zastosowałem, od innych o nich usłyszałem. Walka z wiatrakami - no cóż i takie bitwy trzeba stoczyć, by się czegoś nauczyć.

Miejsca

Jadąc do Warszawy niedawno zastanawiałem się co będę robić poza umówionym spotkaniem. Przecież to "nie jest kraj dla kretynów", to Sosnowiec ino troszka wjynkszy, wieś, że ni ma co. Pierwsze obrazki jakie zobaczyłem były nocą około godziny 0:00 - nie zachwyciły. Ale mówię sobie - dasz radę. Południe w ciągu nocy zwiedzone. Trudno - inaczej się kasę marnowało. Kilka godzin później w słonecznym świetle poszedłem w kierunku starego rynku. I tutaj mnie zamurowało. Odkryłem, że Warszawa jest jak Fiona: za dnia piękna w nocy zaś szkarada. Miasto bardzo mi przypomina Katowice, które uwielbiam. 

W ten sposób - nie ma innego - złamałem stereotyp, który tkwił we mnie niemal od dzieciństwa. Taki typowy obraz dla Ślązaka najczęściej już starego pokolenia - Warszawa to wielka wieś, Sosnowiec powiększony, pełny wyzysku i chamstwa. Kraków z kolei to miasto pełne kujonów, które myśli o sobie jak o centrum zapatrzone w swoją przeszłość. Sosnowiec - mała Warszawa, jej najdalej wysunięta na południe dzielnica. Po drugiej stronie Niemcy - kraj tysiąca doskonałych detergentów i rozwiązań prawnych. Bajery - choć Niemcy to mają to samo, ale w stopniu doskonałym.

Ludzie

Odczarujmy tego demota!
Spotkanie. Warszawiak, zna się na modzie, pisze, pomaga ludziom, więc pewnie "czajniczek", wychudzony, z damskim głosem i specyficznym szaliczkiem. Na szczęście 99% tego się nie sprawdziło i spędziłem popołudnie w super atmosferze. Przyczyna ta sama - stereotypy. Ograniczają bądź nie pozwalają w pełni poznać człowieka. Tutaj jest jednak sprawa bardziej skomplikowana. Powodem są trzy wyjścia: trwanie w takim myśleniu, olewanie go bądź potwierdzanie przez pewnych ludzi. Wybór należy do każdego.

Potwierdzających powinniśmy jednak obnażać. Zniechęcają oni bowiem do kontaktu bądź promują - świadomie bądź nie - pewne obrazki. I tutaj po raz pierwszy powołam się na dwie osoby z życia publicznego: T. Terlikowskiego i R. Biedronia. Mają więcej wspólnego niż im się może zdawać - obydwoje promują wizerunek krzywdzący obywateli.

Pierwszy - redaktor internetowej Frondy swym językiem i wypowiedziami kształtuje obraz katotaliba z podróżnym zestawem do rozpalania stosów. Język jakiego używa w swej twórczości jest wątpliwej jakości, a niekiedy można się zastanowić czy jest profesjonalny. Wypowiedzi pisemne jak i ustne tchną swą agresją, a czasem nawet głupotą. Jego ataki na różne mniejszości czy związki są powszechnie znane i odbijają się na wszystkich katolikach. Sam jestem czasami oceniany przez jego pryzmat.

Drugi - poseł na sejm III RP. W tym miejscu zacytuję jednego homoseksualistę: utrwala stereotypy geja jako cioty, który jest zewsząd atakowany, nie ma chwili spokoju, miękka klucha, baba po prostu; nie stanowi on funkcji reprezentatywnej dla nas, bowiem stwarza więcej szkody niż pożytku. Nic więcej dodać tylko wyciągać wnioski.

Przyczyny

Pierwszą z nich są tzw. szufladki, czyli kategoryzacja ludzi wg naszych osobistych kryteriów. Przykładem może być kolor włosów: blondynka - głupia, ruda - ostra w łóżku, brunetka - stara się być mądra. Niemal każda kobieta zostaje natychmiast zasunięta w którejś z tych kategorii, które mają oczywiście jeszcze wiele innych schowków. Wraz z nią działa tzw. przeniesienie, które jest również opisane na powyższym schemacie - widzę blond to nie obchodzi mnie zbytnio co mówi, bo pewnie głupia, ale "dupa". 

Kolejną są wydarzenia historyczne i spięcia kulturowo-religijne minione jak i obecne. Najbardziej znanym przykładem są Niemcy, Rosjanie czy muzułmanie. W każdej epoce czy kontakcie wywoływali reakcję obronną w Polakach toteż ci bronią się rękami i nogami przed nimi utrzymując stereotypy pokoleniami.

W przypadku kultu ciała mamy do czynienia z tzw. twarzyzmem, czyli korzystaniem z psychologii i uwarunkowań kulturowych podkreślających dominację mężczyzny. Działa to w sposób następujący: pokazywanie twarzy sprawia, że osoba ta w oczach innych staje się mądrzejsza, ważniejsza - sama psychologia - tak ukazywani są mężczyźni w mediach. Kobiety natomiast pokazuje się całe co jest odbierane przez psychikę jako postawa mniej inteligenta. 

Jakie znacie stereotypy? Czy kiedyś was zaszufladkowano? Piszcie.

Krzychu

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

4 czerwca 2014

Foch z przytupem i melodyjką!

Pewnego letniego dnia, gdy byłem w Szkocji zadzwonił do mnie mieszkaniec tego kraju. Zauważył moje ogłoszenie na jednym z portali i zachęcony tym, że studiuję teologię zapytał czy byłbym w stanie pójść w niedzielę do jego matki i po prostu z nią pogadać, ponieważ on nie może, a nie chciałby by była samotna. Jednocześnie zależało mu, aby tą osobą był katolik. Zaintrygowany, nie bez obawy, zgodziłem się. Bardzo uprzejma Pani, której drugi syn - zakonnik wykłada w Wiedniu teologię u franciszkanów. Rozmowa bardzo ciekawa. W pewnym momencie powiedziała, że cały czas mówię "ja", dlatego mam takie a nie inne problemy. Na początku zrzuciłem to na barki mojego angielskiego - nie miałem go nigdy w szkole, a to co umiałem nauczyłem się z filmów, muzyki i czasem z ulicy. Jednak po powrocie do domu zdałem sobie, że nie jest to wina języka, ale mojego egoizmu. To właśnie o nim będzie ten artykuł.

JA i Bóg

W tej najważniejszej relacji dla naszego życia nie ma miejsca na ani odrobinę egoizmu. Gdy się wkradnie - wiedzcie, że za chwilę będą się działy złe rzeczy. Osoby egoistyczne, do których niestety się zaliczam, mają ogromne problemy z modlitwą. Nie radzimy sobie ze skupieniem ani wygospodarowaniem czasu. Przytłacza nas to, gdyż jest wiele "ciekawszych" spraw do załatwienia, filmów do obejrzenia, muzyki do przesłuchania... Msza również zdaje się niekończącą opowieścią, ponieważ słowa kapłana i odpowiedzi ludzi lecą, lecą i lecą w nieskończoność - a przecież jest tyle innych spraw. Jak poranną modlitwę jestem w stanie odmówić porządnie to już niemożliwością prawie staje się jej wieczorny odpowiednik. W wyniku skupieniu na sobie wszystko klęka - a później się dziwimy, że nie słyszymy Boga, że On nas nie wysłuchuje, że jest zło na świecie, że ludzie kradną, że....

Podobnie dzieje się z wymogami moralnymi. Nic nam nie odpowiada - ja muszę dokonać masturbacji, bo mnie rozniesie! Ja muszę być najlepszy na roku! Co tam miłość. Przecież mi musi być dobrze. Dopiero wtedy będzie dobrze i świat będzie piękny. Daj ściągnąć - przecież każdy tak robi! Co tam, że inni się uczą i zyskują gorszą ocenę. Nie moja sprawa. Co z tego, że to państwowe - jak wezmę sobie jedną ryzę papieru nikt nie zauważy. Przecież każdy tak w tym kraju robi. Wszędzie usprawiedliwienia. Każdy moment musi się zgadzać ze mną. Nie ważne, że inni pracują, przestrzegają prawa... Polityk kradnie to i ja mogę!

JA i ty

Musisz mnie zaakceptować w 100%, bo inaczej z nami koniec. Musisz dać dowód naszej miłości! Musisz mi dać trochę, bo się przyjaźnimy. Kościół musi się zmienić, bo ja chcę inną kobietę za żonę. Ksiądz musi mi udzielić sakramentu, bo od tego jest. To tylko przykłady niszczące miłość, przyjaźń czy po prostu więź i wspólnotę z innymi. Przecież wszystko musi się kręcić zgodnie z moimi zasadami. Albo się do nich dostosujesz, albo wypadasz z gry. Na twoje miejsce jest o wiele więcej (?) chętnych. Idź do pracy, a nie pożyczaj. Zarób sobie! Nie pomogę ci, bo ... - wstaw każde kłamstwo. Szczerość nie popłaca, a miłość jest fajna, ale to ty mnie kochaj.


JA

Nie ważne czy to relacja z Bogiem czy z drugim człowiekiem - egoizm skazuje cię na samotność. Wymogi moralne są bezwartościowe. Nic się nie liczy poza mną. Takie postępowanie prowadzi do ruiny, depresji, pustki i bez sensu życia. W skrajnych przypadkach nawet do samobójstwa. Przypatrzmy się naszym wypowiedziom zanim obudzimy się z ręką w nocniku.

A jak walczyć z tym? Póki co odkryłem jedną skuteczną metodę - asertywność. Np. jeżeli chcesz pączka, bo go musisz mieć. Nie koniecznie masz smaka, ale widzisz i chcesz - powiedz nie! Gdy widzisz, że chcesz czegoś, a nie ma w tym wyższego dobra - odmów sobie. Nie piszę o całkowitej ascezie, ale o rozsądnym korzystaniu z życia. Jeżeli będziesz potrafił kochać siebie - co stanie się po wyzbyciu egoizmu - wtedy będziesz mógł budować prawidłową relację z Bogiem i drugim człowiekiem. 

Zastanów się co tracisz! Wszelkie pytania proszę zadawać na dole bądź na skrzynce mejlowej - adres u góry w zakładce kontakt.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

21 maja 2014

Nie dość, że amerykańska czarnucha to jeszcze żydówka

Od tej parafrazy rasistowskich słów jednego z naszych wykładowców chciałbym poruszyć temat nietolerancji i agresji. Temat ten niezwykle trudny i wymagający. Musi być przemyślany, gdyż jedno niewłaściwe słowo może zniszczyć rodzącą się więź z Chrystusem.

Zacznę więc od zapożyczenia definicji ze słownika PWN:
tolerancja - «poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych»
agresja -  «wrogie, zaczepne zachowanie się; też: silne negatywne emocje wywołujące takie zachowanie»
Widzimy teraz dokładnie z czym mamy do czynienia.

Nietolerancja i agresja a niewolnictwo

Można powiedzieć, że niewolnictwo jest tak stare jak osiadły tryb życia o ile nie starsze. Nieobce jest również wierze chrześcijańskiej i kulturze o podbudowie żydowskiej czy judeochrześcijańskiej. Wzmianki możemy znaleźć bez problemu już w pierwszych księgach Starego jak i Nowego Testamentu. Rewolucją jednak w stosunku do wszystkich było to, że żydzi musieli wypuszczać niewolników swojej narodowości co pięćdziesiąt lat - było to spowodowane rokiem szabasowym. Wtedy to też Prawo ulegało małemu "rozluźnieniu". Inaczej się sprawa miała z cudzoziemcami - ci byli ich własnością na zawsze. Wszystkie ościenne państwa nie robiły takiej różnicy. Ponadto niewolnicy izraelscy mieli szczególne prawa - nie mogła im zostać narzucona praca niewolnicza, a jedynie najemna.

Chrześcijaństwo odrzuciło koncepcję niewolniczą. Nie oznacza to jednak, że wchodząc do określonej kultury w pierwszych wiekach czyniło rewolucję. Można powiedzieć, że była to praca u podstaw, która trwała cztery do pięciu wieków. Wtedy też zakończyło się całkiem niewolnictwo starożytne i zostało zakazane w krajach chrześcijańskich. Średniowiecze wprowadziło system uzależnień, jednak nigdy nie była to praca niewolnicza.

Po raz kolejny niewolnictwo pojawiło się w kontekście odkryć geograficznych - związane było ono z pojmowaniem cywilizacji europejskiej jako górującej ponad innymi, które uważano za barbarzyńskie. W związku z tym nie widziano problemu w zniewalaniu "dzikusów z Afryki", którzy nie mieli praktycznie żadnych szans na swoją obronę. Tutaj wszystkie wyznania chrześcijańskie równomiernie walczyły z niewolnictwem - zaczynając od papieży a na zwykłych księżach kończąc. Świetnym przykładem dla ilustracji tego mogą być tzw. redukcje paragwajskie, gdzie jezuici pokazywali europejczykom, że rdzenni amerykanie są ludźmi takimi jak europejczycy.

Można więc powiedzieć, że niewolnictwo zrodziło się w początkach kultury postchrześcijańskiej, której narodziny zaczęły się około powstania protestantyzmu. Wiązało się to z rozluźnieniem moralności, której i tak już w większości krajów w warstwach bogatych społeczeństw nie było. W wyniku tych głównych oraz innych pobocznych przyczyn nie przejmowano się losem "podludzi", których traktowano jak mówiące i myślące zwierzęta.

Rasizm


Klux podczas zabiegu wykonywanego
przez czarnoskórych pracowników
szpitala
Przyczyną dla tej czarnej części historii człowieka było ww. niewolnictwo. Po wielu setkach lat w umysłach wielu ludzi zrodziło się myślenie: "biały - pan i człowiek", "kolorowy - człowiek?". Biali nie potrafili wyjść z tego myślenia, a innym do teraz jest trudno. Wywołało to - szczególnie w USA - neorasizm, który polega na agresji i dyskryminowaniu wobec białych przez czarnych, Latynosów oraz rzadko kiedy Azjatów. Historycznie silną pomocą dla rozwoju tego ruchu było szoah zaplanowane i dokonane przez Hitlera. Był to szczyt cywilizacji panów, którzy chcieli zlikwidować "niepotrzebne podgatunki" takie jak żydzi, cyganie, Słowianie czy w konsekwencji czarni. Współcześnie do tych tendencji nawiązują Ku Klux Klan, neonazistowskie partie polityczne, fanatyczne ruchy nacjonalistyczne oraz wiele zwykłych ludzi. Przyczynami mają być ich wielka dzietność oraz silne pielęgnowanie religii i kultury przodków (np. Pakistańczycy i Polacy w Wielkiej Brytanii).

Seksizm

Feminizm powie, że wina Kościoła, a Kościół powie, że tak nie jest. I w jednym stwierdzeniu, i w drugim jest coś prawdy. Chrześcijaństwo wchodzi zawsze w kulturę i jak może tak pracuje z nią, aby to co złe zlikwidować, a co dobre pielęgnować. Seksizm niósł dalej tak jak zastał, a nawet pielęgnował - do tej winy Kościół Katolicki przyznał się i przeprosił dopiero w XX wieku. W konsekwencji dopuszczono kobiety do wielu czynności, do których nie miały dostępu dotychczas. Po uważnym przyjrzeniu się kobietom w Piśmie Świętym zauważono ich niebywałą rolę - Ewa, która jako pierwsza dostała obietnicę uwolnienia od grzechu; Sara, która po menopauzie urodziła; Maria, która urodziła Zbawiciela i została zachowana od grzechu pierworodnego; Maria Magdalena - apostołka apostołów. Można by wymienić wiele przykładów kobiet oraz odniesień do płci pięknej. Nie małą rolę odegrała w tym również ortodoksyjna (wierna nauce Kościoła) teologia feministyczna. Jest ona niejako schrystianizowaną wersją pierwowzoru, który nadal twierdzi, że nie zrobiono nic lub prawie nic, by zaprzestać dyskryminacji kobiet w Kościele. Ponadto lewicowe feministki - nierzadko niewierzące i/lub wrogie Kościołowi - domagają się święceń dla kobiet,innego podejścia do kwestii posiadania potomstwa czy ogólnej zmiany w podejściu do seksualności. Jest to jednak niemożliwe, bo sprzeczne z Pismem Świętym i Tradycją KK, na których się opiera. Poza tym większość katoliczek, chrześcijanek nie godzą się z ich postulatami, ponieważ nie widzą w nich sensu. Cała sprawa seksizmu jest o wiele bardziej skomplikowana o czym może świadczyć mnogość publikacji, do których odsyłam.

Co wy myślicie o niewolnictwie? Co możecie napisać o rasizmie i seksizmie? Boicie się islamu? Do dyskusji zapraszam poniżej ;)
Krzysiek

PS O Kościele wobec homoseksualizmu możecie przeczytać tutaj.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

14 maja 2014

Miłość ci wszystko wybaczy...

Są sprawy trudne i trudniejsze. Historie dziwne, straszne, śmieszne czy wzruszające. W każdej z nich możemy kogoś urazić nie zdając sobie z tego sprawy. Jednak co się stanie, gdy ktoś nadepnie nam na odcisk, zrujnuje konkretną sytuacją lub po prostu życie? Czy można, należy wybaczyć tej osobie? W swojej opinii, którą przedstawię na końcu, poszukam podpory w historii czterech różnych osób i pokażę, że wszystko jest możliwe.

1. Ojciec alkoholik i maltretowane dziecko - Tim Guénard
Facet odrzucony przez matkę, która przywiązała go na pewną śmierć do słupa na całą noc. Po tym wizyta, bo nie można nazwać tego mieszkaniem, w domu ojca, który pobił go do nieprzytomności i zmiażdżył mu kości nóg. Trzy lata w szpitalu sam - bez odwiedzin kogoś bliskiego. Później poprawczak, ulica, bezdomność i trzy marzenia. Został mistrzem Francji w boksie, był szefem gangu, chciał zabić ojca. Trzeciego nie spełnił z czego jest teraz dumny i zadowolony, gdyż po spotkaniu z zakonnikiem należącym do wspólnoty Arca postanowił przebaczyć rodzicom - i ojcu, i matce. W marcu odwiedził nasz kraj ze swoją opowieścią. Nadzieja na możliwość wybaczenia. Więcej poszukujcie tutaj.

2. Molestowana przez brata - Agnieszka
Mam na imię Agnieszka, mam ponad dwadzieścia lat i jestem na Drodze Neokatechumenalnej od 8 lat, a właściwie od dziecka - mam to szczęście, że moi rodzice też do niej należą. W pewnym wieku, którego już dziś dokładnie nie mogę określić (jakoś między 5. a 7. rokiem życia) doświadczyłam sytuacji niezrozumiałej dla mnie jako dziecka. Byłam wykorzystywana seksualnie przez własnego brata. Nie trwało to długo, ale w psychice i w sercu zdążyła utworzyć się rana. Nie rozumiałam co się stało. Gdy w wieku około 13 lat dotarło do mnie, że mam okropną skazę na sercu, zbuntowałam się przeciw religii i przeciw normalnemu życiu w ogóle. Nie potrzebowałam wiary. Robiłam rzeczy głupie. Eksperymentowanie na środkach odurzających, wdychanie różnych rzeczy… Cięcie się i upijanie było czymś, co uwielbiałam. Tylko w ten sposób mogłam uśmierzyć ból, którego tak naprawdę nie potrafiłam opisać. Pijąc, traciłam głowę, więc nie czułam bólu. Kiedy alkoholu zabrakło, raniłam się, aby uśmierzyć ból fizyczny psychicznym. Gdy rodzice dowiedzieli się o katechezach (zanim wejdziesz na drogę, musisz uczestniczyć w katechezach), namawiali mnie, abym poszła. Czułam tylko niechęć. Dlaczego mam być bliżej Boga, skoro zadał mi tyle cierpienia? (...) Po co otwierać się na kogoś, kto dopuszcza do ludzi takie straszne historie, zsyła cierpienie? Całe szczęście, że katechiści mieli wobec mnie wiele cierpliwości, za co do dziś dziękuję Bogu. Było ze mną tak źle, że w pewnym momencie urodziły się we mnie myśli samobójcze. Życie nie miało sensu. Trwało to dość długo, aż w końcu uległam. Jechałam na liturgię. Choć właściwie nie wiem, co chciałam tym osiągnąć. Zapewne znów chciałam zwrócić na siebie uwagę, pragnęłam, by w końcu ktoś mną solidnie potrząsnął. W torbie miałam mocno naostrzony nóż. Jadąc modliłam się by Bóg mi wybaczył, co można uznać za niezły bałagan, jaki miałam w głowie. Z jednej strony nie chciałam mieć z Bogiem nic wspólnego, a z drugiej chciałam, by mi wybaczył, bo kołatały się we mnie myśli, że Bóg daje życie i Bóg je odbiera. Stojąc w przedsionku zaczęłam się ciąć, a mnie z każdym jego pociągnięciem ogarniało coś, czego nie mogłam opisać. Z jednej strony myślałam „po co mi to?” a z drugiej „co ty głupia robisz, nawet nie potrafisz porządnie się pociąć”. Nagle zabrakło mi sił, fizycznych i psychicznych. Zeszłam do wspólnoty wiedząc, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Domyślacie się co potem się stało? Przerażenie, szpital… Przyjechali po mnie rodzice i wypisali mnie. Po tym wszystkim przez 3 dni czułam kompletną pustkę, brak jakichkolwiek uczuć.  Leżałam i patrzyłam w okno.  Myślę, że dzięki osobom, które się za mnie modliły, wróciłam do życia. Powiedziałam sobie, że inaczej to musi wyglądać, że musi być coś, co sprawi, że przestanę czuć ten ciągły ból. Mijały dni i miesiące. Starałam się. Różnie to wychodziło, bo tylko gdy otworzysz się prawdziwie na Boga, możesz się zmienić. Raz było dobrze, a raz upadałam. Kiedy w końcu wydawało mi się, że zaczynam żyć, przychodziły doświadczenia, a demon nie dawał mi zapomnieć o bólu. (...) Moje relacje z bratem były żadne. Udawaliśmy, że nic się nie stało. Nigdy nie myślałam, że któregoś dnia Bóg da mi na tyle odwagi i miłości, by z nim porozmawiać, nie wspominając o możliwości przebaczenia. Stało się to po paru latach. Podczas rozmowy nie czułam żalu ani urazy. Zrozumiałam też, dlaczego w swoim czasie odszedł od Boga - nie chciał być blisko, bo miał świadomość tego, co zrobił. Może ktoś z was pomyśli, jak to jest możliwe? Powiem szczerze, że na chłopski rozum nie jest to w ogóle możliwe. Jednak gdy otwierasz się na Boga, i faktycznie chcesz, żeby twoje życie się zmieniło, to jest to w pełni możliwe.

3. Zgwałcona matka, córka gwałciciela oddana do adopcji - Monica Kelsey

Historia niezwykła szczęśliwej kobiety, do której pewnego dnia dzwoni biologiczna matka i prosi o spotkanie. Ale to nic - ta jej wyznaje, że pewnego dnia została zgwałcona przez jednego z członków rodziny. Wówczas w USA była aborcja nielegalna, ale były kliniki nielegalne. Matka się przestraszyła przestępstwa i oddała dziecko do adopcji. Nie wiedziała nawet jak wygląda ani jakiej jest płci. Po wielu latach wybaczyła oprawcy i to samo po śmierci biologicznej matki zrobiła córka. Jej krótkie streszczenie możecie przeczytać tutaj, a jej bloga tutaj. Polecam

I co z tego wynika? Wybaczyć można zawsze i wszystko. Chrystus w tym pomaga. Brak przebaczenia niszczy nasze wnętrza - nieważne co się stało, jak mocna jest rana. Podstawowym błędem jest  postrzeganie przebaczenia jako słabości. Przebaczyć nie oznacza zapomnieć, ale wyciągnąć lekcję, dać sobie z powrotem bezpieczeństwo, które ktoś kiedyś zabrał. Nie oznacza również braku sprawiedliwości - jednak doświadczenie pokazuje, że miłość przebaczająca jest tak ogromna, że rezygnuje z niej - w znaczeniu chęci jak największego ukarania. Pamiętajmy, że chronić trzeba innych i gdy mamy wybór: zranić kogoś bardziej niż nas zraniono albo wymierzyć sprawiedliwość - moim zdaniem - należy z niej zrezygnować (FacetemJ.). Jest to jednak sprawa do rozważenia indywidualnego.

Jeżeli myślicie inaczej - pole pod postem należy do was ;)
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

6 maja 2014

Holender to gej, a Szwedka to lesba

Takie są stereotypy - a one są dobre na tytuł posta ;) Jest to obiecany suplement do wpisu Kocham cię kochanie moje... O samej miłości będzie niewiele acz treściwie.






Zdaje się, że w podejściu do homoseksualizmu w kościele są cztery różne drogi:
  • to cioty, które zagrażają światu i dlatego je tępimy, odrzucamy

Tą grupę zdaje się reprezentują ludzie, którzy mają albo sami problemy ze swoją seksualnością, albo są zwykłymi fanatykami. Jest to podejście obce nauczaniu Kościoła (nauczanie Kościoła to nie nauczanie poszczególnych księży). Wiąże się ono z przemocą pośrednią i bezpośrednią w aspekcie duchowym, psychicznym jak i fizycznym.
  • to geje, którzy są winni rozpadowi moralnemu społeczeństwa i należy ich zostawić, żeby umarli w grzechu

Jest to podejście nieco lepsze od powyższego jednak również obce Magisterium Kościoła. Wiąże się ono z brakiem miłosierdzia wobec bliźnich, ale również z tzw. grzechem cudzym - nie zrobiłeś nic, aby uratować bliźniego od kary potępienia.
  • to homoseksualiści, z którymi można i należy dyskutować - nic na siłę - aby pokazać im konsekwencję ich czynów przy jednoczesnym miłosierdziu wobec nich (<== tutaj jestem ja)
Jest to nauczanie zgodne z wizją Kościoła, ponieważ zakłada potępienie grzechu sodomskiego przy jednoczesnym niepotępieniu osoby i umiejętności rozmowy z nią. Wymaga to niekiedy ogromnej dozy cierpliwości, ale warto, bo niekiedy są to naprawdę wartościowe osoby ;) Ponadto wiąże się to z uznaniem miłosierdzia wobec tych osób, upomnieniem ich o konsekwencji czynów, a także osobistym świadectwem co jest nie bez znaczenia.
  • to geje, których należy akceptować, bo tacy się urodzili i na pewno Bóg tego chciał, a Pismo Święte jest w tej kwestii nieaktualne i się myli
Jest to postawa obca w ogóle chrześcijaństwu z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy - moralność Biblijna nigdy nie staje się nieaktualna co powiedział sam Jezus o wypełnieniu Prawa (por. Mt 5, 17-20). Drugie - Bóg się nie myli, a musiałby to zrobić zaprzeczając sobie. Poza tym logicznie myśląc - ludzie rodzą się z różnymi dysfunkcjami, defektami, zaburzeniami czy chorobami, których nie akceptujemy.

To jako krótki wstęp o miłości między homoseksualistami.

Z mojego doświadczenia pracy z homoseksualistami czy zwykłych kontaktów z nimi muszę przyznać - istnieje taka miłość. Dla ogromnej rzeszy ludzi jest to szok, aczkolwiek uzasadniony brakiem głębszych relacji z takimi osobami (spokojnie - jestem hetero). Dolewając oliwy do ognia - nie jest to miłość taka sama jak u pomiędzy kobietą czy mężczyzną. Nie chodzi mi w tym tylko o możliwość jej rozwoju w taki czy inny sposób, ale o jej przyczyny. Zauważyłem sam, że jest kilka rodzajów "ich" miłości - skrzywiona miłość przyjacielska, w której źle są odbierane pewne sygnały; przywiązanie wiążące się z akceptacją i potencjalną stałością i oparciem oraz źle interpretowana czułość męsko-męska (coś na kształt kontaktów dorosłego syna z ojcem lub element przyjaźni męsko-męskiej). Owszem mogę się mylić. Wychodząc od tych przyczyn dochodzę do wniosku, że jest to po prostu miłość niedojrzała, szczeniacka. Powtórzę na koniec tego akapitu - to jest moje zdanie.

Na sam koniec przedstawię swój podział homoseksualistów na przykładzie zdjęć, który wiąże się u mnie z określonym podejściem do nich.

1. Pedał - osoba zniewieściała, z której czasami się śmieje (a wraz ze mną nie raz inni faceci lubiący facetów), aktywnie tańczy na paradach równości i ma charakterystyczny głos niewiadomego pochodzenia.

2. Gej - osoba, która ma pewne zniewieściałe odchylenia - śmieszne, ale znośne. Nie śmieje się z niej, bardziej współczuję, ale jej tego nie okazuję i staram się normalnie z nią rozmawiać.

3. Homoseksualista - zdawałoby się facet jak każdy inny, którego jedynym problem jest pociąg do seksu z facetem, no i może związków, ale nie afiszuje się z tym (nie chce i nie ma zamiaru).
PS Z lesbijkami (poza jedną kiedyś - mejlowo) nie miałem kontaktu, tylko czytałem, więc trudno mi coś napisać.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

25 kwietnia 2014

Kocham cię kochanie moje...

Dwa słowa: miłość, kochać - to najbardziej pożądane wyrazy ludzkości. Każdy chciałby się znaleźć w ich objęciu. Jednak coraz częściej mówi się, że miłość to proste reakcje fizyczno-chemiczne zachodzące gdzieś w przysadce mózgowej. Mimo tego całego naukowego języka, ich racjonalizacji i wszystkiego co poznaliśmy nic się nie zmieniło.

W czasie i przestrzeni różnie nazywano miłość kładąc nacisk na wielość jej aspektów. I tak grecy mówili o jej trzech wymiarach: agape, eros i phileo. Przejęła to teologia chrześcijańska dodając coś od siebie i określając nie tylko ich zależności, ale również ich granice:
- agape - miłość wzniosła, niecielesna, należąca w pewien sposób do cech naszej duszy, a w pełni obecna w relacji Boga do człowieka
- eros - miłość pożądliwa, cielesna, należąca do kochanków i w nich w pełni obecna, spełniająca się w sypialni jednak nie obca Bogu w Jego relacji do ludzi
- phileo - miłość przyjacielska, pomiędzy przyjaciółmi czy rodzeństwem.
W samym Piśmie Świętym nie ma rozróżnienia pomiędzy agape i phileo, a eros pojawia się sporadycznie - można policzyć na palcach jednej dłoni. O miłości w rozumieniu chrześcijańskim pisze Benedykt XVI w encyklice "Deus caritas est". Jest to tekst o stopniu trudności, który człowiekowi ze średnim wykształceniem nie powinien sprawiać trudności.

Tyle teologia - a co ze strony pozanaukowej? Tutaj sprawy nabierają znaczenia bardziej cielesnego i psychologicznego. Z jednej strony bajki, filmy i seriale takie jak: "P.S. Kocham Cię", "Czas na miłość", "Czarodziejka z księżyca", "Kraina lodu", które pokazują miłość międzyludzką w sposób wyidealizowany, chcące powiedzieć, że jest to siła w człowieku, która daje życie wielu ludziom. Z drugiej strony natomiast tandetne komedie romantyczne, filmy pornograficzne, które sprowadzają miłość do uczucia i seksu, fizjologii, bo bycie z drugą osobą, gdy się nie czuje "motylków w brzuchu" lub nie przespało się z nią po roku bycia razem jest bez sensu. Takie uproszczenia szkodzą już człowiekowi od samego początku, od dzieciństwa, czego ludzie są świadomi (wyraz temu niekiedy można znaleźć nawet na kwejku (: ) - dzieci, które się zastanawiają czy mając 10 lat nie są za stare na bycie dziewicą lub "faceci", którzy zdradzają, „bo Agnieszka miała większe cycki niż moja”. Miłość to sprawa indywidualna, o którą powinniśmy troszczyć się wspólnie, aby była prawdziwa.

Z tymi aspektami wiąże się również jak najbardziej czasownik: kochać. Jest on odmieniany przez wszystkie osoby i czasy co chwila. Nie pozostaje to bez znaczenia dla mojego żołądka. 

Dlaczego jestem przeciw? Bo w ten sposób słowo to traci swe znaczenie i swą siłę. Może dlatego faceci tak rzadko mówią to swojej wybrance - by nadal było czymś wyjątkowym? W sumie ciekawe…Jednak nie o tym teraz. Naprawdę, dziwię się ludziom, gdy mówią to komuś po pierwszym spotkaniu (a nawet piątym). Równocześnie żal mi dziewczyn (choć nie zawsze), gdy widzę, że facet tylko w celach łóżkowych to mówi. Ja sam się wzbraniam przed używaniem tego słowa póki nie poznam kogoś, kto jest warty, by mu to powiedzieć.

Odnośnie miłości u osób homoseksualnych, biseksualnych i innych orientacji (w końcu mamy 23 płcie wg facebooka xD) myślę, że warto napisać kiedyś suplement.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

23 kwietnia 2014

Głęboko

Jezus mógł zejść z krzyża, ale wolał powstać z grobu. 
Aureliusz Augustyn z Hippony

Zdanie typowe dla Augustyna – wielkiego myśliciela, czciciela, ale przede wszystkim chrześcijanina. Obraz typowy dla Kościoła pierwszych wieków, a także mistyków lat późniejszych oraz ojców soborowych XX wieku. Ładnie brzmi, tak doniośle. Daje nadzieję na lepsze jutro – wzór nagrody za cnotę – jedną z trudniejszych do uzyskania – posłuszeństwo woli.

Niby nic, a jednak coś. Choć czasem to coś to o wiele za mało. Skąd taki wniosek? Porusza to wielu, wiele osób dzięki temu żyje bądź żyło – równie tylu przyprawiło to o śmierć. I nie jest to przesada. Perpetua i Felicyta, ojciec Pio – z drugiej strony Nick Vujicic, ojciec Bashobora. Przykłady mnożą się w głowie, że jakby wszystkie je tutaj wypisać miejsca na księgi na całym globie by nie starczyło.

Czy On wolał wstać z grobu? Czy nie prościej było zejść z krzyża? A co z modlitwą w Ogrójcu? Co z pytaniem o możliwość rezygnacji – czyż nie chciał zrezygnować? Chciał jak najbardziej – jak każdy normalny człowiek. Jednak w Nim było coś więcej co i teraz każdy ma z nas nie będąc tego świadomym. Wszyscy bowiem zostaliśmy zrodzeni z Ducha. Jezus miał Ducha, bowiem jest z Nim w komunii – podobnie jak nasi rodzice. Jednak czy Duch był sprawcą tego, że pozostał do końca? Myślę, że nie całkiem. Wola bowiem odgrywa tutaj znaczącą rolę – stąd ten determinizm u wielu towarzyszy Słowa. Słowo niby broń obosieczna zadało śmierć śmierci. Ironia. Czyżby? A któż tego miał dokonać jak nie On, Strażnik grobowej deski, który znał śmierć od początku, znał każdą jej tajemnice... Widział nawet moment, w którym wdarła się do łoża małżonków w Raju – nieodłączna kochanka ludzi. Strażnik grobowej deski – ironia. Ten, który przyniósł życie stał się Strażnikiem jego końca. To nie może być ironia – to przenajlepszy w świecie trick. Swoisty dance macabre. Już słyszę oburzenie, ale kto odwraca wzrok śmierci, gdy ludzie się nawracają? Kto kradnie tych, których nikt ukraść nie mógł?

Dawca życia, który wychodzi ze śmierci. Nadal jest zgorszeniem – nawet większym niż u początku swej ziemskiej wędrówki. Wielu bowiem na dźwięk jego imienia ugina nam kolana, wrzuca w taniec, w którym Partner nas matuje i nie zezwala wejść weń. Nie ma jednak Mu równego, dlatego śmierć nawet nie zauważa, że cały czas tańczy z jednym Człowiekiem przez tyle miliardów istnień.

Życie dał nie raz. Jednak wszyscy czekają na ten trzeci etap, gdy na głos Jego ust powstaniemy na wzór tego co sam w grobowcu uczynił. Ekscytacja sięga zenitu – żywi się cieszą, martwi liczą dni, godziny, lata.

Pamiętaj człowiecze, że już nic ci nie grozi – popatrz za siebie. Co widzisz? Jak najpełniej złoty krzyż – ciężki i zimny, ale twój. Dlaczego tyle radości z powodu krzyża – bo on ci dał życie. Życie pełne, pełne miłości, radości, smutku i żalu. Nie jest to to czego oczekujesz, ale dostajesz – przyjmij dar, a krzyż się zaświeci jak latarnia na drodze. Nie pomnoży problemów, ale przywoła Klienta, który weźmie to od ciebie za darmo. Oj jaki błąd... Błąd niewybaczalny – da jeszcze Siebie.
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: