20 listopada 2016

Pielgrzymka do źródeł chrześcijaństwa w Polsce

Źródła chrześcijaństwa w Polsce możemy podzielić ze względu na dwa aspekty – historyczny i religijny. Pierwszy z nich związany jest z powstaniem państwa polskiego. Drugi natomiast z wpływem pewnych wydarzeń na ugruntowaną już wiarę w Polsce.


Należy również zauważyć, że większość pielgrzymek odbywających się poza główne sanktuaria krajowe ma charakter turystyki religijnej. Wiąże się to z wykorzystaniem czasu wolnego w celu zwiedzania innych obiektów sakralnych i świeckich aniżeli docelowe sanktuarium.

Wyjazd zaplanowany jest z terenów południowej Polski i trwa około sześciu dni. W trakcie tej podróży przemierza się centralne ziemie naszego kraju, głównie wschodnią część Wielkopolski i Kujawy. Co motywowane jest aspektami historycznymi.

Zamek w Kórniku
Tytułową wędrówkę zaczynamy w Kórniku. Jest to miejscowość o rodowodzie średniowiecznym, której historia sięga XII wieku. Wtedy była to wioska rodowa Górków, jednej z najpotężniejszych ówcześnie rodzin szlacheckich. W XV wieku po uzyskaniu praw miejskich dla miejscowości wybudowali tam zamek, który po kilku modyfikacjach dokonanych przez kolejnych właścicieli przetrwał do dzisiaj. Obecnie w zachwyt wprowadzają elementy egzotyczne – południowa elewacja wzorowana na Tadź Mahal czy pierwsze piętro inspirowane grenadyjską Alhambrą. Poza tym wrażenie na zwiedzających wywołuje kolekcja dzieł sztuki, oryginalnie zachowane wnętrza oraz arboretum z największym w Polsce różanecznikiem.

Najważniejszym punktem nawiedzonym tego dnia jest Górka Klasztorna. W czasach przedchrześcijańskich był to jeden z najważniejszych miejsc kultu rodzimego. Znajdował się tam święty gaj, po którym pozostały małe kamienne instalacje w otaczającym współczesny klasztor lesie. Ważność tego miejsca spowodowana jest pierwszymi na ziemiach polskich objawieniami maryjnymi, które datuje się na rok 1079. Wielu wierzących patriotów wskazuje, że tak wczesne nawiedzenie maryjne w kraju na wpół pogańskim świadczy o randze kraju Polan w świecie chrześcijańskim. Obecnie opiekę nad tym sanktuarium sprawują Misjonarze Świętej Rodziny, którzy oferują pielgrzymom nocleg w swoim klasztorze.

Drugiego dnia nawiedzamy miejsca ważne dla początków państwa polskiego, czyli Ostrów Lednicki i Gniezno. W pierwszym z nich miał odbyć się właściwy chrzest Mieszka I, bowiem niektórzy z historyków uważają, że książę Polan był chrzczony trzy razy. Zabieg ten służyć miał udowodnieniu, że pogańscy bogowie nie istnieją i nie ześlą żadnej kary. Obecnie na wyspie wyeksponowano paladium książęce z kaplicą, w którym też zatrzymać się miał cesarz Otton III w drodze na zjazd gnieźnieński oraz fundamenty domostwa dla służby. Jezioro, na którym znajduje się Ostrów Jan Paweł II nazwał chrzcielnicą narodową.

Nieopodal znajdują się słynne Pola Lednickie, które od niedawna znane są jako osobna miejscowość. Powstały one z inicjatywy ojca Jana Góry, którego zainspirował Jan Paweł II i jego międzynarodowe spotkania z młodzieżą. Spotkania te odbywają się rokrocznie od 1997 roku i zawsze towarzyszy im motto. Cechą charakterystyczną Pól jest wielka brama-ryba, a spotykająca się młodzież jest ubrana na biało, co symbolizować ma Nowego Człowieka.

Katedra Gnieźnieńska
Ostatnim punktem drugiego dnia jest katedra gnieźnieńska. Jest ona matką wszystkich kościołów w Polsce, pierwszą katedrą. Do 1300 roku odbywały się w niej koronacje polskich królów. Bryła budowli w ciągu wieków zmieniała swój kształt od stylu preromańskiego po zbarokizowany gotyk. Najważniejszym elementem świątyni są znane każdemu Polakowi Drzwi Gnieźnieńskie z ilustracjami z życia świętego Wojciecha oraz konfesja tegoż misjonarza Prusaków nad jego relikwiarzem. Prawdopodobnie wzorowana była na Konfesji nad Grobem Świętego Piotra w Rzymie. Na uwagę zasługują także licznie zachowane detale gotyckie oraz elementy barokowe.

Trzeci dzień to Poznań. Miasto posiadające bardzo obfitą historię, która w epoce chrześcijańskiej rozpoczyna się w 968 roku, gdy Jordan, pierwszy biskup na terenie państwa Polan, obrał je jako swoją metropolię. Swoją rangę z czasów pierwszych Piastów zachował również w państwie elekcyjnym, gdzie miał prawo uczestniczenia w wyborze władcy. W wyniku sentymentu narodowego oraz udogodnień politycznych miasto rozwijało się bez przeszkód aż do potopu szwedzkiego, po którym już nigdy nie odzyskało świetności. Warto jednak wybrać się na renesansowy rynek, gdzie oprócz ratusza i kolorowych kamieniczek znajduje się sanktuarium Bożego Ciała. Z jego powstaniem wiąże się historia o profanacji trzech hostii przez miejscowych żydów, którzy przekupili mieszczanki, aby w ustach wyniosły Ciało Chrystusa. Wyznawcy religii mojżeszowej mieli nożem profanować je, a gdy widzieli, że nic się nie dzieje postanowili je wyrzucić na pole. Tam jeden z chłopów zauważył jak lewitowały o czym poinformował lokalny kler i burmistrza. Ci na początku nie chcieli wierzyć, jednak po krótkiej chwili pobiegli zobaczyć zjawisko, a jeden z proboszczów zabrał hostie. Później w ramach ekspiacji wybudowano sanktuarium.

Najważniejszy jest jednak Ostrów Tumski – dawna wyspa na Warcie oraz siedziba miejskiego oraz metropolitarnego kleru. Najważniejszą budowlą jest tam katedra, która szczyci się tytułem najstarszej w kraju. Gotyckie wnętrza zapierają dech w piersi, choć nie są w całości oryginalne co spowodowane jest pożogą wojenną, np. średniowieczny poliptyk przywieziony z Góry Śląskiej. Najważniejsze są podziemia, które skrywają pozostałości wcześniejszych katedr, grobowce biskupów poznańskich oraz grobowce pierwszych władców z dynastii Piastów. Choć tym ostatnim dedykowana jest Złota Kaplica w części głównej kościoła.

Po obwitych dniach miejskich nadszedł czas na spokojniejszy i wyciszający dzień, który zaczyna się w rotundzie świętego Prokopa w Strzelnie. Jest to największa rotunda romańska w Polsce, która przetrwała do dzisiaj. Kroniki datują jej powstanie na XII wiek, natomiast badania archeologiczne na XIII. Nawiedzający mury tej świątyni mogą sobie uświadomić jak małoliczne były średniowieczne miasteczka. Co jednak ważniejsze – znajdują się tam elementy wyjątkowe na skalę światową: kwadratowe prezbiterium oraz XIV wieczne stacje drogi krzyżowej wykonane w drewnie.

Jedna z kolumn
Równie ważny co rotunda jest Kościół Świętej Trójcy i Najświętszej Marii Panny. Choć podobnie jak większość polskich świątyń została zbarokizowana zostały w nim zachowane oryginalne elementy romańskie. Z zewnątrz widać bryłę budowli oraz tympanon fundacyjny, który przedstawia świętą Annę z maleńką Maryją na rękach. Natomiast po jej prawicy klęczy fundator (Piotr Wszeborowic) z prostym rzutem świątyni w ręku. Druga postać kobieca nie jest znana. Ciekawą figurę ma natomiast tympanon północny, który wygląda jak połączenie łuku romańskiego z gotyckim. Ważniejsze jest natomiast wnętrze. Zabytkiem klasy zerowej są rzeźbione kolumny romańskie. Podobne zachowały się jedynie w dwóch miejscach w Europie, w Santiago de Compostela oraz Bazylika świętego Marka w Wenecji. Na podporach przedstawione są cnoty i przywary, pośród których znajduje się naga kobieta symbolizująca prawdopodobnie rozpustę. Takie przedstawienie wewnątrz kościoła jest unikatowe w czasach powstania świątyni. Z duchowego punktu widzenia niezwykły jest relikwiarz w formie ołtarza. Jest miejsce przechowywania 658 różnych relikwii, co w połączeniu z innym kościołem w Strzelnie daje sumę relikwii przewyższającą ilością wszystkie relikwie będące we wszystkich świątyniach krakowskich.

Ze Strzelna warto udać się do Kruszwicy. Nie tylko ze względu na legendarną Mysią Wieżę oraz Jezioro Gopło, które jest tłem dramatu Juliusza Słowackiego „Balladyna”. Co ważniejsze znajduje się tam była katedra biskupa kujawskiego z XII wieku. Położona niemal w centrum Bazylika Kolegiacka pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła ukazuje w pełni styl wielkich romańskich kościołów. W przeciwieństwie do wcześniejszych jej wystrój jest surowy. Interesujące są proste kamienne łuki oraz drewniane sklepienie typowe dla podobnych budowli na południe od Alp.

Na resztę dnia warto udać się do Lichenia. Jedno z największych sanktuariów maryjnych w Polsce, a na pewno z największą świątynią w naszym kraju. Historia tego miejsca kultu zaczyna się na początku XIX wieku. Wówczas jeden z żołnierzy ranny w bitwie pod Lipskiem, Tomasz Kłossowski, miał objawienie maryjne. Pewnego dnia wracając z pielgrzymki na Jasną Górę, we wsi Ligota zobaczył obraz Najświętszej Maryi Panny, który był zgodny z wizerunkiem, który widział podczas objawień. Po rozmowie z właścicielem postanowił obraz wziąć do siebie i powiesić w lasku nieopodal miejsca zamieszkania na jednej z sosen. W niedługim odstępie czasu jednak zmarł. Przed obrazem modlił się jedynie pasterz Mikołaj Sikatka, który jako jedyny pamiętał o wizerunku. Wówczas to jemu zaczęła objawiać się Matka Boska. Jego objawienia stały się znane. Prawdopodobnie z powodu proroctw jakie otrzymał, m.in. o pladze chorobowej oraz o odrodzeniu Polski, która wówczas była pod zaborami. Wkrótce uznano objawienia i wybudowano pierwszą świątynię, do której przeniesiono cudowny wizerunek. Nie ustąpiły jednak starania o budowę nowej świątyni, godniejszej Maryi. Cel udało się zrealizować w latach 1994-2004. Została wybudowana bazylika, której architektura wzbudza kontrowersje. Przez wielu nazwana sakralnym potworkiem architektonicznym.

Przedostatni dzień pielgrzymowania znowu dotyczy jednego miasta – tym razem jest nim Toruń. Oczywiście należy udać się na rynek, do kościołów Najświętszej Maryi Panny, Katedry świętych Janów czy też kościoła akademickiego. Pierwsze dwie świątynie znajdują się na trasie toruńskiego gotyku, trzecia natomiast jest przykładem baroku protestanckiego, co dla wielu może być zaskakujące. Warte uwagi na rynku Starego Torunia są jeszcze ratusz oraz kamienice – szczególnie Kamienica Pod Gwiazdą. Nie należy także zapomnieć o pomniku Mikołaja Kopernika.

Bazylika Najświętszej Maryi Panny
Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II
Ważniejsze jest jednak Radio Maryją, które kształtuje wiarę wielu milionów katolików w Polsce. Niezależnie od światopoglądu nie można odmówić temu medium siły, z którą głosi orędzie katolickie. Jego nowa siedziba znajduje się na obrzeżach miasta. Obok niej znajduje się najważniejsza budowla, cel pielgrzymki do tego miasta – Bazylika Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II.

Jest to sanktuarium narodowe, które stanowi gest dziękczynny za wybór papieża Polaka, ale także za ukochanie Polski przez Maryję. Świątynia ta w swoim kunszcie nie ustępuje wielu kościołom, których historia liczona jest w wiekach. Prezbiterium urządzone jest jak osobista kaplica Jana Pawła II w Watykanie, łącznie z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z podpisem tegoż świętego. Boczne ściany przedstawiają wizerunki największych polskich patriotów – nie tylko świętych, nie tylko katolików. Dla osób wyniesionych na ołtarze zarezerwowano przede wszystkim witraże. Chór natomiast zdobią freski przedstawiające sceny biblijne. Z drugiej strony prezbiterium znajduje się mozaika przedstawiająca Jezusa miłosiernego na świetlistym tle. W podziemiach natomiast znajduje się kaplica, w której wymieniani są z imienia i nazwiska Polacy ratujący żydów w czasie Drugiej Wojny Światowej. Najbliższa okolica świątyni stanowi integralną jej część. Znajdują się tam: droga różańcowa, naturalnej wielkości figury świętej rodziny, świętego Piotra oraz Mieszka i Dobrawy. Przed wejściem natomiast znajduje się ponad 2,5 metrowy Jan Paweł II, który stoi na moście.


Ostatni dzień to Warszawa. Zwiedzanie stolicy zaczyna się od pomnika nieznanego żołnierza ulokowanego w pozostałościach kolumnady Pałacu Saskiego. Miejsce to związane nieodzownie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli. Stamtąd należy przejść na Krakowskie Przedmieście, a konkretnie pod Pałac Namiestnikowski, w którym rezydują prezydenci III RP. To w tym miejscu swój pierwszy publiczny koncert dał młody Fryderyk Chopin. Na ulicy przy której znajduje się rezydencja rozgrywały się także ważne dla naszej ojczyzny wydarzenia, m.in. krwawo stłumiona manifestacja polskości w 1861 roku. W podobny sposób, bez przelewu krwi, potraktowano demonstrację studencką w 1968 roku. U wylotu ulicy na Plac Zamkowy znajduje się świątynia, która w XVIII wieku stała się fundacją Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli kościół świętej Anny, z którego przemawiał Jan Paweł II w 1979 roku. Przyczyniło się to do kolejnych manifestacji narodowych. Symbolem polskości Starego Miasta jest oddany do użytku w 1984 roku Zamek Królewski, na którego odbudowę zorganizowana została zbiórka narodowa. Należy także wstąpić do nieopodal położonej Katedry świętego Jana Chrzciciela, w której świętowano uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Całość pielgrzymki zakończymy w Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest jednym z najsłynniejszych i najnowocześniejszych polskich muzeów.

Krzychu;) 
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

6 listopada 2016

Kto rządzi Kościołem?

W ciągu wieków Kościół przechodził różne modyfikacje – od zmiany obrzędów i języków używanych w liturgii, przez kryzysy, podziały do nieporozumień rozwiązywanych na drodze dialogu. Zdaje się, że jedynie władza w Kościele Rzymskiego Zachodu pozostała niezmienna. Czy aby na pewno?


Na początek zastanówmy się czym właściwie władza jest. Słownik języka polskiego w definicji podaje, że są to instytucje, organy bądź osoby, które poprzez możliwości rządzenia oddziaływają na innych. W Kościele Katolickim łączymy tą definicję poprzez zastąpienie „przecinków” spójnikiem „i”. Mamy bowiem niejako trzy elementy rządzące. Pierwszym i najważniejszym jest Bóg, który przekazał nam swoje niezmienne ustawy w Piśmie Świętym. Drugim jest hierarchia kościelna, o której szerzej trochę później. Trzecim natomiast są świeccy.

Zacznę od końca. Po ostatnim soborze Kościół stara się rehabilitować osoby świeckie w życiu Kościoła. Przez wieki bowiem byliśmy odsunięci od wszystkiego co dotyczyło duchowości oraz kierunku rozwoju jakichkolwiek jednostek terytorialnych Ciała Chrystusowego. Ostatnie pięćdziesiąt lat dało świeckim prawo o samostanowieniu. Polega ona na tworzeniu wspólnot, ich hierarchizacji oraz bezpośrednim wpływie na duchowieństwo. I tak – powstanie wspólnoty w parafii zależy tak samo od inicjatywy świeckich jak i osób posiadających sakrament święceń. Ich wewnętrzna natura również zależy od nas (oczywiście pod czułym okiem Kościoła). Decydujemy się na wybór swojego reprezentanta, animatora czy też lidera, którym też się poddajemy w życiu duchowym.

Wpływać na duchowieństwo możemy różnie – zaczynając od zwyczajnego życia parafii, angażowania jej w różne akcje aż po odwołanie/przeniesienie prezbitera czy też biskupa w ekstremalnych przypadkach, np. gdy jest zamieszany w sprawy sprzeciwiające się godności biskupiej (czynny udział w polityce, posiadanie kobiety na boku itp.). Niezwykła władza spoczywa także na rękach rodziców, którzy decydują o życiu duchowym dziecka do siódmego roku życia, bowiem później dziecko nie musi słuchać rodziców odnośnie wychowania w wierze (stąd tak ważne jest świadectwo wiary). Można zatem powiedzieć, że władza świeckich dotyczy tego co jest nam najbliższe.

Władza duchownych jest nieco bardziej skomplikowana. Wynika ona ze święceń, które są trzy stopniowe – diakonat, prezbiterat i episkopat. Aczkolwiek tylko dwa ostatnie stopnie dają możliwość uczestniczenia we władzy. Biskup sprawuje władzę całkowitą w swojej diecezji. I on wystarczy do istnienia kościoła hierarchicznego, bowiem ma władzę powoływania swoich pomocników, czyli prezbiterów. Księża otrzymują od biskupa wycinek jego „zobowiązań”, np. sprawowanie liturgii. Gdyby tak wyglądała sprawa tekst mógłby być zakończony.

W grę wchodzi Tradycja, czyli m.in. Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK), Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK), encykliki. I tak pojawiają się stopnie w hierarchii Kościelnej pochodzące z poza sakramentu święceń, np. proboszcz, wikary, dziekan. Jest to hierarchia duchowieństwa. W praktyce wygląda ona następująco: wikariusz podlega władzy proboszcza i biskupa, a pośrednio papiestwu; proboszcz podlega biskupowi i pośrednio papiestwu; biskup podlega władzy papieskiej. Do Ziemskiej Głowy Kościoła o rozwiązanie problemu z prezbiterem może zwrócić się jedynie biskup, w którym inkarnowany jest prezbiter. Papież nie może sam mieszać się w sprawy kościołów partykularnych, nie ma bowiem władzy absolutnej nad każdym księdzem. Dzieje się tak bowiem papież jest biskupem. Może on jedynie nadać pewne przywileje określonym duchownym oraz obsadzić wakat w diecezji. Reszta tytułów, np. kardynał, wiąże się jedynie z pewnymi przywilejami. Nie mają dodatkowych uprawnień ze względu na noszony tytuł.

Oprócz władzy osobowej pojawia się także kolegialna, np. Konferencja Episkopatu. Nie ma ona natomiast władzy rzeczywistej nad konkretną osobą, może jedynie wydać swoją opinię lub zarządzenie dla wspólnoty wobec jednostki. W przypadku Konferencji Episkopatu danego kraju ustala ona funkcjonowanie Kościoła w danym państwie w oparciu o KKK, KPK,  przywileje nadane przez Stolice Apostolską oraz tradycję funkcjonującą w danym państwie.


Władza Boga nie ogranicza się jednak jedynie do Pisma Świętego. JHWH jest bowiem Bogiem żywym i miłosiernym wobec swego Ludu. Odczytujemy ją m.in. w sumieniu. Sumienie jest o tyle ważnym Bożym organem, że postępowanie przeciwne zdrowemu sumieniu jest grzechem. Jest ono elementem wiążącym wszystkie trzy elementy władzy.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

16 października 2016

Henrie Matisse „La Musique”, czyli kobiety na obrazach

O malarstwie można pisać wiele. Mogą to być profesjonalne opisy mistrzów, ale równie dobrze świeże interpretacje młodych umysłów. Każda ze stron ma swoje racje, przez co dochodzi do zaciętych dyskusji nad sensem i rolą sztuki.


Najwięcej estetycy mówili o tym w wieku XIX i XX, co doprowadziło do powstania wielu pięknych, ale również dziwnych kierunków w sztuce. W tyle nie pozostali również specjaliści odczytujący malarstwo, którzy stworzyli wiele nurtów interpretacji. W przypadku obrazu Henriego Matisse’a „La Musique” zaproponuję interpretację feministyczną.
Henri Matisse tworzył swoje dzieła jako dorosły mężczyzna czynny zawodowo. Z wykształcenia był prawnikiem, który pracował w sądzie w Le Cateau-Cambresis. Tam spotykał się z wieloma różnymi sprawami, które ukazały mu szerokie spektrum codziennego życia. Wykorzystał to doświadczenie, gdy w wieku 24 lat wstąpił do Paryskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Tam poznał dwóch wielkich malarzy – van Gogha i Johna Petera Russella, których dzieła wpłynęły na jego styl. W ten sposób utworzył nowy kierunek w malarstwie, zwany już  za jego życia fowizmem.
„La Musique” powstał w 1939 roku, który był przełomowy dla artysty z powodu wybuchu wojny i konieczności zmierzenia się z okrucieństwem tego czasu. Obraz ma postać średniej wielkości kwadratu (115 x 115 cm) malowanego metodą oleju na płótnie. Zawiera w sobie wszystkie charakterystyczne cechy stylu Matissa, czyli kontrastowanie czystych (nie mieszanych) barw, czarne kontury oraz typ sceny rodzajowej. Obecnie dzieło znajduje się w Albright-Knox Art Gallery w Buffalo (USA).
Dzieło przedstawia dwie kobiety uczące się grać na gitarze. Jednak są one przedstawione w sposób nietypowy. Warto sobie zadać w tym miejscu pytania: dlaczego tak? Czy jest to skutek mody, jaka kobiety wówczas obowiązywała? A może preferencje autora podsunęły taki a nie inny charakter sportretowania kobiet? Zauważmy, że mają one silne rozbudowane biodra, co może wskazywać na dowartościowanie takiej sylwetki przez Matissa. Podpowiedzią także może być kolor skóry oraz egzotyczna roślinność znajdująca się na drugim planie. Wskazuje ona raczej na egzotyczny charakter scenki rodzajowej, bliższy kulturze południowoamerykańskiej aniżeli europejskiej. W tamtych rejonach świata od zawsze liczyły się kobiety, które miały bardziej obficie ukształtowane biodra i pośladki. Na taką interpretację pozwala także pierwotny styl autora, który zwracał się w stronę kultur innych niż europejska.
Instrument, na którym gra kobieta w niebieskim kostiumie, kojarzy nam się z muzyką XX wieku. Nic bardziej mylnego. Gitara znana jest w Europie już od X wieku. Od tego czasu jest to dosyć częsty motyw malarski. W ten sposób Matisse wykazuje jedność malarstwa europejskiego, mimo próby zerwania z nim przez artystów XX wieku.

Zwróćmy uwagę także na modę prezentowaną przez kobiety. Jedna z nich ma bardzo krótką, jak na owe czasy, spódnicę. Druga z nich ma ubrane spodnie. Może wskazywać to na pozycję kobiet, które wówczas walczyły o większy zakres swoich praw. Zwróćmy uwagę także na inne dwa elementy, które podkreślają taką możliwość. Pierwszym z nich jest nienaturalnie większe ramię prawej ręki kobiety w żółtej kreacji. W ikonie Trójcy Świętej Rublowa poszerzona ręka wskazywała na dwie natury Chrystusa, co później w innych dziełach sztuki stało się metodą na wskazywanie większego znaczenia postaci bez portretowania tej informacji wprost. Natomiast drugim zabiegiem eksponującym kobiety jest czerwień tła, które ewidentnie koresponduje z ich wielkimi postaciami.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

2 października 2016

O co prosimy odmawiając Ojcze nasz...

Modlić nauczył nas jedyny i prawdziwy Syn Boży Jezus Chrystus. Zrobił to na wyraźną prośbę apostołów. Jest to na tyle uniwersalna modlitwa, że gdyby nie była kojarzona tylko z chrześcijaństwem mógłby się nią modlić każdy człowiek. Bez względu na wyznanie. Nie pada bowiem w niej ani jedno imię czy typowa dla chrześcijan nazwa.
Pierwszy problem, jaki pojawia się w związku z modlitwą to pytanie – która wersja jest prawdziwa, skoro znamy jej dwa przekazy? Wersja przekazana przez świętego Łukasza - choć krótsza - według biblistów wydaje się pierwotniejsza. Aczkolwiek do tradycji i liturgii weszła wersja palestyńska przekazana przez świętego Mateusza, której ślady znajdujemy w jednym z najważniejszych starożytnych dzieł chrześcijaństwa, czyli Didache.
Najważniejsze są jednak słowa, które wypowiadamy podczas modlitwy. Każde zdanie bowiem oznacza inną prośbę. Jako pierwszą wypowiadamy prośbę-błogosławieństwo. I tak „święć się imię Twoje” wskazuje na pierwszą osobę, o jaką winniśmy się troszczyć w naszym życiu, czyli o Boga. To właśnie Stwórca powinien być numerem jeden, co odczytujemy również w drugiej z intencji: „przyjdź Królestwo Twoje”. Wypowiadając te słowa, zwracamy uwagę Boga na to, że chcemy żyć w Jego obecności zawsze i wszędzie. Ale zanim będziemy mogli się z Nim spotkać osobowo, prosimy Go o to, abyśmy mogli żyć zgodnie z Jego zamysłem: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Wiadomo również, że jesteśmy powołani do wspólnoty nie tylko z Bogiem, ale również z drugim człowiekiem. Stąd też następne prośby skierowane są w stronę relacji międzyludzkich. Pomimo tego, że prosimy o chleb – czy to w znaczeniu dosłownym, czy to duchowym – prosimy o niego dla nas. Liczba mnoga nie jest tutaj bezzasadna, ponieważ Jezus powiedział, żeby każdy z nas wypowiadał te słowa w taki sposób. Stąd też jeżeli odmawiamy modlitwę indywidualnie, w swojej intencji, to przyjmuje ona formę modlitwy wstawienniczej za cały Kościół. Chrystus wiedział, że jesteśmy grzeszni i może to utrudnić wszystkie relacje, więc zobowiązał nas w tej modlitwie do miłosierdzia wobec innych. Piąta prośba jest bowiem zbliżona do polskiego powiedzenia „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” wypowiadane przez nas nawiązuje do naszych relacji z drugim człowiekiem. Powinniśmy sobie przy tym uświadomić także, że jesteśmy ponad grzechem, jaki wkrada się w nasze życie. Jeszcze dobitniej wyraża to szósta prośba, która nieco inaczej brzmi w oryginale, o czym pisze ojciec Jacek Salij w książce „Nadzieja poddawana próbom”. Wyjaśnia w niej m.in., że grecki termin peirasmós oznacza nie tylko „pokuszenie”, ale także „doświadczenie”. Wiemy bowiem, że Bóg poddawał wielu ludzi próbie, aby ich wydoskonalić. Jednak nie były to historie proste. Wręcz przeciwnie. Stąd też mamy prosić o ich lekkość. Całość zamyka intencja ochronna. Dotyczyć ona może zarówno osobowego zła w postaci demonów, ale także zła jako stanów czy rzeczy, które dotykają nas w codzienności. Pamiętać należy bowiem, że znaczenie modlitwy zależy od naszej intencji, naszego wewnętrznego usposobienia.

Jak łatwo dostrzec, modlitwa „Ojcze nasz” dzieli się na dwie części. Pierwsze trzy prośby dotyczą osoby Boga. Następne cztery dotyczą ludzi. Wszystkie są ułożone wg ważności, czyli od sprawy najważniejszej do sprawy bardzo ważnej.
Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

18 września 2016

Kto naprawdę włada światem ‒ tajne loże i spiski

Kto rządzi światem? Jedno z odwiecznych pytań ludzkości. Pomijając sprawy religijne, powstało wiele różnych teorii. Jedne są bardziej, a inne mniej prawdopodobne. Zacznę od tych najbardziej fantastycznych.


Najpowszechniejsza teoria o rządach ogólnoświatowych dotyczy rasy reptilian. Mają być to istoty humanoidalne. W zależności od pseudonaukowców: wyewoluowały równolegle z dinozaurami lub są pochodzenia pozaziemskiego. Pierwsza z teorii wiąże się z eksperymentem myślowym przeprowadzonym przez Dale Russella, kanadyjskiego paleontologa. Rzecz warta większej uwagi, ponieważ można zaliczyć ją do grupy filozofii przyrody, dlatego że odwołuje się do metod naukowych w oparciu o hipotezę. Druga teoria ma podłoże ufologiczne i wyjaśnia podobne motywy religijne (np. smoki) wykorzystywane w różnych zakątkach świata, m.in. w Amerykach i Azji. Niezależnie od sposobu ich powstania reptilianie mieli uczynić sobie ludzi poddanymi. W pierwszej kolejności wykorzystywali strach, jaki wzbudzali w ludziach pierwotnych, a następnie parali się genetyką człowieka, tworząc istoty inteligentniejsze i bardziej zależne. Nauka jednak potrzebowała czasu, by było widać pierwsze efekty, stąd postanowili zapaść w stan hibernacji. Ich sen trwał jednak zbyt długo, więc nie mogli już działać jawnie, dlatego współcześnie mają korzystać ze zdobyczy swojej ewolucji, m.in. ze zmiennokształtności, dzięki której zastępują ludzi władzy swoimi osobnikami.

Równie nieprawdopodobna teoria, która posłużyła za motyw przewodni serialu „Z archiwum X”, dotyczy szaraków, czyli kosmitów z rozbitego statku w Roswell. Miał być to pierwszy kontakt ludzi z tymi istotami. W zależności od wersji szaraki miały krzyżować się z ludźmi w celu zwiększenia swojej puli genetycznej w zamian za technologię lub też miały dać technologię, za co ludzie powinni być im posłuszni. Wrażliwe jednostki obu gatunków mają starać się unaocznić spisek zawiązany przez rządzących.

Kilka bardziej prawdopodobnych teorii dotyczy grup narodowościowych bądź religijnych. Zalicza się do nich zarówno teorie rasistowskie, z najpowszechniejszą dotyczącą Żydów na czele, czy też te dotyczące chrystianofobii przedstawiane w sztuce bądź przez różne grupy społeczne, np. ogłupianie przez kler mas w celu wiernopoddańczej służby.
W ostatnim czasie modną grupą jest Iluminati. Jej zadaniem jest przejęcie władzy na świecie bez ingerencji politycznej, ponieważ polityka rodzi problemy. Ich celem mają być pieniądze, gdyż to one są prawdziwą władzą. Specjalizują się w show biznesie (głównie muzycznym), ponieważ odpowiada on za kształtowanie postaw ludzi całego świata. Aby nie ujawnić swej działalności, wykorzystują osoby utalentowane, które muszą spełnić kilka warunków: zachowywać tajemnicę, uczestniczyć w misteryjnym kulcie pokrewnym satanistycznemu, oddawać procent zarobku oraz być posłusznym wobec osób podstawionych, które będą kreowały ich wizerunek. Zwolennicy teorii spiskowych do kręgu osób wykreowanych w taki sposób zaliczają: Madonnę, Beyonce, Britney Spears, Beatlesów czy też Michela Jacksona. Ten ostatni miał zostać zamordowany, ponieważ chciał się odciąć i wyjawić światu prawdę. W ostatnim czasie grupa Iluminati stała się znana z kilku powodów, m.in. kadru z filmu o Kaczorze Donaldzie („Ask about Illuminati”) oraz z ostrzegania przed tą grupą na lekcjach religii w szkole czy też na rekolekcjach. Symbolem, którym mają się posługiwać jest oko opatrzności wpisane w trójkąt lub ostrosłup.

Są jednak teorie znacznie bardziej prawdopodobne. Jedna z nich wspomina Loże Masońskie. Jest to ugrupowanie filozoficzne wywodzące się ze średniowiecznego cechu murarskiego, który w XVII wieku przybrał charakter filozoficzny. Z czasem doszedł charakter misteryjny, który regulował tzw. rytuał. Doprowadziło to do utajnienia miejsc spotkań oraz zatajenia jakichkolwiek informacji o masonach. W organizacji wykreowała się hierarchia urzędów oraz samych Lóż. Od samego początku wolnomularstwo jest podzielone na dwa zwalczające się odłamy. Pierwszy, liczniejszy, uznaje istnienie jednego boga, który jest nazywany różnie przez różne religie. Drugi natomiast jest skrajnie ateistyczny, co podkreśla w swoich obrzędach, np. podczas wejścia do wielkiej sali członek loży wyrzeka się jakiejkolwiek wiary. W przeszłości do Loży Masońskiej należało wiele wpływowych osób, m.in. Stanisław August Poniatowski. Nie jest zatem wykluczone, że owa organizacja ma jakieś plany polityczne mimo otwarcia się na świat przez niektóre zebrania.

Inną grupą, która istnieje i spotyka się rokrocznie to Grupa Bilderberg. Składa się ona z około 120 osób, które pełnią jedne z najważniejszych funkcji w swoich krajach. Wielu członków nie znajduje się w tym gronie na stałe. Co bardziej interesujące – na spotkaniach coraz częściej pojawiają się Polacy, m.in. Jacek Rostowski. Oficjalnie są to spotkania towarzyskie, zatem wobec świata nie mają one charakteru wiążącego. Jednak tak naprawdę nie wiadomo jakie decyzje są wówczas podejmowane. Zwolennicy teorii spiskowych wskazują jakoby miał być to prawdziwy rząd światowy.

Jedynym stowarzyszeniem mającym swe źródło w świecie akademickim jest Czaszka i Kości. Powstało w 1832 roku na Uniwersytecie Yale i działa do dzisiaj. Ilość członków nigdy nie przekroczyła 2000, ponieważ co roku przyjmowanych jest maksymalnie 15 członków z przedostatniego roku studiów. Choć nie wiadomo jednak wiele o ich zamiarach, to dociekliwi ludzie tłumaczą, że tak naprawdę stowarzyszenie odpowiada za politykę Stanów Zjednoczonych. Ma być sprawcą wybuchu światowego terroryzmu oraz kryzysu gospodarczego w celu odwrócenia uwagi od swoich poczynań. Wielu jego członków zasiada w Białym Domu, w radach Wall Street czy też prowadzi wielomilionowe interesy gospodarcze.


Elementem łączącym wszystkie te grupy jest brak jawności odnośnie statusu, działania oraz drenująca wszystko ludzka wyobraźnia. Wiele osób do tej grupy włącza także Opus Dei mimo tego, że działa jawnie i wszelkie dane można pozyskać u członków oraz ze stron internetowych. Zatem trzeba, aby każdy człowiek myślał sam i analizował pewne dane pod wpływem zdrowego rozsądku. W przeciwnym razie staniemy się outsiderami oraz obiektem śmiechu.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

4 września 2016

Ciemne Wieki pełne światła radości?

O istnieniu mitów dotyczących kwestii naukowych oraz historycznych wiemy od dawna. Z jednymi walczymy bardziej, a z innymi mniej – w zależności od światopoglądu. I tak dochodzimy do rehabilitacji wielu wynalazców, stanu wiedzy starożytnych czy ludzi utalentowanych, ale zapomnianych. Inaczej dzieje się w przypadku mitów dotyczących Kościoła.




Do najważniejszego z mitów, które dotyczą roli chrześcijaństwa w świecie, należy ten o stanie kultury europejskiej w średniowieczu. Na początku wspomnę tylko, że średniowiecze jest obok oświecenia najbardziej pronaukową epoką w historii ludzkości. To w tej epoce powstała idea współczesnych uniwersytetów, powszechnego szkolnictwa czy też nauk empirycznych. Wtedy też zaczęto doceniać to, co jest eksperymentalne. Owszem pojawia się zacofanie kulturowe oraz szwankuje myślenie abstrakcyjne w pierwszym okresie, ale to już rola prymitywnych Germanów, a nie Kościoła.


W celu jeszcze lepszego zrozumienia tematu ważnym jest, aby wspomnieć antyk i jego podejście do ciała. W Cesarstwie Rzymskim od I w. przed Chrystusem do końca tej epoki ścierały się dwa poglądy somatyczne. Pierwszym z nich, praktykowanym głównie przez cesarzy i jego świtę, był hedonizm, czyli krótko mówiąc: żyj, abyś posmakował każdego człowieka i każdej jego partii ciała, a przy tym aby twój język zasmakował wszystkiego. Wiązało się to z pseudointelektualnym charakterem władzy. Drugi typ, równie skrajny, który przenikał nawet do najniższych warstw społecznych, to platonizm. Szkoły bazujące na myśli Platona twierdziły zgodnie ze swoją mitologią, że ciało jest złe, niepotrzebne, więzi duszę itp. Jako że takie myślenie było rozpowszechnione wśród plebsu na długo przed ekspansją chrześcijaństwa, zostało przyjęte i dominowało do ok. wieku VI, aż Germanie “ostygli”.

Średniowiecze, odcinając się skutecznie od antyku, zerwało również z platońskim postrzeganiem świata. Zaczęto dostrzegać uczucia, co miało swoje pozytywne i negatywne strony. Jako pierwsi na nieco więcej luzu pozwolili sobie mnisi, którzy byli skrybami i przepisywali różne świeckie księgi. Umieszczali w nich ciekawe minatury infrograficzne.

Część z nas pewnie kojarzy artystyczne memy, które polegają na dopisywaniu śmiesznych zdań do obrazów lub ich fragmentów w celu rozluźnienia poważnego tonu malarstwa. Wśród nich prym wiodą ostatnio wspomniane miniatury, gdyż mają one bardzo różny charakter – od rysunków o podtekście erotycznym, przez mordercze króliki aż po ludzi w nienaturalnie śmiesznych pozach.

Z czasem podejście do uczuć zmieniło się w samych zakonach. Tam doszło do podziału wśród braci i kleru zakonnego na ludzi poważnych i luźniejszych. Do tych pierwszych należy święty Piotr Damiani, który uważał, że skoro wróg nie sprawia nam cierpienia, to my możemy sami się biczować, by tak cierpiąc, złączyć się z cierpiącym Chrystusem. Nieco inną drogę obrał święty Romuald, założyciel kamedułów. Też miał bezkompromisowe podejście do ciała – napisał jedną z najostrzejszych reguł zakonnych – ale wykazał się człowieczeństwem, przyjmując tzw. dar łez (tak, tak – to nie wymysł Odnowy czy oazy), który polegał na płakaniu jak bóbr podczas bliskiej obecności Boga w modlitwie czy podczas sprawowania sakramentów (głównie Eucharystii). Wiele radości w średniowieczu wniósł święty Franciszek. Jego duchowość skierowana do gminu była nacechowana afirmacją świata, o czym możemy przeczytać m.in. w jednym z opowiadań “Kwiatków św. Franciszka”, które mówi o tym, czym jest radość doskonała. Mimo że wybrał sposób życia ubogich, nie skreślał ludzi bogatych oraz radości, jakie może przynieść posiadanie pieniędzy.

Także inne warstwy społeczne doceniały rolę emocji w swoim życiu. Powszechnie znane są francuskie romanse rycerskie zwane chansons de geste. Tam oprócz żaru miłości, radości fizycznej i duchowej mamy opis niemal każdego z uczuć, które targa człowiekiem. Literatura średniowieczna oraz legendy wtedy powstałe mówią same za siebie. Bo któż z nas nie czytał o sławetnej pożodze podczas śmierci Rolanda czy też o zgubnej miłości Tristana i Izoldy lub o Arturze i jego kompanach? Odbiorcami tego typu dzieł było nie tylko rycerstwo, ale również chłopstwo, gdyż były to lektury czytane w przykościelnych szkołach lub przekazywane ustnie. Nie możemy zapomnieć o naszych rodzimych legendach, które również są pełne miłostek i zwrotów akcji (np. Legenda o Świtezi, o Wandzie co Niemca nie chciała).

Trochę inne uczucia targały handlowcami – wielką rolę odgrywał u nich nie tylko strach przed niebezpieczeństwem podróży, ale także chęć przeżywania różnych przygód oraz ciekawość świata. Historia Marco Polo jest oparta prawdopodobnie na kilku historiach o różnych średniowiecznych podróżnikach-handlowcach. Chęć ta była tak wysoka, że doszło do jej opisania w czwartej księdze Dekameronu. No i na koniec nie wypada nie wspomnieć o karczmach i zajazdach, w których organizowano mniejsze i większe uczty. Zdarzało się, że radosne harce uczestników trzeba było ukracać za pomocą odpowiedniego prawodawstwa (np. regulacje w gdańskim Dworze Artusa).

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: