31 grudnia 2016
30 grudnia 2016
26 grudnia 2016
Kolędowanie na świecie
Wydaje się, że śpiewanie bądź słuchanie kolęd to polska tradycja, którą zanieśli nasi przodkowie na zajęte przez siebie tereny – stąd ich obecność u wszystkich naszych wschodnich sąsiadów. Nie jest to jednak prawda, co potwierdza rodowód „Adeste Fideles”.
Za porzekadłem „co kraj, to obyczaj” można powiedzieć, że każdy kościół partykularny ma swój repertuar. Niezwykłym jest jednak to, że nie nudzi się on szybko i do tego ma nauczającą cechę pieśni kościelnych – im jest dłuższa, tym więcej treści teologicznych niesie.
Idealnym tego przykładem jest czeska kolęda „Nesem Vám noviny”. Zaczyna się od informacji o niezwykłym wydarzeniu, by przejść przez teofanię do obowiązku niesienia światu radosnej Nowiny przez chrześcijan. Sąsiedni kraj, czyli Austria, kojarzy się z Bożym Narodzeniem ze względu na dwa fakty: wiedeński jarmark i „Stille Nacht”. To właśnie tam powstała w XIX wieku najbardziej znana kolęda na świecie. Oryginał liczył 6 zwrotek, które streszczają sens przyjścia Chrystusa na świat. W tekście zawarte zostały motywy, które od wieków stanowią podstawę dyskusji teologicznych, np. rola łaski w odkupieniu, miłosierdzie Boga czy też sprawiedliwość Stwórcy.
Nieco inaczej do tematu podszedł święty Alfons Liguori, autor włoskiej kolędy „Tu scendi dalle stelle”. W swym utworze pokazał miłość Boga do człowieka, jako przyczynę narodzenia Chrystusa i chęć niesienia pomocy biednym. Bardzo trafnie zinterpretował tekst Andrea Bocelli. Z kolei kraje skandynawskie i Finlandia wykazują niezwykłą radość z Narodzenia, co dokumentuje „Gaudete, Christus est natus”. Jest to pieśń historiograficzna o charakterze hymnicznym. Brak w niej teologii.
Chrześcijaństwo, podobnie jak polityka, przestało być europocentryczne w XX wieku. Stąd też należy patrzeć nam co raz częściej na inne kontynenty, by od nich uczyć się wiary. Bardzo dobrym przykładem kościoła małego, ale prężnego jest wspólnota w Chinach. Oficjalne dane podają, że chrześcijan jest tam tylko 10 mln, ale nieoficjalnie mówi się już o większej ich liczbie niż w całej Europie. Wracając do muzyki. Jest ona ważnym elementem kultury chińskiej, dlatego nie powinno nas dziwić, że ma ona swój zestaw kolęd. Do najpopularniejszych kompozycji własnych należy zaliczyć 欢乐佳音歌 (Joyous Tidings) czy też 圣诞感恩歌 (Christmas Thanksgiving). Są to typowe dla Chin hymny na cześć jednostki, które tłumaczą sens wydarzeń świętowanych tymi pieśniami. Jednak tak, jak w całej Azji Dalekowschodniej bardzo często śpiewane są także europejskie kolędy przetłumaczone na lokalne języki.
Pamiętać należy również o Bliskim Wschodzie, czyli miejscu narodzin Izraela i Chrystusa. W krajach islamskich, śpiewając podczas Bożego Narodzenia, kładzie się akcent na przyszłe czyny Jezusa, Jego rolę wobec Izraela oraz nasze naśladowanie Nowo Narodzonego. O tym traktuje m.in. ليلة الميلاد (Laylat al-Milad) czy też أرسل الله ابنه يسوع (Arsala allah). Teksty tych utworów cechuje biblijność unikająca teologizacji. Można napisać, że naśladują one w swej prostocie teksty biblijne, w szczególności psalmy.
Czarna Afryka nieustannie nas uczy celebracji chwili, dlatego też kolędy nie zmieniają swej nauki. Dla wyznawców tej części kontynentu tu i teraz jest najważniejsze. Przyszłość jest czymś, co im przychodzi z trudem. Z tego też powodu każde święto jest tu i teraz przeżywane pierwszy raz, co możemy zauważyć np. w „Betelehemu”. Z tego też powodu tamtejsi chrześcijanie zdają się być jak pasterze, którzy przychodzą oddać Królowi pokłon. Nadto z powodu swojego charakteru tworzą coraz to nowsze utwory, np. „Polongo Jesu”, czemu sprzyja także ich muzykalna natura.
Nieco starszy Kościół o podobnej naturze znajdziemy w Ameryce Południowej. Różnica polega na tym, że myślenie nad teraźniejszością zawiera w sobie przyszłość. Świadczą o tym kolędy takie, jak „Como busca el tierno infante” z Wenezueli czy portorykańskie „Vamos Pastorcitos”. Bardziej podobna w tej kwestii do Afryki jest Brazylia. Warto posłuchać „Repousa Tranquilo”.
Ameryka Północna jest anglosaska, ale też ma swój świąteczny urok. Pokazało nam to TGD podczas koncertu kolęd w katowickim Spodku. W Stanach króluje już od lat „Mary did you know?”, której aranżację przedstawił Pentatonix w 2014 roku. Oprócz tego wykonał ją także jeden z uczestników amerykańskiego „The Voice”. Jest ona proroctwem skierowanym do Maryi na temat życia Chrystusa. Nieco bardziej spokojna Kanada swą spontaniczność wyraża podczas różnych świąt. Radość odnajdziemy w „D’où viens-tu, bergère?”.
To wszystko katolicy i protestanci. Święta jednak obchodzą także nasi prawosławni bracia. Grecy śpiewają m.in. „Χριστός γεννάται σήμερον” (Christos jenate simeron) oraz „Ο μικρός Χριστός” (O mikros Christos). Kładą oni nacisk na biblijność tekstów oraz ich soteriologiczny wymiar. Sprawia to wrażenie połączenia motywów arabskich oraz europejskich. Nieco bliżej nas także żyją ortodoksyjni chrześcijanie. Oczywiście mowa o Rosjanach, których kolędy takie jak „В Вифлееме тишина” (W Winfljemje tiszina) czy też „Ночь тиха над Палестиной” (Noci ticha nad Palestinoj) mogą wydać się nam niezwykle znajome.
Choć świat jest pełen niezwykłych kolęd to najlepiej poznać swoje. Literatura podaje, że liczba polskich kolęd sięga 600. Cóż rzec – cudze chwalicie, swego nie znacie…
Krzychu;)
12 grudnia 2016
Moda męska na przestrzeni wieków
O facetach mówi się dzisiaj wiele, najczęściej w kontekście kryzysu, jaki ma przechodzić świat mężczyzn. Jako dowód przedstawia się męską szafę oraz kosmetyczkę, które współcześnie mają być niepomiernie większe, aniżeli były przez całe wieki. Czy aby na pewno tak jest?
Najstarsza szafa, do jakiej zajrzymy, jest rodowodu
rzymskiego, bowiem łączył on osiągnięcia Greków, barbarzyńców z innowacją
własną Rzymian. Na pierwszy plan wysuwa się używanie męskiej bielizny, która
przypominała współczesną. Mieszkańcy Imperium na co dzień używali krótkich
spodni, które są przodkami pantalonów. Żołnierze prawdopodobnie ze względu na
ochronę używali skórzanych klinów przypominających współczesne slipy męskie.
Tego typu bielizna niewiele się zmieniła przez wieki.
| Dalmatica - rodzaj togi |
Podstawowym ubiorem mężczyzn wczesnego okresu istnienia
państwa rzymskiego były tunika i toga. Pierwsza była używana niezależnie od
statusu społecznego. Różniła się materiałem, sposobem zszycia oraz symboliką,
np. senatorzy mieli purpurowy pas od szyi w dół. Toga natomiast była noszona
przez bogatszych mieszkańców Imperium Romanum, którzy narzucali ją na siebie w
chłodniejszych okresach. Wyrazem zniewieścienia była wówczas dalmatyka, jedna z
odmian tuniki oraz tuniki długiej do samej ziemi. Nie godziło się bowiem, by
mężczyzna nosił coś z dłuższymi, szerokimi rękawami lub długiego do ziemi.
Zmiany w tym aspekcie zaszły dopiero w okresie późnego Cesarstwa. Na długo ten
typ ubioru zachował Kościół jako jedyną formę szat liturgicznych. W mroźne dni
funkcjonowały szaty zapinane klamrą lub płaszcze. Używano także koców jako
okryć. Z kolei w upalne dni mężczyźni używali słomianych kapeluszy o szerokiej
średnicy. Również spodnie i spodenki mają antyczny rodowód. Jednak inaczej niż
współcześnie noszone były pod ubraniami, jedynie atleci nosili je jako strój
wierzchni.
Higiena była również bardzo ważnym elementem w kulturze
Rzymian. Przede wszystkim nie godziło się, by mężczyzna miał zarost, długie
włosy czy owłosienie ciała w ogóle (sic!). W historii możemy odnaleźć cesarzy łamiących tę zasadę.
Jednak równocześnie pojawiają się informacje, jak gorszyło to mieszkańców.
Bogatsi obywatele mieli swoich fryzjerów, którzy po porannej toalecie
(przemycie twarzy wodą) pojawiali się w domu pracodawcy i golili jego ciało.
Biedniejsi mieszkańcy mogli się udać do salonu fryzjerskiego, które nie były
ówcześnie rzadkością. Gdy już podstawowe elementy higieniczne zostały wykonane,
można było skorzystać tradycyjnie z publicznych łaźni.
Wieki średnie
Ubiory oraz higiena zmieniły się w średniowieczu pod wpływem
prymitywniejszych ludów germańskich oraz słowiańskich. Swoją rolę odgrywały
także zarazy. Największa z nich, dżuma, stała się powodem zaprzestania używania
łaźni, które do XIV wieku były używane powszechnie i często, szczególnie w
Polsce. Polacy dbali również z niezwykłą starannością o swoje fryzury. Ich
ułożenie było wyrazem szacunku dla innych mieszkańców. Zmiana nadeszła w XIII
wieku, gdy modne na powrót stało się golenie oraz noszenie krótkich włosów. Rezygnacja
ze stylu typowego dla wojów barbarzyńskich (długie włosy i broda) podyktowana
była względami praktycznymi – prościej było usuwać insekty z ogolonej głowy. Od
tego czasu zarost stał się wyrazem pokuty.
W ubiorze średniowiecze rozwinęło dwa typy męskich ubiorów –
luźne oraz obcisłe. Co do bielizny – u mężczyzn pojawiła się jej górna część.
Wcześniej niespotykane koszule wyewoluowały prawdopodobnie z rzymskich tunik.
Noszono je niezależnie od stanu społecznego. Przylegająca do ciała noszona była
przez bogatszą część społeczeństwa, ponieważ na nią ubierano inne elementy
ubioru. W obu wypadkach ich funkcja była dwojaka – służyła jako piżama oraz
jako dzienna ochrona. Tak jak współczesne klasyczne kroje koszul i ta sięgała
do połowy uda. Bielizna dolna była nieco zmienioną formą rzymską. Ludność
cywilna przejęła opasanie bioder od legionistów oraz od wyższych warstw
rzymskich. Oba typy były używane równie często.
| Dublet |
Wierzchnia część była elementem, który mógł być dziełem
sztuki, którego autorem był krawiec. Ograniczała go jedynie moralność i
fantazja. Najdziwniejszym ze strojów było houppelande. W swej budowie
przypominał połączenie późniejszego polskiego żupanu z elementami zdobnymi
typowymi dla sukni takimi jak koronki i podszycia. Czymś zaskakującym dla nas
może być ubiór na zasadzie dopasowania się do ubioru kobiety. Przykład takiego
stroju to cottehardie, które było męskim odpowiednikiem sukni o tej samej
nazwie. Była to elegancka „bluza” zapinana z przodu na guziki ze zwisającymi
pasami materiału lub futra od bicepsów do końca długości ramion. Nieco mniej
ekstrawagancka była cywilna jaka, która wyglądała jak elegancka koszula z
poszerzanymi rękawami. Przypominało to połączenie spodni dzwonów ze
swetrem. Zazwyczaj jednak jaka
przypominała nasze bluzy z zapinanymi na całej długości, za pomocą guzików,
rękawami. Na co dzień noszono nieco mniej wystawne ubrania takie jak jopule
wierzchnie czy robe. Te ostatnie możemy kojarzyć z różnych filmów animowanych,
których akcja rozgrywa się w średniowieczu. Miały różne długości – od bioder po
kostki. Swym krojem i wyglądem przypominały plisowane spódnice. W Polsce robe
również się przyjął, ale w zmienionej, uproszczonej formie – praktycznie
niezdobionej i nieplisowanej.
Całość dopełniało obuwie. W starożytności znano sandały i
buty skórzane. Średniowiecze natomiast odeszło od tego typu obuwia. Drewniane
sandały służyły jako ochrona skórzanych butów – zakładano jedne na drugie.
Skórzane trzewiki zmieniły swój krój, który od tego momentu stawał się coraz
bardziej skomplikowany. Jak zwykle wyróżniały się warstwy najwyższe. Za obuwie
służyły im najczęściej nogawice ze wzmocnioną podeszwą.
Odrodzenie
W renesansie poza krojem odzieży niewiele się zmieniło –
nadal panował trend zmniejszania liczby noszonych ubrań. Dzięki takiemu
rozwojowi mody dublet stał się wierzchnią odzieżą, a nogawico-spodnie przestały
być do niego przypinane. Zaczęły pełnić funkcję samodzielnego stroju,
upodobniając się coraz bardziej do współczesnych rurek czy getrów. Szczytem
mody na północ od Alp stały się – jak najbardziej to możliwe – bufiaste rękawy.
Innym wyznacznikiem trendów były sajany, czyli włoskie kamizelki, o
v-kształtnych i prostokątnych dekoltach, spod których wystawały koronkowe
zdobienia i kołnierze. Nowością natomiast stał się płaski kapelusz, gdyż
odkrycie głowy uchodziło nadal za nietakt. Ze średniowiecznych nakryć
wyewoluowały zawoje, które wyglądały nieco jak wariacje na temat turbanów.
Innym nakryciem męskim (sic!) były siatki koronkowe. Mimo stosowania kontrastu
kolorystycznego oraz tkaninowego (łączenie połyskującego materiału z matowym)
kolorem dominującym była czerń. Wywodziło się to z mody hiszpańskiej, która
ówcześnie była mocarstwem europejskim narzucającym swoją dominację w wielu
dziedzinach życia Europejczyków.
Jednym z plusów tej dominacji było to, że codziennie
zmieniano odzież na czyściutką, świeżo wykrochmaloną. Działo się tak, ponieważ
wierzono, że czysta odzież uwolni od chorób i jest najlepszym źródłem dbania o
higienę. Łaźnie bowiem – tak popularne w średniowieczu – pod wpływem ówczesnych
lekarzy, kojarzących je jako źródło zaraz, odeszły do lamusa. Kąpano się zatem
jak najrzadziej można było.
| Moda pierwszego okresu: wams |
Niestety za Francją przyszła również większa niechęć do
kąpieli. Uważa się również powszechnie, że mocny zapach francuskich perfum ma
swoje źródło w braku higieny oraz braku kanalizacji w Paryżu. Oczywiście
elementem niezbędnym od tego czasu stały się również młoteczki do zbijania
pcheł. Na szczęście ta moda, podobnie jak ubiór nie przemawiały do mieszkańców
Polski i Europy Wschodniej. Narody słowiańskie oraz leżące dalej na wschodzie
uznawały kąpiel za coś zwyczajnego i koniecznego. Dlatego też naigrywały się z
„francuskich modnisi”. W Polsce ukształtowały się już tradycyjne stroje
szlacheckie, które będą praktycznie niezmienne do czasów późnego oświecenia.
Ciekawostką jest to, że współczesny narodowy strój izraelski jest wzorowany na
polskim.
Moda XVIII wieku była rozwinięciem strojów zapoczątkowanych
przez Ludwika XIV. Ubiór składał się z szustokoru – marynarki wywodzącej się ze
stroju żołnierskiego podobnego do fraka, jednak bez jaskółczego ogona. Z czasem
zastąpił go habit (węższa wersja), a później klasyczny frak. Spodnie zostały
skrócone do połowy ud. Resztę stanowiły cienkie pończochy. Całość dopełniały
czarne pantofle na niewielkim obcasie lub wysokie kozaki wzorowane na
jeździeckich. Zrezygnowano natomiast z ogromnych peruk na rzecz mniejszych lub
naturalnych włosów.
| Londyn XIX wiek - wpływ na Paryż |
Również temat higieny dopuścił po raz kolejny częste
kąpiele. Ich brak uważany był coraz częściej za wyraz prymitywizmu. Zaczęto
również coraz śmielej używać męskich kosmetyków, głównie perfum i pomady do
włosów.
Zatem czy mężczyźni zmienili się tak bardzo u progu XXI
wieku? Czy po chwili historii z masową odzieżą fabryczną zapomnieliśmy o
indywidualizmie wyrażanym przez modę na różnego typu ubiory? Warto się
zastanowić przez chwilę i pomyśleć, czy macho to jest to. Jeden bowiem będzie
lepiej czuł się w ciuchach metro-, inny w drwalo-, a jeszcze inny w
lumposeksualnych. Ważna jest wygoda oraz odpowiedzenie sobie na pytanie: czy
faceci podlegają feminizacji czy może kobiety podlegają maskulinizacji?
20 listopada 2016
Pielgrzymka do źródeł chrześcijaństwa w Polsce
Źródła chrześcijaństwa w Polsce możemy podzielić ze względu na dwa aspekty – historyczny i religijny. Pierwszy z nich związany jest z powstaniem państwa polskiego. Drugi natomiast z wpływem pewnych wydarzeń na ugruntowaną już wiarę w Polsce.
Należy również zauważyć, że większość pielgrzymek
odbywających się poza główne sanktuaria krajowe ma charakter turystyki
religijnej. Wiąże się to z wykorzystaniem czasu wolnego w celu zwiedzania
innych obiektów sakralnych i świeckich aniżeli docelowe sanktuarium.
Wyjazd zaplanowany jest z terenów południowej Polski i trwa
około sześciu dni. W trakcie tej podróży przemierza się centralne ziemie
naszego kraju, głównie wschodnią część Wielkopolski i Kujawy. Co motywowane jest
aspektami historycznymi.
![]() |
| Zamek w Kórniku |
Tytułową wędrówkę zaczynamy w Kórniku. Jest to miejscowość o
rodowodzie średniowiecznym, której historia sięga XII wieku. Wtedy była to
wioska rodowa Górków, jednej z najpotężniejszych ówcześnie rodzin szlacheckich.
W XV wieku po uzyskaniu praw miejskich dla miejscowości wybudowali tam zamek,
który po kilku modyfikacjach dokonanych przez kolejnych właścicieli przetrwał
do dzisiaj. Obecnie w zachwyt wprowadzają elementy egzotyczne – południowa
elewacja wzorowana na Tadź Mahal czy pierwsze piętro inspirowane grenadyjską
Alhambrą. Poza tym wrażenie na zwiedzających wywołuje kolekcja dzieł sztuki,
oryginalnie zachowane wnętrza oraz arboretum z największym w Polsce
różanecznikiem.
Najważniejszym punktem nawiedzonym tego dnia jest Górka
Klasztorna. W czasach przedchrześcijańskich był to jeden z najważniejszych
miejsc kultu rodzimego. Znajdował się tam święty gaj, po którym pozostały małe
kamienne instalacje w otaczającym współczesny klasztor lesie. Ważność tego
miejsca spowodowana jest pierwszymi na ziemiach polskich objawieniami
maryjnymi, które datuje się na rok 1079. Wielu wierzących patriotów wskazuje,
że tak wczesne nawiedzenie maryjne w kraju na wpół pogańskim świadczy o randze
kraju Polan w świecie chrześcijańskim. Obecnie opiekę nad tym sanktuarium
sprawują Misjonarze Świętej Rodziny, którzy oferują pielgrzymom nocleg w swoim
klasztorze.
Drugiego dnia nawiedzamy miejsca ważne dla początków państwa
polskiego, czyli Ostrów Lednicki i Gniezno. W pierwszym z nich miał odbyć się właściwy
chrzest Mieszka I, bowiem niektórzy z historyków uważają, że książę Polan był
chrzczony trzy razy. Zabieg ten służyć miał udowodnieniu, że pogańscy bogowie
nie istnieją i nie ześlą żadnej kary. Obecnie na wyspie wyeksponowano paladium
książęce z kaplicą, w którym też zatrzymać się miał cesarz Otton III w drodze
na zjazd gnieźnieński oraz fundamenty domostwa dla służby. Jezioro, na którym
znajduje się Ostrów Jan Paweł II nazwał chrzcielnicą narodową.
Nieopodal znajdują się słynne Pola Lednickie, które od
niedawna znane są jako osobna miejscowość. Powstały one z inicjatywy ojca Jana
Góry, którego zainspirował Jan Paweł II i jego międzynarodowe spotkania z
młodzieżą. Spotkania te odbywają się rokrocznie od 1997 roku i zawsze
towarzyszy im motto. Cechą charakterystyczną Pól jest wielka brama-ryba, a
spotykająca się młodzież jest ubrana na biało, co symbolizować ma Nowego
Człowieka.
![]() |
| Katedra Gnieźnieńska |
Ostatnim punktem drugiego dnia jest katedra gnieźnieńska.
Jest ona matką wszystkich kościołów w Polsce, pierwszą katedrą. Do 1300 roku odbywały
się w niej koronacje polskich królów. Bryła budowli w ciągu wieków zmieniała
swój kształt od stylu preromańskiego po zbarokizowany gotyk. Najważniejszym
elementem świątyni są znane każdemu Polakowi Drzwi Gnieźnieńskie z ilustracjami
z życia świętego Wojciecha oraz konfesja tegoż misjonarza Prusaków nad jego
relikwiarzem. Prawdopodobnie wzorowana była na Konfesji nad Grobem Świętego
Piotra w Rzymie. Na uwagę zasługują także licznie zachowane detale gotyckie
oraz elementy barokowe.
Trzeci dzień to Poznań. Miasto posiadające bardzo obfitą
historię, która w epoce chrześcijańskiej rozpoczyna się w 968 roku, gdy Jordan,
pierwszy biskup na terenie państwa Polan, obrał je jako swoją metropolię. Swoją
rangę z czasów pierwszych Piastów zachował również w państwie elekcyjnym, gdzie
miał prawo uczestniczenia w wyborze władcy. W wyniku sentymentu narodowego oraz
udogodnień politycznych miasto rozwijało się bez przeszkód aż do potopu
szwedzkiego, po którym już nigdy nie odzyskało świetności. Warto jednak wybrać
się na renesansowy rynek, gdzie oprócz ratusza i kolorowych kamieniczek
znajduje się sanktuarium Bożego Ciała. Z jego powstaniem wiąże się historia o
profanacji trzech hostii przez miejscowych żydów, którzy przekupili
mieszczanki, aby w ustach wyniosły Ciało Chrystusa. Wyznawcy religii
mojżeszowej mieli nożem profanować je, a gdy widzieli, że nic się nie dzieje
postanowili je wyrzucić na pole. Tam jeden z chłopów zauważył jak lewitowały o
czym poinformował lokalny kler i burmistrza. Ci na początku nie chcieli
wierzyć, jednak po krótkiej chwili pobiegli zobaczyć zjawisko, a jeden z
proboszczów zabrał hostie. Później w ramach ekspiacji wybudowano sanktuarium.
Najważniejszy jest jednak Ostrów Tumski – dawna wyspa na
Warcie oraz siedziba miejskiego oraz metropolitarnego kleru. Najważniejszą
budowlą jest tam katedra, która szczyci się tytułem najstarszej w kraju.
Gotyckie wnętrza zapierają dech w piersi, choć nie są w całości oryginalne co
spowodowane jest pożogą wojenną, np. średniowieczny poliptyk przywieziony z
Góry Śląskiej. Najważniejsze są podziemia, które skrywają pozostałości
wcześniejszych katedr, grobowce biskupów poznańskich oraz grobowce pierwszych
władców z dynastii Piastów. Choć tym ostatnim dedykowana jest Złota Kaplica w
części głównej kościoła.
Po obwitych dniach miejskich nadszedł czas na spokojniejszy
i wyciszający dzień, który zaczyna się w rotundzie świętego Prokopa w
Strzelnie. Jest to największa rotunda romańska w Polsce, która przetrwała do
dzisiaj. Kroniki datują jej powstanie na XII wiek, natomiast badania
archeologiczne na XIII. Nawiedzający mury tej świątyni mogą sobie uświadomić
jak małoliczne były średniowieczne miasteczka. Co jednak ważniejsze – znajdują
się tam elementy wyjątkowe na skalę światową: kwadratowe prezbiterium oraz XIV
wieczne stacje drogi krzyżowej wykonane w drewnie.
![]() |
| Jedna z kolumn |
Równie ważny co rotunda jest Kościół Świętej Trójcy i
Najświętszej Marii Panny. Choć podobnie jak większość polskich świątyń została
zbarokizowana zostały w nim zachowane oryginalne elementy romańskie. Z zewnątrz
widać bryłę budowli oraz tympanon fundacyjny, który przedstawia świętą Annę z
maleńką Maryją na rękach. Natomiast po jej prawicy klęczy fundator (Piotr
Wszeborowic) z prostym rzutem świątyni w ręku. Druga postać kobieca nie jest
znana. Ciekawą figurę ma natomiast tympanon północny, który wygląda jak
połączenie łuku romańskiego z gotyckim. Ważniejsze jest natomiast wnętrze.
Zabytkiem klasy zerowej są rzeźbione kolumny romańskie. Podobne zachowały się
jedynie w dwóch miejscach w Europie, w Santiago de Compostela oraz Bazylika
świętego Marka w Wenecji. Na podporach przedstawione są cnoty i przywary,
pośród których znajduje się naga kobieta symbolizująca prawdopodobnie rozpustę.
Takie przedstawienie wewnątrz kościoła jest unikatowe w czasach powstania
świątyni. Z duchowego punktu widzenia niezwykły jest relikwiarz w formie
ołtarza. Jest miejsce przechowywania 658 różnych relikwii, co w połączeniu z
innym kościołem w Strzelnie daje sumę relikwii przewyższającą ilością wszystkie
relikwie będące we wszystkich świątyniach krakowskich.
Ze Strzelna warto udać się do Kruszwicy. Nie tylko ze
względu na legendarną Mysią Wieżę oraz Jezioro Gopło, które jest tłem dramatu
Juliusza Słowackiego „Balladyna”. Co ważniejsze znajduje się tam była katedra
biskupa kujawskiego z XII wieku. Położona niemal w centrum Bazylika Kolegiacka
pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła ukazuje w pełni styl wielkich romańskich kościołów.
W przeciwieństwie do wcześniejszych jej wystrój jest surowy. Interesujące są
proste kamienne łuki oraz drewniane sklepienie typowe dla podobnych budowli na
południe od Alp.
Na resztę dnia warto udać się do Lichenia. Jedno z
największych sanktuariów maryjnych w Polsce, a na pewno z największą świątynią
w naszym kraju. Historia tego miejsca kultu zaczyna się na początku XIX wieku.
Wówczas jeden z żołnierzy ranny w bitwie pod Lipskiem, Tomasz Kłossowski, miał
objawienie maryjne. Pewnego dnia wracając z pielgrzymki na Jasną Górę, we wsi
Ligota zobaczył obraz Najświętszej Maryi Panny, który był zgodny z wizerunkiem,
który widział podczas objawień. Po rozmowie z właścicielem postanowił obraz
wziąć do siebie i powiesić w lasku nieopodal miejsca zamieszkania na jednej z
sosen. W niedługim odstępie czasu jednak zmarł. Przed obrazem modlił się
jedynie pasterz Mikołaj Sikatka, który jako jedyny pamiętał o wizerunku. Wówczas
to jemu zaczęła objawiać się Matka Boska. Jego objawienia stały się znane.
Prawdopodobnie z powodu proroctw jakie otrzymał, m.in. o pladze chorobowej oraz
o odrodzeniu Polski, która wówczas była pod zaborami. Wkrótce uznano objawienia
i wybudowano pierwszą świątynię, do której przeniesiono cudowny wizerunek. Nie
ustąpiły jednak starania o budowę nowej świątyni, godniejszej Maryi. Cel udało
się zrealizować w latach 1994-2004. Została wybudowana bazylika, której
architektura wzbudza kontrowersje. Przez wielu nazwana sakralnym potworkiem
architektonicznym.
Przedostatni dzień pielgrzymowania znowu dotyczy jednego
miasta – tym razem jest nim Toruń. Oczywiście należy udać się na rynek, do
kościołów Najświętszej Maryi Panny, Katedry świętych Janów czy też kościoła
akademickiego. Pierwsze dwie świątynie znajdują się na trasie toruńskiego
gotyku, trzecia natomiast jest przykładem baroku protestanckiego, co dla wielu
może być zaskakujące. Warte uwagi na rynku Starego Torunia są jeszcze ratusz
oraz kamienice – szczególnie Kamienica Pod Gwiazdą. Nie należy także zapomnieć
o pomniku Mikołaja Kopernika.
![]() |
| Bazylika Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II |
Ważniejsze jest jednak Radio Maryją, które kształtuje wiarę
wielu milionów katolików w Polsce. Niezależnie od światopoglądu nie można
odmówić temu medium siły, z którą głosi orędzie katolickie. Jego nowa siedziba
znajduje się na obrzeżach miasta. Obok niej znajduje się najważniejsza budowla,
cel pielgrzymki do tego miasta – Bazylika Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy
Nowej Ewangelizacji i świętego Jana Pawła II.
Jest to sanktuarium narodowe, które stanowi gest dziękczynny
za wybór papieża Polaka, ale także za ukochanie Polski przez Maryję. Świątynia
ta w swoim kunszcie nie ustępuje wielu kościołom, których historia liczona jest
w wiekach. Prezbiterium urządzone jest jak osobista kaplica Jana Pawła II w
Watykanie, łącznie z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z podpisem
tegoż świętego. Boczne ściany przedstawiają wizerunki największych polskich
patriotów – nie tylko świętych, nie tylko katolików. Dla osób wyniesionych na
ołtarze zarezerwowano przede wszystkim witraże. Chór natomiast zdobią freski
przedstawiające sceny biblijne. Z drugiej strony prezbiterium znajduje się
mozaika przedstawiająca Jezusa miłosiernego na świetlistym tle. W podziemiach natomiast
znajduje się kaplica, w której wymieniani są z imienia i nazwiska Polacy
ratujący żydów w czasie Drugiej Wojny Światowej. Najbliższa okolica świątyni
stanowi integralną jej część. Znajdują się tam: droga różańcowa, naturalnej
wielkości figury świętej rodziny, świętego Piotra oraz Mieszka i Dobrawy. Przed
wejściem natomiast znajduje się ponad 2,5 metrowy Jan Paweł II, który stoi na
moście.
Ostatni dzień to Warszawa. Zwiedzanie stolicy zaczyna się od
pomnika nieznanego żołnierza ulokowanego w pozostałościach kolumnady Pałacu
Saskiego. Miejsce to związane nieodzownie z odzyskaniem przez Polskę
niepodległości po 123 latach niewoli. Stamtąd należy przejść na Krakowskie
Przedmieście, a konkretnie pod Pałac Namiestnikowski, w którym rezydują
prezydenci III RP. To w tym miejscu swój pierwszy publiczny koncert dał młody
Fryderyk Chopin. Na ulicy przy której znajduje się rezydencja rozgrywały się
także ważne dla naszej ojczyzny wydarzenia, m.in. krwawo stłumiona manifestacja
polskości w 1861 roku. W podobny sposób, bez przelewu krwi, potraktowano
demonstrację studencką w 1968 roku. U wylotu ulicy na Plac Zamkowy znajduje się
świątynia, która w XVIII wieku stała się fundacją Stanisława Augusta
Poniatowskiego, czyli kościół świętej Anny, z którego przemawiał Jan Paweł II w
1979 roku. Przyczyniło się to do kolejnych manifestacji narodowych. Symbolem
polskości Starego Miasta jest oddany do użytku w 1984 roku Zamek Królewski, na
którego odbudowę zorganizowana została zbiórka narodowa. Należy także wstąpić
do nieopodal położonej Katedry świętego Jana Chrzciciela, w której świętowano
uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Całość pielgrzymki zakończymy w Muzeum
Powstania Warszawskiego, które jest jednym z najsłynniejszych i najnowocześniejszych
polskich muzeów.
Krzychu;)
6 listopada 2016
Kto rządzi Kościołem?
W ciągu wieków Kościół przechodził różne modyfikacje – od zmiany obrzędów i języków używanych w liturgii, przez kryzysy, podziały do nieporozumień rozwiązywanych na drodze dialogu. Zdaje się, że jedynie władza w Kościele Rzymskiego Zachodu pozostała niezmienna. Czy aby na pewno?
Na początek zastanówmy się czym właściwie władza jest.
Słownik języka polskiego w definicji podaje, że są to instytucje, organy bądź
osoby, które poprzez możliwości rządzenia oddziaływają na innych. W Kościele Katolickim
łączymy tą definicję poprzez zastąpienie „przecinków” spójnikiem „i”. Mamy
bowiem niejako trzy elementy rządzące. Pierwszym i najważniejszym jest Bóg,
który przekazał nam swoje niezmienne ustawy w Piśmie Świętym. Drugim jest
hierarchia kościelna, o której szerzej trochę później. Trzecim natomiast są
świeccy.
Zacznę od końca. Po ostatnim soborze Kościół stara się
rehabilitować osoby świeckie w życiu Kościoła. Przez wieki bowiem byliśmy
odsunięci od wszystkiego co dotyczyło duchowości oraz kierunku rozwoju
jakichkolwiek jednostek terytorialnych Ciała Chrystusowego. Ostatnie
pięćdziesiąt lat dało świeckim prawo o samostanowieniu. Polega ona na tworzeniu
wspólnot, ich hierarchizacji oraz bezpośrednim wpływie na duchowieństwo. I tak
– powstanie wspólnoty w parafii zależy tak samo od inicjatywy świeckich jak i
osób posiadających sakrament święceń. Ich wewnętrzna natura również zależy od
nas (oczywiście pod czułym okiem Kościoła). Decydujemy się na wybór swojego
reprezentanta, animatora czy też lidera, którym też się poddajemy w życiu
duchowym.
Wpływać na duchowieństwo możemy różnie – zaczynając od
zwyczajnego życia parafii, angażowania jej w różne akcje aż po
odwołanie/przeniesienie prezbitera czy też biskupa w ekstremalnych przypadkach,
np. gdy jest zamieszany w sprawy sprzeciwiające się godności biskupiej (czynny
udział w polityce, posiadanie kobiety na boku itp.). Niezwykła władza spoczywa
także na rękach rodziców, którzy decydują o życiu duchowym dziecka do siódmego
roku życia, bowiem później dziecko nie musi słuchać rodziców odnośnie
wychowania w wierze (stąd tak ważne jest świadectwo wiary). Można zatem
powiedzieć, że władza świeckich dotyczy tego co jest nam najbliższe.
Władza duchownych jest nieco bardziej skomplikowana. Wynika
ona ze święceń, które są trzy stopniowe – diakonat, prezbiterat i episkopat.
Aczkolwiek tylko dwa ostatnie stopnie dają możliwość uczestniczenia we władzy.
Biskup sprawuje władzę całkowitą w swojej diecezji. I on wystarczy do istnienia
kościoła hierarchicznego, bowiem ma władzę powoływania swoich pomocników, czyli
prezbiterów. Księża otrzymują od biskupa wycinek jego „zobowiązań”, np.
sprawowanie liturgii. Gdyby tak wyglądała sprawa tekst mógłby być zakończony.
W grę wchodzi Tradycja, czyli m.in. Katechizm Kościoła
Katolickiego (KKK), Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK), encykliki. I tak pojawiają
się stopnie w hierarchii Kościelnej pochodzące z poza sakramentu święceń, np.
proboszcz, wikary, dziekan. Jest to hierarchia duchowieństwa. W praktyce
wygląda ona następująco: wikariusz podlega władzy proboszcza i biskupa, a pośrednio
papiestwu; proboszcz podlega biskupowi i pośrednio papiestwu; biskup podlega
władzy papieskiej. Do Ziemskiej Głowy Kościoła o rozwiązanie problemu z
prezbiterem może zwrócić się jedynie biskup, w którym inkarnowany jest
prezbiter. Papież nie może sam mieszać się w sprawy kościołów partykularnych,
nie ma bowiem władzy absolutnej nad każdym księdzem. Dzieje się tak bowiem
papież jest biskupem. Może on jedynie nadać pewne przywileje określonym
duchownym oraz obsadzić wakat w diecezji. Reszta tytułów, np. kardynał, wiąże
się jedynie z pewnymi przywilejami. Nie mają dodatkowych uprawnień ze względu na
noszony tytuł.
Oprócz władzy osobowej pojawia się także kolegialna, np.
Konferencja Episkopatu. Nie ma ona natomiast władzy rzeczywistej nad konkretną
osobą, może jedynie wydać swoją opinię lub zarządzenie dla wspólnoty wobec
jednostki. W przypadku Konferencji Episkopatu danego kraju ustala ona
funkcjonowanie Kościoła w danym państwie w oparciu o KKK, KPK, przywileje nadane przez Stolice Apostolską
oraz tradycję funkcjonującą w danym państwie.
Władza Boga nie ogranicza się jednak jedynie do Pisma
Świętego. JHWH jest bowiem Bogiem żywym i miłosiernym wobec swego Ludu.
Odczytujemy ją m.in. w sumieniu. Sumienie jest o tyle ważnym Bożym organem, że
postępowanie przeciwne zdrowemu sumieniu jest grzechem. Jest ono elementem
wiążącym wszystkie trzy elementy władzy.
Krzychu;)
Popularne posty:
-
O facetach mówi się dzisiaj wiele, najczęściej w kontekście kryzysu, jaki ma przechodzić świat mężczyzn. Jako dowód przedstawia się męską ...
-
Są sprawy trudne i trudniejsze. Historie dziwne, straszne, śmieszne czy wzruszające. W każdej z nich możemy kogoś urazić nie zdając sobie z...
-
Niewiele osób wie jak wielki wpływ ma filozofia na historię świata. Praktycznie nikt z was nie słyszał o fenomenologii czy neotomizmie. Dzi...
-
Od tego zaczęła się moja przygoda z anime. Wielu podziwiało Smoczą kulę czy inne bardziej "męskie" tytuły, a do mnie trafiała ni...
-
Po filozofach i naukach przyrodniczych i psychologicznych czas na teologów i ich wizję kobiet. Podobnie jak to było wcześniej ograniczę s...
Blog Archive
-
►
2016
(23)
- ► października (2)
-
►
2015
(20)
- ► października (2)



