6 marca 2016

Santiago de Compostela cz. II - kim jest Jakub?

         Jakub jest to imię biblijne wywodzące się z języka hebrajskiego (Jakub patriarcha, XVIII w. przed Chrystusem) i oznaczające “niech Bóg strzeże”. W Polsce imię to znane jest od wieku XIII. Z imieniem tym związane są zarówno polskie nazwiska (np. Jakubowski), miejscowości (np. Jakubowice), jak i niektóre przysłowia (np. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie).
           Wśród Apostołów dwóch nosiło to imię. Dla odróżnienia otrzymali nazwę: Starszy i Młodszy, albo Większy i Mniejszy. Decydował o tym nie ich wiek, ale który z nich pierwszy przystąpił do grona Dwunastu.
          Patron Święty Jakub Większy (Starszy) Apostoł był bratem Św. Jana Apostoła Ewangelisty. Ojcem ich był Zebedeusz. Matką Salome – kuzynka Najświętszej Maryi Panny, zwana niegdyś
siostrą Matki Jezusa (wszystkich krewnych Biblia określa słowem “bracia”, lub “siostry”).
     Zebedeusz ze swymi synami Jakubem i Janem mieszkali nad jeziorem Tyberiadzkim (Galilejskim) i trudnili się rybołówstwem, podobnie jak Piotr, Andrzej i Filip. Św. Łukasz pisze wyraźnie, że byli wspólnikami. Zaś matka Synów Zebedeuszowych, Salome, należała do najwierniejszych towarzyszek Jezusa, podczas Jego publicznej działalności; do niewiast, które usługiwały Jezusowi.
           Jakub wybrany na Apostoła (Mt 4,21-22, Łk 5,1-11), widniał zawsze niemal na czele listy. Pan Jezus wyszczególniał Św. Jakuba razem ze Świętymi Piotrem i Janem. Byli oni świadkami m.in. wskrzeszenia córki Jaira, tajemnicy Przemienienia, oraz Jezusowego krwawego konania w Ogrójcu. Jakub był gwałtownego usposobienia i popędliwego charakteru. Dlatego Pan Jezus nazwał go “Synem Gromu”. Po Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu został biskupem Jerozolimy. Kiedy Herod I Agryppa chciał się przypodobać Żydom, skierował w Jerozolimie prześladowanie przeciwko wyznawcom Chrystusa. Uwięził Jakuba i Piotra; Jakub został skazany na śmierć – zginął ścięty mieczem (Dz 12,1-2). To Jakub pierwszy z Apostołów poniósł śmierć męczeńską za Chrystusa; to pierwszy męczennik z grona Dwunastu. Historyk Euzebiusz podaje jako głos tradycji, że Św. Jakub ucałował swojego kata, czym go tak wzruszył, że ten się nawrócił i wyznał Chrystusa, ponosząc z nim śmierć męczeńską.
           W średniowieczu powstała legenda, że Św. Jakub, zanim został biskupem Jerozolimy, zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego udał się do Hiszpanii i tam głosił Chrystusa. Potem znowu powrócił do Jerozolimy zostając jej pierwszym biskupem i tam w 44 r. poniósł śmierć męczeńską. Kiedy w VII wieku Arabowie zajęli Ziemię Świętą, ciało Św. Jakuba miało być potajemnie wywiezione do Hiszpanii i tam złożone do grobu. Kiedy i tam Maurowie wtargnęli, ciało Świętego ukryto. Po około 150 latach zapomniano o nim. Dopiero w IX wieku, w górnej części obecnego Compostela znajdowała się mała osada drwali, w której pełnił posługę duchową mnich Pelayo, pustelnik żyjący w odosobnieniu w lasach pokrywających okoliczne wzgórza. Pewnej nocy pustelnik zobaczył światła i usłyszał pieśni rozbrzmiewające wśród drzew na zachód od osady. Przestraszony, powiadomił o tym Teomira, biskupa Iria Flavia. Teomir sprawdził teren i nakazał usunąć bogatą roślinność pokrywającą cały obszar. Po oczyszczeniu terenu odkryto cmentarz, a w jego centrum stare znaczące mauzoleum. Ten widok, zapewne wraz z starymi rysunkami oraz innymi znakami, doprowadził obecnych do wniosku, że przed ich oczami znajdował się grobowiec skrywający szczątki Apostoła Jakuba i jego uczniów Atanazego i Teodora. Teodomir bez chwili wahania nakazuje przekazać wieść królowi Alfonsowi II Cnotliwemu (760-842), władcy Asturii i ziem dawnej rzymskiej prowincji Galaecia. Niektóre kroniki wskazują, że wiadomość została również przekazana do cesarza Karola Wielkiego i Papieża. Teodomir przedstawił zapewne poważne i solidne powody. Król wraz z całym dworem przyjeżdżał do tego odległego miejsca, stając się pierwszym pielgrzymem docierających do grobu Apostoła Jakuba Większego, pokonując drogę z Oviedo do Compostela, która od tego czasu zyskała miano „Pierwszego Szlaku”.
           Król Alfons II Cnotliwy rozkazuje zbudować tam kościół nad mauzoleum apostolskim. Ten pierwszy kościół był zapewne niewielki. Biskup Teodomir przenosi swoją siedzibę w okolice grobu Apostoła i tam pod koniec swoich dni zapragnie zostać pochowany.
Konsekwencje obu tych wydarzeń będą bardzo ważne. Z jednej strony rozpocznie się pielgrzymowanie do grobu Jakuba, a z drugiej strony narodzi się mała miejscowość, która z biegiem czasu zmieni się w miasto Santiago de Compostela.
           Wykopaliska archeologiczne przeprowadzone w połowie XX wieku w okolicach mauzoleum apostolskiego, pod nawami Katedry, dostarczyły dowodów tych wydarzeń: przy zewnętrznych murach odnaleziono grobowiec zakryty granitową płytą, oznaczoną krzyżem podobnym do krzyży asturyjskich i z łacińskim napisem: „W tym grobie spoczywa sługa boży Teomir, biskup Irii, który zmarł trzynastego dnia kalend listopadowych 855 ery” (=20 października 847r.)
          Święty Jakub jest głównym patronem Hiszpanii i Portugalii. Dzień 25 lipca jest świętem ku jego czci. Jeżeli ten dzień przypada w niedzielę, wtedy – na mocy tradycji – w Hiszpanii i Portugalii jest obchodzony tzw. “Święty Rok Jakubowy”. W średniowiecznej Hiszpanii i Francji, dla ochrony pielgrzymów, powstał “Zakon Rycerzy Świętego Jakuba”.



Damian Nowicki
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

28 lutego 2016

Santiago de Compostela cz. I

Marzec to czas kiedy zaczynamy myśleć poważnie o wakacjach - co, gdzie, kiedy, w jaki sposób. W niektórych przypadkach przygotowanie to nie tylko zamówienie odpowiednich noclegów czy środków transportu. Należy popracować nad swoją kondycją fizyczną. Jednym z takich miejsc, do których wiedzie wymagająca trasa jest Droga świętego Jakuba, która w ostatnim czasie staje się modna.


W religii chrześcijańskiej pielgrzymowanie wiązało się początkowo z odwiedzaniem grobów świętych męczenników, którzy oddali swe życie za wiarę w czasie prześladowań chrześcijan przez Rzymian w pierwszych wiekach naszej ery. W IV w. cesarz bizantyjski Konstantyn Wielki i jego matka – Helena rozpoczęli kult Świętego Krzyża, na którym zawisł Chrystus. Wzniesiono wówczas wiele nowych kościołów na miejscach świętych dla chrześcijan (np. Grotę Narodzenia w Betlejem i Bazylikę Grobu Świętego), co zapoczątkowało ruch pielgrzymkowy do Ziemi Świętej. Wierni napływali z całej Europy. Miejsca wyznaczone przez Konstantyna stały się od XI w. celem wypraw krzyżowych (krucjat).

Drugim, najczęściej odwiedzanym miejscem świętym był Rzym, gdzie znajdowały się groby Apostołów . Od tysiąca lat jednym z najpopularniejszych sanktuariów świata jest sanktuarium św. Jakuba Starszego Apostoła, mieszczące się w Santiago de Compostela. Do sanktuarium prowadzą liczne szlaki pielgrzymkowe znakowane muszlą św. Jakuba. Historia pielgrzymowania do sanktuarium sięga IX wieku, kiedy to do relikwii św. Jakuba zaczęły przybywać tłumy pątników. Odnotowano okresy, w których przebywało tam nawet 1 mln osób, jednak wahania liczby pielgrzymów w kolejnych wiekach były bardzo zróżnicowane, ale często znacząco mniejsze. Od kilku dekad archidiecezja Santiago de Compostela gromadzi dane statystyczne m.in. liczby przebywających tam pielgrzymów, a od roku 2006 prowadzi również badania populacji .

Struktura wieku pielgrzymów badanych w latach 1989 – 2009 uległa stopniowym zmianom. Jest to szczególnie widoczne w przedziale wieku 16-20 lat oraz 41-50 lat. Nastąpiło istotne zmniejszenie udziału grupy nastolatków w wieku 16-20 lat na rzecz rosnącej liczby osób w wieku 41-50 oraz 51-60 lat. Na szlakach prowadzących do Santiago de Compostela pielgrzymują w większości mężczyźni, stanowią oni 59% populacji pielgrzymów. 

Okresem występowania najwyższej frekwencji pielgrzymów w Santiago de Compostela jest sierpień, kiedy to sanktuarium odwiedza niemal co czwarty pielgrzym (24,3%). Lipcową podróż do grobu Św. Jakuba wybiera niemal 18% pielgrzymów. Oznacza to, iż ponad 42% wszystkich pielgrzymów przybywa do Santiago w okresie wakacji letnich. Natomiast najmniej osób pielgrzymuje od grudnia do lutego, mniej niż 1%. Nacje które dominują na szlakach to przede wszystkim Hiszpańscy pielgrzymi, którzy są co drugą osobą wędrującą w ruchu pątniczym, co dziesiąta osoba pochodzi z Niemiec. W dalszej kolejności są Włosi, Francuzi i Portugalczycy. Polacy w tym rankingu zajmują 15 miejsce. Rocznie przebywa tam przeciętnie około 1 tyś pielgrzymów z Polski. Wiadomo również, że 91,5% pielgrzymów pochodzi z Europy, a pozostałe 8,5% to mieszkańcy innych kontynentów. 
Sposób pielgrzymowania uzależniony jest od wielu czynników, a jednym z nich jest stopień sprawności fizycznej. Większość przybywa do sanktuarium pieszo (83%) lub na rowerze (17%), jednak wystąpiły również nieliczne przypadki podróży konno (0,23%) oraz na wózku inwalidzkim (0,03%). Wybór trasy również jest zróżnicowany. Do Santiago de Compostela szlakiem francuskim Camino Frances (St. Jean Pied-de-Port – Pampeluna – Burgos – Leon – Santiago de Compostela) przybywa 77,5% pielgrzymów, a 8% szlakiem portugalskim Camino  Portugues (Lizbona – Satarem – Tomar – Coimbra – Porto – Barcelos – Tuy – Santiago de Compostela).

Damian Nowicki

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

7 lutego 2016

Tradycje, nakazy religijne, stereotypy...

Żyjemy, wierzymy, poznajemy nowych ludzi, nowe kultury, przyjmujemy nowe informacje... I tak non stop - od narodzin do śmierci. Już w gimnazjum wiemy więcej niż przeciętny Ziemianin jeszcze 150 lat temu. Jednak cały czas popełniamy podstawowy błąd w relacjach międzykulturowych - przenosimy zasady wynikające z kultury na obowiązki religijne.


Religia kulturowo nam najbliższa to chrześcijaństwo. Tutaj w wielu przypadkach kończy się wiedza większości Polaków, o Europejczykach nie wspominając. Osoby szczerze wyznające wiarę w Trójjedynego Boga z każdej denominacji postrzegani są przez pryzmat tego co kiedyś zasłyszeli bądź parę razy widzieli. I tak - zasadniczo jako katolik winienem być emerytem, bez z wykształceniem zawodowym lub co najwyżej średnim. Do tego bawić się w detektywa i śledzić wszystko, by za chwilę wytknąć: to sprawka Szatana. Wszystko w rytm Radia Maryja. Cóż - z żadnym z tych nie mam ja ani szerokie grono moich znajomy wspólnego.

Poza tym - katolicy nie modlą się do świętych. Proszą ich o modlitwę, co oznacza świętych obcowanie. Wskazuje na to jedna z najpopularniejszych katolickich modlitw - Zdrowaś Maryjo. A jak już jesteśmy przy tej modlitwie - różaniec nie jest tylko naszą domeną. Jest to dobro całego chrześcijaństwa. Jeżeli już wspomnieliśmy o reszcie wyznawców Chrystusa - protestanci głównego nurtu wierzą w świętych. Ich świątynie to nie koniecznie białe, surowe ściany z organami i ewentualnymi drewnianymi wstawkami. Idealnym przykładem świątyni luterańskiej w pełni barokowej jest parafia pod wezwaniem świętej Trójcy w Świdnicy. Kościół ten został w takim stylu zbudowany, a nie przejęty od katolików.

Najwięcej jednak łączy nas ze wschodem. Pamiętam kiedyś rozmowę z moim nauczycielem geografii w liceum, który twierdził, że grekokatolicy to odłam prawosławia i do niego go trzeba zaliczać. Niestety nie dało się go przekonać, że są to tacy katolicy jak my. Jednym z elementów, które nas różni to kwestia żonatych księży. Mogą pozostawać w związku sakramentalnym z kobietą, ale tylko gdy zawarli związek małżeński przed święceniami diakonatu. Później już nie mają takiej możliwość. Tak samo jest w Kościele Prawosławnym. Innym sakramentem, który wygląda inaczej we wschodnim chrześcijaństwie to małżeństwo. Panuje błędna opinia, że uznają oni rozwody. Dla nich również jest to sakrament dożywotni, a w pewnych warunkach zezwalają na zawarcie ponownego związku. Kwestię tą rozwiązuje sąd biskupi. W kanonach prawosławnych jest również mowa, że osoba nie może zawrzeć "związku małżeńskiego" więcej niż trzy razy. 

Inną religią bliską nam kulturowo jest współczesny judaizm. Jest to wiara niemal tak stara jak chrześcijaństwo, z którym ma wspólnego przodka. Zgadza się - to nie są nasi starsi bracia w wierze. Nie o tym tutaj ma być mowa. Jednym z najbardziej kojarzonych obrazków związanych z żydami to ortodoksi i ich ubiór. Dochodzi w nim do wymiany przepisów kulturalnych z tradycjami... polskimi. Czapka i płaszcz z dodatkami pochodzi bowiem od polskiego stroju szlacheckiego. Zaś pejsy swoje uzasadnienie znajdują w Kpł 19,27. Niemal ich cała populacja żyje w Izraelu, czyli kraju który powstał przez grupkę zapalonych patriotów, zasilony przymusowo przez mieszkańców kilkudziesięciu krajów. Świadczą o tym nie tylko liczne wspomnienia przesiedlonych, ale również współczesna demografia czy wręcz nacjonalistyczne wychowanie w szkołach. To jednak nie zaprząta głowy wiernych Jahwe. Jeden z większych problemów stanowi szabat i liczenie kroków. Jest to ustalona tradycja - podobna do tej, która mówi, że tylko język hebrajski jest na tyle święty by być językiem Biblii (ustalenia tzw, synodu w Jamni). Tradycyjną posługą jest również rabinat. Nie są oni duchownymi. Tak jak synagoga nie jest świątynią. Żydzi nie mają ani jednej świątyni na świecie - jest tak od niemal 2000 lat po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej przez Rzymian. Ważnym jest również nakaz religijny rytualnego uboju. Sposób uboju pochodzi z tradycji zawartej w Talmudzie. Księga Powtórzonego Prawa zawiera bowiem przepis o usunięciu krwi z mięsa tak, aby nie spożyć jej ani kropli.

Obecnie najbardziej nośny medialnie jest islam. Religia wywodząca się z tradycyjnych wierzeń arabskich, judaizmu i chrześcijaństwa. Obecnie chyba najbardziej prezentowana przez media ze względu na licznych imigrantów. Wielu pewnie myśli (?), że skoro wyznają jednego boga to szybciej się zasymilują. Niestety - na to nie pozwala im ich kultura. Równie nieuzasadnione religijnie są stroje kobiece (burka, nikab, hidżab). W koranie o tym nie ma mowy, dlatego wiele muzułmanek tego nie przestrzega. Jest to tradycja arabska. Podobnie jak tradycją jest obrzezanie kobiet w niektórych rejonach Afryki, co usprawiedliwia się czasami względami religijnymi. Poza tym samej świętej księgi muzułmanów jest kilka wersji, gdyż jej spisania nie podjął się Mahomet, ale jeden z jego następców. Koran jednak zakazuje cudzołóstwa, co wyznawcy islamu mogą niemal swobodnie ominąć hajtając się na jeden dzień. Do przestrzegania praw tejże religii nie nawołuje duchowny, gdyż nie ma takiej funkcji. Imam nawołuje pięciokrotnie w ciągu dnia z minaretu do modlitwy. Zarówno sposób informowania o odpowiedniej porze modlitwy jak i wieżyczki wokół domu modlitwy (nie mają świątyń) są elementami narzuconymi przez tradycję. Więcej jednak o islamie będzie w innych artykułów.

Na popularności w ostatnim wieku zyskują praktyki i religie Dalekiego Wschodu. Wśród tej mieszanki wybija się system religijno-filozoficzny zwany buddyzmem. Jak łatwo się domyślić nie jest on jednorodny. Jednak ich różnice są poważniejsze niż chrześcijan, gdyż decydują o sprawach fundamentalnych, np. o wierzeniu w bogów. Znaczna część buddystów jest teistyczna, ale wiara ta nie stawia ich na piedestale. Są jednymi ze stworzeń, którzy też dążą do samounicestwienia. Dlatego w ich mniemaniu możesz być zarówno chrześcijaninem czy muzułmaninem jak i buddystą. Tak, popularna nirwana to samobójstwo ontologiczne, gdyż jest to miejsce "rozpłynięcia się". Aby się oświecić jak najszybciej należy wiele medytować. Stąd mistyczne, w europejskim mniemaniu, klasztory. Nie skrywają tam żadnych tajnych nauk. Nie każdy klasztor uczy jakiś sztuk walki. Młodym adeptom pokazują jak panować nad własnym ciałem wykorzystując swoją energię życiową. Do tego potrzebne są liczne i skomplikowane przepisy, o których niewierni i szczerze zainteresowani nie wiedzą. A jeżeli chodzi o samoopanowanie - nie są tak pokojowi jak się ich przedstawia. Owszem większość stara się żyć w pokoju, ale pojawiają się mnisi, którzy prześladują innowierców, np. prześladowania chrześcijan przez buddyjskich mnichów i wiernych na Sri Lance w 2012 roku. Z tego wszystkiego wynika, że nie jest obce im przywiązanie do materii, którą powinni odrzucać...

To tylko kropla w morzu informacji jakie udało mi się zebrać. Żeby omówić wszystko trzeba wybrać się na wykłady z religioznawstwa bądź teologii konkretnej religii. Najważniejsze jest jednak, żeby wiedzieć przeciwko czemu się wypowiadamy, protestujemy. Wszystko ma swoje blaski i cienie. Nic nie jest takie jakie się nam wydaje.

Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

22 stycznia 2016

Dlaczego jestem "nietolerancyjny"

Od dłuższego czasu słyszę pod swoim adresem różnego typu wyrzuty, że tak nie mogę mówić/pisać/myśleć, bo coś tam, coś tam. Na szczęście mam niezły zmysł olewczy, toteż nie robi to na mnie wielkiego wrażenia aczkolwiek chciałbym sobie kiedyś popatrzeć na swoją przeszłość i to co się we mnie nie zmieniło. 


Zanim przejdę do meritum - z tego wszystkiego jestem dumny. Może się mylę - nie wykluczam tego. Jednak mam spokój sumienia. Nie wpływa to moje życie. Każdy ma swoje zdanie. Z takimi ludźmi lubię rozmawiać, bo wtedy dyskusja robi się żywa, ekspresyjna, nerwowa... przez co prawdziwa.

Krzysiek seksista


Wiele koleżanek i znajomych, a nawet przyjaciółki mówią mi to wprost. "Nie możesz o niej tak mówić" albo "Takie zdanie o niej zachowaj dla siebie" to podstawowe zwroty jakie słyszę. Język z czasem złagodziłem, bo rzeczywiście nie znam dobrze każdej kobiety. Nie zmienia to jednakowoż faktu, że dziewczyna ze śladami szpachelki albo zaciekami na twarzy będzie traktowana przeze mnie jako łatwa. Tutaj kieruję się hasłem Rachel z Glee: Twarz to nasza wizytówka. Naturalne jest piękne - to chyba każdy facet powie.

Czasami jednak zdarza się, że ludzie biorą mnie za seksistę ze względu na kierunek moich studiów, czyli teologię. Wówczas pojawiają się różne głosy, szczególnie wśród osób które mnie słabo znają: no przecież jesteś z Kościoła - inaczej nie możesz. A ja mogę inaczej. Zazwyczaj wprost się z tego nabijam. Jak? Ciągnę tą farsę, aż do granic absurdu. No i moje zdanie na temat możliwości funkcjonowania szkół i firm płciowych jest też karygodne. A jak się kobieta nie nadaje na stanowisko? Zatrudnimy ją, żeby jakieś inne bezrobotne panie nie zablokowały pracy naszej firmy.

Krzysiek rasista


Tutaj może być coś na rzeczy. Raz nawet zdarzyła mi się wpadka w autobusie, gdy chcąc ustąpić miejsca kobiecie wstałem z miejsca w momencie, gdy siadał murzyn... -.-' Inna sprawa to używanie przeze mnie słowa murzyn, co jest przyczyną oskarżeń o rasizm rzucanych w moim kierunku. Ja nie widzę problemu, podobnie jak przy określeniu czarny, czyli popularne nigger w angielskim. Skoro Afroamerykanie walczą o jego ponowną neutralność to dlaczego im nie pomóc? Jeżeli chodzi o żarty - cenzuruję. Co innego śmiać się z koloru skóry i ze stereotypów, a czym innym jest obrażanie człowieka. Podobnie ma się kwestia z Żydami. Nie wytrzymuję jednak roszczeniowych postaw czarnych, którzy po wiekach niewoli liczą na wieki odpłaty. A Żydzi? Sami się prezentują w filmiku poniżej. Aczkolwiek, gdy byłem w ich kraju brali mnie za swojego, więc nie musiałem się o nic martwić. 


Krzysiek ksenofob


To chyba jest jedno z nowszych określeń. W sumie od pierwszego roku studiów obracam się w międzynarodowym towarzystwie - a to z powodów rodzinnych, a to z powodów studyjnych. Wszystko do pewnego czasu grało i buczało, gdyby nagle na Śląsku pojawiło się jak mrówków pełno Ukraińców. Cóż, Polacy tak samo wyglądają za granicą, ale tego też nie popieram. Tym bardziej, że większość Ruskich ma nas głęboko w czterech literach. Prawo? Przecież ich nie deportują, bo mają "wojnę" (na którą zasłużyli). Mandat? Przecież tam i tak nie dojdzie - zniknie gdzieś po drodze. Jeden z nich pobił chłopaka do nieprzytomności. Dlaczego? Bo w nie chciał przepuścić Ukraińca przed siebie. Brak umiejętności korzystania z toalety: dosłownie obsrane ściany, nieznajomość tamponów i podpasek przez dziewczyny (na co wskazuje comiesięczna krwawa podłoga). Raz nawet mi grozili, bo nie chciałem ich kumpla przez okno wpuścić do akademika - za co sam bym wyleciał. Narkotyki i ciągłe libacje - to norma. Raz padłem, gdy dziewczyna zobaczyła pralkę i poleciała do portierki zapytać się jak to działa i jak ma wyprać. Pewnego weekendu miarka się jednak przebrała. Zareagowałem słownie. Wówczas komentarze jak ten poniżej sypały się niczym z rękawa. Dlatego wolę imigrantów mieć w kraju - oni przynajmniej się nie wmieszają w tłum i wiadomo od razu kim i jacy są.

Krzysiek homofob


Na to już od kilku lat parskam śmiechem - nie boję się bowiem gejów ani innych dysfunkcji, o czym nie raz przekonują się moi znajomi. A czym sobie na to zasłużyłem? Sprzeciwem wobec przywileju związku partnerskiego dla homoseksualistów, uznaniem wszystkich tras wersji ludzi za normę czy też sprzeciwem wobec adopcji przez takich ludzi. O ironio - tutaj też mieszczą się moi znajomi geje! "Bo ty prawdziwym gejem nie jesteś!" - usłyszał kiedyś jeden ze znajomych mi homoseksualistów. No i jak można mówić o nich dowcipy - przecież za każdym razem, gdy to robimy na świecie umiera jeden gej. Nie lubię i wkurzam się bardzo, gdy oglądam super film/serial i widzę na chama wciśniętego kogoś z LGBTQ... -.-' Z resztą - nawet niektórzy geje by się mogli tutaj podpisać!

Krzysiek antyklerykał


Pytam, mam swoje zdanie, nie daję się traktować jak człowiek drugiej kategorii... Po prostu nie daję się księżom wpychać do ramki, w które się nie mieszczę (dosłownie i w przenośni :P). No ale o to mają pretensje także przyszli księża, którzy żywieni z kapsy rodziców nie są już tymi normalnymi ludźmi (poza nielicznymi przypadkami). No i nie jestem narodowcem, mam inne zdanie na temat historii Śląska... Dużo tego - nic, że staram się ewangelizować i zachęcać do wstąpienia do Seminarium jeżeli się zdarzy komuś o tym myśleć. Liczy się tylko to, że nie wierzę w każde ich słowo.

Krzychu;)


I coś pozytywnego na koniec ;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

10 stycznia 2016

Karnawał dookoła świata

Karnawał to okres trwający od 6 stycznia do Środy Popielcowej. Źródeł nazwy należy szukać w łacinie: carne - mięso, vale - żegnaj lub carrus navalis, czyli wóz w kształcie okrętu ciągnięty w czasie rzymskich bachanalii. Wtenczas w większości krajów oficjalne obchody przybierają formę mega imprezy. Najbardziej znane na świecie karnawały to te z Rio i z Wenecji, dlatego proponuje przyjrzeć się mniej znanym karnawałom.


Kölner Karneval

Kölner Karneval


Najbliżej nam są Niemcy. Choć wydają się drętwym narodem potrafią się bawić. Najbardziej znanym karnawał odbywa się w Kolonii. Oficjalne imprezy miejskie swój początek mają w roku 1823. Była to odpowiedź  Prusaków na ciągłe konflikty nadgraniczne z Francuzami. Uroczystości miejskie rozpoczynają się niewinnie w Rosenmontag (poniedziałek przed Środą Popielcową) od szturmu kobiet na ratusz. Ich celem są męskie krawaty, które zostają obcięte. Ze strachu władze przekazują im klucz do miasta. Ten zuchwały czyn daje znak dla wielu, stosownie podzielonych co do wieku, koloru i grupy społecznej, aby wyszli i zaczęli tworzyć kordon. Z tego elementu najbardziej cieszą się dzieci, gdyż w trakcie parady rzucane są na prawo i lewo cukierki. Po zakończeniu parady kolorowych strojów, muzyki i tańca odbywają się ustalone wcześniej, mniejsze i większe, wydarzenia kulturalne. Lokale gastronomiczne biorące udział w karnawale są przyozdobione Nubbelami, czyli Marzannami na sterydach. Pali się je w Środę Popielcową dając znak, że wszystkie grzechy tego okresu idą w niepamięć.

Carnival in Mindelo


Carnival in Mindelo
Z Niemiec najbliżej nam na Wyspy Zielonego Przylądka. Mają one najstarszy zwyczaj obchodzenia karnawału w Afryce, którego początki rozpływają się w odmętach XVIII wieku. Tradycja jest pozostałością po Portugalskich kolonizatorach. Przygotowania zaczynają się zaraz po Sylwestrze, by w połowie lutego wyjść na ulice. Za przygotowania odpowiadają pomysłowi mieszkańcy, którzy stają na czele różnych grup. Pojawiają się wówczas dzikie, nowoczesne i tradycyjne stroje. Ich celem jest wygrana w konkursie na najlepsze wdzianko. Oczywiście wszystkiemu towarzyszy muzyka i taniec. Przebiegiem przypomina karnawał w Rio przez co miasto zwane jest "małą Brazylią". Niestety pozostałości po kolonizatorach i w tym radosnym czasie pozostawiły rany. O co chodzi? Pojawiają się dwie parady - pierwsza, która wyrusza w wieczór poprzedzający oficjalne obchody. Składa się ona z bogatych, lepiej urodzonych, którzy nie chcą mieszać się z plebsem. Turyści nie przychodzą jej oglądać, gdyż wszyscy ubrani są w kupione stroje, dlatego czasami jest nazywana "paradą takich samych". Druga natomiast jest pełna normalnych ludzi, a więc szczerej radości i życzliwości. Wszystko trwa tydzień. Możemy wtedy spotkać mieszkańców chodzących w tradycyjnych oraz odświętnych strojach, zobaczyć i usłyszeć tradycyjne instrumenty muzyczne czy zostać ugoszczonym posiłkiem nieprzygotowanym pod turystę. 

Mardi Gras


Mardi Gras
Wyspiarskie państwo dobrze rozgrzewa przed wizytą w Stanach Zjednoczonych. Nowy Orlean nazwę swego festiwalu zawdzięczają kanadyjsko-francuskiemu badaczowi Jean Baptiste Le Moyne Sieur de Bienville, który kupił ziemię w 1699 roku i nazwał ją Pointe du Mardi Gras. Jednak pierwszą wzmiankę o imprezie karnawałowej znajdujemy w dokumentach hiszpańskiego gubernatora z 1718 roku. Było to małe, miejskie wydarzenie, którego rozmach zwiększył się wraz z rozwojem prasy. Obecnie oficjalna impreza zaczyna się na 12 dni przed Środą Popielcową. Wszystko dzieje się w historycznej części Nowego Orleanu. Zgodnie z tradycją w każdej z przecznic odbywa się pochód. Trasa, czas i miejsce rozpoczęcia od wieków są takie same. Wszystkie parady łączy osoba Króla Karnawału. Jego zadaniem jest pilnowanie wszystkiego co ma związek z imprezą. Uczestnicząc w pochodzie nie trzeba się martwić o pamiątki, gdyż drobne okazy spadają z okien i balkonów. Paradujący nie pozostają dłużni, czyniąc podobnie. Dla widzów jest jeszcze jedna atrakcja - piłeczki Króla i Królowej. Są ich dwa rodzaje - arystokratyczne dla specjalnych gości i zwykłe, które może dostać każdy kto się spodoba monarszej parze. Jest jeden haczyk - nikt nie wie kim oni są. Tak jak w poprzednich tak i w tym festiwalu mamy grupy - mają one swoje historyczne tradycje. Jest ich ponad 70. Żeby do nich dołączyć mieszkańcy muszą znać obowiązujące w nich zwyczaje. Zdaje się on być najbardziej obarczoną tradycją i przepisami tego typu imprezą. Ale skoro Myszka Miki przyjeżdża i daje radę...

Carnaval Salvador da Bahia


Carnaval Salvador da Bahia
Z Nowego Orleanu rozgrzani możemy się udać na Południe, żeby odwiedzić największą paradę karnawałową na świecie. Odbywa się ona w Brazylii w stanie Bahia. Cała zabawa rozpoczyna się w Tłusty Czwartek pod hasłem Bahia: maior explosão de alegria (Bahia: największy wybuch radości) i trwa do Środy Popielcowej. Wówczas królowi zwanemu Grubym Rei Momo władze miasta Salwador przekazują klucze. Od tego momentu po mieście jeżdżą ciężarówki z zespołami zwanymi trio eléctrico, wokół których gromadzą się liczni tancerze. Jako, że miasto nosi miano najbardziej afrykańskiego w Brazylii możemy odczuć także misteryjny charakter imprezy. Niestety dochodzi do co raz większej komercjalizacji, co nie idzie w parze z polityką miasta. Dlatego należy zachować szczególną ostrożność, szczególnie podczas pochodów na starówce, która nie zmieniła swojej zabudowy od XVIII wieku. Wiąże się to ze zbyt wąskimi uliczkami. Być może stąd się wziął również specyficzny sposób przemieszczania korowodu - jedne grupy prezentują się na bokach pojazdów, inne natomiast są "przewijane" z przodu i z tyłu (podobnie jak w walcu), co daje niezwykły efekt podczas tańca. Podobnie jak w Mindelo mamy do czynienia tutaj z identyczną pozostałością po kolonizatorach. Co nie przeszkadza, by się wyszaleć i spróbować karnawałowych specjałów. 

Goa Intruz


Goa Intruz
Czas przelecieć się do Azji, a konkretnie do Indii. W tym miejscu jest to niezwykłe wydarzenie, ponieważ mieszkańcy tego kraju w większości są politeistami. Daje to świetne połączenie zabawy z powagą. Nazwa nawiązuje do tego faktu, gdyż intruzami, którzy występują w nazwie, jest mniejszość chrześcijańska. Przyniosła ona swój zwyczaj świętowania w XVIII wieku. Obecnie zabawa zaczyna się cztery dni przed Ostatkami i kończy w Tłusty Czwartek. Zabawę otwiera znany już Król Momo. Istotnym elementem wyróżniającym tą imprezę z innych tutaj wymienionych jest ograniczenie muzyki i tańca na rzecz przebieranek, które są najważniejsze. Im bardziej skomplikowane i dumne tym lepsze. Cały korowód się bawi, natomiast towarzyszący im ludzie... stoją bądź siedzą wyprostowani i się przyglądają. Muzyka, która towarzyszy im to zwykły pop. Inaczej jest na obrzeżach, gdzie dominują pieśni pochwalne na cześć przodków i nie ma korowodów, ale ludzie świętują wokół ulicznego krzyża. Ciekawostką jest, że odbywa się podczas pochodu dosyć nietypowy konkurs bitwy workami z trocinami. Zwycięzca otrzymuje od Momo specjalne nagrody. W małych grupach, szczególnie młodzi ludzie, udają się po wszystkim do różnych miejsc gdzie bawią się do samego rana. 

Australia


Całkiem blisko jest najmniejszy kontynent świata. Tutaj... nic się nie dzieje. Ziemie te do teraz są kolonizowane do czego zachęca rząd. Stąd też mieszkańcy nie są jeszcze zżyci z sobą przez co są niezorganizowani. Jednak możemy tutaj spotkać pomniejsze imprezy organizowane przez nowo osiadłych, którzy przywieźli je na koniec świata ze swoich ojczyzn. Toteż mając szczęście możemy dowiedzieć się jak świętują chrześcijanie z każdego zakątka świata. Miasta wykazują nieśmiałe próby organizacji czegoś wielkiego, stąd też pojawiają się jednorazowe imprezy, np. Wodny Karnawał, Karnawał Aborygenów. Jedynym dniem, gdzie wszystko jest tradycyjne i coroczne to wypadający 26 stycznia dzień niepodległości Australi zwany Australia Day. Wówczas świętują wszyscy.

Walka karnawału z postem - Pieter Bruegel (starszy)

Podsumowanie


Po wszystkim wracamy do Polski i organizujemy niezliczone domówki. Również grupy kościelne urządzają swoje zabawy, co jest nowością ostatnich kilku lat. Wcześniej bowiem, do lat 60., nie było takiego zezwolenia. Okres karnawału należał bowiem do tzw. przedpościa, czyli czasu obejmującego cztery niedziele. Każda z nich miała odpowiadać jednej z Ewangelii i sprawdzać jak przygotowujemy się do Wielkiego Postu. Zwyczaj ten pozostał w Kościele Prawosławnym i w Greckim obrządku katolickim. To jest jednak temat na inny artykuł.

Udanej zabawy
Krzychu;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

31 grudnia 2015

Bajka na Nowy Rok!

Bajka została przeze mnie napisana kilka tygodni temu dla gimnazjalistów i uczniów szkół średnich. Postaci są wzorowane na znanych mi osobach, podobnie jej przebieg. Wszystkim nie życzę takiej przemiany w nadchodzącym roku. Z Nowonarodzonym Chrystusem w sercu życzę spokojnej przemiany.


Dawno, dawno temu… W sumie nie tak dawno był sobie pewien człowiek. Miał on wielorakie problemy. Lubił korzystać z wszelkich uciech życia doczesnego. Bynajmniej nie chodzi tutaj o różnego typu wyjazdy w góry, kulturalne spotkania studentów w pubach czy organizowanie domówek. Niezmiernie często korzystał z alkoholu, narkotyków oraz niezobowiązującego seksu z nowo poznanymi kobietami.

Dzisiejsza historia zaczyna się na ostatniej w życiu libacji Tomka. Postanowił, że wystąpi w piwnych zawodach w wyniku czego szybko wprowadził się w stan upojenia alkoholowego. Jako, że miał ogromne doświadczenie w tym stanie nie stracił przytomności umysłu. Pomyślał, że dobrze będzie jak zapali zioło i skorzysta z mocniejszego dopalacza. Pożyczył pieniądze od kumpla i poszedł na miasto.

Po długich poszukiwaniach znalazł dilera. Usłyszał o nowym narkotyku zwanym kosmiczny strzał. Gdy przechodził koło kościoła, w którym odbywało się nabożeństwo, postanowił się zatrzymać, aby zanegować wszystko co się tam dzieje. Wszedł i po krótkim słuchaniu kaznodziei postanowił zrobić sobie zastrzyk z narkotykiem. Dodało mu to animuszu. Zaczął krzyczeć i wyzywać znajdujących się tam chrześcijan. Kilku rosłych mężczyzn postanowiło interweniować. Ku ich zaskoczeniu zaprotestowała młoda dziewczyna. Nazywała się Arleta. Kojarzyła chłopaka, gdyż chodzili na ten sam wydział. Odezwała się nie tylko ze względu na znajomość, ale przede wszystkim przez to, że poczuła to podczas modlitwy. Poprosiła księdza, by odpowiedział na wszystko, co mówił Tomek. Tak też się stało.

Chłopak jednak nie chciał słuchać i postanowił, że opuści świątynię. Tak naprawdę była to ostatnia próba przemówienia przez Boga do jego świadomości. Wiedział bowiem, że narkotyk, który został wstrzyknięty do jego żył był tzw. złotym strzałem. Wracając na imprezę przechodził przez niemal pustą jezdnię. Potrącił go jednak samochód. Skutkiem tego było zabranie Tomka do szpitala – został podłączony do wielu różnych maszyn. Szybko również podjęto próbę detoksykacji jego organizmu. W tym samym czasie chłopak przeżywał coś niezwykłego.

Jezus postanowił w sposób bezpośredni pokazać chłopcu co się stanie, gdy nie zmieni swojego życia na lepsze. Najpierw zstąpili do piekieł – tam w wielkich mękach zobaczył skutek wiecznego braku miłości Trójcy. Chrystus wyjaśnił, że całym swym życiem

decydujemy o wyborze na sądzie szczegółowym zaraz po naszej śmierci. Pan zobaczył myśli Tomka, dlatego zabrał go do czyśćca. Powiedział mu, że to jest miejsce, w którym dokonuje się oczyszczenie poprzez odpowiedzialne prześledzenie swojego życia. Przeznaczone jest ono dla ludzi dobrych, którzy świadomie podejmowali decyzje wbrew Miłości Bożej. Niebo, do którego się udali było najbardziej zaskakujące. Nie było to miejsce, w którym trwała wieczna Msza jak sobie wyobrażał. Było tam pełno śmiechu i radości w Trójcy obecności. Jezus wskazał mu miejsce podpisane „Tomasz – mój ukochany syn”. W tym momencie ocknął się w pokoju szpitalnym zupełnie sam. Nikt nie przejął się jego nieobecnością do końca imprezy oraz tym, że nikt go nie widział od trzech dni. Zrozumiał, że jest coś nie tak skoro nawet poinformowana rodzina się nie pojawiła. Przekonał się, że nie był to sen.

Postanowił, że zmieni swoje życie. Nie stało się to natychmiast. Powoli wychodził ze swojego środowiska dając nieświadomie świadectwo swojej przemiany. Zaczął powoli ufać Kościołowi, znalazł tam dziewczynę. Zmienił studia. Założył rodzinę. Jak potoczyły się jego losy dalej – nie wiem. Jednego jestem pewien – możesz takiego Tomka spotkać niemal na każdym rogu ulicy.

Krzychu;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: