12 maja 2014

Gimby nie znajo

Zapomniane animacje polskie i sąsiedzkie, bo o nich będzie ten wpis, tworzone były w skrajnie nieetycznych czasach komunizmu. Powszechnym było wynoszenie różnych rzeczy z fabryk, pałowanie zwykłych obywateli, zwalnianie z pracy czy uczelni za wiarę czy większą niż średnia działalność na rzecz poprawy bytu. Same filmy, powszechnie błędnie nazywane bajkami, starały się wpajać zgoła odmienny system wartości. Wszyscy je kochali, ale nie wszyscy wyciągnęli lekcje - tak bywa zawsze... Nie będę podawał tytułów, gdyż jest to zbędne - a w razie czego - niech będzie to pretekst do rozmowy z rodziną ;)

Obydwoje znani są w Japonii
Powyższy film lalkowy znany jest na całym świecie pod różnymi imionami. Wiele osób go polubiło za jego prawość, a równocześnie dziecinną niewinność. Sekretem jest, że razem z dziećmi patrzeli i rodzice - wielu z nich z pewnością niosła fantazja kierowana maksymą: Oby moje dziecko takie było... ;) Pierwowzorem była zarówno książka jak i czasopismo Miś, którego był patronem. Jedną z ciekawostek dotyczącą Zajączka jest to, że zmieniał kolor... umaszczenia. Jeżeli się przyjrzymy różnym odcinkom zauważymy, że w jednych jest koloru brązowego, w innym szarego, a następnie oliwkowego. Ma owszem brata szaraczka, ale to nie o niego chodzi.

Kto nie zna tej dwójki? Najpopularniejsza i najdłużej emitowana dobranocka w Polsce. Cały czas obecna na naszym rynku w postaci kolorowanek. Swojego czasu mieli też niewiastę między sobą, ale moim zdaniem dobrze się stało, że zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach ;) Chłopcy byli tak dobrzy, że przeszli cenzurę Irańskich władz po rewolucji islamskiej i pojawili się także na tamtych odbiornikach. Wspomnieć należy, że imiona wymienione w tytule to tylko zdrobnienia. A będąc przy kwestii ich nazywania - wiesz kiedy się pojawili ich rodzice (odcinek bądź film) i jak się nazywali? Podziel się poniżej ;)
Jak to Czesi ;)
Ci bracia są dosyć nietypowi i nie wykorzystywani na paradach choć to oni spali w jednym łóżku, mieszkali w jednym domu bez rodziców. Smykali się po lesie i rozmawiali ze zwierzętami - do dziś Czesi maja coś z paproci i rozmowy ze zwierzętami po jej wykorzystaniu. 
Pierwszy ekologiczny kret - roślinożerca ;)
Bardzo opiekuńczy, zawsze dbający o przyjaciół i przyrodę, ale potrafiący również pokazać pazurki, gdy nadepnęło się mu na odcisk (odcinek z anteną). Części osób zburzę światopogląd jak powiem, że był on chrześcijaninem, gdyż zawołanie "Ahjo!" jest skrótem od "Ahoj Ježíš!". Szach mat ateiści xD Jest on znany w 60 krajach oraz kręcony do 2002 roku - do dzieła więc kinomani!
Z pozdrowieniami dla Czarnej Braci ;)
Choć mogłoby się zdawać, że dobranocka od Wielkiego Brata furory nie zrobi - było inaczej. Dzieci nie interesują się polityką, więc można było oglądać bez konsekwencji. Animacja zdobyła taką popularność, że powstała nawet gra na jedną z platform. Pomysł mógł zostać skopiowany z Hameryki - kojarzycie Strusia pędziwiatra? - ale kto by się tym przejmował. ;) Nie wiem, czy wiecie, ale Wilk ma coś dla facetów pożądanego - nie chodzi o upór i kondycję, ale o płyn na porost włosów. Skąd wiem? Przyjrzyjcie się jego czuprynie w początkowych odcinkach i przeskakujcie co jakiś czas a zobaczycie ;) Seria była wznawiana w roku 2005. Pojawiają się tam również kryptoreklamy nokii, ale to chyba dlatego, że wytrzymałe ciągnie do wytrzymałego. 

Co wy wspominacie? Jakie animacje z dzieciństwa? A może byliście już zbyt "dojrzali" na takie "bzdury"? Komentujcie i wspominajcie - może jakaś mała sesja rodzinna;)

Krzychu

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

10 maja 2014

Budda, yin - yang, Koran - można czy nie?

Poprzedni wpis to motywator do wpisu o elementach z kultury pozaeuropejskiej w naszym życiu. Oczywiście opiszę kilka najbardziej znanych przykładów, o których słyszałem nie raz i nie dwa.


1. Praktyki buddyjskie w życiu chrześcijanina
Nie ma chyba Polaka młodego pokolenia, który by nie znał poniższego filmu Wojciecha Cejrowskiego mówiącego tak wiele i tak niewiele o ww. religio-filozofii. Częściowo jest tam zawarta prawda, np. o bałwochwalstwie, a częściowo kłamstwo, które wzięło się m.in. z odczytania symboliki przez pryzmat kultury europejskiej. Można przeczytać o tym w wywiadzie, który przeprowadzono z dr Krzysztofem Jakubczakiem. 



Najpopularniejszym przedmiotem przywiezionym, bądź kupionym w sklepie "Wszystko po 2 zł i nie tylko", kojarzonym z ww. motywem jest posążek buddy - niby nic takiego, fajna figurka i pamiątka. Ma jednak ona zgubny charakter ze względu na to, że przez wielu jest czczona jako wizerunek ich boga bądź, na nasze pisząc, proroka dobrej nowiny. Nie zagłębiając się w teologiczne niuanse i treści podam bardzo obrazowy przykład. 
Mamy małżeństwo z własnym mieszkaniem, być może z dzieckiem. Żyje im się różnie - pojawiają się chwile trudne, smutne, kłótnie, ale również sielanka, radość, uniesienie. Nagle w domu coś zaczyna się dziać. W sypialni pojawia się zdjęcie - żona w objęciach innego faceta. Zdjęcie jest oprawione w ramkę, leży na nocnym łóżku.
Sytuacja dziwna - dla większości nie do pomyślenia. W życiu inny facet - mąż nadal jest obecny. Jak on się czuje? Co dziecko jako świadek powie? Podobnie jest z naszą wiarą -  my jesteśmy małżonkiem Boga. To z Nim mamy spać (żyć codziennie). Nasza relacja z Nim jest intymna - nie ma w niej miejsca dla kogoś innego, czegoś innego. To zresztą dotyczy symboliki, ksiąg świętych czy posażków bóstw z każdej innej religii. 

2. Joga, kadzidełka, yin - yang.
Ostatniego z wymienionych nie ma co komentować, bowiem dla chrześcijanina jest jasne, że Chrystus zwyciężył, szatan pokonany, zniszczył śmierci moc. Dlatego też nie ma mowy i nigdy nie było o równości dobra i zła. Któż jak Bóg? A jest On nieskończonym Dobrem.

Ten mecz już jest dawno wygrany! Był ustawiony przez Boga od początku. Szatan to tylko stworzenie.

Co do kadzidełek - jeżeli są kupowane w jakimś supermarkecie żeby pachniało - nie widzę przeciwwskazań. Jeżeli jest to sprzedawane/dawane za darmo przez ulicznych roznosicieli - ja bym się wstrzymał. Podobnie, gdy roznosi je nieznana osoba, ktora zbiera na wakacje - tutaj możemy mieć doczynienia z sektą Harry Kriszny. Dlaczego? Nie wiemy po co one są, skąd pochodzą i czemu mają służyć. Nawet jeżeli cel jest szczytny - dobro dla domu - pamiętajmy, że nam chrześcijanom nikt poza Trójjedynym Bogiem nie może nam tego dobra przynieść. Nikt inny nie wygoni złych duchów. A pojęcie aury - jakie się wówczas stosuje - jest obce i sprzeczne z naszym systemem wartości.

Obecnie z jogą jest grubsza sprawa, gdyż z formy modlitwy, filozofii i medytacji - jak niegdyś sztuki walki czy sumo - przerodziła się częściowo w sport. Z tego powodu jej unikam - granica jest niekiedy niezauważalna nawet dla znawców pochodzących z Dalekiego Wschodu. Stało się to pod wpływem kultury europejskiej, która ma ogromne tendencje do relatywizacji każdego aspektu ludzkiego życia. Jeżeli to jest joga sportowa, która służy rozciąganiu i jesteś na 100% pewny tego - powodzenia ;) W innym wypadku odradzam, ponieważ może zaszkodzić o wiele bardziej niż pomóc.

3. Ucałowanie Koranu, pokłonienie się w świątyni pogańskiej itp.
Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz (Mt 4,10). Niedopuszczalnym jest dla chrześcijanina, aby czynić te i inne tego typu praktyki wobec bogów, którzy naprawdę bogami nie są. Wszyscy ludzie na ziemi nie wierzą w jednego i tego samego boga. Inne religie - w sensie realności ich sfery boskiej - nie są równe chrześcijaństwu. Dla nas jedynie Trójca Święta jest Bogiem. Nie ma innych bogów poza nim. Nie wolno nam oddawać czci przedmiotom ani osobom, które pochodzą z poza naszej sfery religijnej.

4. Słuchanie muzyki religijnej, która nie zawiera treści chrześcijańskich.
Ze słuchaniem muzyki jak jest każdy wie. Zdarza się fajna nuta i zdarza się ta zgoła nieciekawa, która wpada w ucho. Więc co się stanie, gdy muzyka zawierająca modlitwę do pogańskiego bożka lub złorzecząca to zrobi? Ponadto chrześcijanie znają formę modlitwy przez słuchanie czyjejś modlitwy, tzn. że modli się ktoś - my słyszymy i też w pewien sposób się w nią włączamy. Musi to być słuchanie czynne, a nie bierne. Poza tym - jeżeli nie rozumiemy - skąd mamy wiedzieć do kogo i o co ta modlitwa jest. Dlatego kategorycznie tego odmawiam. Dotyczy to także częściowo judaizmu, gdyż zna on modlitwy o niepowodzenie np. Psalmy złorzeczące: 58, 83 i 109. Nie znam muzyki izraelskiej, ale - sądząc po atakach na chrześcijan i muzułmanów - również dzisiaj nie jest to obce.

Podsumowując: bożkom, symbolom, modlitwom i czczeniem jakichkolwiek innych sił niż siły Boga, a także modlitwom o złe rzeczy - Kościół wraz z kościołem mówi nie.

A co wy myślicie? Co jeszcze znacie? Z czym się spotkaliście - miejsce na wyżycie się jest niżej ;)

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

8 maja 2014

Sailor moon

Od tego zaczęła się moja przygoda z anime. Wielu podziwiało Smoczą kulę czy inne bardziej "męskie" tytuły, a do mnie trafiała niebieskooka blond piękność, która choć rozryczana potrafiła walczyć do końca w imię miłości i sprawiedliwości. Nadal co jakiś czas lubię zerknąć na któryś z odcinków, gdy jest mi źle. Całkiem niedawno - jakiś rok wstecz - obejrzałem powtórnie całość - 200 odcinków plus kilka dodatkowych filmów pełnometrażowych. Co mi się tak nagle wzięło na Czarodziejkę z księżyca? Otóż w tym roku mija dwudziesta rocznica od kiedy pojawiła się na ekranie.

Plakat promujący
Sailor moon jest znana na całym świecie. Polska poznała początki historii nastolatki w rybackim mundurku po emisji wszystkich odcinków w Japonii, czyli w roku 1997. Jednak nie zobaczyli całości, ponieważ serię dopadła cenzura. Wyeliminowane zostały odcinki, które były zbyt brutalne dla dzieci lub obrażały uczucia katolików. Tak więc nie obejrzeliśmy wtedy zarówno finału pierwszej serii, gdzie Księżniczka Serenity uratowała świat w walce z wcieloną królową Metalią w ciało królowej Beryl jak również tęczowego odłamku wydobytego z ciała księdza czy lustra marzeń zakonnicy. Inną ciekawostką jest to, że tak naprawdę nie znaliśmy prawdziwego nazwiska Czarodziejki - Usagi Tsukino, a tylko jego angielską wersję, czyli Bany Cukino (i tak spolszczoną :D). Podobnie jest z atakami czarodziejek, ale tutaj są wątpliwości nawet wśród samych zapaleńców jak je tłumaczyć, więc po prostu zostawię to dla filmu.


Dodatkowo samo anime różniło się, niekiedy istotnie, od wersji mangowej. Najbardziej to chyba dotyczy ostatniej serii czy wiedzy Chibyusy na temat Usagi, gdy przeniosła się do XX wieku. Złamane zostanie również serce fanek Trzech Gwiazd, ponieważ w oryginale to kobiety cały czas, a nie jak w anime faceci zmieniający się w kobiety ;) Ponadto w mandze obecne są liczne romanse, a nawet łamane są konwenanse. Ogólnie to fajnie jest sobie poczytać komiks - i porównać z zupełnie nową wersją w wakacje, która będzie emitowana na Nico Nico. Ma różnić się od wcześniejszego znacznie, gdyż ma to być wierna adaptacja mangi. Naoko Takeuchi powiedziała, że będzie ona przeznaczona dla wiernych fanów, którzy wyrośli wraz z Księżniczką czyli widzów dorosłych. Przyczyną są poruszane wątki.


Choć główna myśl Sailor moon została wzięta z mitologii japońskiej znajduje się w niej wiele odniesień do kultury europejskiej czy chrześcijańskiej. Styl budowy w księżycowym królestwie wygląda jak wzięty wprost z renesansu - może poza zwieńczeniem w postaci półksiężyca na kopule. Innymi bardziej oczywistymi są: ksiądz jako jeden z potworów, zakonnica i jej piękne marzenia, ukrzyżowanie czarodziejek w serii z Czarnym Księżycem, Mesjasz Światła i Ciszy (to może też zaratustrianizm być) czy Święty Graal, który w mandze przechodzi na wyższy etap i nie zostaje zniszczony ;)

Sam w tej animacji cenię główne bohaterki za umiejętność walki z własnymi słabościami, poświęcenie dla innych i dozgonną przyjaźń. Przez nie polubiłem inne mangi, a także doceniłem kunszt samej umiejętności rysowania (pozdtro dla Nadhernej). Może czasem jest to historia słodka i naiwna, ale i takie są potrzebne. Każdy kto śledził ich losy, a na pewno Niekryty Krytyk, wie, że jest to wciągające. Na koniec atak, który wg mnie, jest najlepszy. A co wy myślicie o niej? Jakie wam anime się podobały lub podobają? Podzielcie się nimi w komentarzach.

 Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

6 maja 2014

Holender to gej, a Szwedka to lesba

Takie są stereotypy - a one są dobre na tytuł posta ;) Jest to obiecany suplement do wpisu Kocham cię kochanie moje... O samej miłości będzie niewiele acz treściwie.






Zdaje się, że w podejściu do homoseksualizmu w kościele są cztery różne drogi:
  • to cioty, które zagrażają światu i dlatego je tępimy, odrzucamy

Tą grupę zdaje się reprezentują ludzie, którzy mają albo sami problemy ze swoją seksualnością, albo są zwykłymi fanatykami. Jest to podejście obce nauczaniu Kościoła (nauczanie Kościoła to nie nauczanie poszczególnych księży). Wiąże się ono z przemocą pośrednią i bezpośrednią w aspekcie duchowym, psychicznym jak i fizycznym.
  • to geje, którzy są winni rozpadowi moralnemu społeczeństwa i należy ich zostawić, żeby umarli w grzechu

Jest to podejście nieco lepsze od powyższego jednak również obce Magisterium Kościoła. Wiąże się ono z brakiem miłosierdzia wobec bliźnich, ale również z tzw. grzechem cudzym - nie zrobiłeś nic, aby uratować bliźniego od kary potępienia.
  • to homoseksualiści, z którymi można i należy dyskutować - nic na siłę - aby pokazać im konsekwencję ich czynów przy jednoczesnym miłosierdziu wobec nich (<== tutaj jestem ja)
Jest to nauczanie zgodne z wizją Kościoła, ponieważ zakłada potępienie grzechu sodomskiego przy jednoczesnym niepotępieniu osoby i umiejętności rozmowy z nią. Wymaga to niekiedy ogromnej dozy cierpliwości, ale warto, bo niekiedy są to naprawdę wartościowe osoby ;) Ponadto wiąże się to z uznaniem miłosierdzia wobec tych osób, upomnieniem ich o konsekwencji czynów, a także osobistym świadectwem co jest nie bez znaczenia.
  • to geje, których należy akceptować, bo tacy się urodzili i na pewno Bóg tego chciał, a Pismo Święte jest w tej kwestii nieaktualne i się myli
Jest to postawa obca w ogóle chrześcijaństwu z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy - moralność Biblijna nigdy nie staje się nieaktualna co powiedział sam Jezus o wypełnieniu Prawa (por. Mt 5, 17-20). Drugie - Bóg się nie myli, a musiałby to zrobić zaprzeczając sobie. Poza tym logicznie myśląc - ludzie rodzą się z różnymi dysfunkcjami, defektami, zaburzeniami czy chorobami, których nie akceptujemy.

To jako krótki wstęp o miłości między homoseksualistami.

Z mojego doświadczenia pracy z homoseksualistami czy zwykłych kontaktów z nimi muszę przyznać - istnieje taka miłość. Dla ogromnej rzeszy ludzi jest to szok, aczkolwiek uzasadniony brakiem głębszych relacji z takimi osobami (spokojnie - jestem hetero). Dolewając oliwy do ognia - nie jest to miłość taka sama jak u pomiędzy kobietą czy mężczyzną. Nie chodzi mi w tym tylko o możliwość jej rozwoju w taki czy inny sposób, ale o jej przyczyny. Zauważyłem sam, że jest kilka rodzajów "ich" miłości - skrzywiona miłość przyjacielska, w której źle są odbierane pewne sygnały; przywiązanie wiążące się z akceptacją i potencjalną stałością i oparciem oraz źle interpretowana czułość męsko-męska (coś na kształt kontaktów dorosłego syna z ojcem lub element przyjaźni męsko-męskiej). Owszem mogę się mylić. Wychodząc od tych przyczyn dochodzę do wniosku, że jest to po prostu miłość niedojrzała, szczeniacka. Powtórzę na koniec tego akapitu - to jest moje zdanie.

Na sam koniec przedstawię swój podział homoseksualistów na przykładzie zdjęć, który wiąże się u mnie z określonym podejściem do nich.

1. Pedał - osoba zniewieściała, z której czasami się śmieje (a wraz ze mną nie raz inni faceci lubiący facetów), aktywnie tańczy na paradach równości i ma charakterystyczny głos niewiadomego pochodzenia.

2. Gej - osoba, która ma pewne zniewieściałe odchylenia - śmieszne, ale znośne. Nie śmieje się z niej, bardziej współczuję, ale jej tego nie okazuję i staram się normalnie z nią rozmawiać.

3. Homoseksualista - zdawałoby się facet jak każdy inny, którego jedynym problem jest pociąg do seksu z facetem, no i może związków, ale nie afiszuje się z tym (nie chce i nie ma zamiaru).
PS Z lesbijkami (poza jedną kiedyś - mejlowo) nie miałem kontaktu, tylko czytałem, więc trudno mi coś napisać.

Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

4 maja 2014

Święty, Świętszy, Najświętszy, Przenajświętszy

Zacznę od obalenia podstawowego mitu, który wziął się z niewiedzy spowodowanej lenistwem lub brakiem w katechizacji - a jest to częste. Chodzi o tak zwane pogaństwo chrześcijańskie, czyli modlitwę do świętych. Jest to błąd wynikły ze skrótu myślowego, który nie jest nigdy dobrze wytłumaczony z różnych względów. Pierwszy - prawdopodobnie katechista (ksiądz lub osoba świecka) o tym nie wie. Drugi - myślą, że my wiemy tak oczywiste rzeczy, które powinni nam wyjaśnić rodzice. 

A jak się ma prawda? Prosimy świętych, zgodnie z Credo (Wyznaniem wiary), o ich modlitwę. Tak na chłopski rozum - "w kupie siła". Więcej osób się modli - jest większa siła rażenia ;) Profesjonalnie nazywamy to wstawiennictwem. (por. KKK 956; Nie jest to to samo co pośrednictwo!) Najprostszy dowód znajdujemy już w samych modlitwach:

Święta Maryjo Matko Boża módl się za nami grzesznymi 

(...)Wszyscy święci Aniołowie i Archaniołowie, módl(cie) się za nami
Wszystkie święte Duchy niebieskie,
(...)Wszyscy święci Patriarchowie i Prorocy,
(...) Wszyscy święci Apostołowie i Ewangeliści,
Wszyscy święci Uczniowie Pańscy,
Wszyscy święci niewinni Młodziankowie
Z litanii do wszystkich świętych.

Dlaczego ludzi określamy świętymi skoro tylko Jeden jest święty? 

Odpowiedź jest dwukierunkowa. 

Po pierwsze - jakiego człowieka nazywamy świętym? Moja najprostsza definicja jest następująca - jest to osoba, która przebywa w Niebie i się za nas modli czego dowodem są cuda za ich wstawiennictwem. Dotyczy to też błogosławionych, ponieważ różnica pomiędzy nimi a świętymi jest tylko administracyjna - zasięg kultu. Ci pierwsi są przypisani dla pewnej określonej wspólnoty, a drudzy są poddani do oficjalnej czci przez cały Kościół (por. KKK 2012 - 2016). Sam kult świętych znany był już w czasach apostolskich, a w trochę innej wersji w czasach Izraela poprzez szanowanie tzw. sprawiedliwych. Wywodzi się on z kultu męczenników, którzy oddawali w masowych ilościach życie za wiarę w Chrystusa. Świętość ich więc nie była czymś co mieli od zawsze, ale czymś co otrzymali od Jezusa, bo sami z siebie za idee masowo nie ginęli. Otrzymywali więc dary i łaski by wytrwać.

Po drugie - z czego wynika świętość Pana?  Jest to z jednej strony cecha, która określa Jego sposób istnienia całkiem różny od świata, ponad nim, a jednocześnie jest nieosiągalny bez Jego pomocy, jest nie do ogarnięcia, jest bez skazy, jest doskonałą miłością. A z drugiej strony oznacza Boga jako idealnie moralnego - doskonała Miłość, Sprawiedliwość i Miłosierdzie. Ogólnie rzecz ujmując jest w 100% doskonały. Pamiętać należy, że Najwyższy jest święty ze swojej natury, czyli z samego sedna swojego istnienia.

Powyższą prawdę wyrażamy na Mszy Świętej, za autorem Apokalipsy, zawołaniem Święty, Święty, Święty. Potrójne zawołanie jest spowodowane nieobecnością w językach semickich (do którego zaliczamy hebrajski i aramejski) stopniowania przymiotników. A autor, wg Tradycji, był Żydem. Jest to jednak inna historia.


PS Jako że uwielbiam cerkwie i ich wystrój polecam stronkę z wyjaśnieniem symboliki ikonostasu (patrz zdjęcie u góry). Ikonostas w cerkwi
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

2 maja 2014

Apollo i Aojde



Rock wywołuje agresję i tyle. - tak skończyła się swojego czasu dyskusja z jednym z wykładowców na ćwiczeniach. A debatę wywołało pytanie kolegi czy można mówić o czymś takim jak muzyka chrześcijańska. Pytanie niby banalne i odpowiedź szybka. Zobaczymy.

Zacznę od prostego pytania - czym się ma charakteryzować ten typ grania? Treścią, formą, a może instrumentem? No ba - musi być przeto gitara - bez niej nie to nie muzyka xD Myśląc w ten sposób wpadamy w kilka pułapek: 
1. Stopień ostrości muzyki wskazuje (raczej) na nurt - nie na religię w jakiej miałaby być wykonywana. 
2. Treść może być religijna - odwołująca się do postaci religijnych (hit Rh+), czasów (Wham) czy czynności (Mezo - Modlitwa) - a nie musi nieść za sobą wartości.
3. Instrumenty niekoniecznie muszą wskazywać na religię - wyjątkową pozycją cieszą się tutaj organy (pozdro Marusza), które goszczą w kościele - choć co raz częściej w salach koncertowych czy prywatnych domach. A co się tyczy wymienionego na początku instrumentu szarpanego - może być źródłem uniesień (chylę czoła wobec Norki). Często jednak jest źródłem śmiechów i kpin przez tzw. sacro polo. A nie o to chodzi.

A co na ten temat myślą sami zainteresowani, czyli ci, których określamy tym mianem - przykład 2Tm2,3: 

"Najważniejsze: tekstami utworów <<Tymoteusza>> - jak nazywają zespół muzycy - są bezpośrednie cytaty Pisma Świętego, niekiedy tylko nieznacznie zmodyfikowane na potrzeby kompozycji. Czyżby więc 2 TM 2,3 pełnił rolę grupy ewangelizacyjnej? Bo przecież nie jest to <<rock chrześcijański>>, jak napisano w Gazecie Wyborczej...
Malejonek:
Myślę, że pełnią on taką rolę. Ale nie jest to na pewno manipulowanie kimś na siłę - jeśli ktoś nie chce tego słuchać, to nikt mu niczego nie wciska. Jeśli jednak ktoś w tej muzyce odnajdzie coś dla siebie, to ja będą bardzo szczęśliwy.
Lica:
Ja niczego nie muszę nazywać, mnie interesują fakty. Dobudowywanie do muzyki jakiejś ideologii jest niepotrzebne. Rock chrześcijański? Bzdura.
Budzyński:
Nie ma czegoś takiego, jak rock chrześcijański. Jest po prostu muzyka rockowa, a to, że jesteśmy chrześcijanami, jest naszą osobistą sprawą."

(Bartek Koziczyński, Tylko Rock, nr 5 (69) maj 1997)

Ja sam również uważam, że nie ma muzyki chrześcijańskiej, ponieważ to wywyższa pewne zespoły. Pokazuje - tego słuchać, a innego nie. W kręgach bliskich kościołowi określenie to pomaga jednak w odróżnieniu poruszanej tematyki - jak powiem, że jest to zespół chrześcijański to treść przekazu nie jest sprzeczna z wiarą. W wyniku czego - jak trzeba to używam (z niechęcią) tego określenia. Uważam jednak, że każda muzyka, której treść się zgadza z wyznawanymi wartościami i sposób prowadzenia się wykonawcy (solowego lub zespołu) oraz przyjęty system wartości, jest odpowiednia. Jeżeli któraś z tych sfer jest sprzeczna - nie słucham. Nie oznacza to, że wyłączam radio, gdy leci Madonna czy Rihanna - ale nie słucham jej w necie czy na płytach. Inaczej pisząc - nie wspieram ich. Tyle.

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: