24 stycznia 2015

Europejskie sztuki walki cz. I

Zbroja do turnieju pieszego.
Pewnego razu siedząc na yt zobaczyłem bardzo interesujący filmik (tutaj). Przypomniało mi to wówczas jak bardzo zawsze chciałem - w sumie nadal chcę - władać sztukami walki. Jako jeden z nielicznych nie myślałem, żeby być jak Bruce Lee - za sztywny. Wolałem Chackiego Chana - ma dystans do siebie. Wracając do tematu, nigdy mi nie mówiono, że mamy swoje, europejskie sztuki walki; że można je ćwiczyć i praktykować na zawodach. Dlatego też chciałbym wam je dzisiaj przybliżyć.

Krótkie wprowadzenie

W przypadku Polski - początki sztuk walki zaczynają się wtedy, gdy tworzą się pierwsze drużyny bojowe książąt władających Polanami. Po utworzeniu zrębu państwowości w X wieku zaczyna się u nas powoli i nieśmiało wyłaniać rycerstwo. W co by się nie przekształciło w wiekach późniejszych - na tym etapie potrzebowali oni broni dzisiaj określanej białą. Na początku rycerze oraz ich broń wyglądali jak puszka (dosłownie) z rozgniecionym gwoździem. Od połowy średniowiecza i w renesansie uświadomiono sobie, że zdobienia nie są złe. O tym jednak na grafikach ;)

Współcześnie nie mamy jednak rycerzy, ale zapaleńców i wariatów historycznych. Dla nich nie jest problemem przebić się przez teksty źródłowe archaiczną polszczyzną pisane, by się dowiedzieć jak ma być ułożony nadgarstek w walce bezpośredniej. Tacy ludzie zrzeszyli się w FEDER (tutaj). Ich celem jest regularna promocja metod walki na miecze (ogólnie broń białą) oraz walki wręcz wykształconych w naszej wspólnej kulturze, która dzisiaj jest spychana przez natłok orientu. Jak sami piszą: Wierzymy, że nasze starania pozwolą nam odzyskać utracone dziedzictwo i że pewnego dnia imiona oraz kunszt średniowiecznych i renesansowych Mistrzów będą znane i obecne w naszej kulturze tak, jak obecne są w niej dziś inne sztuki i sporty walki.

Rodzaje europejskich sztuk walki

Przedstawię tylko główne rodzaje walk - jest ich bowiem bardzo dużo, a liczba stale rośnie. Dzieje się tak, ponieważ niemal każdy kraj miał swoje techniki.

Walkę wręcz praktykowano w trzech sytuacja - obrona, atak, walka na koniu. Głównie polegała ona na umiejętnym boksowaniu oraz, znacznie częściej, na konkretnych kopnięciach. Przerzuty przez bark, plecy i biodro były podstawą. Bardziej niż siła liczył się spryt i przebiegłość - jak to zrobić, by się nie narobić. Przykład ze źródła: 
Dalej, następna technika: kiedy chcesz walczysz z kimś <<z przybiegnięcia>>, a on jest całkiem silny, to pochwyć go szybko, jakbyś chciał silnie ruszyć na niego, i jak tylko odpycha cię on silnie w tył, postaw mu stopę na brzuchu i upadnij rychło w dół na dupę i trzymaj kolana blisko siebie, jak jest to narysowane, i rzuć go ponad sobą. Trzymaj go silnie za ręce, to będzie musiał upaść na twarz. Możesz to takoż wykonywać obiema stopami i bądź szybki.
Walka wręcz na noże bez pancerza. Było to z pewnością spektakularne przy odpowiedniej gibkości i szybkości walczących. Jednak w odróżnieniu od naszych blokersów - nie cięli nimi, a konkretnie wbijali. Można powiedzieć, że jest to rozszerzona wersja walki wręcz.
Następnie, uderza cię kto od góry w twarz, więc pochwyć twój sztylet w twą prawą dłoń i idź nim w górę, i złap nań sztych. Następnie pochwyć twoją lewą dłonią jego łokieć i unieś go w górę, jak jest to narysowane, a złamiesz mu rękę i odbierzesz mu sztylet.
Walka włócznią bez pancerza. Praktyczny przykład na dole, ale wyobraźcie sobie, że mają glewie w rękach.


Walka tasakiem bez uzbrojenia ochronnego.
Następnie, uderza cię kto od góry w głowę, więc idź w górę <<zbrojną dłonią>>, i złap cios na głownię jak poprzednio, i krocz szybko za niego twoją prawą stopą, i połóż mu głowicę na szyi, jak jest to narysowane, abyś rzucił go na plecy.
Walka pieszo w zbroi z użyciem długiego miecza - jak łatwo się domyślić cięcia nie były tutaj skuteczne, dlatego zmniejszano rozmiar miecza na polu bitwy. Chwytano go wówczas lewą ręką w połowie długości i zadawano kłucia w rejony słabiej bronione. Samą rączkę miecza wykorzystywano jak maczugę. Zupełnie nie jak w filmach.

Ciąg dalszy nastąpi

Temat jest szeroki, dlatego nie mogę go skrócić do długości czytelnej dla zwykłego śmiertelnika. Następnym razem postaram się przedstawić rodzaje broni, a także źródła podstawowe dla tego typu działalności. Zachęcam już teraz by się wkręcić w to - szczególnie panowie - wówczas panna nie będzie mogła narzekać na brak rycerskości :D Większość materiałów znalazłem tutaj, a stamtąd są następne odnośniki.

Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

16 stycznia 2015

Turcja - Dlaczego nie?!

Turcja jest nie od dzisiaj kierunkiem turystycznym. Wiele osób wybiera ten kraj z wielu różnych przyczyn. Wydawałoby się, że podróż do byłego Imperium Osmańskiego jest wydatkiem na każdą kieszeń. Myśl ta jest błędna. Kraj ten bowiem zalicza się do średniej półki cenowej, a wewnątrz niej również do grupy o zrównoważonej cenie.

Zycie codzienne i wolny czas 

Turcy smakują życie powoli, żyją wg odwiecznych praw natury, a „spokojnie” i „bez pośpiechu” to ich narodowa cecha. Wszechobecny luz można zauważyć zwłaszcza na drogach, gdyż nawet kierowcy nieprzesadnie przejmują się tu przepisami. Z takim podejściem wiąże się również bycie ekspertem w dziedzinie różnych form spędzania wolnego czasu: najchętniej na zewnątrz, w gronie rodziny oraz przyjaciół. 

W kraju, w którym relaks uchodzi za obowiązkową część każdego dnia, dużą popularnością cieszą się tak zwane herbaciarnie, których znakiem rozpoznawczym są: tabuny osób, pomieszczenie spowite dymem papierosów i brak kobiet. W tradycyjnych pijalniach herbaty przy stolikach pokrytych ceratą bądź grubym obrusem mężczyźni grają w tavle (tryktrak, backgammon – jedna z najstarszych gier na świecie), czytają gazety, plotkują i raczą się szklaneczkami cay’u. Picie herbaty jest narodową obsesją Turków, a rozmowy bez niej są jak niebo bez księżyca – jak zresztą mówi jedno z tureckich powiedzeń. Kobiety celebrują swój czas wolny najchętniej w gronie rodziny oraz przyjaciółek; wspólne śniadania na świeżym powietrzu, ploteczki przy kawie w cukierni to ulubione zajęcia pań. 

Turcy nie przykładają wagi do  przepisów ruchu drogowego. Mogą prowadzić mając 0,5 promila alkoholu we krwi. Prowadzą samochód w sposób dowolny i wygodny dla nich samych. Piesi podobnie jak kierowcy nie przykładają wagi do ostrożności uczestnicząc w ruchu drogowym.

Przywitanie 

Ważnym jest stosowanie oficjalnych tytułów wobec osób nam obcych. Zawsze powinno to być „Pan/Pani” (Bey/Hanm). Mieszkańcy tego kraju uwielbiają to do tego stopnia, że możemy spotkać się z tym zjawiskiem nawet wśród młodych ludzi. Jeżeli znamy funkcję danej osoby w społeczeństwie wówczas stosuje się tytuł zawodowy np. usta – mistrz (szewc, czeladnik itp.), hocam – nauczyciel. Warto też wówczas zastosować epitet wartościujący efendi, który oznacza szanowny. Co najważniejsze kolejność używania tych zwrotów jest odwrotna niż w językach europejskich – mówimy „Szuluk Panie” zamiast „Panie Szuluk”.

U Turka w gościnie 

Zapraszają chętnie i często. Dlatego też prędzej czy później będziemy w takiej sytuacji. Warto wówczas dopytać o godzinę, gdyż czas jest dla nich „płynny” tzn. śniadanie może być przygotowane w południe. Nie jest to żaden nietakt, a ułatwi nam główkowanie i rozważanie wielu internetowych opinii. 

Na sam początek zostaniemy prawdopodobnie powitani zwrotem Hoş geldiniz/Hoş geldin wówczas odpowiadamy Hoş bulduk. Niech nas nie dziwi również chęć przywitania przez pocałunek w oba policzki. Jeżeli należymy do grona osób starszych wówczas możemy zostać pocałowani w rękę, która zostanie przyłożona do czoła – jest to oznaka szacunku. Po ściągnięciu butów, u naszych stóp wylądują „kapcie”, które będziemy musieli założyć, aby wejść do dalszej części mieszkania. Co ciekawe – nie jest żadnym nietaktem zabranie ze sobą swoich kapci w zwykłej reklamówce. Jest to częsta praktyka. Bardzo wiele zyskamy sobie sympatii jeżeli nauczymy się kilku podstawowych zwrotów – w pewien sposób łechta to ich ego, przez co robią się bardziej mili niż dotychczas. Pamiętajmy jednak o umiarze. Na wszelki wypadek unikajmy wszelkich gestów ręką, gdyż te znacznie różnią się od naszych co może przysporzyć nam wielu kłopotów, których chcielibyśmy uniknąć. 

Nie powinniśmy się również włączać w krytykę czegoś tureckiego. Lepiej się przysłuchujmy, ale nie włączajmy, gdyż naród ten jest równie dumny co obrażalski. Zachowują się wówczas jak obrażone dziecko co jest dla podróżujących bardzo krępujące. Osoby ciche z natury mogą się poczuć trochę nieswojo, ponieważ Turcy są gadatliwi. W związku z tym możemy zostać zarzuceni niemal morzem pytań – od znajomości języków w naszym kraju po sytuację rodzinną. Tematem tabu są: polityka, religia i postać  Atatürka. 

Szczególną porą jest obiad (jadany wieczorem), zbierający przy stole rodzinę, a często również i gości. Nie wypada odmawiać, ale ponieważ tureckie obiady mogą być obfite i ciągnąć się długo, warto brać po trochu różnych potraw, powtarzając przy tym, że już się najedliśmy – doydum. Po obiedzie Turcy mogą jeszcze długo siedzieć przy herbacie i rozmawiać. Nie dziwmy się obecnością dzieci, gdyż tych bardzo często nie obejmuje rachuba czasu. Spać idą, gdy same poczują, że już nadeszła taka pora. Ciekawostką jest to, że do większości potraw podaje się chleb. Nawet do frytek.

W meczecie 

Turcja to kraj w większości muzułmański, więc należy w nim przestrzegać pewnych zasad. Szczególnie w meczecie. W sumie sprowadza się to do zakrycia odkrytych części ciała (nogi, ręce, dekolt, u kobiet także włosy) oraz nasłuchiwania do modlitwy wiernych. Muezin, który jest uczonym w Koranie obdarzony szacunkiem przez lokalną wspólnotę, wygłasza nauki oraz dba o wzywanie do modlitwy z minaretu. Wówczas możemy się spodziewać opóźnienia w zamówieniu oraz jest to znak, aby nie wchodzić/opuścić meczet. Muzułmanki mają swoją część w każdym domu modlitwy, gdyż kobieta nie może siedzieć koło nieswojego mężczyzny (brata, ojca, męża, syna). 

Chłopcy przed obrzezaniem
Ślub

W niektórych wioskach tureckich panuje taki zwyczaj, że kiedy w domu jest kobieta „na wydaniu”, ojciec wystawia na dach budynku pustą butelkę – wiadomość do mężczyzn i ich rodzin. Ślub mojej przyjaciółki został zaaranżowany przez rodzinę. Otóż, kiedy tata mojej przyjaciółki zakomunikował sąsiadom, że chciałby wydać córkę za mąż, zainteresowane rodziny dzwoniły z ofertami. A kiedy moja przyjaciółka zaakceptowała wybranego przez ojca mężczyznę, obie rodziny przeszły do transakcji. Spotkanie odbyło się w domu rodzinnym dziewczyny, a jej zadaniem było zaparzenie tradycyjnej kawy po turecku i podanie jej rodzinie oraz kandydatowi na męża. Na podstawie tej kawy, matka mężczyzny sprawdza czy kobieta będzie dobra żoną; dziewczyna natomiast sprawdza temperament przyszłego męża, dosypując sól do jego filiżanki. 

Wieczór przed ślubem organizowana jest noc henny, czyli kina gecesi, w której coraz częściej uczestniczą obie rodziny, zarówno kobiety i mężczyźni. Przyszła panna młoda ubrana jest tradycyjnie w bindallı (na czerwono), kobiety przygotowują tace z henną, oraz wnoszą zapalone świeczki, a punktem kulminacyjnym jest nałożenie henny na dłonie przyszłej parze małżeńskiej. 

Po nocy henny odbywa się wesele – czas muzyki, tańca i ogromnej radości. Jak to zawsze bywa na weselach, wszyscy chcą zobaczyć pannę młodą. Panna młoda, w białej sukni ślubnej, wg tradycji przewiązana jest w pasie czerwoną wstążką. Po przybyciu gości, młodzi zasiadają przy stole i w obecności urzędnika składają ślubowania i podpisują akt ślubu. Rozpoczyna się huczna zabawa! I jak to zawsze bywa na ślubach, najprzyjemniejszym momentem jest przyjmowanie prezentów: młodzi zakładają szarfy, do których goście weselni przypinają złote medaliony oraz banknoty. Zwykle tureckie wesela trwają kilka dni, ale z uwagi na ciszę nocną w miejscach turystycznych i kurortach, ograniczone są do północy.

Są to informacje podstawowe jakie powinniśmy wiedzieć o tym kraju ;)

Ten post opracowany we współpracy z: Marta Marcinek - przyszła prawniczka i przewodniczka ;)

Powodzenia dla studentów
Krzychu ;)

Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

10 stycznia 2015

Ej, ty!

Savoir-vivre jest językiem uniwersalnym w skali całego kraju – nie doświadczamy w nim różnic regionalnych, gwary. Jego znajomość pozostawia wiele do życzenia. Bardzo często myślimy, że wiedza na temat dobrego wychowania sama przyjdzie z czasem. Rodzice przekazują nam podstawy – reszta zależy od nas. Dlatego też jednym z najlepszych momentów nauki savoir-vivre'u jest okres studiów.

Przywitanie

Zależy ono od momentu, w którym spotykamy pracownika uczelni. Podczas zwykłego „mijania się” wystarczy krótkie dzień dobry. Niestety często zaniedbywane przez obydwie strony. Drugą sytuacją jest wizyta w zakładzie/katedrze osoby prowadzącej zajęcia. W tej okoliczności wymaga się zastosowania tytułu naukowego. Nie jest to trudne, gdyż pomocą służą nam tabliczki zawieszone na bądź obok drzwi. Takie same zasady dotyczą wszelkiego rodzaju zaliczeń oraz egzaminów. Współcześnie jednak kontaktujemy się częściej drogą elektroniczną aniżeli zwracając się w sposób bezpośredni. Pisząc mejla pamiętajmy o stosowaniu odpowiednich form grzecznościowych: Szanowny Panie/Szanowna Pani + tytuł naukowy. Wyjątek stanowi wiadomość/dokument pisany do rektora. Wtedy stosujemy formułę: Jego Magnificencja. W wypadku spraw mniejszej rangi wystarczy zastosować zwykłe dzień dobry. Pisząc tak mamy bowiem nadzieję, że wykładowca odbierze naszą wiadomość w godzinach roboczych. Nie ważna wówczas jest pora, o której piszemy mejla.

źródło: sprawykosmetyczne.blogspot.com
Ubiór, makijaż, biżuteria

Nie obowiązują nas tzw. mundurki aczkolwiek nie mamy całkowicie wolnego wyboru odnośnie kreacji. Zobowiązuje nas miejsce jak i osoby, z którymi przebywamy. Sam bym to nazwał formą dress code. Nie wypada przyjść na uczelnię w: ubraniach sportowych i ich pochodnych, butów z odkrytą powierzchnią stóp, krótkich spódniczek, obcisłych ubrań, wydekoltowanych bluzek, odsłaniających brzuch, ramiona, plecy, ubraniach prześwitujących. W okresie letnim nie powinniśmy się również pojawiać spodniach krótkich, tj. sięgających powyżej połowy łydek. Jest to pewne minimum pomiędzy strojem oficjalnym a codziennym. Inaczej sprawa wygląda podczas egzaminów. W tym wypadku kobiety powinny przyjść w białej bluzce (wyjątek: żałoba) oraz w ciemnej spódnicy lub spodniach. Lepiej jest założyć również żakiet. Mężczyźni natomiast są zobowiązani do założenia eleganckiego garnituru i krawatu. Coraz częściej jednak dopuszcza się zestaw: koszula oraz dżinsy. Zarówno w pierwszym jak i w drugim zestawie obowiązkowo koszula musi mieć długi rękaw i musi być kroju eleganckiego. Tak samo sprawa wygląda w trakcie ważnych uroczystości akademickich czy obecności na różnego typu konferencjach w roli prelegenta. Kobiecy makijaż powinien być delikatny, jak najbardziej naturalny. W żadnym wypadku nie powinien być wyzywający, mroczny czy „dyskotekowy”. Podobnie sprawa wygląda z biżuterią u kobiet. Powinna być jej minimalna ilość. W tym wypadku kobiety mogą postawić na trzy różne szkoły: brak ozdób, klasyczny minimalizm lub stonowana elegancja. Zasada jest prosta – zarówno makijaż jak i biżuteria nie powinny przeszkadzać pracownikowi naukowemu, kolegom i koleżankom z rocznika oraz nam samym.

Tytułowanie 

Nie jest to sprawa bardzo skomplikowana. Musimy na początek pamiętać o jednej, najważniejszej zasadzie – znajomy wykładowca w murach uczelni jest naszym przełożonym, wszelkie relacje osobiste powinniśmy zostawić poza uczelnią. Najmniej problemów sprawia ona podczas kontaktów nieoficjalnych. Wtedy wystarczy przeprosić i zwrócić się per Pan. W każdym innym wypadku jesteśmy zobowiązani wprowadzić następujące formy: Panie Rektorze/Pani Rektor, Panie Dziekanie/Pani Dziekan, Panie Profesorze/Pani Profesor, Panie Doktorze/Pani Doktor, Panie Magistrze/Pani Magister. Gdy mamy do czynienia z osobistością, której tytuł jest częścią innego winniśmy wobec takiej osoby odnosić się jak do osoby z pełnym tytułem (np. do prodziekana zwracamy się jak do dziekana). Podobnie sprawa ma się z tytułem doktora habilitowanego – do pracownika z tym tytułem zwracamy się: Panie Profesorze/Pani Profesor. Podczas zwracania się do magistrów możemy stosować formę per Pan/per Pani.

W gabinecie

Gdy mamy zamiar przekroczyć próg gabinetu pracownika naukowego musimy najpierw zapukać. Dalej sytuacja może rozwinąć się w sposób trojaki. Po pierwsze: możemy zostać poproszeni do środka. Wówczas wchodząc witamy się i przedstawiamy w sposób krótki acz treściwy sytuację. Tak samo zachowujemy się w przypadku drugim, gdy drzwi zostaną nam otwarte. Trzecia sytuacja jaką jest brak odzewu wymaga od nas dalszych kroków, tj. uchylenia drzwi, przywitania się, zapytania o możliwość wejścia a następnie przedstawienia sytuacji.

Znając te podstawy powinniśmy sobie ułatwić relacje z wszystkimi pracownikami uczelni, a przynajmniej nie narobimy sobie wrogów. Jest to niewiele, aczkolwiek współcześnie tego typu zachowanie jest coraz rzadsze.  

Krzychu ;)
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

20 grudnia 2014

Boże Narodzenie

24 i 25 grudnia świętuje każdy w Polsce. Wigilia musi być. Tradycja tak zakorzeniona w naszym kraju, że nawet ateiści ją zostawili sobie. Piękna sprawa, ale w pewien sposób też niebezpieczna dla chrześcijanina. Co w niej takiego groźnego dowiecie się po lekturze całego artykułu.

Nativitas Domini

Tak brzmi oficjalna nazwa Kościoła omawianej uroczystości. Polski Kościół przyjął nazwę analogiczną - Narodzenie Pańskie. Najstarsze wzmianki o Uroczystości Bożego Narodzenia znajdujemy u greckiego artysty Furiusa Dionizjusa Filokalusa w Depositio martyrum. Dokument ten datuje się na rok 354. Jednak to tylko wzmianka o konkretnej uroczystości. Sam fakt narodzenia Mesjasza, wg H. Lietzmanna, był związany z obchodami uroczystości Objawienia Pańskiego, dlatego jego obchody można przesunąć na czasy wcześniejsze. Podaje on bowiem, że uroczystość Epifanii jest znacznie starsza i należy do grona pierwszych świąt.

Dzień, w którym jest obchodzony (25 XII) pochodzi z Tradycji. Specjaliści nie są zgodni, dlaczego akurat ten dzień. Z tego też powodu istnieją różne teorie:
  1. a) najpopularniejszą jest chrystianizacja święta pogańskiego - było to przeciwstawienie nigdy nie zachodzącego światła Chrystusa zachodzącemu bogu Mitrze; nie jest to jednak przejęcie święta, ale zaprezentowanie czegoś całkiem nowego, innego (m.in. H. Usener, F.J. Goelger, H. Frank);
  2. b) kolejną jest łączenie urodzin Jezusa z urodzinami Jana Chrzciciela; w skrócie chodzi o to, że Ostatni Prorok Starego Przymierza miał urodzić się w dniu przesilenia letniego (za De solstitiis et aequuinoctis conceptionis et nativitatis Domini nostri Iesu Christi et Iohannis Babtistae) - z Pisma Świętego wiemy natomiast, że Chrystus był pół roku młodszy (m.in. L. Duchesne, L. Fendt, A. Strobel, A. Wilmart);
  3. c) trzecia teza łączy powyższe dodając, że początkowo uroczystość Bożego Narodzenia obchodzono z 5. na 6. stycznia, by 6. stycznia świętować Jego chrzest; w związku z kultem i obliczeniami Kościół w IV wieku przeniósł uroczystość na 25. grudnia (m.in. O. Culmann).
Muszę jednak dodać, że 26. grudnia jest błędnie nazywane Drugim Dniem Świąt Bożego Narodzenia. Jest to pierwszy dzień oktawy Bożego Narodzenia i obchodzi się rocznicę męczeńskiej śmieci diakona Szczepana (od łac. Stephanus).

Pismo Święte

Zacznijmy więc od zwiastowania. Był to pierwszy moment, w którym ktokolwiek dowiedział się o konkretnym czasie narodzin człowieka oczekiwanego od wieków. Ewangelista podaje, iż było to "w szóstym miesiącu". Z kontekstu wiemy, że był to szósty miesiąc ciąży matki Jana Chrzciciela. Bez żadnych ogródek anioł powiedział - może bardziej przeprowadził wierszowany dialog - o roli jej i Jezusa w planie zbawienia człowieka. Jak gdyby nigdy nic skwitowała to słowami: "Jestem służebnicą Pana; niech mi się stanie według twego słowa.". Przy okazji dowiedziała się, że jej krewna też będzie miała dziecko. Poszła tam i została na około trzy miesiące. Wróciła do siebie i poszła ze swoim mężem do "miasta Dawidowego zwanego Betlejem". Tam "urodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w mieszkaniu". Związane są z tym zjawiska społeczne - pasterze u groty czy mędrcy ze wschodu (nie wiemy nic więcej o nich). Obok tego była również obecna przyroda, czyli tzw. gwiazda betlejemska. Wokół niej jest tyle teorii, że na omawianie nie ma miejsca tutaj (planety, kometa ,itp.).

Przy okazji trzeba wskazać, że Chrystus był/jest jedynakiem. Nie jest to wymysł czarnej mafii, a przekaz biblijny. Są cztery newralgiczne momenty, na które musimy zwrócić uwagę. Pierwszym z nich jest fragment: "Nie współżył z nią (Maryją - przyp. autora), aż urodziła Syna.". Budowa tego zdania w języku polskim wskazuje, że po wszystkim małżonkowie skonsumowali związek. Jest to błąd spowodowany gramatyką języka polskiego, ponieważ oryginalny tekst grecki używa czasownika w formie czasu przeszłego niedokonanego co w językach starożytnych zamyka dyskusję - taka budowa. Drugim jest genealogia Chrystusa - nie ma tam wypisanego brata ani siostry. Trzecim - nazwanie kogoś pierworodnym nie wskazuje na to, że był inny potomek, ale raczej na prawa jakimi może się posługiwać. Czwarty - w języku hebrajskim ( lub innym semickim) nie ma rozróżnienia na brata/kuzyna (bliższego czy dalszego), dlatego też nie jest uzasadnionym mówić na podstawie jednego fragmentu, że Chrystus miał rodzeństwo.

Familiada


Pięć pytań, 15. sekund. :D

Pytanie pierwsze: z czym kojarzy ci się szopka?
Jest to tradycja Kościoła Zachodniego powstała w późnym średniowieczu we Włoszech. Za pierwszego twórcę przedstawienia Bożego Narodzenia uważa się świętego Franciszka z Asyżu. Zbudował ją w 1223 roku w Greccio. Tak owe wydarzenie opisuje Tomasz z Celano: 
„Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświetliła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem”.

Celem tego typu organizacji było przybliżenie Dzieciątka gawiedzi, której nie było stać na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, albo do Santa Maria Maggiore, gdzie znajdują się relikwie z Betlejem.

Jakie role są grane podczas kolędowania i jasełek?

Oczywiście nie obyło się bez turonia, którego protoplastą był wymarły w XVII wieku tur europejski. Poza nim potrzebne są postacie mediacyjne pomiędzy ludźmi, a przyrodą. Potrzebna staje się więc śmierć z kosą oraz diabeł. Ta ostatnia jest spadkobiercą czczonych przez Słowian duchów leśnych. Kolędowanie ma bowiem pochodzenie pogańskie.

Około doby baroku straciło na znaczeniu, a raczej doszło do wyodrębnienia się tradycji jasełek. To one przejęły ciężar opiewania narodzin Syna Bożego. Wskazuje na to już sama nazwa, gdyż "jasło" to staropolska wersja "żłobu". Innym źródłem tego typu przedstawienia mogą być franciszkańskie misteria.

Skąd się bierze choinka w naszym domu?

Współcześnie jest to plastik z supermarketu lub drzewko z hodowli leśnej. Za osobę, która jako pierwsza przystroiła choinkę uważa się świętego Bonifacego (VIII wiek). Zgodnie z legendą miał wyciąć święte dęby, które upadając połamały wszystkie drzewa. Przetrwała mała jodełka co wykorzystał w kazaniu, mówiąc, że wszystkie bożki upadną, a tylko prawdziwy Bóg się ostoi. Jednak bliższe prawdy są wierzenia germańskie, wg których wszechświat podtrzymywany był przez jesion zwany Yggdrasill. Na jego gałęziach zawieszone były ciała niebieskie. W rolę wchodzą także słowiańskie podłaźniki, które z drzewkami nie mają do czynienia. Choinka znana w naszej wersji (gwiazda, rajskie jabłka, świece) pochodzi z XVII wiecznych Niemiec.

Kiedy dzielimy się przaśnym kawałkiem chleba?

Zwyczaj dzielenia się opłatkiem znany jest w Polsce od XV wieku. Dopiero jednak w XVIII wieku związał się z Wigilią Bożego Narodzenia. Do czasów oświecenia prawo do ich wypieku (mąka i woda) posiadali jedynie zakonnicy i zakonnice. Robiono z nich ozdoby świąteczne. Wierzono, że mają moc odpędzania zła. Współcześnie popularne w Polsce są cztery kolory opłatków: biały, żółty, zielony i różowy.

Co robią zwierzęta podczas Wigilii Bożego Narodzenia?

Oczywiście mówią. Na wsi zjadają także opłatek. Ponadto stają się częścią dwunastu potraw lub po prostu posiłków bożonarodzeniowych. Tłumaczy się to zawieszeniem praw przyrody. W niektórych domach wierzy się jeszcze, że o północy zakwitają drzewa. Jest to oznaka zapoczątkowania nowej ery.

Co ukrywamy w mieszkaniu lub pod choinką w dzień Bożego Narodzenia?

Oczywiście chodzi o prezenty. Zwyczaj ten był do XIX wieku obecny jedynie w warstwie szlacheckiej. Później przejmowali to mieszczanie - najpierw niemieckiego pochodzenia. Wtedy też miały one inny charakter - miały dawać radość i być oznaką miłości, dlatego darowano jabłka, pierniki, owoce i słodycze. Przynosili je (w zależności od regionu): Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdka, Gwiazdor, Dziadek Mróz, Mikołaj, Święty Mikołaj lub Święty Józef. Tutaj pojawia się zagrożenie - przebóstwienie Mikołaja, którego już nawet chrześcijanie kojarzą bardziej niż rodzącego się Boga w tym dniu.

Pozdrawiam i  życzę Bożego Narodzenia
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

13 grudnia 2014

Buddyzm cz.3

Po naprawdę obszernej lekturze następuje kres wpisów ogólnych o buddyzmie. Może kiedyś powrócę do konkretnych zagadnień filozoficznych czy religijnych. Jednak na dzisiaj dość - co za dużo to niezdrowo. W niektórych miejscach jest nawiązanie do pierwszego i drugiego wpisu.

Buddharupa

Pod tą egzotyczną nazwą kryje się pojęcie przedstawienia Buddy w formie rzeźbionej. Są one bardzo ważne, gdyż to nie tylko symbol wiary, ale również przedmiot medytacji. Spełniają podobną funkcję jak krzyż w chrześcijaństwie. Pewne stałe elementy występujące w każdym posągu to: proporcjonalnie wydłużone palce u rąk i nóg, długi (orli) nos, wydłużone płatki uszu (od książęcej biżuterii) oraz szerokie ramiona. Różne przedstawienia określa się terminem mundra. Najczęściej spotykane przedstawienia:
Pozycja lotosu 
To przedstawienie odzwierciedla pełną harmonię myśli jaka powinna w oświeconym zachodzić.

Kwiat lotosu z palcami dotykającymi ziemi
Podobnie jak w poprzedniej jednak z ważnym dodatkiem. Dotykając ziemi Budda ma brać ziemię za świadka swojego oświecenia.

Budda leżący
Pozycja ta symbolizuje wydostanie się z kręgu wcieleń przez ostatnią śmierć. Ważnym jest, aby prawa ręka Buddy spoczywała pod jego głową.

Budda z gestem braku lęku
Symbolizuje opiekę.

Inaczej przedstawienia wyglądają w Japonii, Chinach czy Korei. Wiąże się to z synkretyzmem religijnym do jakiego tam doszło. Różnica jest zauważalna w masie Buddy. To jest jednak związane z religiami rodzimymi, którymi teraz się nie zajmuję.

Medytacje

Najbardziej znana jest joga. Jednak błędnym jest pojmowanie jej jako własności buddyzmu, gdyż została ona przejęta z hinduizmu. Nie powinno być to dla nas dziwne, ponieważ jedna religia pochodzi od drugiej. Cel w obydwu jest taki sam - wyrwanie się z kręgu reinkarnacyjnego. Głównie chodzi o to, aby poprzez doświadczenie empiryczne własnego ciała i umysłu osiągnąć oświecenie. Silnie jest związana z tradycją Wed, ale w wyniku rozwoju patrzenie na jogę ulegało zmianie zostawiając jedynie cel medytacji.

W sumie tyle. Tak myśli większość, ale nie my. Obok tej formy medytacji istnieje nieskończona ilość praktyk. Zależy to, jak wszystko w buddyzmie, od państwa gdzie ta religia się rozwijała.

W rejonie chińsko-koreańsko-japońskim wykształciła się medytacja nianfo. Występują główne jej cztery odmiany - jednakowoż polegają one na używaniu wyobraźni i schemacie, tzn. ciągłym powtarzaniu imienia Buddy, wyobrażaniu sobie go lub kontemplacji jego wizerunku.

Inną formą jest śamatha. Polega ona na skupieniu się na konkretnym punkcie, by uwolnić rozum od rozproszeń i uzyskać wyciszenie. Wylicza ona 40 obiektów, które są "warte" uwagi m.in kolor żółty, biały czy ropiejące zwłoki. Celem tej formy jest uzyskanie pewnych korzyści w życiu doczesnym.

Vipassana z kolei radzi, by skupić się rytmie własnego ciała. Na początek zaleca się skupienie na własnym oddechu. W późniejszych etapach można skupiać się na biciu serca czy ogólnie swoim pulsie. Cel - jak zawsze oczyszczenie umysłu.

Praktyka zazen, której źródłem jest Japonia proponuje, abyśmy w ogóle wyłączyli myślenie. Całą uwagę mamy skupić na siedzącej postawie wyprostowanej i oddychaniu.

Jidam, którego centrum stanowi Tybet potrzebuje mnichów. To oni muszą nas wtajemniczyć w kilku krokach o co chodzi. Polega to głównie na naszym wyrzeczeniu się sansary i wszystkiego z nią związanego.

Pielgrzymki

Buddyzm wędrowanie uważa za nabożną praktykę, która jest dobrowolna. Nie ma jakiegoś głównego ośrodka wyznaczonego przez doktrynę. Pielgrzymki odbywają się tam, gdzie najłatwiej jest dostać się środkami komunikacji publicznej. Warunek jest jeden: musi to być miejsce związane w jakiś sposób z Buddą, czyli z rozparcelowanymi na kilkadziesiąt części resztkami (prochy i niedopalone kości) mistrza albo teren, który jest powiązany z jego życiem codziennym np. jezioro, w którym został po raz pierwszy wykąpany.

To jest informacja ogólna. Bardziej szczegółowych wskazań musimy szukać w kanonach regionów, np. kanon palijski w Sutrze o wielkim całkowitym zaśnięciu zawiera następującą informację:
Są cztery miejsc, o Amando, które wierni winni odwiedzać z najgłębszym wzruszeniem. Są to: miejsce, gdzie wybrany się narodził; miejsce, gdzie wybrany osiągnął najwyższe i doskonałe oświecenie - bodhi; miejsce, gdzie wybrany wygłosił pierwsze kazanie; miejsce, gdzie wybrany osiągnął nirwanę. I tam, o Amando, przybywać będą wszyscy wierni - mnisi i mniszki, przywódcy duchowi, wszyscy gorliwi wyznawcy (...). A ci wszyscy, o Amando, którzy skonają w czasie pobożnych wędrówek do tych sanktuariów, odrodzą się szczęśliwie na nowo w niebieskim raju.

W związku z powyższym najwięcej osób peregrynuje do: Bodhgaji, gdzie znajduje się cudowne drzewo BO; Kuśinagary - w tej miejscowości Budda wygasł; Lumbini - miejsce urodzenia Buddy. W tych miejscach spotykamy Azjatów, ale również Europejczyków (głównie Niemców) i Amerykanów (głównie z USA). Nierzadko nie są to pielgrzymki, a turystyka religijna. Jednakowoż wiele osób w USA i Niemczech wyznaje tę religię. Powstały tam nowe tradycje, które zostały dopasowane do postchrześcijańskiej kultury tych krajów.

To tyle z podstawowych informacji o buddyzmie. Myślę, że obaliłem wiele mitów dotyczących tego systemu. Równocześnie zachęcam do lektury książek związanych z Buddą i buddyzmem, gdyż jest to niezły kawał skomplikowanej i nierzadko sprzecznej historii.

Pozdrawiam
Krzychu

PS Bibliografia

L.Cyboran, Klasyczna joga indyjska. Jogasutry przypisywane Patańdżalemu i Jogabhaszja czyli komentarz do Jogasutr przypisywany Wjasie, Warszawa 1986.
http://sasana.wikidot.com/medytacja-vipassana-w-prostych-slowach
M. D'Onza Chiodo, Buddyzm, Kraków 2005.
A. Jackowski, Święta przestrzeń świata. Podstawy geografii religii, Kraków 2003.
M. Tworuschka,U. Tworuschka, Religie świata. Buddyzm, Warszawa 2009.



Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

6 grudnia 2014

Buddyzm cz.2

Dzisiaj kolejna część dotycząca jednej z największych religii na świecie.

Karma

Ludzie wychowani w kulturze postchrześcijańskiej mając do czynienia z tym określeniem mówią o "losie" lub "przeznaczeniu". Jest to błędne pojęcie. Samo słowo bierze się od rdzenia kr co oznacza "czynienie", "robienie". My dzielimy czynność, można powiedzieć, na trzy części: intencja, sam uczynek, jego następstwo. W buddyzmie tego się nie dokonuje, dlatego karma oznacza wszystkie składowe naraz. Polega na kształtowaniu w sobie (wewnątrz i na zewnątrz) dobrych nawyków w postaci energii życiowej. Stąd też ważniejszym jest to jak coś robimy, a nie co robimy. Wiąże się jednak ona z cyklem wcieleń, gdzie były podejmowane decyzje składujące ową energię. Działa w pewien sposób jak ponadczasowy i ponad życiowy efekt motyla. Z tego też powodu wyznawcy tego systemu starają się czynić jak najwięcej rozumianego przez nich dobra, aby później ono się odbiło na ich przyszłym życiu. 

To jest jak z gliną - jeżeli wypalimy tłustą (czyli ze złymi uczynkami) będzie krucha i praktycznie nieprzydatna. Jeżeli przed obrobieniem (następnym wcieleniem) ją odtłuścimy (będziemy czynić dobro) stanie się ona twarda i przydatna (wcześniejsze dobro zostanie przeniesione na przyszłe życie).

Sansara

Krótką pisząc - jest to krąg wcieleń, z którego powodu cierpi całe stworzenie. Nie jest to stan pożądany, a wręcz przeciwnie - niechciany. Życie na coraz wyższych etapach wcieleń jest przyjemniejsze, ale również tam czeka nas ból, śmierć i cierpienie. Możemy również "spaść na niższe" wcielenia i nie wyrwać się z tego tragicznego kręgu. Miejsca wcieleń mają swoją konkretną kolejność, która jest następująca (również przedstawiona na grafice obok):
1. Świat istot piekielnych
2. Świat głodnych duchów
3. Świat zwierząt
4. Świat ludzi
5. Świat półbogów
6. Świat bogów

Nirwana

Jest to cel każdego buddysty. Jego osiągnięcie kładzie kres naszej bytowości, a więc i cierpieniu. Najlepiej stan ten został opisany w Udanie, czyli piśmie kanonicznym buddyzmu therawada zapisanym w języku pali:
Jest taka dziedzina, gdzie nie ma ani ziemi, ani wody, ani ognia, ani powietrza; nieskończonej przestrzeni, nieograniczonej świadomości, nie ma też nicości, postrzegania ani też braku postrzegania. Nie ma tam ani tego świata, ani innego, słońca ani księżyca. Nie nazywam tego przychodzeniem ani odchodzeniem, ani znieruchomieniem, ani śmiercią, ani narodzinami. Jest to bez podstawy, przemiany czy stałości... Oto kres bólu i troski. (...) Jest coś nienarodzonego, nieistniejącego, nieuczynionego, niespowodowanego nie było, nie dałoby się znaleźć dla narodzonego, istniejącego, uczynionego, spowodowanego żadnego rozwiązania. Ale ponieważ to nienarodzone, nieistniejące, nieuczynione, niespowodowane istnieje, jest też rozwiązanie dla narodzonego, istniejącego, uczynionego, spowodowanego (...). Udana VIII, 1-4

Rodzaje buddyzmu

Wiadomo, że denominacji może być tyle ilu mistrzów, ale historycznie wyróżniamy cztery:

  1. 1. buddyzm pierwotny, który jest rudny do uchwycenia, ponieważ Budda nie zostawił żadnych swoich pism; jego istnienie możemy zauważyć w mowach zawartych w pismach jego uczniów
  2. 2. buddyzm hinajan, który związany jest z językiem palijskim
  3. 3. buddyzm mahajana ( japoński zen, koreański son, chan, amidyzm, szkoła czystej krainy)
  4. 4. buddyzm mantrajana/tantryczny (sendai, singon, buddyzm tybetański, kagu, europejski ośrodek Diamentowej Drogi, bon, sakja, ningma, geug, dzionang)
Zasięg ich występowania jest wymieszany i rozciąga się od Azji Centralnej przez Subkontynent Indyjski, Półwysep Indochiński wraz z archipelagami sąsiadującymi po Chiny, Półwysep Koreański i Japonię. Tam doszło do synkretyzmu z rodzimymi religiami bądź systemami religijno-filozoficznymi (Chiny i Japonia) dając całkiem odmienne spojrzenie na życie doczesne oraz przyszłe.

Więcej w następnym wpisie ;)
Krzychu
Udostępnij:    Facebook Twitter Google+

Popularne posty: